subskrybcja: Posty | Komentarze

Świąteczne Inspiracje – Aleksandra Wrzos

31 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Aleksandra Wrzos

Piękno jest względne. Na KiKu pokazuję Wam moją subiektywną estetykę. Jednak tym razem jestem pewna, że pokażę Wam piękno uniwersalne. Zwyczajnie nie wierzę, że dzisiejszą 'inspiracją' można się nie zachwycić.

Drewno. Zdjęcia. Czerń i biel. Wszystko dopasowane przez sprawne oko i artystyczną duszę. Dopełnione surowym sznurkiem. To jeden z tych razy kiedy mam wrażenie, że 'ktoś' wszedł mi do głowy, poszperał i stwierdził: no tak, 'ona' nie potrafi tego zrobić więc zrobię to 'ja'.

Ola Wrzos. Piękny pomysł, doskonałe wykonanie i cała masa zaangażowania. Drewniane serca. A na nich osobiste wspomnienia. Podane tak, że 'twardy koleś' poczuje ukłucie emocji. Uwielbiam, ubóstwiam rzeczy, które potrafią to sprawić.

Jak wiecie kocham fotografię. Poświęcam jej wiele godzin, wiele serca i wiele ciągłej, nie przerwanej nauki. Jednocześnie nie znoszę zbieraczy kurzy. Lubię minimalizm, powtórzę się, ale gdybym mieszkała sama żyłabym w szaro-białym domu z jednym 'dodatkiem' na pomieszczenie. Drukowane zdjęcia przechowuję w albumach. Resztę na dyskach. Ale nie oglądam ich na co dzień w ramkach. Nie lubię. Poniższa forma 'drugiego życia' zdjęcia przemawia do mnie przemocno. Bo posłuchajcie…

Albo lepiej, wyobraźcie sobie świąteczne drzewko ozdobione tymi cudami. Nasza choinka, co rok, nie ma bombek. Ma za to całą masę drewnianych piękności, słomianych cudności, suszonych owoców, orzechów i obowiązkowo, corocznych, robionych wspólnie pierników. Brzydactw nad brzydactwa – najpiękniejszych. Poniższe serducha są stworzone na nasze drzewko…

Ale pójdźmy dalej. Zawieśmy takie serce na lampce nocnej. Włóżmy je do książki jako zakładkę. Zawieśmy w pokoju dziecięcym na sznurze… Dajmy je najbliższym w prezencie – zamiast corocznych drukowanych fotoksiążek i kalendarzy. Niech Babcie i Dziadkowie zawieszą je na choince a po Świętach na kominku… świeczniku… lampce… Dajmy ukochanym 'inaczej podane' zdjęcie naszej miłości, dajmy przyjacielowi wspomnienie wspólnej wyprawy…

Jestem zachwycona. Kłaniam się autorce, za pomysł, za przygotowanie moich zdjęć [pierwszy raz nie wściekłam się gdy ktoś pociął moje fotografie] i za wykonanie [to nie naklejki!].

Drewno, sznur, czerń i biel i ogromna dawka wspomnień i przeżyć. W małym cudeńku. Niech i Wam będzie tak pięknie.

Drewniane serduszka z osobistymi zdjęciami – Aleksandra Wrzos – aleksandra.wrzos@interia.pl

IMG_9420_filtered

IMG_9421_filtered

IMG_9422_filtered

IMG_9423

IMG_9423_filtered

IMG_9424_filtered

IMG_9515_filtered


Świąteczne Inspiracje – Djeco

21 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Djeco

Jedziemy dalej z pomysłami na prezenty. Tym razem znana marka, która jak sama pisałam 'nie zawsze świeci' ale mają pewien produkt, który jest absolutnie rewelacyjny i sama 'stosuję' go często jako prezent dla znanych mi Kurdupli. Nigdy nie zawodzi. I ma pewne cechy, które kochają też Rodzice.

Djeco. Djeco to różności jednak ja chcę polecić puzzle. Brzmi banalnie ale 'myk' tej konkretnej serii jest zachwycający. Puzzle DUO i Puzzle TRIO. A od niedawna Djeco wprowadziło nowości do tej oferty, które zawładnęły Bolem na amen.

Puzzle DUO – dwa elementy. Puzzle TRIO – wiadomo, trzy. Pierwsze wg producenta od 2 roku życia, drugie od 3. Jednak pierwsze puzzle duo mieliśmy gdy Bolson miał ok 16 miesięcy i sprawdzały się rewelacyjnie więc obniżyłabym te 'zalecenia' co najmniej o pół roku.

Na czym polega ich wyjątkowość? Przede wszystkim na pomyśle 'tematu'. Jedno pudełko – jeden temat. Mamy do zestawienia Mamy z Dziećmi, Zwierzaki i ich Domy, Zwierzaki i ich Jedzenie. Oraz nowości. Zwierzaki i liczby, Zwierzaki i przeciwieństwa [!!!] czy Zwierzaki i [ukochane Bola] 'peek-a-boo!' czyli zabawa w chowanego. Trio to krótkie historyjki, gdzie mamy następstwo zdarzeń. Poniżej zobaczycie wszystkie wersje.

Puzzle, o których piszę to również świetna kreska. Inna, wyróżniająca się, radosna i wymalowana z pewnym 'przerysowaniem', które jest dla dziecka śmieszne. To też jakość. Część zestawów, które zobaczycie poniżej mają za sobą już ponad rok użytkowania. No afera.

I coś co uwielbiam ja jako rodzic. Pudełka. Ze sznurkiem. Mały genialnie kojarzy 'jak i co posprzątać', segreguje elementy w zależności od opakowania a potem zanosi na miejsce jak małą walizeczkę. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że super wyglądają na półce, również jako element dekoracyjny pokoju.

IMG_9402_filtered_filtered

I trochę elementu edukacyjnego. Bolo zaczął składać samodzielnie te podwójne elementy przed drugimi urodzinami ALE prawie rok wcześniej korzystaliśmy z puzzli jako okazji do opowiadań. Pięknie sprzyjają nauce nazewnictwa [kurnik, ul, stajnia..], cudownie wpływają na wyobraźnię [bo przecież pies to je kość a kot pije mleko ale co by było jakby koń zjadł miód?… aj nie pasuje…bo miód zjada miś…] Od niedawna Bolo podejmuje próby liczenia, wersja z liczbami genialnie to wspomaga i Gapek zaczął rozpoznawać cyfry jako znaki graficzne. Przeciwieństwa wywołują u Bola poczucie porządku, szuka potem skojarzeń w codzienności – O! Mamo! Dzień! Nie noc!

No i emocje – schowane zwierzaki powodują pisk i element zaskoczenia. Prowokuje do pytania: gdzie? [pod, nad, w, obok…] A hitem na długie, naprawdę długie minuty są historyjki. Pies był straszliwie brudny, ale nie stał się od razu czysty, nie nie! Musiał najpierw wejść do wanny i się umyć. Cudowne ćwiczenie na poziomie przyczyna-skutek i oczywiście! przekłada się to na własne tworzenie historyjek: 'Mamo! Kickic mówił obiad! Mama łobi zupkę. Kickic je…'

Wszystko to stymuluje wyobraźnię, stymuluje mowę, uczy nowych pojęć i skojarzeń.

IMG_9320_filtered_filtered

IMG_9357_filtered_filtered

IMG_9376_filtered_filtered

Jednak są to puzzle. Więc nie zapominajmy, że Kurdupel ćwiczy też koordynację wzrokowo – ruchową, małą motorykę. Puzzle Duo Djeco są mądre. Bo są doskonale dostosowane na możliwości 2-3 latka, bardzo łatwe do złożenia. Ale jeśli Twoje dziecko nie układa puzzli, a nawet się za to nie zabiera to zupełnie się tym nie przejmuj Matula! To przyjdzie samo i jest drugorzędne w tej fantastycznej zabawce. Niech zestawia bez składania, niech Ci opowiada, niech zgaduje, niech szuka… Możliwości jest tysiące.

Jest jedno ryzyko jeśli kupisz jakieś Duo albo Trio. Będziesz chciała kolejne. Na stówę!

Wszystkie puzzle przedstawione w poście kupisz TU –> KLIK

IMG_9266_filtered_filtered

IMG_9268_filtered_filtered

IMG_9269_filtered_filtered

IMG_9270_filtered_filtered

IMG_9271_filtered_filtered

IMG_9272_filtered_filtered

IMG_9273_filtered_filtered

IMG_9276_filtered_filtered

IMG_9278_filtered_filtered

IMG_9412_filtered_filtered


Kredka SUSZY!

96 komentarzy
Kredka SUSZY!

Świat się kończy! Kredka suszy! Nie dość, że odpaliła piekielną [bo kuchenną] maszynę, to jeszcze z niej całkiem na serio skorzystała.

Muszę się do czegoś przyznać. Żadna ze mnie Bogini Kuchni. Żadna. W kuchni z rozkoszą parzę kawę, wkładam łyżki w kremy czeko i podgrzewam kaszkę w MV… Stało się tak, że z prawdziwej Bogini [co dzień dwa dania, deser, drożdżowe samo wyłaziło mi z michy a ja robiłam projekty kulinarne typu: tydzień litewski] w czasie ciąży zamieniłam się w lenia patentowanego w zakresie kuchennym. No nudzi mnie to okrutnie. Nasterczy się człek, nalepi, nasyfi, napiecze a potem nie dość, że tyje to jeszcze ma kupę sprzątania. A kysz.

Wyjątek stanowią zrywy pichcenia dla Bobka, które najczęściej wynikają z olśnień i trosk matczynych: a może placki na miodzie i mleku?! Wtedy Tata Bola raduje się niezmiernie bo w domu czuć zapach jedzenia. Bo tak na co dzień to czuć zapach kawy, czekolady i czyściutkiego blatu [lubię!].

IMG_9231_filtered_filtered

Gdy dostałam propozycję od Zelmera aby przetestować suszarkę do żywności, ociupinkę podśmiechujkę miałam. A Tata Bola, tak się śmiał, że [jakby to Dziadzia Bola rezolutnie i niezbyt elegancko powiedział] prawie zajady mu popękały.

Do projektu podeszłam radośnie i z przymrużeniem oka. No bo co ja tam mogę ususzyć? Banany? Jabłka? No tak, każdy zna chipsy owocowe. Ja wiem, że zdrowe jak diabli ale nie lubię. Grzybów nie zbieram i nie kupuję bo się ich boję. Suszone mięso… no może jakbym mieszkała w Domku na Prerii… Ale zaczęłam mały research i okazało się, że nawet jak dla mnie możliwości jest multum a ja zaczęłam SUSZYĆ!

Nie bójcie się, nie będzie to post w stylu: 'suszarka ma moc milion sto i dodatkowo odpływ na podczerwień…' Opowiem Wam za to jak się bawiłam, i jak to się okazało, że i Kredka suszarkę do żywności mieć powinna. Szok.

IMG_9225_filtered_filtered

IMG_9227_filtered_filtered

IMG_9229_filtered_filtered

IMG_9233_filtered_filtered

Na pierwszy ogień poszły pomidorki koktajlowe i papryczki chili. Ususzone, włożone do słoika i zalane dobrą oliwą. O ludzie! Po kilku dniach otrzymujemy pyszny dodatek do posiłków ale też 'pastę'. Widelcem rozgniatamy łyżkę tej pyszności i wrzucamy na opieczony chleb. Bajka. Albo dajemy jako smarowacz do pizzy. Słodko-ostry smak, niesamowicie intensywny. Świetna baza do wielu sosów a i pięknie wyglądająca przekąska na imprezy. No czad.

IMG_9256_filtered_filtered

IMG_9257_filtered_filtered

Dalej – domowe musli. Ususzone owoce, cała masa ziarenek i płatków owsianych. Wszystko zalane roztopioną łyżką masła, dwoma miodu i do piekarnika. Niebo! Przysięgam, że nigdy nie jadłam tak dobrego musli. A Bolo wyjada je prosto z miski, na sucho. Czy muszę dodawać jak Matkę Niejadka cieszy ten fakt? Toż każdy kęs to samo zdrowie.

IMG_9241_filtered_filtered

IMG_9253_filtered_filtered

Potem na 'suszenie' poszły cytrusy. Kiedyś suszyłam plastry pomarańczy na kaloryferze tak aby potem wieszać je na choince. I w tym roku zawitają na drzewku ale … ale te wysuszone plastry pomarańczy i cytryny wrzucamy teraz do gorącej herbaty. Nie umiem słowami opisać zapachu jaki roznosi się w domu. I jakiego intensywnego smaku, zwykłej herbacie, nadają te frykasy. Po prostu coś wspaniałego.

IMG_9243_filtered_filtered

IMG_9246_filtered_filtered

IMG_9247_filtered_filtered

IMG_9250_filtered_filtered

Jednym zdaniem – Kredka może – każdy może! Szał suszenia mi nie minął ale o tym za chwilę. Bo musicie mi pomóc…

Co mogę powiedzieć o suszarce Zelmer? Ma 3 przyciski. On/Off. Moc. Czas. To lubię! Nie znoszę 'maszyn' kuchennych, nad których instrukcjach obsługi spędzam więcej czasu niż na samym przyrządzaniu potrawy. Nie znam się na żarciu prądu ale znane mi prawdziwe Boginie Kuchni twierdzą, że zużycie jest histerycznie niższe niż w piekarniku. Potrawy zachowują wszystkie swoje właściwości i składniki odżywcze a zmniejszenie objętości przekonuje i mnie, tę która nie znosi chomikować.

Suszyć można właściwie wszystko: owoce, warzywa, zioła, przyprawy, mięso a nawet jogurt! To sprzęt, który ucieszy każdą grzybiarkę, działkowiczkę ale też zwyczajną Panią Domu [lub Pana!], osoby, które cenią sobie intensywność smaku i ważne dla nich jest, że 'wiem co jem'.

male20tekst

A teraz WY. Suszycie?

Mam dla Was Suszarkę Zelmer – dokładnie TĘ –> KLIK oraz trzy pudła z przyprawami i innymi przydatnościami kuchennymi

[plus fartuch ;)]

WAŻNY EDIT!!! – nie 3 a 30 pudeł! Kredka zero zjadła… TRZYDZIEŚCI!

Co trzeba zrobić by wygrać? Proste i szybkie jak drut.

1. Napisz w komentarzu przepis na potrawę, w której użyty jest składnik 'suszony' – dowolność totalna. Zupy, dania, desery, dodatki… Podpisz się i udostępnij grafikę konkursową TU –> KLIK.

2. Na komentarze czekamy do piątku 1 listopada 2013. W weekend [2-3.11] wybiorę 4 potrawy, które przygotuję w domu. Dla Bola i Taty Bola. Tę, którą zjedzą z największym smakiem nagrodzimy suszarką. Trzy pozostałe – nagrodami dodatkowymi.

3. Wyniki w TYM POŚCIE w formie 'edit' pojawią się najpóźniej do wtorku 5.11.2013.

No to Kochani, dajcie coś na ząb!!!

Sponsorem postu i nagród jest ZELMER.

==========================================================================

EDIT 2.11.2013

WYNIKI – 31 wygranych, z których JEDNA wcale nie otrzyma pudła fajności … Ona otrzyma Suszarkę – kto to będzie – dowiecie się za kilka dni jak popichcę dla chłopaków.

Także śledźcie nas pilnie!

Dziękuję za wspaniały konkurs – jesteście niesamowite Matule! – to baza na świetną książkę kucharską pt. 'Susz i Gotuj' – może jakieś wydawnictwo nasz czyta?…

I WAŻNE – jeśli nie podałaś Matulo swego imienia i nazwiska przy okazji przepisu, zrób to teraz, migusiem, korzystając z funkcji 'odpowiedz' na swój własny komentarz, inaczej nie będę mogła zweryfikować maili od Was.

Oto 31 przepisów, które mają szanse skraść serca Klockowych Chłopaków:

[proszę o adres i nr telefonu na klocek.kredka@gmail.com w tytule [błagam!] wpiszcie: ZELMER, czekam do środy 6.11.2013]

1. Aleksandra Filipowska -mleczny start z suszonymi owocami
2. Justyna – makaron po prowansalsku
3. Alicja Komorowska – coś w sam raz dla Byłej Bogini Kuchni
4. Joasia – pierożki z ciasta francuskiego
5. Mama Antka – rolada bakaliowa z suszem
6. Liz – tartaletki z suszonymi pomidorami
7. Ika – Hummus – pasta do chleba
8. Justyna Robakowska – kopytka z kurkami i suszonymi pomidorami
9. Katarzyna Czechowicz – granola z migdałami
10. Kasik – devolay ala kasik
11. Mama Bestii – śniadanie dla Bola
12. Joanna Różyło-Huryń – kuleczki drobiowe
13. Roma Krajewska – kuleczki pełne zdrowia
14. Bogusia Bończyk – schab w plastrach
15. Iwona Górkiewicz – kieszonki drobiowe
16. Monia – sałatka z awocado
17. Anita – zdrowy torcik
18. Halina Tarnowska – muffinki z winogronami
19. Ania – Polewka z maślanki
20. Sara Skotak – pasta z białego sera i suszonych pomidorków
21. Monika Sowińska – smalec
22. Buuba – śliwki w czekoladzie i karmelu
23. Justyna Styczeń – ciasteczka owsiane
24. Ula Wiśniewska – tarta z kurczakiem, awokado i suszonymi pomidorami
25. Joanna J. – leczniczy kompot z borówek
26. Magdalena Kurgan- Szlachta – zawsze wychodzące muffinki
27. Paulina Z – spicy coffee 
28. Ela – migdąłowy chlebek
29. Bogusia Kamecka – gołąbki bez zawijania
30. Madzia J – włoskie ciasteczka Cantuccini dwukolorowe
31. Lidus – Buraczkowe wytrawne mufiny z suszonymi pomidorami i majerankiem
 
No dobra… pisząc to zaśliniłam się na amen.
Jak myślicie – które 4 przepisy wybrałam do wypróbowania już teraz??? 😉
 
KOLEJNY EDIT za parę dni!

 

KOLEJNY EDIT 🙂

Suszarkę Zelmera wygrywa:

13. Roma Krajewska – kuleczki pełne zdrowia

Jestem zachwycona! Robi się migiem, wygląda cudnie, smakuje – wow!, nie wiem skąd smak karmelowy ale jest… Poza tym Bolo zajada aż mu się uszy trzęsą a mi dobrze na sercu, że w każdej kulce ogormna dawka dobroci. Takie słodycze możemy jeść codziennie!

[no i Tata Bola zajada również z trzęsącymi uszami o ile zdąży… bo to nasza 3 seria już!]

[testowałam jeszcze 3 inne przepisy, wszystkie zasługują na wyróżnienie, pokażę je systematycznie w ‚KiK w kuchni’]

Najmocniej wszystkim dziękuję, sama wchodzę na ten post wiele razy po to żeby zaczerpnąć inspiracje z Waszych komentarzy!!!

IMG_0324_filtered_filtered

IMG_0328_filtered_filtered

IMG_0338_filtered_filtered

IMG_0341_filtered_filtered

IMG_0354_filtered_filtered

Przepis na kuleczki pełne zdrowia:) Przepis znalazłam w internecie przed urodzinową imprezą mojego smyka i to był strzał w dziesiątkę. Zajadali się wszyscy i dzieciaki i ich rodzice. Wszyscy pytali o przepis i nikt nie chciał wierzyć, że to same zdrowe składniki. Są pysznie karmelowe, proste i cudne jak z najlepszej cukierni. Myślę że przepis można modyfikować zupełnie dowolnymi suszonymi owocami czy orzechami. No i blender dobry potrzebny, bo nie wiem czy każdy podoła 😉

Skład: 

100 g suszonych daktyli 

100 g suszonych fig

100 g płatków owsianych [ Kredka: ja użyłam prażonych, mam wstręt do ‚owsianki’ 😉 ]

100 g orzechów laskowych

50 g migdałów

50 g rodzynek

150 g suszonych moreli [ Kredka: dodałam jeszcze ziarno słonecznika ]

Orzechy, migdały i twarde owoce zalać wrzątkiem i zostawić na około 2 godziny. Wylać wodę, dorzucić pozostałe składniki i zmiksować blenderem na gładką masę. Wilgotnymi dłońmi formować kulki wielkości orzecha włoskiego i obtaczać w wiórkach kokosowych, kakale, otrębach, płatkach migdałów, kruszonych orzechach lub w tartej czekoladzie. Można każdy osobno zapakować w ozdobne papierki – ja np kupiłam takie kolorowe papilotki jak na babeczki tylko maleńkie 😉


era Wodnika

38 komentarzy
era Wodnika

Ona. Zaraz po maturze zdecydowała, że chce poznać świat. Studia mogą poczekać. Wsiadła na statek w Porcie Gdańskim i przez kilka tygodni płynęła do Stanów. Sama. Miała ze sobą małą walizkę z mini spódniczkami, niebieskim cieniem do oczu i kamerę 8mm. Wspominała, że na statku poznała tak wiele osobliwości, że już wtedy wiedziała, że to droga dla niej. Jadała kolacje przy stole kapitańskim, tańczyła do białego rana i kręciła filmy. Dla swojej mamy.

Gdy dotarła do Chicago zachłysnęła się ogromem kolorów, dźwięków i entuzjazmu. To był rok 1969. Przełom dziesięcioleci, era Wodnika…

Była szaloną fanką Beatles'ów, nigdy nie przepadała za Elvisem. Teraz zapewne kochałaby The Baseballs

Zmuszała się do snów, w których szła na koncert aby na żywo posłuchać 'Stawberry Fields' a potem budziła się zła na siebie, że we śnie nie zemdlała.

Ubierała się w króciutkie spódniczki lub dzwony, topy miała tyci maciupkie albo duże, wyszyte całe koralikami. Do tego wysokie buty, za kolana, na diabelnym obcasie…

Od zawsze bardzo ciemne, gęste, proste włosy. Z przedziałkiem na środku. I rzęsy, aż po horyzont.

175 cm wzrostu, talia osy i dość szerokie biodra. Nogi po sufit.

Gdy chodziła na prywatki tańczyła tak długo aż brakowało oddechu a że była mistrzynią rock&rolla w parze zakładała pod sukienki duże, koronkowe majki, które było widać przez większość czasu tańca…

Nie umawiała sie z chłopcami. Żadnymi. Miała pomysł, że szkoda czasu na coś, z czego nic nie wyniknie. Czekała na Księcia na Białym Koniu. 

 

Gdy pierwszy raz paliła marihuanę była tym faktem tak podekscytowana, że wysłała do swojej mamy kartkę do Polski – 'Mamo! Paliłam to! Nie wiem o co tyle szumu ale to doświadczenie mam za sobą'.

Więcej nie paliła choć zawsze z nutką zadziory i rzewności wspominała ten wieczór 'w oparach'.

 

Miała być modelką, może aktorką [grała już w filmie przecież… małą rolę w KLIK]

Ale marzyła o podróżach, o przygodach, o samodzielności, o dorosłości i o tym Księciu, który miał sprawić, że niebawem będzie tulić w ramionach małe dziecko… Sądziła, że do szczęścia potrzeba jedynie miłości.  

W Chicago pracowała nocami, na 'czarno'. Sprzątała biurowce. 

Za każdym razem gdy znajdowała leżące gdzieś monety wrzucała je do popielniczki właściciela.

Po jakimś czasie, w jednym z biur na samym szczycie monety zaczęły zamieniać się banknoty, a Ona zupełnie nie zwracając na to uwagi, jak zawsze, wkładała je do popielniczki.

Jednej nocy zamiast 'zagubionych pieniędzy' w popielniczce był liścik. 

'Jestem bardzo ciekawy jak wyglądasz Dobra Wróżko…'

I tak Ona poznała Jego. Młodego gniewnego, wysokiego na wysokim stanowisku, pięknego i dobrego – Księcia na Białym Koniu?

Gdy Ona tańczyła boso na trawniku pod biurowcem o 5 nad ranem On śmiał się do łez.

Gdy On zapraszał ją na kolejną wystawną kolację Ona chichrała się, zapewniając, że żadnych homarów jeść nie będzie. Woli pieczywo.

 

Zaręczyli się. Ona miała wrócić do Polski i przygotować wszystko i wszystkich na ślub. 

On miał przyjechać po miesiącu. A potem porwać ją w swój kolorowy świat na zawsze.

IMG_9239_filtered

IMG_9240_filtered————————————————

On.

Stary kawaler. Poliglota. Intelektualista. Twardy bezpartyjny przez co wiele okazji służbowych przechodziło mu koło nosa.

Gdy wiele lat temu, po zdaniu matury w wieku 15 lat jechał do Warszawy na egzaminy na Politechnikę miał 5 zł w kieszeni. Na bilet i na bułkę. Poprzysiągł sobie wtedy, że zwiedzi cały świat i już nigdy nie odczuje tej dotkliwej biedy jaką znał z domu.

Egzaminy zdał z wyróżnieniem, otrzymał stypendium, staż i kawalerkę…

 

Fan Grechuty … i Beatlesów. Mimo Komuny i jego nie-partyjności, z racji swoich umiejętności i znajomości pięciu języków podróżował. Gdy pierwszy raz przyleciał do Paryża kupił plakat. Cały świat był na tym plakacie. Od tamtej pory zaznaczał każde miasto w jakim był. 

Dziś, w 2014 roku, cały plakat jest w kropkach. Ponad 200… na każdym kontynencie są niezliczone kropki…

 

Podobny, szaleńczo podobny do Polańskiego. Mylony z nim kilka razy dziennie. Miał przyjaciółki. Gotowały mu, prały i kochały na zabój – miały kim się opiekować. I płakały, że się nie żeni. Taka strata…

On wraz z siedmioma kolegami ze studiów złożyli zaprzysiężenie – nigdy się nie ożenią. Nigdy.

Żyli życiem kolorowym, kawalerskim, imprezując i ciężko pracując. W dupie mając błahostki typu czajnik, co jest złego w grzałce przecież… Ważne były dysputy do białego rana, wiara w przekonania polityczne, książki, książki… Czytali tyle książek, że w Jego kawalerce nie było ani pół krzesła. 

Siedziało się na książkach. 

 

———————————————-

 

Poznali się na imprezie powitalnej jaką zgotował Jej brat. On przyszedł z kolegą kolegi. 

Wszyscy chcieli dowiedzieć się jak było w Ameryce, jak wyglądają prawdziwi hipisi, jakie winyle przywiozła i czy akurat dla nich ma może parę dżinsów. 

Był rok 1972.

 

Gdy Pakt zapytał Go o Nią odpowiedział: 

'Takie nogi [pokazując na szyję] i takie włosy [pokazując na pośladki].'

 

Gdy Mama zapytała Ją o Niego odpowiedziała:

'Najmądrzejszy, najzabawniejszy i najciekawszy człowiek jakiego do tej pory poznałam.'

 

A co z Narzeczonym?

Nigdy więcej do niego nie zadzwoniła. On słał listy, czekał. A Ona jak w pajęczej sieci. Nic. Serce z kamienia.

 

Na randki chodzili do Łazienek. Ona w dramatycznie krótkich sukienkach, on między zachwytem a srogością całował ją i karcił – będziesz chora!

Gdy Ona zdejmowała buty, żeby skakać w kałużach na Nowym Świecie, On między zażenowaniem, wstydem a fascynacją mówił: Wariatka! Zobacz jak się ludzie patrzą! A potem ją całował. 

Nie mógł przestać jej całować.

 

Siedem miesięcy od imprezy powitalnej – ślub. On zerwał Pakt. Zerwał drastycznie. Powiedział Chłopakom:

'Ona musi być tylko moja. Tylko.'

W ciągu kolejnych miesięcy ożenili się wszyscy Zatwardziali Kawalerowie, mieli po 34-36 lat.

A ich przyjaźń trwa do dziś.

 

Na ślub przyjechała siostra Jej mamy, Ciocia, u której mieszkała w Stanach.

Gdy poznała Jego zapytała: Goniu… i to jest ten twój Książę na Białym Koniu? Taki z metra cięty…?!

– Ciociu! – odpowiedziała – ale czy Ty wiesz jak on opowiada! Jak mnie rozśmiesza?! Ile on wie?!

– Kochasz go Goniu? Jesteś pewna?

– Ciociu, kocham jego myśli, jego marzenia, jego słowa. Kocham.

 

Na weselu On się wstydził, że jest w centrum uwagi. Ona szalała na parkiecie.

Nagle orkiestra zamilkła. Na scenę wszedł Tamten. Ten z biurowca, od homarów. 

Powiedział, że dedykuje jej piosenkę. I odszedł.

Zagrali 'Małgośkę' Maryli Rodowicz.

 

12 lat różnicy. Dwie odmienne osobowości. Inne pragnienia. Inne wartości.

Inne wychowanie, inne domy..

Czy to się mogło udać???

IMG_9235_filtered———————————-

Ona: Babcia Aniołkowa Bola

On: Dziadzia Bola

———————————-

Ja po kilku latach przyszłam na świat. Całe życie uważałam, że mam najpiękniejszych rodziców na świecie. 

Tylko, że smutnych…

Przeglądając stare pamiątki i zdjęcia znalazłam swój List do Mikołaja. Pisany w wieku 10 lat.

'Mikołaju, byłam dość grzeczna i często sprzątałam pokój. Nie mówiłam brzydkich słów i chodziłam spać jak kazała Mama. Bardzo chciałabym dostać małe klocki lego z Pewexu, trzy batony z Pewexu i M&Msy od Ameryki. Ale najbardziej chciałabym dostać siostrę, więc jak muszę wybrać tylko jedną rzecz to wybieram ją. Adusia'

 

…………ale to już inna opowieść a jej część przeczytacie TU –> KLIK


Świąteczne inspiracje – Krooom

61 komentarzy
Świąteczne inspiracje – Krooom

No to zaczęło się… Nie wiem jak u Was ale u Nas maleńkimi kroczkami wchodzi ukochany temat Świąt, Mikołaja i prezentów. Zbieramy się do pisania listu, który wyślemy na Biegun Północny. Na poczcie mówili, że właśnie tam mieszka Pan z Brodą śmigający w furze reniferowej… Zatem na KiKu rozpoczynamy cykl poleceń prezentowych. Będziecie je tu spotykać aż do końca listopada. Grudzień poświęcimy nam, Mamom, Tatkom i dodatkom do domu. Będzie fajnie! I bardzo klimatycznie.

Będzie tez sporo prostych, szybkich konkursów. Dla uproszczenia wszystkie posty z propozycjami świątecznymi będą miały wspólną nazwę + nazwę rzeczy/marki… będzie łatwiej wyszukać po czasie.

No to siup!

IMG_8965_filtered

IMG_8969_filtered

IMG_8986_filtered

Dziś przedstawiamy Wam markę Krooom. To marka, która stawia sobie za zadanie tworzenie praktycznych, ładnych i funkcjonalnych zabawek z kartonu z recyklingu. Całość jest lakierowana i wodoodporna co sprawia, że nie są to zabawki na raz, na chwilę, jak to niestety często bywa z nowym trendem [zacnym!] jakim jest wykorzystywanie kartonu. 

U nas obejrzycie wersję – Farma.

Wybrałam ją ze względu na wiek i upodobania Bola ale wierzcie mi, że stoczyliśmy z Tatą Bola niezłą batalię. Remiza i zamek – oto co powinno według Taty znaleźć się na naszym dywanie. I czuję, że taka chwila też nastąpi ponieważ farma sprawdziła się bardziej niż się tego spodziewałam. A Tata patrząc jak Bols genialnie bawi się sam, niezwykle twórczo i z wielkim zaangażowaniem oznajmił, że max pół roku i chłopak będzie gotowy na remizę… No kurdele, pewnie będzie… i na pewno nie będzie mu dane bawić się samemu…

Wracając do farmy. Spore rozmiary. Banalne w złożeniu. Elementów akurat. Stodoła, stajnia, wiatrak, zagroda dla koni… staw, kaczki, ogródek warzywny… Wszystko ogromnie funkcjonalne, zaplanowane z sensem. To świetna baza 'na rozpoczęcie zabawy'. Mnie, jako Mamę i jako pedagoga nic tak nie cieszy jak swobodna, inscenizowana zabawa mojego dziecka. Historyjki, które tworzy sprawiają nie tylko uśmiechy na naszych twarzach ale też pięknie obrazują jego myśli, uczucia, emocje… jego codzienność.

IMG_8991_filtered

IMG_8997_filtered

IMG_9024_filtered

IMG_9033_filtered

Tłumaczenie na ludzki-dorosły: 

Koniki, Wy idźcie teraz spać. Nie nie nie! Spać bo już noc jest! Zęby umyte więc do stajni, hop! Patataj, patataj… już cichutko. Bolo tu jest a jak Wam się przyśni coś złego albo zatęsknicie zawołajcie: Boło! Chodź! i ja przyjdę! Boło zawsze przychodzi jak Wam smutno koniki…

 Kaki!!! Obiad!!! Nie Kaki, pobiegacie później, teraz trzeba zjeść zupę, żeby mieć siłę na zabawy! Amniamaaaamniam, pyszna zupka! 

 Świnki gapciochy! nooo dobrze, poskaczcie jeszcze w błotku trzy minutki i idziemy się kapać. No zobaczcie jakie brudasy te wasze nóżki! Myjumyju… ale pięknie się umyłyście, to teraz Boło Wam poczyta Pepikę, którą wybieracie?

 Tato! Tato! Nie jedź do pracy! Postaw tę walizkę tam, głęboko w szafie dobrze? Teraz z Bołem chodź, zrobimy wyścigi, Ty jesteś koniem 'Tatoł' a ja koniem 'Mamoł' a Mama zrobi placuszki. Trzy, dwa, jeden – start!

 Dla Bola nie ma znaczenia skala. Sam wchodzi na farmę jak do siebie, śpi w stodole, i biega z owieczkami.

IMG_9052_filtered

IMG_9085_filtered

IMG_9111_filtered

Jednym zdaniem – farma jest w ruchu przez pół dnia. Ale to co dla mnie najcenniejsze – oprócz prowokowania do kreatywnego, fantazyjnego myślenia – to fakt, że jest praktycznie niezniszczalna. 13 kg żywej wagi siada na stodole i nic. Wiatrak, który często zamienia się w latający wiatrak znosi setki gwałtownych lądowań bez szwanku. A dwa – po czasie, zabawkę można złożyć, schować do płaskiego pudełka i wyjąć po paru tygodniach – nowa zabawa gotowa. To dla mnie ważne, gdyż nie mamy miejsca żeby tego typu rzeczy mieć z drewna, które mimo, że piękne to służą za dodatkowy mebel. Oczywiście cena też jest nieporównywalna.

Polecamy serdecznie Kurduplom i styranym Matulom, te zabawki to prawie pewniak, że kawę da się wypić z błogim uśmiechem, oglądając z boku 'cudowne opowieści treści naszych Baków' – ja to uwielbiam.

IMG_9130_filtered

IMG_9183_filtered

IMG_9186_filtered

Zabawki Krooom TU –> KLIK

male19

I zabawa. Mam dla Was 3 zestawy od Krooom, które widzicie na grafice.

Co robimy? Kliknij w powyższą grafikę. Obejrzyj asortyment Krooom, pomyśl co Ci się najbardziej podoba a potem:

1. W komentarzu wklej poniższy 'formularz' uzupełniając luki.

Wiek dziecka:

Twoje imię i nazwisko [ew nick z FB, bloga…]:

Historyjka: tu napisz w 3 zdaniach co mówiłoby Twoim zdaniem Twoje Dziecko bawiąc się wybranym przez Ciebie zestawem. Jeśli Bąk jeszcze nie mówi tym bardziej zmyślaj 🙂

Udostępnione tu:

 2. Udostępnij link do tego wpisu TU –> KLIK oraz polub TrendySmyk bo to u nich, na tablicy ogłosimy wyniki.

3. Na Wasze komentarze czekamy do soboty 26.10.2013 do godz. 20.00. Wyniki ogłosimy w poniedziałek 28.10.2013 do godziny 18.00. Nie będzie to losowanie! Powodzenia!