subskrybcja: Posty | Komentarze

dla MAM od MAM

32 komentarze

Jakiś czas temu spotkałam dwóch niezwykłych chłopaków na placu zabaw.
Deszcz kropił, Bolo szalał w kałużach a ja z uśmiechem i jakimś spokojem w sercu obserwowałam chłopca, może pięcioletniego oraz jego Tatę.
Chłopiec jak w szale biegał z kubełkiem, który nastawiał tak żeby krople wpadały do środka i krzyczał: ‚Tatku! Mam!!! Mam JĄ!’
Bolo zaczął go naśladować i biegać za nim ze swoim kubełkiem.
Wtedy Chłopiec zatrzymał się i powiedział do Bola:
‚Ty też łapiesz swoją Mamę???’

Bolowi trochę ryczeć się zachciało i gazem do mnie przybiegł na tulki.
Wtedy Tata Chłopca podszedł do mnie i powiedział:
‚Widzi Pani, Mama Jasia odeszła przy jego porodzie. Mały od niedawna bardzo za nią tęskni, choć jej przecież nie zna. Ale czasem to myślę, że zna ją i to bardzo dobrze. To mnie boli najbardziej…’

Ścisnęło mnie w środku. Mocniej Bola przytuliłam. Wtedy Jaś podszedł do mnie i powiedział:
‚Niech się Pani nie smuci! Bo moja Mama jest teraz WSZĘDZIE! Dlatego ją złapię do wiaderka! Zaniosę do domu, żeby dziś zjadła z nami kolację. Tata zrobił jej ulubione naleśniki, z gruszkami!’

Ścisnęło mnie jeszcze mocniej i musiłam powiedzieć temu obcemu człowiekowi, że jest cudownym Tatą, że Jaś ma wielkie szczęście…myśląc jak dużo go ma, i jak dużo go nie ma…
I wtedy Tata Jasia jakby pękł. Napłynęły mu łzy do oczu i powiedział:
‚Proszę Pani, to już tyle lat a boli coraz bardziej. On tak mocno jej potrzebuje, tak mocno tęskni. 
Dlatego powiedziałem mu, że Mama jest wszędzie, też w deszczu…bo deszcz można „złapać”…’

Przypomniałam sobie, że gdzieś to czytałam!
Tak na Chustce!

A było to mniej więcej tak: Joanna widziała, że umiera. I mówiła wprost o tym swojemu dziecku.
Jej synek zapytał: Mamo – a gdzie Ty będziesz jak umrzesz?
Odpowiedziała: Będę WSZĘDZIE!
– A w deszczu też będziesz?
– No pewnie!
– To ja, Mamusiu, będę wychodził w ulewy na dwór i łapał Cię do wiaderka…

Gdy już wychodziliśmy z placu zabaw, Janek podbiegł jeszcze do mnie i powiedział:
‚A wie Pani, że moja Mama jest bardzo piękna?’
Odpowiedziałam:
‚Kochanie wiem! Nie mam co do tego żadnych wątpliwości…’


Wszystkim Pięknym Mamom, tym Tu, i tym Tam, i tym co są WSZĘDZIE – moc dobroci od Mamy Kredki.


Na absolutnie każdym zdjęciu w dzisiejszym poście – spodnie PanPantaloni.
I kratka czerwona, i kratka szara i klimacik boho…
Bo par mamy aż trzy, ale chyba będą cztery 😉
Oczarowana nimi jestem maksymalnie.
Już piałam o nich na fanpagu TU –> KLIK
Nie chcę pisać tego samego co tam. Jednak wszystko podtrzymuję a tej wiosny i lata bez tych portek zwyczajnie sobie nie wyobrażam. Daję za nie własną głowę.
A najlepszym potwierdzeniem moich słów niech będzie fakt, że dla zaprzyjaźnionych Dzieciorów osobiście zamówiłam par dziewięć [na prośbę ich Mam ofkorsik…]

No i mój Mały Pablo…
Malowałby dniami i nocami. Przerabiamy farby w sztyfcie, farby paluszkowe, znikopis, matę wodną…
Nadszedł czas na artyzm streetowy. Zresztą jeden z moich ulubionych…
Szczerze polecam Wam te cudne kredy.
Baaardzo grube. Nie kruszą się, nie łamią [no dobra, jedna pękła jak Tata na nią wskoczył…]
Do tego są prześliczne! Często dwukolorowe. W kropki, w ciapki…
Kolory, jak na kredy, naprawdę nasycone.
Miękko malują.
W zestawie są dwa ‚trzymaki’, które są absolutnie genialne.
No i pudełko – kubełek.
Wszystko trafia na miejsce, po domu ‚się nie wala’ a dumny Pablo sam je taszczy z przejęciem.
Kredowy hit, ja Wam to mówię!
Nasze kredy TU [20 sztuk+2 uchwyty] –> MamaGama 
oraz wersja 4 sztuk z uchwytem TU –> MamaGama



PINup Toys

23 komentarze

Na blogu dawno nie pokazywałam zabawek.
Nie dlatego, że ich nie kupowałam. Choć szczerze mówiąc przez ostatnie tygodnie chęć zakupów zabawkowych opuszczała mnie coraz bardziej.
Nie pokazywałam bo nie znalazłam nic godnego polecenia.
Posucha na rynku. Naprawdę.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że te, które znajdziecie na blogu w zakładce ‚skrzynia z zabawkami’ są w stałym użyciu i właściwie cokolwiek nowego pojawiało się w domu było atrakcją na parę chwil.
I już prawie łapałam depresję zabawkową ale jest. Mam. Znalazłam.

Pierwsza. Przebijanka.
Znany i świetny rodzaj zabawki. Jednak najczęsciej to plastikowy badziew, a nawet jak drewniany to lekka konstrukcja ze sklejki, niestabilny stelaż, małe, często plastikowe elementy do ‚przebijania’.
Przebijanka PinToys.
Śliczna. Duża. Niesamowicie stabilna. Cała z masywnego drewna. Naprawdę duże, ciężkie, drewniane kule.
Nie ma strachu, żeby dać nawet roczniakowi, nie połknie.
Otwory na kule wyłożone gumą, nic się nie ślizga, nie obciera, a przede wszystkim potrzeba kilku porządnych ‚walnięć’ młotkiem aby się przebiły. Bolo często też przepycha je palcami. 
Widzę, że z jakiegoś powodu czerpie z tej czynności przyjemność. 
Podejrzewam, że w kontrolowany przez siebie sposób ćwiczy i uczy się własnej siły.
Przebijanka ćwiczy koordynację wzrokowo ruchową w bardzo sprecyzowany sposób. Uwaga i koncentracja dziecka jest na wysokim poziomie. 
Do tego, te dzieci, które lubią ‚tłuc’ maja szansę bezpiecznie się wyżyć. 
Bolo dodatkowo uwielbia sobie po prostu układać ‚kule – jaja’ w otwory. Układa, przekłada, sortuje według własnych zamysłów. Skupienie na maksa.
Co jeszcze? Zabawka jest bardzo ładna. Z daleka widać, że to masywne drewno. Nie jest to rzecz do wrzucania ze sterta inności do kosza z zabawkami – pięknie wygląda na półce.
Dodam jeszcze, że nic nie odpryskuje, farba się nie ściera.
Z czystym sumieniem polecam. Rewelacja.
Jak na drewnianą zabawkę tej jakości nie jest histerycznie droga [jak np niektóre zabawki PlanToys, które bardzo lubimy ;)]
Drewno kauczukowe.
Przebijanka PINTOYS TU –> Piccoland

Poza tym polecam bliższe przyjrzenie się marce Pintoys – to nowość na polskim rynku, naprawdę brawa za wejście.


Druga zabawka to coś stworzonego po to by Klocek i Kredka oszaleli z radości.
Stali Czytelnicy wiedzą, że Kredka kocha zabawki sensoryczne. Kocha bo są mądre, często piękne a i wie jak stymulująco na rozwój Dzieciora działają. Do tego trzeba dorzucić aktywność wielu zmysłów, wielką ciekawość poznawczą [często też dorosłego] oraz ogrom pisków, zdziwień i emocji jakie takie zabawki wywołują.
Klocki sensoryczne.
Spore. Z genialnym mykiem. Kolorowe szybki! No kto nie kochał i nadal nie kocha zaglądać przez kolorowe szkiełka??? Przyznaję, że bawię się nimi na równi z Bolem. No trzeba zajrzeć zawsze! jak świat, jak Bolson, jak oko, jak but… wyglądają przez każde szkiełko. Trzeba!
Dla Bola to jak czary, wstrzymuje oddech i ogląda z otwarta buzią zielony, pomarańczowy, różowy świat.
Ale to nie wszystko. W każdym klocku zamknięte są różne koraliczki, kulki, pojedyncze elementy.
O rany, ile te małe paluchy się namanipulują! Obracają, przekładają, stukają, no bardzo chcą się dobrać do tych maleństw. I ile oglądania jak się przesypują, jak się turlają, a jak ‚potrzymam tak to one zrobią to…’
I dalej! Każdy klocek wydaje inny dźwięk. Więc jest masa machania, stukania, szurania, szmerania, klikania, a ucho się wsłuchuje, rączka z ciekawością ogromną potrząsa jeszcze tym, i tym, i tym, no i ten jeszcze – jak zabrzmi?…
Jakby tego było mało – można z nich zwyczajnie budować. Jak wspomniałam są dość spore więc świetnie nadają się na budowanie szklanej wieży, która jak leci to jest jednym, wielkim instrumentem.
Wszystkie boki zaokrąglone, drewno tak cudnie aksamitne, że Bolo twierdzi, ‚że aż mizimiziu’.
A całość w drewnianym pudełku bez dwóch ścianek, dzięki któremu nie tylko można sortować, uczyć się układania, wkładania w celowy sposób i tworzenia mozajek to jeszcze, jak poprzednia zabawka, pięknie wygląda na półce.
Bezdyskusyjnie nasz hit ostatnich miesięcy.
Najmocniej polecamy.
Klocki sensoryczne TU –> Piccoland



Cykająca Bomba …

37 komentarzy

Edit: Link nie działa. Artykuł prawdopodobnie jest usunięty…Więc lepiej przejdźcie od razu do Cioci i już…  
Dla wnikliwych artykuł skopiowany – pierwsze 3 komentarze pod postem.
Edit 2: oszaleję 😉 tekst jest, link działa, widocznie serwer się chwilowo ‚zapchał’ 

Pół dnia mnie kusiło, żeby napisać ‚referat’ odnoszący się do najbzdurniejszego ‚artykułu?’ jaki ostatnimi czasy czytałam.
Zapewne bym o nim szybko zapomniała, by nerwów niepotrzebnie nie trwonić ale dwa fakty mi na to nie pozwalają.
Raz, że przewijał się ‚ów tekst’ dzisiaj wiele razy przed moimi oczami a dwa – że napisał go pedagog…

Ten post nie miał być ‚o tym’ i nie chcę Cioci Bola zabierać miejsca.
Obie bardzo ten post przeżywamy, bo to dla nas nowość i oprócz świetnej zabawy, obgryzamy też paluchy jak zostanie przyjęty…
Ale do rzeczy.

Będzie krótko.
Chociaż tyle, że wyłuszczę to, co sprawiło, że ciśnienie skoczyło mi niegrzecznie.

Tekst, który zaraz podlinkuję jest najbardziej niespójnym miszmaszem wiedzy/niewiedzy z jakim miałam do czynienia.
O tym, co tam znajdziemy ‚ewentualnie’ mądrego i prawdziwego pisać nie planuję, bo każdy to sam wyczyta.
Natomiast lista bzdur jest powalająca.

TEKST

1. Jak można do jednego worka wrzucać takie stwierdzenia jak: ‚jestem z ciebie dumna’ oraz ‚jesteś leniem’.
[wybrany przykład]
Oba jako coś niepoprawnego.
No na Boga?! Przecież etykietowanie, wrzucanie w szufladkę, krytyczne ocenianie ‚ostateczne’ jest ogromnie krzywdzące, każdy to chyba wie. Jest stwierdzeniem ‚o kimś’, jest ‚oceną’.
‚Jestem z ciebie dumna’ – odnosi się do uczuć i emocji mówiącego!
Nie opisuje dziecka. Opisuje naszą emocję w stosunku do jego czynu/zachowania.
Dodatkowo jest to tzw pozytywne wzmocnienie, pozytywna motywacja do dalszego działania. Do podejmowania kolejnych wyzwań. Daje sygnał: doceniam to jak się starałeś, niezależnie od wyniku.
Cała moja pedagogiczna edukacja opierała się na tym, żeby pomóc dziecku budować, kształtować pozytywny obraz siebie i innych. 
Stwierdzenie: ‚jesteś leniem’ – jest inną półką, innym zagadnieniem. 

2. Takich przykładów, nieprzemyślanych moim zdaniem, pisanych bez planu, bez składu jest więcej.
Np. zestawienie: ‚będzie mi przykro, jeśli tak postąpisz’ a ‚to twoja wina’.
No aż mnie trzęsie.
Wolno!!! Nawet trzeba nazywać nasze emocje. Musimy uczyć nasze dzieci rozpoznawać i nazywać te emocje! Też te negatywne!
Wolno nam czuć przykrość, złość, frustrację, rozczarowanie i mamy prawo je nazywać!.
Jeśli zachowanie naszego dziecka wywołuje u nas ‚ przykrość’ to należy mu o tym powiedzieć [oczywiście wszystko adekwatnie do wieku, czasem trzeba daną emocję opisać, porozmawiać… ale trzeba ja nazwać!]
I dalej, w tym samym worku: ‚to twoja wina’… no nie mam nawet siły tego komentować.

3. Stwierdzenie ‚nie wolno’.
Zawsze byłam uczona, że jak się da wytłumaczyć ‚dlaczego nie wolno’ to warto to robić.
Jednak ‚nie wolno’ ma też swoje plusy.
Gdy widzimy zagrożenie. Gdy dziecku zagraża niebezpieczeństwo.
Jest to dosadny sygnał, na tyle mocny i jasny, że dziecko, które je zna wie, że żartów nie ma.
Gniazdko z prądem, włączona kuchenka, wchodzenie na parapet – nie wolno! I koniec! Możemy potem tłumaczyć, dlaczego, że będzie ‚bam, kuku, ała’ i inne. Ale pierwsza reakcja powinna być przede wszystkim dosadna i klarowna. Zrozumiały komunikat.
Nie można ‚nie wolno’ naużywać – bo straci moc. Jak wszystkiego nie wolno, to wolno wszystko. 
Ale, moim zdaniem, jest to pełne mocy narzędzie w ‚ustach’ świadomego rodzica.

4. Dalej tekst staje się absurdalny. Niezrozumiały. Mam wrażenie, że Pani, która go pisała nie miała zupełnie pojęcia co chce napisać. Byle pisać.
Akapit: 
Dlaczego wszystko to zrywa relacje?Ponieważ narusza integralność dziecka, przekracza jego granice, nie daje mu przestrzeni na dokonywanie wyborów, zmusza do niechcianego posłuszeństwa lub buntu, też niechcianego. Dzieci, które słyszą takie słowa, przestają sobie ufać. Niestety dorosłym też rzadko ufają. Stają się bezsilne, co może przybrać formę bierności w działaniu, wycofania się z grupy. Takie dzieci wyglądają na przestraszone, nieśmiałe. Łatwo wpadają w płacz. Są bojaźliwe. Na niektóre dzieci krytyka, etykietowania czy osądzanie działają jak przysłowiowa czerwona płachta na byka. Dorośli spotykając takie dzieci twierdzą, że one „uwielbiają walczyć”, bo krzyczą, kopią, biją, używają nieprzyzwoitych słów.  Takie dzieci wyglądają na zadziorne, hałaśliwe, agresywne, czasem wulgarne.

O boziuuu… Ani nie otrzymujemy odpowiedzi na pytanie – dlaczego zrywa te relacje. Ani nie wiemy co to jest ta integralność dziecka…No przynajmniej ja się niczego takiego nie dowiaduję. Mówiąc wprost, no to ja wiem co to jest ‚integralność’, ale nie mam pojęcia co to ‚integralność dziecka’…
Obie z Ciocią Bola czytałyśmy ten fragment kilka razy. Klapa.  
Że cooo? Eeee? O co tu chodzi???
Nie wiadomo.

5. Dalej Pani Pedagog pisze, że wszystkie słowa, i te pozytywne i negatywne mają wpływ na to, co dzieci myślą o sobie. Kształtują ich obraz świata. Wpływają na ich zachowanie. Pokazują jak traktować drugiego, młodszego, słabszego. Uczą, jak rozwiązywać pojawiające się problemy.’
No dokładnie. Zgadzam się. To proszę mi powiedzieć, dlaczego [i w jaki sposób?] te pozytywne są tak samo destruktywne jak te negatywne??? Sprzeczność. 
Czy jak powiem mojemu i nie mojemu dziecku też, że pięknie śpiewa to dokładnie gdzie mu krzywdę robię???
Tym bardziej, że prawdę mówię – DLA MNIE pięknie śpiewa, pięknie maluje, cudownie skacze…
Kolejny raz przypomnę: pozytywne wzmocnienia! I ich moc. Pozytywna!

6. I dalej już nie mam siły ale są przykłady, ‚co zamiast czego’…
Wisienką na torcie jest tekst:
‚W miejsce osądów, etykietowania, krytykowania proponuję posługiwanie się językiem osobistym, który tak dobrze jest znany dzieciom i choćby dlatego jest przez dzieci słyszany. Chcę/nie chcę, lubię/nie lubię, podoba mi się/nie podoba mi się. Zamiast: jak mogłeś uderzyć brata,można powiedzieć: chcę, żebyście bawili się tak, by żadnemu z was nie działa się krzywda bo nie chcę, żebyś bił brata.’

Czym ‚nie lubię, nie podoba mi się’ różni się od ‚jest mi przykro…’ [wracam do pkt 2] ???
A jednak wg Pani to już jest prawidłowe.
I dalej zdanie: ‚chcę, żebyście bawili się tak, by żadnemu z was nie działa się krzywda bo nie chcę, żebyś bił brata.’
No cóż, to zdanie jest po prostu głupie. 

‚Przestaniemy porównywać, gdy będziemy patrzeć wyłącznie na nasze dziecko, a patrząc będziemy widzieć niepowtarzalny, wyjątkowy egzemplarz.’
Tak pisze autorka.
A jednocześnie wg niej nie wolno nam dziecka chwalić, podnosić jego samooceny twierdzeniem ‚jestem z ciebie dumna’ i mówić o tym, że jest wyjątkowe…

Same bzdury. I według mnie wstyd.
Podpisany – pedagog.
Przepraszam, no zwyczajnie mnie nosi.
A oprócz treści – jakość tego jest smutna. Niektóre zdania ‚nie przeszłyby matury’…
Chciałam też podkreślić, że nie krytykuję ‚osoby’ a jej ‚artykuł’.
To różnica 😉
A i ja ‚mylna jestem’ więc wcale nie mówię sobie ‚amen’ pod tym co napisałam.

—————————

Ale ale Ciocia!
Nasza wykochana, ukochana. Najpiękniejsza 😉 dla nas.
Zrobiona przeze mnie na zamówienie KLIK

A Ciocia Bola, co na rowerze się rozbija, po drzewach szaleje dziś w przepięknej sukience Dressyouup.
Każda z nas wie co to mała czarna i czemu jest tak ważna w szafie.
Więc oznajmiam, że równie ważna będzie miała, szara…
A raczej zdystansuje mała, czarną oooostro.
Najwyższej jakości dresówka. Krój arcydzieło.
Na rower, na spacer, na huśtawkę.
A jak zmienimy buty, dodatki staje się świetną kiecką koktajlową.
A do knajpy? Tak.
A na uczelnie? Tak.
Na uroczystość rodzinną? Tak. 
Do pracy? Tak.
Na randkę? Tak. 
Ma taki fason, że jest ‚tym wszystkim’ na raz i ‚każdym’ z osobna.

Piękna i tak mega praktyczna, że niech mała szara zagości w każdej  babskiej szafie.
Daję głowę, że będzie najczęściej ubieranym ciuchem.
Przez Mamy i nieMamy 😉
Polecamy we dwie z wielkim przytupem.
Kiecka Cioci Bola TU –> Piraci!

Aha… i proszę, bądźcie na nas/Cioci, na ile się da, delikatni, bo baaaardzo bidulinka swój debiut przeżywa!  

 

 

    


Konkurs Klocka na Dzień Dziecka – Wygraj ciucha dla Malucha!

19 komentarzy
  
Ile w Tobie – Mamo, Tato, Babciu, Ciociu, Dziadku i Wujku jest jeszcze dziecka???
Odpowiedzcie sobie na to pytanie a nam… pokażcie!
Może to jest niezwykła niemożność odmówienia sobie taplania w błocie?
A może lubicie nadal grzebać ręką w makaronie?
Albo w Waszym domu to Tata godzinami buduje konstrukcje z klocków zapominając o bożym świecie?
Albo Mama, która jak już dorwie farby to dzieło będzie z językiem na brodzie tworzyć?
A może trzepak, no trzeba wejść na trzepak..
Albo w kałużach się taplać, lub wianki robić i nosić z dumą mlecze na głowie???

Pokażcie nam, ile dziecięcego, szczerego i wesołego świata w Was jeszcze jest.
I wygrajcie przecudne ciuchy dla Dzieciora, dokładnie na Dzień Dziecka!
Zapraszamy!

Nagrody: [będzie tyle miejsc ile nagród + 4 wyróżnienia]

150 zł na szaleństwa zakupowe od DressYouUp.


 
 
Pan Pantaloni i ich hitowe pantalony na lato + czapa! Dowolny rozmiar.


Stówka od Boskiej. no BOSKO!

Miętowy zestaw pożądania – bluza i czapa MINT – w dowolnym rozmiarze.


Do cna streetowe LOW – koszulka i spodenki w dowolnym rozmiarze.

Stówka na PlePle ple rozkosze pleple…
 
Dowolne buciki Bartek z kolekcji wiosna-lato 2012 w dowolnym, dostępnym rozmiarze.

Nagrodą jest bon o wartosci 100 zl na kolekcje wiosna – lato mini rodini, Maxomorra i Little Green Radicals.

4 WYRÓŻNIENIA:

ukochane nasze farby opisane TU –> KLIK



Mam nadzieję, że złapaliście chrapkę i smaka a przede wszystkim, wiem, że będziemy znowu super się bawić.
Poszalejcie, zróbcie śmiesznoty i głupotki, to, samo w sobie będzie świetnym prezentem dla Dzieciora, a jak w dodatku, przy okazji wygracie u Klocków???
Do dzieła Wariatuńcie!!!

REGULAMIN:

1. Zdjęcie wyślij na klocek.kredka@gmail.com – w tytule napisz: ‚Konkurs Wygraj ciucha dla Malucha’
Zdjęcie może być archiwalne, byle Wasze!
[ale nie aż tak archiwalne, że macie na nim kilka lat ;)] 
Jednak namawiam, aby pobawić się, oszaleć dzieciorowo na chwilę i przy okazji fotografować te szaleństwa – bezcenna pamiątka 🙂

2. Na zdjęcia czekamy do 27 maja 2013 do godziny 20.00

3. 27 maja 2013 ok godz 22.00 zostanie ogłoszona lista osób przechodzących do drugiego etapu [wyboru dokona Mama Bola ]
– ogłoszenie i album pojawią się na naszym fanpagu na FB TU –> KLIK

4. W dalszym etapie Ekipa Klockowa [Tata, Ciocia, Dziadek, Babcia, Sąsiad, Listonosz i Mama Dwojga] przydzielą swoje punkty wg, których zostaną wyłonieni wygrani.
Ogłoszenie wyników – w Dzień Dziecka 1 czerwca do godz. 22.00

5. Nie przyjmujemy kolaży!
Jedna osoba/mail – jedno zdjęcie.
Rozmiar zdjęcia nie może przekraczać 800px na dłuższym boku i 500kb wagi.
Proszę respektujcie te warunki 🙂

6. Nie ma miejsc!
Wyłonimy tyle wygranych ile jest nagród.
Nagrody przydzielimy losowo.

7. Udostępnij nasz plakat na FB – TU –>  KLIK

Czuję, że będzie SUPER!




bo tylko krowa…

53 komentarze

Do tego postu zbierałam się jak pies do jeża.
W blogosferze afery, awantury, jad i niezrozumienie.
Sponsoring.
Kilka razy coś, u kogoś napisałam w komentarzu ale generalnie temat omijałam szerokim łukiem.
Nie dla mnie wojenki, debaty, nie prowadzące do wniosków polemiki.
Nie dla mnie.

Do dziś nie wiem jak to się stało, ale skoro się stało to znaczy, że robię coś dobrze, że do mnie żaden hejt nie trafia. Czy uwierzycie, że odkąd istnieje Klocek i Kredka nigdy, ani razu, nie moderowałam komentarza???
Nie musiałam. Piszą tu osoby takie do jakich piszę ja. To mój największy sukces.
Być może teraz wywołuję wilka z lasu. Zaryzykuję jednak.

Sponsoring. Blogi, banery, posty sponsorowane…
Nie mi oceniać. Net to takie miejsce, że jak gdzieś nie chcę wchodzić to nie wchodzę.
Jeśli mi się nie podoba, nie mój poziom, więcej nie wchodzę.
Co lubi czytać Kredka? Kredka lubi CZYTAĆ. Nie znosi jednak grafomańskich poematów…
I braku umiejętności posługiwania się językiem polskim, nie znosi…
I oglądać piękne zdjęcia lubi. I lubi się inspirować.

I takie miejsca odwiedzam. I głęboko w dupalu mam czy ktoś daną rzecz kupił, dostał czy ukradł.
Nie moje sumienie. Nie moje podwórko. Nie moja sprawa.
Więc o innych blogach i ich sposobach tu pisać nie będę. Żyj i daj żyć.
Ja w te gierki nie wchodzę. Robię swoje, po swojemu.

Za to czuję, że należy się Wam, Czytelnikom moim! wyjaśnienie jak to jest na Klocku.
I o tym teraz napiszę. Jak na spowiedzi, drżącą ręką a nawet dwiema.
Gdy zaczynałam ‚klockować’ przysięgłam sobie kilka zasad, którym będę wierna.
Najważniejsza to taka, że nie pokażę nic, pod czym nie podpiszę się imieniem i nazwiskiem, które zresztą cenię wysoko.
Nie pokażę nic czego moje dziecko, moja rodzina, lub ja sama nie pokochałam  szczerze.
Nie pokaże nic co jest niezgodne ze mną, moją estetyką i moimi przekonaniami.
Nie pokażę nic dla samego pokazania.
Wierna jestem temu. To Wam obiecuję.
Jako, że przybywa Was więcej i więcej i wiem, że kierujecie się często moimi sugestiami czuję odpowiedzialność za to co piszę i za to co polecam.

Jak to się odbywa najczęściej? [bo bywają wyjątki, o tym za chwilę]
Wyszukuję coś w sieci. Kilka dni mam otwartą zakładkę z daną rzeczą. Czytam, dumam, oglądam, porównuję. W końcu wiem. To jest to! Chcę do dla Bola, dla siebie, dla domu. To coś dla nas.
I piszę. Piszę, że umarłam na daną rzecz. Że tak czy siak pewnie ją pokażę na blogu. Jednak będę linkować, a to wielka reklama dla firmy, wielka moc, i mnóstwo wejść na produkt.
Więc proponuję np – ja jedną rzecz kupię a Wy dacie drugą na nagrodę w konkursie dla Czytelników [tak np było z TupTupem] albo może zechcecie dać w barter to i to bo to coś czego szukałam długo, i pewnie mnóstwo mam tak szukało [sandałki Bobux] i sądzę, że wielu również się spodoba.
Koszt bucików kontra moja praca.
Sesja, obróbka zdjęć, tekst, cała oprawa, FB, linkowanie… czy to jest warte tej ceny?
Z absolutną pewnością mówię TAK. A obiektywnie patrząc to mało, bardzo mało.
Nie oszukujmy się – to reklama. Najtańsza z dostępnych i cholernie skuteczna.
Każdy post to ok 4 godzin jednolitej pracy, bez sesji zdjęciowej, bez szperania, wyszukiwania. Więc TAK.
Czy kupiłabym te sandałki tak czy inaczej? TAK.
Czy pokazałabym Wam je z tym samym zachwytem? TAK x 100.

Na czele mam idee mojego bloga. I zaufanie Mam. Zdobywam je świadomie, pokornie i wiem, że jest bezcenne. Nie zaryzykuję kilkuset złotymi jego utraty.
Nie wciskam też Wam kitu, że niby coś pokazuję przypadkiem, jakby niechcący.
Więc podsumowując. Pokazuję rzeczy, które kupuję, które dostaję, które po prostu chcę Wam polecić.
Jak Matula – Matuli.
Piszę zawsze prawdę, zawsze z serca i bez ‚przymusu sponsorowanego’.
A co jeśli dostaję coś co mi się nie podoba?
No właśnie. Ja nie jestem poszukiwaczką gratisów. Ja nawet ich nie chcę w tym rozumieniu.
Każdego dnia odmawiam kilku markom, sklepom, firmom.
I piszę, że przepraszam ale to nie w naszej estetyce albo jakość nie taka..
Nie potrzebuję stu niekapków, proszków do prania, baniek i kolorowych plastrów.
Nie chcę następnej sówki minky ani szóstej pary butów [o tym za chwilę]
Nie pokażę Bola [ani w domu, ani na spacerze ani na blogu] w spodniach w misie albo inne upiorne zajączki więc ich nie chcę.
Nie chcę firanek w motyle i pościeli z wyhaftowanym imieniem.
Nie lubię takich rzeczy, nie podobają mi się, nie potrzebuję ich.
Dziękuję, bardzo mi miło ale nie.

Kilka razy w miesiącu – oddaję.
Bo mnie coś rozczarowało, i mimo, że sądziłam, że będzie afera – to nie jest.
Więc – nie, dziękuję ślicznie za zainteresowanie nami – ale nie.

Kolejna sprawa. Lubię być wierna markom. Są takie, które ubóstwiam miesiącami, latami, nie jeden ich produkt ale całość, zawsze łącznie z oprawą.
Z takimi markami się … jakby to powiedzieć, przyjaźnię.
Czy dostaję rzeczy? Czasami tak, czasami z dużym upustem, czasami do zamówienia dołączona jest niespodzianka. Jednak podkreślam, jeśli coś trafia na blog – to ja Kredka, podpisuję się pod tym.
I nigdy, przenigdy nie chcę się tego wstydzić. Bo potem dostaję kilkanaście maili – bożeeee miałaś rację! To jest cudne – takie, śmiakie – ale dziękuję za inspirację, za wskazówkę. Zapadałabym się chyba pod ziemię gdybym pokazała coś lichego, opisałabym jako złoto i miałam świadomość, że któraś z Was miałaby to kupić.
Never ever.

Jeszcze jeden przykład. Nie oceniam blogów, które opisują ‚wszystko’. Po prostu mnie to nudzi i tego nie czytam. Ale skoro istnieją, niech sobie istnieją. Mi nic do tego. Nie jesteśmy też stylistami i nie promujemy ‚francuskich szyków’ – nic do nich, tych szyków nie mam, ale zwyczajnie to nie dla nas.
Lubimy się wyróżniać. Ale na moich zasadach 😉
Nie ubieram Bola do zdjęć w nic czego nie nosi na co dzień. Nie daję mu do zabawy nic, czego jako mama i pedagog z pełną odpowiedzialnością nie serwowałabym i tak swojemu dziecku.
I kij skąd to.
Jedna z marek odzieżowych [ta od tego pana co fajnie śpiewa i śmiesznie mówi..] proponowała nam współpracę, jak i wielu blogom, sądzę. Ja podziękowałam. I schlebia mi, że zostaliśmy dostrzeżeni, i fajne ciuchy robią. Fajne, fajne ale nie dla nas. Nie ubrałabym w nie Bola i już. Nie moja bajka.
Więc nie krytykuję ale soreczki, mam inne typy.
Wierność swojej intuicji, estetyce, przekonaniom.

Napisałam to wszystko niechętnie ale szczerze. Wypadało zająć stanowisko.
Moje podsumowanie w ‚dwóch słowach’ jest takie.
Jak każda praca, tak i ta blogowa, w zależności jak dobrą [lub złą] robotę robisz – ma swoją cenę.
Jak dorzucę do ‚roboty’ pasję i lojalność wobec siebie i czytelników mam ‚swoja przestrzeń idealną’
I ją będę dopieszczać, nad nią będę pracować i jej poświęcę wszystkie zdolności i umiejętności jakie [chyba!?] posiadam. Kocham swój blog, którego twarzą jest mój syn..
Nie napluję do własnego okna. To Wam obiecuję.

Nie wiem czy rykoszetem nie oberwę teraz. Ryzyk fizyk. Ufam sobie.

[aha! i zastrzegam sobie, że jeśli współpracę zaproponuje mi Marcedes, i da w barter [:D] takie auto, nooo z tych z klasy S – to będę nieobiektywna i się sprzedam – ok?]
———————————————————

I teraz bomba.
Jedną z marek, które chciały aby Bolo ‚przestestował’ ich produkty jest firma Bartek.
Bucikowa firma.
Pecha mają. Kredka tak kocha Gucie, że napisała z marszu – nie.
Ale Bartek swoje wie, i piszą znowu, żebyśmy spróbowali…
Że te butki to takie zdrowe, solidne, że ach i och.
A Kredka na to – nooo, ale nie za ładne… za przeproszeniem.
A Bartek nie zbity z tropu Kredce pisze – ale stopa to i to, iże na pewno wśród mnóstwa modeli coś się znajdzie Klockowego…
No to Kredka patrzy. Nie bardzo. No nie za bardzo… No ostatecznie te by mogły być…
Wchodzi Tata Bola. ‚O! Jakie świetne buty na rower dla Bola! Brakuje nam takich terenowców, kupujesz tak?’
I Kredka teraz zbita z tropu. Kurde, może odpuść, daj szanse tym Bartkom.
Dałam.
Ile ja się naklęłam jak ubierałam Bola. No nie podoba mi się, no nic do tego nie pasuje, no nie nie nie.
Wchodzi Tata Bola. Dawaj skarpetę i lecimy na rower! Dałam. Jakieś ‚czeskie’ – naprawdę nie wiedziałam jak dobrać.

Bolo zaczął późno chodzić. Jeszcze często fika mu się. W Bartkach pobiegł. Bez wywrotki biegł i biegł.
W ‚teren’ wbiegł i nadal w pionie. Górki, pagórki. Rower, hulajnoga.. Bartki czary robią, dziecko pion stabilnie trzyma, nie potyka się, biegnie, biegnie…

A Tata Bola mówi:
‚No nareszcie chłopak ma porządne terenówki.’
A ja przyznaję – są świetne. Nie za piękne. Ale świetne. A jak dodamy do tego fakt, że to w sumie sandały, przewiewne, stopa sucha, nie ‚pachnąca’ to ja jestem na tak i polecam. W teren.
[nawet jak się nie da do nich dobrać fajnych skarpetek, ale Tata Bola mówi, że i w ‚czeskich’ damy radę…]

Nasze BARTKI TU –> Terenówki na lato

* ‚czeskie skarpety’ to dla mnie taka przenośnia dla skarpet rodem z estetycznego piekła, z napisami, autami i innymi PRLowskimi desi’ami wyglądającymi na poliester 😉 – wiem, że to zdanie jest nie po polsku, ech.

Jeszcze jeden produkt ‚przylokuję’
Pled.
No arcydzieło.
To nasz piknikowy, stały element. Nie za duży, nie za mały, siedzi w koszu wózka.
Jest PIĘKNY. tak piękny, że wśród zieloności i słońca zwaraca uwagę przechodniów, babcie się pytają czy malowany, mamy się pytają ‚skąd’ a dzieci chcą na nim siedzieć i opowiadać co widzą.
Z przykrością muszę Wam napisać, że to jeden, unikatowy egzemplarz ale polecam przejrzenie innych. Jak dla mnie to wiosenno-letni must have. Nie kocyk z domu. 
Pled na trawę, na piach.
Na plażę. Zabieramy go na Kretę na 100%.
Pledy [nie tylko dzieciorowe wzory!] TU –>  DressYouUp

Pantery [przeboskie] na dupce TU –> Mini Rodini

Wąsy na brzuchu TU –> Kids on the Moon

O TupTupie – będzie niebawem. Bo takiego research’u jaki Matka zrobiła jeszcze nie było.
Ale już teraz piszemy – to NASZ typ biegówki! Jednak hitem jest nasza hulajnoga [KLIK] – rowerek ma niebanalną konkurencję…