subskrybcja: Posty | Komentarze

Zębuszkowe-lowe…

27 komentarzy
Zębuszkowe-lowe…

Miało być tak: wywiad ze stomatologiem, któremu ufam. Jako piękne i mądre uzupełnienie postu. Ale mamy ospę… Więc dziś będzie pięknie a jak się odkropkujemy będzie mądrze. A Wy Matuszki myślcie, gdybyście były na luźnej kawie z fajną panią dentystką – to jakie pytania byście jej zadawały? Wpiszcie je w komentarzach a ja je zadam niebawem. I razem stworzymy całościowy, rzetelny tekst na temat pielęgnacji, profilaktyki i leczenia tych małych ząbków [co to tak dają często popalić zanim w ogóle wylezą…]

Dziś pięknie. Ale i fajnie! Posłuchajcie…

IMG_4398_filtered

Mycie zębów. Nie było u nas nigdy problemem. Nie było też żadną atrakcją. Ot, rano i wieczorem, a czasami jak Matkę tknęło 'po czekoladzie', dreptaliśmy do łazienki, szorowaliśmy i wychodziliśmy. Trzeba to trzeba. I skłamałabym jakbym napisała w tym poście, że produkty Jack&Jill zrewolucjonizowały mycie zębów Bola. Ale… ale sprawiły, że moje dziecko leci myć zęby sam!, kilka razy dziennie!, bez przypominania!. Cały czar – to czar zabawy. A dla mnie jak zawsze czar estetyczny.

J7J_filtered

Szczoteczki – śliczne! [czy wiecie, że szczoteczki należy wymieniać co 8 tygodni?] 'Włosie szczoteczki jest delikatne, miękkie i cienkie, dzięki czemu dokładnie oczyszcza przestrzenie między zębami. Zrobione jest ono z rośliny echinosperma (muchotrzew wiślany), a ergonomiczna łatwa do chwycenia małymi łapkami rączka wykonana została w 100% z włókien kukurydzianych.' Tak, to wszystko ważne ale … są śliczne! Bolo ukochał hipkową. I hipkową w końcu nauczył się szorować też zęby przednie [do tej pory szorowane samodzielne były piątki i czwórki…] SZCZOTECZKA JACK&JILL TU –> KLIK

Kubeczki – no kubeczki jak kubeczki ale … ale są śliczne! 'Kubeczek wykonany jest w bambusa i łusek ryżowych. Jest biodegradowanly i przyjazny dla środowiska, nie zawiera bisfenolu A i PVC, więc jest bezpieczny dla dzieci. Kubeczek można myć w zmywarce.' Tak, to wszystko prawda. Jednak najważniejsze… są śliczne. W hipkowym Bolowym wreszcie woda do płukania nie równa się wodzie do picia… KUBECZEK JACK&JILL TU –> KLIK

Pasty – oj pasty chyba są najważniejsze. Nadal używamy tych bez fluoru bo zbyt dużo trafia do brzucha. Te od Jack&Jill nie dość, że są pyszne [a smaki past J&J zawsze pochodzą od organicznych składników] to jeszcze są w 100% naturalne. 'Pasta bogata jest w Xylitol , który redukuje płytkę nazębną i pomaga utrzymać odpowiednią mineralizację zębów. Jest to składnik, który powoli przetwarzany jest w organizmie z minimalnym udziałem insuliny. Dzięki temu posiada on indeks glikemiczny ponad 14-krotnie niższy od cukru i zawiera prawie 2-razy mniej kalorii niż on. Ponad to w paście znalazły się także: *nagietek, dzięki któremu pasta nie drażni delikatnych dziąseł dziecka a także *malina, która sprawia, że pasta ma tak wyjątkowy smak a dzieci chętnie po nią sięgają. Pasta nie zawiera fluoru, cukru, kolorowych barwników, SLS, BPA, ani konserwantów. Jest więc całkowicie naturalna i bezpieczna dla Twojego Dziecka.'Tak, to wszystko prawda … i chyba przegięciem będzie napisanie, że są śliczne. Ale są. PASTY JACK&JILL TU –> KLIK

IMG_4407_filtered

IMG_4416_filtered

IMG_4422_filtered

IMG_4465_filtered

IMG_4503_filtered

IMG_4567_filtered

I jeszcze coś. Hit nad hity z geniuszem. Uchwyt – ochraniacz na szczoteczkę. Do tej pory raczej średnio przejmowałam się tym, że Bolkowa szczoteczka, wraz z naszymi po prostu sterczy z kubka. Ja wiem, wiem… brud fruwa i osiada. Ale nie dajmy się zwariować. Jednak ten ochraniacz pełni, pierwszorzędną, zupełnie inną funkcję. Kręci Bola. On po prostu uwielbia 'klikać' nim, wkładać i wyjmować szczotkę. Sądzę, że to jest najważniejszy impuls do tego biegania i mycia zębów po każdym posiłku – właśnie ta krowa trzymająca w brzuchu jego hipka… A jeśli dodatkowo ten gadżet chroni szczotę przed bakteriami i zanieczyszczeniami? No to alleluja! [ a superowe jest to, że przyssawki naprawdę działają i trzymają, wieszamy na wysokości dziecka, najlepiej razem z nim… ] Całość zasługuje na 6+.

Uchwyt – ochraniacz na szczoteczkę do zębów: Fun Animals TU –> KLIK [dodam, że naprawdę kosztuje ‚groszki’]

Matule, byłabym hipokrytką gdybym udawała nagle, że biodegradowalność ma dla mnie jakieś duże znaczenie. Że otacza moją rodzinę świat bio i fullnatural... Tak nie jest i nie będzie bo czuję się zmęczona na samą myśl. Jednak w całym tym zestawie podoba mi się przede wszystkim design, bardzo, po drugie podobają mi się 'myki', które bardzo mocno zachęcają dziecko do samodzielnego mycia zębów. I jeśli do tego dodamy tę całą naturalność, czystość składników, bezpieczeństwo – jestem bardzo, bardzo na tak. Polecamy, ba! dajemy głowę, że produkty Jack&Jill są wyjątkowe, a Flippery FunAnimals są genialne. Zakochacie się! No dobra, zakochacie się bardziej, jak zobaczycie swoje dziecko myjące zęby na własną prośbę…

IMG_4601_filtered

IMG_4602_filtered

Wszystkie cuda z postu TU –> KLIK

Matuszki – pamiętajcie o pytaniach do dentysty, podawajcie też wiek dziecka :) Wrócimy do sprawy 'po ospie'!


Boję się. Cholernie.

37 komentarzy
Boję się. Cholernie.

Wpisowe wpłacone. Umowa podpisana. Klamka zapadła. Znamy miejsce, które od września 2014 roku będzie wraz z nami, rodzicami, wychowywać, edukować i prowadzić przez życie moje dziecko. Spać nie mogę…

Jak to jest Synu, że ta moja intuicja tak rzadko idzie w parze z rozumem. A dodaj do tego jeszcze serce i awantura gotowa. Bo ja, Kochanie, chciałabym mieć pewność. Częściej, mocniej. A to co mam, to wieczne 'mam wątpliwość'. Mam ciągłą wątpliwość, czy decyzje, które podejmujemy z Tatą, dotyczące Ciebie i Twojej przyszłości są słuszne. Martwię się, do diaska! ja się boję, jak na Ciebie wpłyną, na resztę Twego życia. Bo widzisz, Twój Tata nie jest typem 'mam wątpliwość', on wie. A ja wiem i nie wiem, i chcę ale się boję… Babka z jajem, a może nawet jajami, tak mówią o twojej Mamie ludzie. A okazuje się, że jestem strachliwym kurczakiem, z bolącym brzuchem z nerwów. Wtedy gdy chodzi o Ciebie.

Wpisowe wpłacone. Umowa podpisana. Klamka zapadła. Znamy miejsce, które od września 2014 roku będzie wraz z nami, rodzicami, wychowywać, edukować i prowadzić przez życie – Ciebie. I ja spać nie mogę… rozmyślam i dumam. I ten brzuch mi się zwija w kłębek. Bo boję się.

Czego Ty się boisz Matula! Puknij się w czoło! – tak zapewne byś mi powiedział. I miałbyś rację. Bo sama się pukam, i Tatę Twojego proszę by popukał i tak pukamy a tam głucho. Lęk. Boję się Synku.

Bo ja to bym chciała… och, no chciałabym to czego każda Matka chce – wychować i wyprowadzić w świat mądrego, dobrego i szczęśliwego człowieka. Znającego swoją wartość. Szanującego autorytety. Zachowującego się, wbrew 'dzisiejszości', według uniwersalnych zasad kultury. Byś był pomocny słabszym ale też żebyś potrafił poprosić o pomoc. Byś był ambitny ale nigdy kosztem innych, i nigdy kosztem marzeń. Pamiętaj Dziecko, wara innym od twoich marzeń! Wierz w nie i nie daj sobie nigdy podciąć skrzydeł. Bez marzeń, bez bajania, bez fantazjowania życie jest tylko zadaniem do wykonania. Nie wykonuj zadania. Ty je kreuj. Ty je maluj.

Bo ja bym chciała Synu, byś szanował innych. I szanował siebie. Patrzę na świat dziś i ze strachem stwierdzam, że szacunek stał się pustakiem. Nic nie znaczy. Niech znaczy. Szanuj starszych dla ich doświadczeń, szanuj kobiety dla ich siły i kruchości zarazem. Szanuj kolegów, za lojalność i wsparcie. Na szacunek trzeba zasłużyć? Nie. Przyjmij odwrotną postawę. Na szacunek zasługuje każdy dopóki zasługiwać nie przestanie…

Bo ja bym chciała, Kochanie, byś był szczęśliwy, kochany. I byś kochał kiedyś kogoś jedynego. Jak mocno? Tak mocno jak Tata kocha mnie. I kochał swoje dzieci tak mocno jak my Ciebie kochamy. Miłością nie idealną, nie pozbawioną błędów, nie zaborczą [Mama jest dość mądra więc wie z czym walczyć], ale miłością pod szyldem: nie chowamy dziecka dla siebie, chowamy je dla świata. Dlatego mi ten brzuch, w ten kłębek… rozumiesz?

I zawsze, ale to zawsze jak nie będziesz wiedział jak się zachować, co zrobić, gdy czarne i białe zmieszają się w szarość – wtedy pomyśl co zrobiłby Twój Tata. I tak właśnie postąp. Bo z tych szarości, Synku, składa się życie właśnie.

Ja wiem! Wiem aż za mocno, że życie da Ci po dupie mocno, razy wiele. We wrześniu nakopie już ostro. I dlatego ja spać nie mogę. Bo myślę, wciąż myślę ile i jakie narzędzia Ci przekazać, w jakie Cię wyposażyć, byś z tym obitym tyłkiem poradził sobie jak najlepiej.

Eh.. co to za pierdoły…. Masz dwa i pół roku. Ważne są gatki w pieski, tulaki podkołdrowe, skakanie jest ważne i czekanie na ciasto, które sam piekłeś. Tak właśnie jest. Pięknie i uroczo. Bo teraz jesteś nasz. Tylko.

A od września? Od września idziesz do przedszkola, w którym będziesz stosował się do zasad panujących w grupie. Będziesz słuchał co ważnego mówi Pani Renatka. I będziesz sam zakładał kurtkę i buty, nalewał kompot dla całej grupy i aktywnie kreował to czego się uczysz… Dla tych powodów wybraliśmy, Synku, to a nie inne przedszkole… Nieważne są dla nas zajęcia z angielskiego czy ceramiki. A ja nie wierzę w jedyne słuszne 'pedagogiki'. Jak zajęcia plus – to te o emocjach. Jak metody, to te oparte na pracy projektowej. Jak nauka to samodzielności a nie literek… Nie Ciocie a Panie. A jak Panie to Panie Renatki[KLIK]. I wiara w moc zabawy…

A ja spać nie mogę. I boję się. Bo wiem ale nie wiem. Bo nie mam pewności. Bo mam wątpliwość…

———————–

– Przeczytaj to Mycho. [poprosiłam męża]

Przeczytał i powiedział:

–  A ja mam pewność i nie mam wątpliwości. Bo sam fakt, że myślimy o Bola przyszłości w taki właśnie sposób, oznacza, że wszystko będzie dobrze. Że dostanie od nas te wszystkie narzędzia, o których piszesz. Aga! On już je dostaje. I z nich korzysta. Każdego dnia. Każdego dnia gdy pamięta o 'dziękuję i proszę', każdego dnia gdy chętnie się dzieli i radośnie bawi. Gdy okazuje tonę empatii, gdy wzrusza się do łez i gdy śmieje się do łez. Gdy marzy i nam o tym opowiada. Gdy wierzy, że mu się uda, choćby za setnym razem. Próbuje. Gdy potrafi rozmawiać z nami o tym, czego się boi. Każdego dnia gdy odnosi się do Ciebie z wielką miłością i wielkim szacunkiem. To się dzieje. Już. Więc rozwiąż już ten supeł w brzuchu, dobrze?

——————–

Wpisowe wpłacone. Umowa podpisana. Klamka zapadła. Znamy miejsce, które od września 2014 roku będzie wraz z nami, rodzicami, wychowywać, edukować i prowadzić przez życie moje dziecko. Spać mogę i już się nie boję.

Nie znasz, Synu, słów: uderzyć i bić – a poznasz. Nie wiesz jak boli, gdy ktoś potraktuje Cię nie fair – a się dowiesz. Nie umiesz kłamać – a się nauczysz… Poznasz takie uczucia jak: zawód, przykrość, zazdrość, wściekłość…

Ale już się nie boję bo przecież "W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć."* – prawda?

I choćbym miała rozpaść się na tysiąc kawałków, choćby serce wybuchnąć miało sto razy, pozwalamy Ci żyć

 

 

 

*Janusz Korczak


Poddupnik!

74 komentarzy
Poddupnik!

Zgodnie z zapowiedzią mamy dla Was genialny poddupnik od HannaHela&Ela. Nie pozostaje nic innego jak zrobić na niego skok na KiKu!

Nad rewelacyjnością tego produktu rozpływałam się TU –> KLIK. Teraz, po kilku miesiącach z poddupnikiem, mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych gadżetów jaki może znaleźć się w domu kilkulatka. I nie mam pojęcia jak radziliśmy sobie bez niego wcześniej.

IMG_2060_filtered_filtered 

Ostatni wyjazd do Piwnicznej [ TU –> KLIK ] pokazał też to co przewidywałam. Jest genialny na wyjazdach. Nie ważne jakie krzesła 'gdzieś' zastaniemy, jaki stół, jakie warunki. Małe same biorą poddupniki pod pachy, sadowią się wygodnie i wciągają żarełko. A co ważne [dla mnie to ważne bo staram się uczyć mojego dziecka pewnych zasad kultury przy stole ] siedzą przy tym stole długo. Mogą się wiercić bo mają swobodę ruchów, mają też poczucie, że są równoprawnymi uczestnikami uczty, a dodatkowo bardzo łatwo można je nauczyć samodzielnego wchodzenia i schodzenia [bezpiecznego!]. I to co widac gołym okiem od pierwszego użytku – są mega wygodne. Zupełnie wprost piszę – odkąd Bolo i Mila siedzą na poddupnikach podczas posiłków stały się one przyjemnością, też dla dorosłych. Genialne rozwiązanie i ponownie – brawo HannaHela&Ela!

IMG_2173_filtered_filtered

A ja z przyjemnością promuję taką markę i takie pomysły. Bo w natłoku nowości na rynku coraz częściej można zwyczajnie 'oszaleć'. Jesteśmy bardzo świadomymi konsumentkami, my – Matki, ale czasem mam wrażenie, że ilość 'dobra' może bardziej sfrustrować niż cieszyć. Świadczy o tym ilość maili od Was pt. 'Kredka! Co wybrać?!' tak więc za HannaHela&Ela ręczę KiKowym logo [które kocham przecież!].

[aha… piękne też są te cuda… ale to przecież widzicie 😉 ]

IMG_2057_filtered_filtered

IMG_2163_filtered_filtered

Dziś mam dla Was Matule poddupnik do wygrania. Wzór do wyboru. To będzie 'krótka piłka' bo konkurs jest szybki. I prosty. Do dzieła!

logo color

1. Kliknij w grafikę powyżej i w komentarzu napisz, który wzór poddupnika podoba Ci się najbardziej. Napisz też jednym zdaniem [!] co na Waszym poddupniku będzię smakowało najbardziej. Może wyjątkowe drożdżowe Babci? A może naleśniki z tajemnym składnikiem? Albo zupa z karczocha? [mam silnie rozwiniętą wyobraźnię smakową, sprawcie, żebym się zaśliniła 😉 ]

2. Podpisz się proszę. Polub HannaHela&Ela TU –> KLIK i udostępnij grafikę TU –> KLIK

3. Bawimy się tylko do środy 29.01 do godziny 12.00. Jeszcze tego samego dnia, w godzinach wieczornych ogłosimy wygraną na fanpagu Hanny,Heli i Eli.

4. Jako, że ten post jest ekspresowy bo ma swoje zadanie to obiecuję, że jutro będzie 'czytadełko'… bo… bo zapisałam Bola do przedszkola od września. Klamka zapadła. Wybór dokonany. A ja czasem spać nie mogę… Do jutra Matuszki!

IMG_3872_filtered

IMG_3873_filtered


GARŚĆ fajności.

34 komentarzy
GARŚĆ fajności.

Zebrało się trochę różności, które zauroczyły mnie [i wiadomo kogo jeszcze!] w ostatnim czasie. Zapraszamy na zbiór fajnych fajności polecanych przez KiK.

Litery. Głoskowanie. Nadal u nas na topie. Ba, powiedziałabym, że to aktywność numer jeden. Wcześniej pisałam o tym TU –> KLIK. Co nowego i co cudnego u nas się sprawdza od kilku tygodni?

Pierwsze to drewniane klocki z literami [alfabet angielski]. O takich klockach myślałam od dawna. Chodziły za mną te z DwelStudio ale coś… coś nie grało. Są piękne i stylizowane ale w końcu ich nie kupiłam. Bo znalazłam te KLIK – od razu spodobały mi się ilustracje. Podoba mi się, że na każdej ścianie jest inna forma litery [są też litery w ‚shape’ach’ więc same rozumiecie!]. Do tego są masywne, mają przepiękną drewnianą strukturę, są gładkie jak pupka malucha. Cena jest naprawdę świetna. Bolo układa je ciągle i wiecznie. ‚Czyta’, że ‚n for nest’ i ‚q for queen’. Podobają mi się dość nietypowe wyrazy, ogromnie podoba mi się [i Bolowi!] ‚j for jellyfish’ [po ‚golfish’u’ to prawdziwe odkrycie…] Klocki mieszkają w lnianym woreczku. Szczerze polecamy.

Drewniane ABC Wonderworld TU –> KLIK

IMG_4387_filtered

IMG_4391_filtered

IMG_4394_filtered

IMG_4395_filtered

Pozostając w klimacie literkowym [bożżż…] Wydawnictwo Dwie Siostry wydało ostatnio karty ‚alfabetowe’. Dla odmiany alfabet polski [szoken z literą ‚Ł’!] – karty są wielkie! Są piękne! I są mega, mega sztywne. Ilustracje są bardzo typowe dla wydawnictwa. Nie zawsze tak jest ale tym razem bardzo, bardzo przypadły nam do gustu. Uprzedzam – dzieciak świruje i chce je 'układać' i w nie 'grać' milion razy pod rząd. Bywa, że wysiadam jak słyszę 'jeszcze raz Mamo!'. Jutro zajrzyjcie tu ponownie. Wkleję filmik, w którym zobaczycie nasze układania, ale przede wszystkim usłyszycie jak z polskim alfabetem radzi sobie Bolo i, że Matka – serio, serio – nie kuma obrazka na 'U'…

Polecamy całym sercem. Taką rzecz trzeba mieć i już.

FILMIK TU –> KLIK [ Widzicie ramkę z filmem poniżej? Nie? A na jakiej przeglądarce? :) ]

 

Bardzo prosty alfabet – wyd. Dwie Siostry TU –> KLIK

IMG_4364_filtered

IMG_4365_filtered

IMG_4383_filtered

IMG_4386_filtered

– Mamo! Mamo! Opowiem Ci Bola sen!
– Ok!
– Słuchaj Mama!
– Słucham!
– Poszedłem do lasu i szedełem i szedełem i spotkałem jeża. Chciał zjeść muchomora! Bolo powiedział: 'Nie jedz muchomora! Będzie Cię bolał brzuch!'…
– No pięknie uratowałeś jeża.
– Mamo! To nie koniec!
– Ok, słucham co było dalej.
– No szedełem, szedełem… i koniec.

Ten sen Bola, który publikowałam już na FB jest efektem książki z …. Ikei. Ja nie wiem czy to ja taka ciemna jestem, że ciężko mi to przeżyć bo… bo książki to księgarnie, ew wydawnictwa… Tu czaru nie było. Między stołkiem, hotdogiem a jakimś kubkiem Bols dorwał książkę 'Jeżyk wyrusza w świat' – wtedy zerknęłam, stwierdziłam 'niech mu będzie dla świętego spokoju', pomyślałam, że brzydkawe jakieś i zapomniałam. W domu – Mamo! Czytamy jeżyka! Jedno czytanie, drugie, Bols chce jeszcze. Wtedy mnie olśniło. To piękna i mądra książka a ja mam super dziecko, że sam taką wyczaił.

Ilustracje – na początku wydały mi się brzydkie, z czasem – je pokochałam. To cofnięcie w czasie. Moje pokolenie poczuje się jak 'w domu' – bez przerysowań, bez udziwnień. Ot rewelacyjnie przedstawiona treść na obrazach. Tekst – mądry, dość poważny, płynny i mimo, że czytania jest sporo to wciąga niesamowicie. Ładnie wydana. Twarda okładka. Cudna, szorstka struktura papieru. To odkrycie. Szok ale jakże miły. Bardzo, bardzo polecamy! A Bolo? Bolo ją ukochał wyjątkowo. Bo to mądre dziecko…

'Jeżyk wyrusza w świat' – Ikea [bożżż..] TU –> KLIK

IMG_3220_filtered

IMG_3221_filtered

IMG_3223_filtered

A na koniec? Bzdurka, głupotka. Ale jakże piękna! Od dawna [można sprawdzić na blogu –> wyszukiwareczka 😉 ] jestem fanką melaminy [szczególnie w wykonaniu marki RICE] więc plastikowych naczynek od dawna nie zbieram. Ale jak zobaczyłam te… przepadłam. Zresztą sami zobaczcie. Przeurocze, wyjątkowe. Do tego o dość nietypowych formach – miseczka jest mała a głęboka, talerz zupełnie płaski z 'płotkiem'… Delikatność i czar. Uwielbiamy je bo tak. Bo są cudne. Nie umiem im się oprzeć.

Naczynka Smiling Planet TU –> KLIK

IMG_4361_filtered

IMG_4363_filtered

IMG_4376_filtered

IMG_4382_filtered


Piwniczna – 2,5 latek na nartach

27 komentarzy
Piwniczna – 2,5 latek na nartach

Czołem Człowieki! Moja Mama ciągle tylko chodzi, stęka i marudzi, że czegoś nie ma. Najczęściej nie ma siły albo czasu. Więc dziś ja Wam opowiem o naszych zimowych wakacjach. Aha – ja czyli Bolo. Albo jak mówi Mama: Bolik.

Jak usłyszałem, że jedziemy na wycieczkę nartowo-sankową w świat górowy to spać nie mogłem tak się cieszyłem. Zapakowałem swoją pszczółkową walizkę już dwa dni wcześniej. Wiecie, musiałem zabrać wszystkie ważne rzeczy, swoje książki, shape'y i literki. Na szczęście pszczółka jest pojemna bo Tata mówił, że co jak co ale nasze czarne auto to nie białe auto Wujka. Bo Wujek Q ma białe Q i on to może zapakować nawet trzy albo cztery pszczółki…

Wyruszyliśmy około południa. Mama mówi, że to nadal jest rano więc byliśmy nieźli. Trasa z Wawy w góry jest super. Cały czas dobra, dwupasmowa droga [tylko nie jeździjcie przez Radom! Mama powiedziała Tacie, że jak jeszcze raz pojedziemy przez Radom to się rozwiedzie ale mój Tata tylko ją pocałował i śmiał się, że i tak jej nigdy nie wypuści ze swych rąk…]

Mi tam jest wszystko jedno. Byle jechać. Zapakowałem też swojego hipcia. To taki plecaczek. Tak żeby mieć pod ręką picie i chrupki. To bardzo ważne w podróży, szczególnie jak się ma do obejrzenia cały sezon Tomka. Mojego hipcia mam już bardzo długo i właściwie nie wychodzę już domu bez niego. Mama też go lubi bo odkąd go mam to ona może nosić kobietowe torby a nie te specjalne dla mam co mają dzieci.

IMG_2338_filtered

IMG_2340_filtered
Walizka Pszczółka TU –> KLIK [SkipHop]

Plecak Hipcio TU –> KLIK [Les Deglingos]

Na miejsce dojechaliśmy w niecałe 5 godzin. To dlatego, że Mama i Tata lubią szybko jeździć. Ale Tata mówi, że tak szybko to można jeździć tylko jak są dobre warunki. To znaczy, że jak nie pada śnieg, na przykład. A nie padał. Co tak naprawdę wszystkich martwiło. Bo wiecie, przygotowania na narty i plan żeby całe dnie spędzać na stoku. Wprawdzie ja świetnie jeżdżę na nartach po trawie i dywanie ale dorośli jak zwykle widzieli same problemy i biadolili, co to będzie jak nie będzie śniegu.

Mieszkaliśmy w Piwnicznej a na narty jeździliśmy do Wierchomly. Tam są dwa stoki obok siebie. Ulubiony Taty i Wujka – taki duży. I mniejszy, który się super nazywa. Stonoga! I wprawdzie nigdzie śniegu nie było ale tam właśnie był. No i Tata mówił, że to jedni z nielicznych, którzy naśnieżają. Wiecie co to znaczy? To znaczy, że z maszyny leci wiatr śniegowy! Mógłbym na to patrzeć godzinami. Ale mi nie pozwalali. Tylko 5 minut. Jak dzieje się coś fajnego to moja Mama zawsze mówi, że jeszcze tylko 5 minut. A co to jest 5 minut?! Więc czasem trochę ryczałem bo chciałem kolejne 5 minut, i kolejne…

Ten dom w Piwnicznej to super lokalizację ma bo przy samym Rynku. Wprawdzie Mama jak zwykle narzekała, że to dziura ale ja wcale tak nie uważam. Podobały mi się spacery po Rynku bo tam jest stara maszyna do gaszenia ognia i wielkie kamienie. A czasem też chodziliśmy nad rzekę. Tam już się Mamie podobało, a ja z Tatą fruwaliśmy po mostku. Wołałem rybki żeby do mnie wyskakiwały i kaczki żeby się przywitały. Poza tym znaleźliśmy fajny plac zabaw, na którym była baaaaardzo długa zjeżdżalnia. Mógłbym z niej zjeżdżać cały dzień ale dorośli znowu psuli zabawę swoim '5 minut'. No i Mama kazała mi chować język jak zjeżdżam. To ja się pytam – czy to w ogóle wykonalne?! Przecież każdy wie, że jak się zjeżdża z takiej wysokości to wywalony język jest bardzo potrzebny. Powiedziałem Mamie, że to awykonalne przecież. Ale wtedy ona zrobiła tę swoją minę, że prawie płacze i zaczęła mnie całować. Eh, zawracanie głowy.

DOM BABCI MARII TU –> KLIK

IMG_4179_filtered_filtered

IMG_4216_filtered

IMG_4230_filtered

IMG_4296_filtered

IMG_4322_filtered

IMG_4340_filtered

Spodnie Pan Pantaloni TU –> KLIK [bez tych ocieplanych portek nie wyobrażamy sobie jesieni, zimy i /pewnie/ wczesnej wiosny]

Co do samego domu to mi i Mili bardzo się podobał. Mieliśmy swoje miejsce na zabawy, co jest ważne bo wtedy Ciocia i Mama rzadziej mówią, że oszaleją. Poza tym jest to dom jak dom. Po prostu wygodny, w pełni wyposażony. Mama i Ciocia marudziły trochę na spanie ale Tata powiedział, że im to tylko luksusy w głowie. Ja tam nie wiem, bo jak już szedłem spać to odlatywałem w sekundkę a potem otwierałem oczy i był już dzień.

Mama ciagle mi tu szepce żebym Wam napisał jak było na nartach. No słuchajcie, a jak mogło być na nartach z dwoma dwuipółlatkami?!! Czadersko było! Po prostu dorośli muszą zrozumieć, że każde z nas jest inne. Ja na przykład byłem sto razy bardziej zainteresowany wchodzeniem na stok za pomocą kijków. Oraz tym, że można lepić bałwany. I zjazdem na sankach. Tylko wiecie co… te moje sanki to wyścigówka. I na oblodzonym stoku uzyskiwały taką prędkość, że Mama miała zawał a Tata wypieki. Oczywiście jeździłem trochę też na nartach. Szczególnie wtedy gdy pokazywał mi o co chodzi Pan Ekspert Nartowy. Był bardzo fajny i przybijał ze mną ciągle piątki.

IMG_3756_filtered

IMG_3758_filtered

IMG_3768_filtered

Sanki SNOW BIRD TU –> KLIK

Buty śniegowe TU –> KLIK [Crocs. Przeceny. Wygrały z Moonbootami, są lekkie, bardzo ciepłe, i ‚da się’ w nich chodzić ;)]

Mila z kolei bardzo chciała tylko na nartach jeździć i słuchała Wujka co ma robić i jak 'balasować' ciałem. I była w tym bardzo dobra. Po dwóch dniach zjeżdżała prawie sama. No a ja w tym czasie… ja dzióbałem śnieg kijkiem. Uwielbiam to!

IMG_2361_filtered

IMG_2370_filtered

IMG_3823_filtered

IMG_3847_filtered

IMG_3866_filtered

Wydarzyło się też coś bardzo ważnego. Poznałem Nikolę, bardzo dużą i mądrą, bo miała już 6 lat. Nikola w ogóle nie traktowała mnie jak malucha i dzióbała ze mną kijkami śnieg żeby wydobywać lodowe kamienie. Była w tym świetna!. Raz to nawet wydzióbała taki kawał, że ledwo mieścił mi się w rękach. Ale ona powiedziała, że na pewno dam radę go nieść i miała rację! Zaniosłem dla niej ten wielki lodowy kamień aż na sam dół stoku. Potem Nikola jeździła na swoich nartach. Była tak dobra jak Pan Ekspert i Tata i wszystko mi pokazywała a nawet umiała hamować tak, że śnieg leciał prosto na mnie. Wtedy i ja postanowiłem znowu wpiąć narty. I dużo się uczyłem. Nauczyłem się w nich chodzić po pochyłościach, nauczyłem się utrzymywać pozycję gdy Tata wciągał mnie na kijkowym orczyku i nawet troszkę zjeżdżałem. Ale wiecie, bałwany bardzo mnie kusiły więc robiłem to tylko wtedy gdy była w pobliżu Nikola. Mama prawie się poryczała a Tata był jakiś wzruszony i mówili, że chyba się zakochałem. No nie wiem, Mama powiedziała Cioci, że zasypiałem z Nikolą na ustach i z Nikolą na ustach się budziłem. I co to ma wspólnego z kochaniem?

 IMG_4035_filtered

IMG_4039_filtered

IMG_4126_filtered

Co tu jeszcze Wam opowiedzieć… może to, że Wujek umie być najśmieszniejszą muchą świata? Albo to, że z Tatą skakałem w kuchni do samego nieba jak astronauta na księżycu? Albo to, że wafelki od Mamy nigdy nie smakują tak pysznie jak od Cioci? A może to, że Mila jest najkochańszą siostrą na świecie? I, że wspólny lizak to nie to samo co dwa osobne?

Mama mnie tu szturcha żebym Wam jeszcze napisał co fajnego i niefajnego mieliśmy na tym wyjeździe. To trudna sprawa bo wiecie, dla mnie fajne są rzeczy żółte i dyniowe a dla Mili niebieskie. Ale spróbuję.

Na pewno najfajniejsze co mieliśmy z Milą to czapki miziakowe. Zdradzę Wam sekret. Oboje z Milą ryczeliśmy jak rodzice chcieli nam założyć na głowę coś innego. Moja to szara czyli pieskowa. Mili niebieska czyli kotkowa. Mamy też takie miziakowe rękawiczki. Z innymi to samo co z czapkami. Po prostu beczeliśmy, że innych nie chcemy. A ja swoją czapkę pieskową wkładałem nawet pod kask. Mimo, że Mama wydała kupę kasy na kominiarkę z wełny merino. Ale czy i Wy byście nie ryczeli jakbyście mieli do wyboru miziaka a gryzaka. No tak, te merinosy mnie gryzły. I Milę też ale ją mniej. Najbardziej nas gryzły w zgięcia ramion i kolan. Bo mieliśmy też bodziaki i legginsy. Na szczęście Mama wymyśliła, że 'pod' założy mi bawełniane rzeczy i już nic nie gryzło. A grzało idealnie więc pod kombinezonem nie miałem tony ubrań tylko tę bieliznę. Wygodnie! Natomiast kominiarka nie przeszła. Wyłem i się wiłem i Mama powiedziała, że pal licho, niech będzie pieskowa zawsze i wszędzie. Hurra!

IMG_3363_filtered_filtered

IMG_3521_filtered_filtered_filtered

IMG_3971_filtered

Kominiarki miziakowe TU –> KLIK [Maylily]

Rękawiczki miziakowe TU –> KLIK [Maylily]

Bielizna Merino TU –> KLIK – jedyne miejsce gdzie jakieś 3 tyg temu była pełna rozmiarówka

Rękawiczki narciarsie TU –> KLIK [NEVERLAND]

Poza tym miałem rękawiczki takie narciarskie. Rodzice mieli tej samej marki. Wszystkie super się sprawdziły. I będą sprawdzać nadal bo wiecie co się stało?! U nas w domu jest śnieg! Mama obiecała, że jutro pójdziemy na sanki! A za 3 tygodnie jedziemy znowu na narty. Tym razem do Zakopanego. Tata z Wujkiem mówią, że się jarają bo tam stoki są wielkie i na pewno dobrze naśnieżone. Mama z Ciocią cieszą się bo jedziemy na ferie podczas, których będą różne zabawy takie jak kuligi i warsztaty plastyczne. Ja tam najbardziej cieszę się z tego, że znowu pojedziemy naszą ukochaną ekipą na wakacje, że Wujek znowu będzie muchą i że… i że może ponownie spotkam Nikolę?

Tymczasem lecę spać bo Mama mówi, że zaraz oszaleje. Ona ciągle szaleje ale właśnie za to kocham ją najbardziej. Tylko niech częściej rozumie, że czasami założenie gogli do łóżka jest naprawdę sprawą życia i śmierci. Na szczęście… uczy się Kobieta.

IMG_3727_filtered