subskrybcja: Posty | Komentarze

Alfik pełen rosołu.

61 komentarzy
Alfik pełen rosołu.

Nasza pierwsza wyprawa zimowa miała być na narty. Jak to z polskimi górami bywa [i morzem…] nigdy nie możemy być pewni jakie warunki pogodowe zastaniemy. Ale – w styczniu wybieramy się do Piwnicznej [będzie relacja] tym razem na narty 'żeby nie wiem co'. Już teraz przygotowujemy się pilnie, co okazuje się, wcale nie jest łatwe. Wybór sprzętu, kasków, butów, ubrań, bielizny… Dużo szperania, trochę rozczarowań, wiele niespodzianek… Zimą będziemy dzielić się z Wami tym, co się sprawdza.

Dziś bidon z termoizolacją. Post praktyczny.

A więc wizja taka: mróz, śnieg, kilka godzin na stoku [albo na górce pod domem… albo na sankach…] i dziecko z rumieńcami, rozchichotane, chce pić. Wiadomo. Po kilku godzinach na zimnym powietrzu każde picie będzie zimne. Lodowate. Wiadomo… Po to stworzono bidony/termosy. I wszystko fajnie tylko spróbujcie napoić dwu, dwu-i-pół latka ciepłą herbatą z kubka dołączonego do termosu… Ścięta głowa. Rękawiczki… Zalany kombinezon… Mokra broda.

Ale jest Alfik. Bidon-termos dzieciorowy. Utrzymuje temperaturę godzinami. Jest ze stali nierdzewnej więc jest niezniszczalny [zobaczcie na zdjęcia, spadał z ‚lokomotyw’ i nic!] a do tego higieniczny. Ma mądry ustnik. Ma mądre zamknięcie. Nie przecieka ani ociupinkę. Do tego ‚obsługa’ ustanika i zamknięcia jest bardzo intuicyjna dla dzieci. Prawda jest taka, że one pierwsze wpadły jak to działa…i pokazały nam, dorosłym. Taka top szczelność jest ważna, szczególnie gdy zamiast herbaty, mamy w bidonie rosół [polecam bardzo bardzo!]. Do wyboru są wzory typowo dziecięce ale też uniwersalne. Było to przy naszym wyborze o tyle ważne, że i dorośli pociągają z Alfika ochoczo i bez krępacji.

Nasze dzieci zakochane w bidonach. A my, Mamy, mamy jeden problem z głowy mniej. Alfik z gorącym napojem w plecak i jesteśmy gotowi na zimowe harce bez stresu o to co, w jakiej temperaturze i w jaki sposób będzie pite.

[Alfiki testowaliśmy przez cały pobyt w Rabce. I mimo, że bez śniegu, to pogoda nie rozpieszczała. Nasza wizyta w skansenie starych pociągów była dłuższa niż parę minut głównie dzięki tym bidonom. Bo pizg…ało jak diabli. Dzieciaki i dorośli rozgrzewali się raz dwa i lecieli na dalsze podboje cudów kolejowych.

Podsumowując – pierwsza rzecz wpisana przez nas na listę: 'zima, ferie, śnieg, narty, sanki..' – to Alfik. Zdecydowanie. Jestem też pewna, że jest to inwestycja na lata. Mamy same dobre doświadczenia ze stalą nierdzewną. A może to też fajny, praktyczny prezent dla małego podróżnika?

Alfiki TU –> KLIK

[pod koniec postu – dwa Alfiki dla Was]

IMG_0654_filtered

IMG_0690_filtered

IMG_0706_filtered

IMG_0742_filtered

IMG_0755_filtered

IMG_0769_filtered

IMG_0783_filtered

IMG_0830_filtered

IMG_0844_filtered

IMG_0851_filtered

IMG_0857_filtered

DWA ALFIKI DLA CZYTELNIKÓW KiK

alefik

Co robimy?

1. Kliknij w powyższą grafikę i wybierz Alfika, który najbardziej Ci się podoba.

2. W komentarzu napisz, który to jest, podpisz się i napisz swój pomysł na rozgrzewającą potrawę/zupę/przekąskę na stok [lub po prostu na wiele godzin, na powietrzu, zimą…] – niech to będzie uproszczony przepis 🙂

To nic jeśli to będą np. klopsy, ważne żeby rozgrzewało… klopsy też 'wejdą' … zerknijcie TU –> KLIK – to nasz musthave na liście do kupienia

3. Udostępnij post KLIK i polub sponsora KLIK

4. Na Wasze propozycje czekamy do wtorku 3 grudnia 2013 do godz. 24.00

5. Wyniki następnego dnia do godz 24.00 na naszych fanpagach na FB

6. Powodzenia! 🙂


Wyprawa – Rabka – Kurna Chata/2

16 komentarzy
Wyprawa – Rabka – Kurna Chata/2

Dziś poopowiadam… a Wy po, albo w trakcie wracajcie do zdjęć KLIK, nabiorą innego wymiaru…

Do Kurnej Chaty jechaliśmy trochę w ciemno. Projekt dopiero się urodził… ale jako, że jego matką jest Kura.d. byłam w miarę spokojna. W końcu ktoś o plastycznej wrażliwości i wyjątkowej wyobraźni raczej nie powinien stworzyć chały…

Dojechaliśmy późnym popołudniem. Było już ciemno. W progu przywitały nas Ciocia Koko i jej córa Zu. Jak opisać Ciocię Koko? Od pierwszego wejrzenia wiesz, że to równa babka, taka do kawy i do wina, ale też ciepła, kochająca piękno i szczegóły [jak ja!!!] osoba.

Apartament mieści się na poddaszu. Wejście do niego jest ze wspólnego korytarza. Całość samowystarczalna i zupełnie oddzielona od domowników. Gdy wdrapaliśmy się już po schodach [w końcu to poddasze…] moim oczom ukazały się kolory… może pomyślicie, żem walnięta, ale tak, pierwsze co zobaczyłam to barwy i ich połączenie. Nigdy, przenigdy nie wpadłabym na połączenie głębokiej czerwieni z miętą. Bieli i czerni z ciemnym drewnem. Wszędzie w oczy rzucały się detale. Poręcz schodów – zgaszona mięta. Panele – wpadające w biel. Odrestaurowany stary stół [przepiękny!] – głęboki brąz i białe nogi. Niezwykły kształt schodów na antresolę, w kolorze tej cudnej, zgaszonej mięty. Stoliki nocne to bielone palety [boże najLOW!] a pościel w czerni i bieli – szyta przez samą Kurę.d…

W kuchni, w wiklinowym koszyczku domowe przetwory. Naczynia dobrane kolorystycznie. Doskonałe noże [jakież to rzadkie na wyjazdach…] i gruba, drewniana, wycięta z blatu deska do krojenia prosząca się o okruchy ze skórki chleba… W łazience prysznic z 'deszczówką', najpiękniejsza podłoga w szachownicę i przestrzeń… W pokojach to co potrzebne i ani pierdołki więcej. Niech wynajmujący uczą się, że ma być funkcjonalnie, pięknie i wygodnie. 'Obrazki, szkatułki i figurki' zostawcie u siebie w domu… bo takie piękno jest mocno względne.

I trzy dodatkowe, wielkie plusy. Drzwi. 3/4 naszej dorosłej ekipy stwierdziło, że drzwi są super. 1/4 w osobie Taty Bola popukała się w głowę, ale on nigdy nie zwraca na takie rzeczy uwagi. A my, szczególnie matki maluchów bardzo! Miękkie, ciche, aj! bezgłośne! Kładziesz dziecko spać i nie masz stresu przy wychodzeniu i wchodzeniu do pokoju. Tego po prostu nie słychać! Drugi gigantyczny plus to łóżka. Mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że przy ilości naszych podróży, mogę policzyć na palcach jednej dłoni to, ile razy się wyspałam i było mi wygodnie. Z reguły, musiał to być 4* hotel. Domki, domy na wynajem, tzw apartamenty to z reguły łóżkowa porażka. Albo za miękkie i człowiek wpada, albo jak decha, albo na sprężynach z lat 80tych, nie daj boże 'rozkładany wypoczynek'… brr… W Kurnej Chacie wysypialiśmy się doskonale. Ponownie bezgłośne [wiem wiem ale jak dziecko ma się obudzić bo zmieniasz bok to szlag może trafiać….] i cholernie wygodne, co doceniła też Ciocia Bola mająca problemy z kręgosłupem.

I trzeci plus, który zasługuje na osobny akapit. Geniusz. Bawialnia! Po pierwsze, to pomieszczenie zamykane na bramkę antydzieciową [można iść siku i nie martwić się co dziecko uknuje, w najgorszym wypadku zje kredę….], po drugie wyłożone wykładziną, ciepłe, przytulne. Zawierające stolik, koszyk klocków, kilka poduch i tipi autorstwa Kury.d. oraz…. hit nad hity – całą ścianę wyłożoną [wymalowaną?] czymś po czym można mazać kredami. Odlot. Zajęcie na kilka dni. Nasze dzieci wstawały rano i oznajmiały, że idą się bawić. I szły. Często same. I bawiły się genialnie aż nam, Matulom, oko się szkliło. Co to znaczy stworzyć dziecku odpowiednie warunki… niewiele trzeba. Trzeba mieć pomysł, zmysł i serce. Dokładnie wg tego powstała Kurna Bawialnia.

[Oczywiście bawialnia wieczorami, z powodzeniem, zamieniała się w bawialnię dla dorosłych…]

Kurna Chata to świeże pieczywo z lokalnej piekarni i domowe wino. To wielki ogród z górką idealną na zjazdy na jabłuszkach czy dupalach… Wreszcie to Pracownia Kury.

Pracownia Kury. To było wielkie przeżycie. Dla nas i dla dzieci. Czarowne miejsce pełne tkanin, koszy z pieknościami, maszynami do szycia i …. i perkusją. Całość klimatu dopełnia sama Kura, w wełnianym długim swetrze i grubych skarpetach z pomponami, na które nakłada trampki [LOW!]. W Pracowni Matki szyły dzieciom czapki [tak! Kredka uszyła kurzą czapkę! szoken co?] a Bąki świrowały z emocji. Grały na bębnach, buszowały w koszach [Bolo najmocniej zabuszował w koszu z gęsiami], ciachały nożycami tkaniny…

Tak nam zleciało pięć dni, w oka mgnieniu. Rabka to góry, to piękny park, to skansen starych pociągów, wreszcie, to pyszne jedzenie w Hulaj Dusza [ok, jedzenie może jest nawet normalne ale pierogi… pierogi z mięsem, są tak boskie, że przywieźliśmy zapas do Wawy i dumamy jak je sprowadzić na Święta – słowo daję, tak pyszne. No i zupy. Rosół, pomidorowa, barszcz, czosnkowa… dla dzieci z zacierkami. Nie wyczujecie tam ‚kostki rosołowej’ a Małe zajadały aż im się uszy trzęsły. Polecamy bardzo.]  I mimo, że miały być narty a ich nie było, to śnieg spadł rano, w dzień naszego wyjazdu i był jak wisienka na torcie. Piękna inauguracja zimy.

Kurna Chata, Ciociu Koko, Zu… i Tato Zu [perkusja i wino!] dziękujemy! Bolo tak podsumował wyjazd opowiadając Dziadkowi o wakacjach: 'Ciocia Koko i śnieg Dziadzia w domu! I benbeny były, i zupka. I malowałem ścianoł! Kocham wakacje!'

Sądzę, że napisanie jeszcze: 'polecamy' będzie już przegięciem…

Kurna Chata TU –> KLIK

Kura.d TU –> KLIK i TU –> KLIK

IMG_1268_filtered


Wyprawa – Rabka – Kurna Chata/1

23 komentarze
Wyprawa – Rabka – Kurna Chata/1

Kura.d napisała mi taką wiadomość 'po' [cytuję fragment]: Bałwanek został zasypany nową warstwą śniegu, Zuzka cały czas gada o nowych kolegach, o Olku i Lindzie [Bolek i Emilka … umarłam na Olka i Lindę LOW!] Było mi niezmiernie miło, po raz kolejny nie zawiodłam się i moje wyobrażenia o Was jako ekipy KiK sprawdziły się, a wręcz jesteście jeszcze fajniejsi…

O naszej przygodzie z górami, Ciocią Koko [Kura.d.] i Kurną Chatą napiszę obszernie jutro. Post będzie dwuczęściowy. Dziś opowiemy obrazami. Jutro słowami. Niemniej pamiętajcie, że miesiąc ma tylko kilka tygodni, a miesięcy zimowych też jest tylko kilka… więc jeśli szukacie czegoś na rodzinny wypad zimą, a lubicie piękne wnętrza i wyjątkowych ludzi – spieszcie się! Kontakt do Cioci Koko i Kurnej Chaty TU –> KLIK.

Było pięknie, było mnóstwo emocji, szczególnie dla dzieci i była cała masa estetycznych doznań.

Zdjęcia we wnętrzach – Kurna Chata.

Zdjęcia w plenerze – Rabka.

IMG_0522_filtered_filtered

IMG_0529_filtered_filtered

IMG_0535_filtered_filtered

IMG_0539_filtered_filtered

IMG_0540_filtered_filtered

IMG_0542_filtered_filtered

IMG_0546_filtered_filtered

IMG_0549_filtered_filtered

IMG_0550_filtered_filtered

IMG_0552_filtered_filtered

IMG_0553_filtered_filtered

IMG_0557_filtered_filtered

IMG_0563_filtered_filtered

IMG_0568_filtered_filtered

IMG_0570_filtered_filtered

IMG_0572_filtered_filtered

IMG_0574_filtered_filtered

IMG_0577_filtered_filtered

IMG_0580_filtered_filtered

IMG_0584_filtered_filtered

IMG_0614_filtered

IMG_0623_filtered

IMG_0895_filtered

IMG_1048_filtered

IMG_1050_filtered

IMG_1054_filtered

IMG_1064_filtered

IMG_1069_filtered

IMG_1090_filtered

IMG_1106_filtered

IMG_1113_filtered

IMG_1133_filtered

IMG_1150_filtered

IMG_1157_filtered

IMG_1170_filtered

IMG_1251_filtered

IMG_1315_filtered IMG_1332_filtered

 

 


Świąteczne Inspiracje – Żyrafa.fa.fa…

42 komentarze
Świąteczne Inspiracje – Żyrafa.fa.fa…

Gdy rozpoczeliśmy cykl 'Świąteczne Inspiracje' bardzo szybko otrzymliśmy dziesiątki [a teraz to pewnie już setki] próśb o pomysły na prezenty dla młodszych bąków. Mówiąc szczerze, niełatwe to zadanie. Bo odsyłanie Was do zeszłorocznych postów [gdy Bolo miał 1+] średnio satysfakcjonowało, tym bardziej, że KiK powstał gdy już minął roczek jego buszowania po świecie. Nie miałam więc okazji aby pokazać co u nas, w okresie 0-12 miesięcy, sprawdziło się najmocniej.

Niemniej na Wasze potrzeby odpowiadać chcemy. I Kredka cofnęła się do roku 2011-2012, do czasów, gdy jej Dziecior był upierdliwym niemowlakiem i z ręką na sercu spisała, co kupiłabym, bez dwóch zdań, również przy drugim dziecku. Tak powstała lista – nie bajerów  – ale ładnych, funkcjonalnych rzeczy/prezentów, które posłużą miesiącami, latami i nie będą wtopami.

Do tego wszystkiego, jako, że uwielbiam kontekst, całość oparta jest na pomysle z Żyrafą. Dzięki temu można skusić się na jedną rzecz, dwie, albo na cały pakiet – niezależnie od wyboru – wszystko ze sobą fajnie zagra. Ja tak lubię najbardziej.

Mam nadzieję, że post będzie przydatny dla rodziców maluchów ale też dla cioć, babć, ciężarówek lub koleżanek ciężarówek… Poniżej znajdziecie dobre, sprawdzone niemowlakowe hity.

Żyrafa Sophie

Żyrafę Sophie kupiłam dla Bolka jeszcze w ciąży. Kupując ją byłam dość sceptyczna. Nie do końca tak wyobrażałam sobie światowe hity dla niemowlaków. Nie powaliła mnie wyglądem. Jednak czytając zachwycone opinie zaufałam innym mamom, co jak się okazało, jest najlepszą rekomendacją na dłuższą metę. I tak – kauczuk o specyficznym 'smaku', 'jadalne' barwniki, bardzo przemyślany kształt – składają się na najlepszy, najdoskonalszy gryzak ever. Żyrafa przetrwała z nami całe ząbkowanie, pomogła też Bolkowi to ząbkowanie przetrwać. Na spuchnięte, swędzące, bolące dziąsełka nie było nic lepszego. Żyrafka Sophie przebywała w małej piąstce miesiącami, a w buzi do końca 18 miesiąca. Polecam bezdyskusyjnie jako najlepszy, pierwszy gryzak, jako pierwszego przyjaciela, jako pierwszą zabawkę…

Żyrafa Sophie w pudełku KLIK

IMG_1038_filtered

IMG_1039_filtered

Drewniana Żyrafa Djeco

Kto zna KiK wie, że Djeco to marka hmm…. nasza. Drewno, wysoka jakość materiałów, perfekcyjne wykonanie. Każde dziecko ma zabawkę w stylu: pałąk na, który 'nadziewa' się elementy. Najczęściej te zabawki nie powalają estetyką, a jeszcze częściej są plastikowe. Żyrafka Djeco jest po prosrtu ładna, co jako element dziecięcego pokoju jest dla mnie ważne. Poza tym rozmiarowo jest idealna dla roczniaka-półtora. To samo dostosowanie do wieku jest w kwestii 'zadaniowości'. Bolo wiele razy dziennie z rozkoszą 'rozwalał' żyrafkę aby potem raczkując zbierać elementy i 'nakładać' je na patyk. Oczywiście na początku nie wg schematu. Z czasem ucząc się co po kolei należy zrobić aby powstała cała żyrafa. Ta konkretna ma jeszcze fajny myk – cztery drewniane nogi na sznurkach. Nie muszę już chyba dodawać, że są 'pyyyyszne!'…? Polecam bardzo. Nasza poszła w odstawkę dopiero po drugim roczku.

Drewniana Żyrafa Djeco KLIK

IMG_1040_filtered

IMG_1041_filtered

Żyrafa Kocyk z metkami

Co niemowalak kocha najmocniej ze wszystkich zabawek??? Ich metki. Nie ma odstępstw od tej reguły. Producenci to zauważyli i zaczeli tworzyć bardzo fajne, bardzo praktyczne 'metkowe gadżety'. U nas najmocniej sprawdziły się dwa – mata z metkami, na której Bols leżał na brzuchu i gmerał w kilkunastu metkach. I mały 'kocyk-przytulanka' z metkami, który był cudny do zasypiania i do samochodu. Metki 'wydziamgane' do granic mozliwości a potem miziakowy materiał przytulony do dziaba i gotowe, małe śpi. W duchu 'Żyrafowego prezentu' bardzo polecam kocyk Label Label. Metki są 'nie do odgryzienia i naderwania' [to ważne!] a materiał pluszowy jest rozkoszny.

Żyrafa Kocyk z metkami KLIK

IMG_1042_filtered

IMG_1043_filtered

IMG_1044_filtered

Miska Żyrafa

W archiwum bloga znadziecie sporo opinii naczynek SkipHop. Po prostu je uwielbiamy. Do dziś. I do dziś korzystamy. Od ponad dwóch lat. Nie do zdarcia. Masywna melamina. Śliczna grafika. 'Mądry kształt', który w przypadku misek objawia się takim oto faktem, że nie trzeba jej przechylać aby nabrać na łyżkę końcówkę kaszki… Miseczki SkipHop są idealne aby załadować w nie owoce, warzywa czy makaron i dać dziecku eksplorować samodzielnie smaki [wg BLW albo nie wg BLW ;)], miska może spaść na kafelki sto razy i nic jej nie będzie. Dziś polecamy oczywiście wersje z żyrafą.

Miska Żyrafa KLIK

IMG_1045_filtered

A tu znajdziecie jeszcze więcej Żyrafowych Różności KLIK

 

male22

Żyrafowa zabawa:

Posłuchaj żyrafowej piosenki KLIK.

W komentarzu dopisz jedną zwrotkę. Musi 'dać się' ją zaśpiewać na oryginalną melodię.

Podaj wiek dziecka i podpisz się.

Będzie nam miło jak udostępnisz post KLIK i koniecznie polub sponsora – na tej tablicy szukaj wyników KLIK

Jury w formie dwóch Cioć Bola [ekspertki od Żyrafyfafyfafy…] wybierze 3 najfajniejsze nowe zwrotki. Bawimy się do środy 27.11.2013 do godziny 24.00

Wyniki następnego dnia do godziny 18.00

Nagrody dla 3 osób [na grafice powyżej]:

Żyrafa Sophie w pudełku KLIK + Duży śliniak z żyrafą KLIK

Drewniana Żyrafa Djeco KLIK

Żyrafa Edukacyjna SkipHop KLIK

Do dzieła!

EDIT: wyniki przekazane sponsorowi także zerkajcie tam, powinny się niebawem pojawić 🙂


Odczep się.

45 komentarzy
Odczep się.

No dobrze, jesteśmy Matkami dłużej niż kilka miesięcy. Jesteśmy solidnie wyedukowanie, wiemy, że dzieci nie należy porównywać, że każde ma swój indywidualny tryb rozwojowy. Nauczono nas już, że zdrowe nawyki żywieniowe są najważniejsze, że kasza jaglana to najlepsze co dziecku możemy zaoferować. Jesteśmy świadomymi kobietami, Matkami, które rozważnie dokonują wyborów, które są wreszcie asertywne i chowają młode, mądre pokolenie szczęśliwych ludzi. To czemu nadal się czepiamy?

Bo jesteśmy Matkami.

'Twoje dziecko to nie pępek świata'. No… może nie pępek Twojego świata, ale na pewno pępek mojego świata. Tak jak i mój osobisty pępek jest pępkiem świata mojego męża. A twój pępek jest mi obojętny. Bo to nie mój pępek…

Więc się czepiamy. Bo się martwimy. Bo lubimy się martwić. A może potrzebujemy się martwić?

A jakby tak się odczepić? Od naszych dzieci się odczepić? Od nas samych się odczepić? Bo my jak rzep, czy ten obiad to zbilansowaną dietę przypomina? A czy to, że on tak nóżkę czasem na lewo układa to przypadkiem nie wada jakaś? A dlaczego on tak mało mówi? I ludzi ciągle się wstydzi? I śpi za mało, albo śpi za dużo. I przytulać się nie chce, a wczoraj to ułożył autka w rządku, cholera, autystyczne to trochę… W dodatku mamy niesmak po wczoraj, bo zmęczone takie byłyśmy, więc bajki oglądał całe dwie godziny, a potem zjadł dramatycznie niezdrową, słodką kanapkę z kremem czekoladowym. I chyba zębów przedwczoraj nie umył, no bo już późno było, a Ty umordowana do granic, chciałaś już o nic tego dnia nie walczyć…

Matki się martwią, czepiają, wymyślają. Co tu zmienić, co ulepszyć, 'już dłużej tak być nie może', że on tylko ten krupnik będzie jadł! Przecież musi jeść inne zupy, i mięso musi jeść. A mięsa to tak mało je, martwię się, białko zwierzęce takie ważne… a może nie, czytałam ostatnio, że… martwię się.

I jak żaba siada. Jak puzzle układa to siada jak żaba, nie wolno tak siadać, postawa przecież! Ale może jak tak siada tylko do puzzli, na parę minut, to nic się nie stanie. Może więcej się stanie jak znowu będę mu ględzić, że źle siedzi? I on specjalnie tak siadać zacznie? I puzzle znielubi?… Bo przecież do kolejki i klocków już tak nie siada, ale jednak, tak nie wolno, postawa… martwię się.

I martwię się bo on książek nie lubi, od małego nie lubi. A przecież książki takie ważne są, rozwijające, ciągle czytam o dzieciach, które tak pięknie mówią, opowiadają, dzięki książkom właśnie, a on nie, on tylko te wieże buduje i biega w kółko. Czego on tak biega w kółko? Normalne, że tak biega? No tak! On się skupić nie potrafi, może to ADHD? Ale nie… czytałam, że jednak nie ma takiej choroby. Ale on tak biega zamiast przy książce posiedzieć… Martwię się…

Mleko odstawił. No dobrze, butla niedobra, zgryz psuje [przez 7 minut dziennie…] ale w mleku to wapno było. Gdzie go teraz szukać? Podać suplement? Ale jaki? Nie, lepiej żeby było naturalnie. Żółty ser ma mnóstwo wapnia… no ale… ale jest taki tłusty. W dodatku on nie chce go jeść od kilku dni. A rośnie, więc to wapno takie ważne… Martwię się….

I ciągle płacze przy rozstaniach. Lęk separacyjny już był. O co chodzi? Pewnie źle go do tego przygotowujemy. Trzeba poczytać, poszukać metod. Kurcze, a może on taki dramatyczny już zawsze będzie? Bo w przedszkolu wszystkie dzieci tak pięknie na przedstawieniu śpiewały a ten ryczał. Wstydzi się ciągle, chowa za mnie. To na pewno brak poczucia bezpieczeństwa. Tylko gdzie jest nasz błąd? Martwię się…

Nieee… już wiem, to musi być nadwrażliwość słuchowa. Bo on się boi jak jest głośno. Wpada w panikę jak ludzie biją brawo albo jak głośno śpiewają… tylko dlaczego jak stoi przy koszmarnie głośnej śmieciarce to się tak bardzo cieszy? Coś tu nie gra. Muszę poczytać o tej nadwrażliwości, bo się martwię…

Sprawdziłam. Nadwrażliwość słuchowa to jednak nie jest ale zaniepokoiłam się. Od miesięcy nie chce stawać gołymi stopami na puchatym dywanie… czyli dotykowa, może zaburzenia sensoryczne? Martwię się…

A co z rozpoznawaniem kolorów? Ciągle myli zielony z niebieskim. Daltonizm? I chyba będzie leworęczny. Poczytam i zrobię test na lateralizację. Tak, lepiej to sprawdzić bo się martwię…

—————————————————————-

Mama Bola i Mama Mili.

– O! To Mila też tak mówi 'eś' [‚s’]

– No tak… a co? To źle tak?

– Nie… no nie wiem, bo wiesz, Bolo tak mówi, i zaczęłam się trochę martwić czy nie sepleni…

– Kurcze, no właśnie Mila tak też mówi… a to nie za wcześnie na rozpoznanie seplenienia?

– No niby za wcześnie, ale synek mojej koleżanki, młodszy od naszych, ma rozpoznane, i ćwiczą…

– Mila! Powiedz 'es'!

– Eś!

– Bolo powiedz 'es'!

– Eś.

– Hmm czyli mówią tak samo, to luz… niemożliwe żeby mieli identyczną wadę. A zresztą… odczepmy się od nich może…

—————————————————————-

Nasze pępki świata. Z tym nie wygramy. Ale możemy się odczepić. Od nich, od siebie. Od czasu do czasu dać na luz. Machnąć ręką. Tupnąć nogą i szepnąć: I co z tego…

I co z tego, że tej telewizji było za dużo we wtorek? I co z tego, że nam się nie chce i na obiad były grzane parówki. I co z tego, że nikt ich nie zjadł i wszyscy dopchali drożdżówką? Co z tego, że on tak dziwnie skacze, nie odrywając jednej nogi, że biega śmiesznie jakby tańczył lambadę? Co z tego, że jaglanki nie jadacie? Co z tego, że dziś nie odkurzyłaś? I co z tego, że jak jeszcze raz usiądziesz na dywanie i weźmiesz do ręki klocek to się potniesz? Bo zwyczajnie masz dość. Nie siadaj. Nie bierz. Niech i on się odczepi.

Matki będą Matkami. Będą się martwić i świrować. Teraźniejsze Matki mają jeszcze gorzej. Są cholernie wyedukowane. A jak czegoś nie wiedzą to dostęp do 'wiedzy' mają w zasięgu kliku. I się martwią… 'Czytałam o tym, słyszałam o tym, a najnowsze badania pokazują…'. Współczesna Matka martwi się o tyle rzeczy, że zapomina, jak wiele z tych zmartwień jej i jej dziecka wcale nie dotyczy.

Odczep się. Od siebie i od dziecka. 

Let it flow Matko! A źródła wapnia szukaj w migdałach i sezamie. A jak nie to daj na stół śledzie.

A najlepiej nie szukaj wcale i odczep się też od wapnia.