subskrybcja: Posty | Komentarze

Kamienie i patyki.

18 komentarzy
Kamienie i patyki.

Mamo, pamiętasz tego psiaka? Nie chciałem mu dać swojego patyka. Pamiętam Synku. I smutno mi teraz Mamo, bo on był smutny… a Dziadek powiedział, że patyków na świecie jest tyle, że wystarczy dla każdego dziecka i każdego pieska.

To prawda.

Mamo, a kamieni też tak wystarczy?

Tak, oczywiście.

Po jakimś czasie Bolo wgramala mi się na kolana. Wkłada rączki we włosy, przytula się i pyta:

Mamo, a Mamów i Tatów też wystarczy dla każdego dziecka prawda?

Nie Kochanie, zdarza się, że zabraknie mamy, albo taty, albo obu rodziców…

Zaczynam mu opowiadać, że są takie domy, że czasami jakiś chłopiec lub dziewczynka nie ma mamy, taty… Opowiadam. Bolo słucha, Brewki mu się marszczą.

Mamusiu i te dzieci są smutne prawda?

Tak, sądzę, że są smutne. Aż znajdą je nowe mamy, nowi tatusiowie…

Mam pomysł Mamo. Opowiedz im bajkę.

Którą?

Ja ci opowiem. Jest sobie tęcza. I te smutne dzieci muszą stanąć pod tęczą. I z tęczy zjedzie do nich Tęczowa Mama albo Tęczowy Tata. I nie bedą już smutne prawda?

Bolcik.. to piękna bajka. Mam nadzieję, że często takie tęcze będą się pojawiać.

Ale Mamo! Będą często! Sto razy nawet! Bo słońca i deszczu też wystarczy dla wszystkich dzieci przecież!

—————————

Wraca Tata Bola z pracy. Bolo wgramala się na jego kolana, wkłada rączki we włosy, przytula się. Opowiada Tęczową Bajkę. Tata słucha i pyta: O czym jest ta bajka Synku?

– O tym, że patyków jest tyle na świecie, że wystarczy dla każdego dziecka. – mówi Bolo.

– O nadziei. – pomyślałam ja.

IMG_5857_filtered


Arcydzieło.

20 komentarzy
Arcydzieło.

Na Rany Koguta – sprawcie, o losie, mój palcu na klawiaturze i wy, moje rozbuchane emocje, sprawcie proszę, abym nie przegadała tej książki. Bo mam w rękach arcydzieło.

Gdy dałam poniższą książkę [choć po prostu ‚książką’ ją grzech nazywać] Mamie Mili – ona najpierw zaniemówiła. Potem długo dotykała stron, przesuwała delikatnie palcami po ilustracjach – zdjęciach, po papierze, po słowach… a potem powiedziała, chyba wzruszona, że nigdy czegoś takiego nie widziała. Ja też.

Bo najpierw zaniemówisz gdy dotkniesz okładki. Już wtedy gdy spojrzysz na tę pierwszą odsłonę. Format przywodzi na myśl stare, pięknie wydawane winyle, ze wszystkimi dodatkami, tekstami, 'unikalnie' wydanymi 'książeczkami'. Od pierwszych chwil wiesz, że w rękach trzymasz coś absolutnie wyjątkowego. Niecodziennego. Czujesz wzruszenie.

IMG_6453_filtered

A później zaczynasz oglądać. Kręcisz głową, wzdychasz, wstrzymujesz powietrze. Każda strona, każde zdjęcie, każde zdobienie… Ciężko Ci pojąć jak można tak wiele piękna włożyć w tak małą przestrzeń.

Przenosisz się w miękki, utkany ze snu, świat. Obcujesz z obrazem tak nietypowym, wpływającym na ten ośrodek w mózgu odpowiedzialny za odczuwanie ciepła, przyjemności. To zmysłowa rozkosz. Nie możesz się pohamować i dłonią muskasz papier. Bo tu nawet papier jest dziełem. Faktura, struktura, gęstość.

Gdy powoli zaczynasz znowu oddychać masz ochotę wybiec z domu i wykrzyczeć ludziom: 'Patrzcie!'.

Albo.

Albo dajesz 'Teodora' swemu dziecku. I patrzysz jak on delikatnie, instynktownie chłonie piękno. Milczy. Ogląda. Podziwia. I mówi: 'Mamo, przeczytamy do spania, nie teraz, teraz ja będę dotykał…' I ponownie czujesz ten wir w brzuchu. Zupełnie jakby ten senny, łagodny świat nas faktycznie otaczał. Bo otacza. On wychodzi z książki. Sunie lekko, 'mgielnie' po domu, wkrada się pod koce, kołdry, mruczy cichutko, kojąco…

IMG_6377_filtered

IMG_6400_filtered

A potem. Potem jest pierwsze czytanie. Po nim następuje szereg powtórzeń. Ale to pierwsze czytanie. I dla niego i dla mnie. Ilustracje ze zdjęć urzeczywistniają się, mają swoje myśli, swoje radości i zmartwienia. Miękko wyczytujesz frazy, frazy o kolorze biszkoptowym na przykład… Czytasz i myślisz, że ileż to szczęścia może dać … rzecz. Bo to jest rzecz. A zupełnie jakby była emocją. Albo bytem. Ze snu tkanym…

IMG_6438_filtered

IMG_6439_filtered

IMG_6443_filtered

IMG_6445_filtered

IMG_6447_filtered

IMG_6448_filtered

IMG_6450_filtered

IMG_6452_filtered

Nie przegadać tej książki. To ważne. Nie widzę tu miejsca na opis fabuły. Wierzę, że jeśli ktoś ma choć krztynę wrażliwości w sobie wie czego się spodziewać. A może nie? Bo dla mnie treść była zaskoczeniem. Pięknym de facto. Nie widzę tu miejsca na pisanie o mistrzowskim wydaniu, nie widzę tu nawet miejsca na to, by jakoś mocno akcentować, że na końcu książki, w kieszonce, znajdziemy audiobooka. A znajdziemy.

I jeszcze, że … że wydano wyłącznie 500 egzemplarzy. Okruszek. Ale z arcydziełami chyba tak już jest. Że są pożądane. A zdobyte stają się zrealizowanym marzeniem…

TEODOR – wyd. Fundacja Win-Win TU –> KLIK

WAŻNE! [daliście ostro ale wcale mnie to nie dziwi 🙂 ] info od Wydawnictwa:

'"Pierwsza pula przygotowanych do sprzedaży książek "Teodor" Marii
Szczodrowskiej skończyła się. Autorka wraz z ekipą wydawnictwa Win-Win
zabiera się za wklejanie złotek w kolejne kilkaset egzemplarzy, które
w ciągu 10 dni powinny ukazać się w sprzedaży. Prosimy o cierpliwość –
czeka nas dużo pracy przy ręcznym uszlachetnianiu książki. Proszę o
zaglądanie na stronę www.winwin.org.pl/teodor. Znajdą tam Państwo
wszystkie aktualne informacje na temat książki oraz ponownej
sprzedaży. Dziękujemy za tak duże zainteresowanie.
Ewelina Czajkowska – Wydawnictwo Fundacji Win-Win"

IMG_6449_filtered


Carwood by Dziadek

32 komentarze
Carwood by Dziadek

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest sobie Dziadek. I ten Dziadek tworzy dla wnuka cudo. Takie cudo, które aż prosi się o to, żeby i inne wnuki i wnuczki mogły doświadczyć radości… radości tak wielkiej, że trudnej do opisania. Popatrzcie.

Taki oto Dziadek, Dziadek Mistrz, Tata jednej z naszej Czytelniczek, stworzył sanko-wózek. Miesiącami dopracowywał projekt, dopieszczał wszelkie szczegóły, materiały, po to aby był to produkt idealny. I tak oto powstała marka Carwood. Piękna marka stworzona z miłości. Stworzona pracowitą ręką, dziadkową ręką…

Sankowózek… brzmi kosmicznie. I jest to produkt kosmiczny. Drewno, solidna, mocna konstrukcja dopracowana do perfekcji. Sankowozek to żadne tam składanki. Dostajecie gotową całość. Z pewnym mykiem.

A myk jest genialny. W 5 minut z wozu można wyczarować sanki, aj sanki… sanie! Sanie czarowne niczym ze starych skandynawskich bajek. Kształt po prostu powala. Płozy, 6 centymetrowe, grube, wielkie! sprawiają, że sanie są bardzo stabilne. A potem… a potem śnieg znika i w kolejne 5 minut sanie zamieniamy w wóz. Na odlewanych kołach. Z systemem jak w wózkach dziecięcych na ruchomej osi…

IMG_5550_filtered

Piszę to i mimo, iż z tematem mam do czynienia już jakiś czas nadal odczuwam podniecenie i zachwyt….

Co dalej? Dalej kolejne myki, takie 'pod dzieci', takie, że Bolo nie może zasnąć bo marzy jedynie o kolejnej wyprawie z wozem… Pomysł jest taki, że w wersji wiosenno-letniej wóz zdobimy kwiatkami. W wersji zimowej – gwiazdami… U nas 'stars' oczywiście wygrywają i wiadomo, mamy wóz z gwiazdami a kwiatki czekają na swoją kolej. Obie ozdoby otrzymujecie w komplecie. Ponad to możecie otrzymać tabliczkę do przyklejenia z imieniem dziecka, wybrać kolor sankowózka, wybrać kolory gwiazd i kwiatów… [gwiazdy i kwiaty wkręca się na śruby w kilka minut]. Dodatkowo do ciągnięcia, w zestawie macie pałąk [kij taki… nie mam pojęcia jak to się nazywa] lub, na zamianę, sznur z rączką. Tu każdy aspekt jest przemyślany. Każdy szczegół obmyślany. Żadnych przypadków. Żadnych niedociągnięć.

Jak to wygląda w praktyce? Ano tak, że nasze dziecko otwiera oczy i jest gotowe na wyprawy. Bo to są wyprawy. Po patyki, po kamienie. taka pora. Bolo jeździ w środku, sam ciągnie wóz [całość jest bardzo wyważona, łatwa do ciągnięcia i z 15 kilowym ładunkiem i przez 15 kilowy ładunek…] To są godziny na powietrzu spędzone w mega, ogromnie cudownej radości. Frajda nad frajdy. I sądzę, że nie ma dziecka na tym świecie, które by nie straciło głowy dla takiej afery.

IMG_5391_filtered

Bo to jest AFERA!. Na razie wzbudzamy sensację w parkach, na osiedlu. Najczęściej zagadują nas dziadkowie… Bo oni chyba od razu widzą, że to kunszt, że to nie kolejna 'zabawka' a niesamowite narzędzie do ogromu zabaw, a do tego wykonanie jest takie, że ci dziadkowie aż muszą dotknąć, palcami musnąć, zapytać: te koła to pompowane? naprawdę płozy???… A ja z przyjemnością mówię, zapisuję im nazwę i mówię, że to taki Dziadek, dla wnuczka…

To cudo jest dla niemowlaka, dla dwulatka, dla sześciolatka. To rzecz na 100 lat. To sanki, które można wypełnić kocami i jechać w świat.  To wóz, który zamienia się transporter ważnych dla dziecka rzeczy. To wózek dla miśka. To wóz na zakupy! Na zakupy i na dziecko bo jedno i drugie mieści się na raz. To wóz na piknik przecież! [nie mogę się doczekać]. To wóz na plażę oczywiście! Wiozący cały ten plażowy majdan… Wreszcie – to skrzynia, piękna, ogromna. Którą w domu dziecko zamienia w statek, w łóżko dla siebie i Pingusa, w wóz strażacki… mogłabym tak godzinami.

Jest mi najprzyjemniej na świecie móc Wam prezentować Carwood. Naprawdę, tak z serca. To piękna AFERA. Piękny, mądry i nieziemsko przemyślany produkt, na lata, na pokolenia, na każdą porę roku, dla każdego wieku… A w dodatku robiony ręcznie by Dziadek, zupełnie jakby On sam mieszkał w Laponii… Dajcie się zaczarować.

CARWOOD sankowóz TU –> KLIK

CARWOOD NA FB TU –> KLIK

IMG_5404_filtered

IMG_5417_filtered

IMG_5465_filtered

IMG_5476_filtered

IMG_5524_filtered

IMG_5728_filtered

IMG_5763_filtered

IMG_5908_filtered

IMG_5958_filtered

IMG_6014_filtered


Bądź mężczyzną!

56 komentarzy
Bądź mężczyzną!

Wyrwałam się. Dosłownie. Dwie godziny do własnej dyspozycji, po wielu dniach sam na sam z chorym dzieckiem w domu, jawiły mi się jako szczyt rozkoszy. Postawiłam na fryzjera. Wpadam do swojego salonu. W drzwiach wita mnie Paweł: 'Ohooo, dawno się nie widzieliśmy… co tam Aga?.. a jak tam…?' – Odpowiadam: 'Dobra, konkret Paweł. Masz dwie godziny na farbę i cięcie i ani minuty dłużej. I dziś nie uprawiamy gadki-szmatki ok?' – 'Ok! Kapuję! Co robimy?' – 'Jest mi wszystko jedno, zdaję się na Ciebie, tylko cichoooo…błagam…' Paweł zabrał się za moje wątpliwej urody włosy a ja w planie miałam wyłączenie się. Nie myślenie przez 2 godziny. Nie dane mi było…

Podczas gdy na łepetynie wżerała się farba, a ja próbowałam czytać jakiś artykuł, do salonu weszła mama z synkiem. Chłopiec wchodząc powiedział 'dzień dobry' każdej osobie i na pewniaka wdrapał się na fotel z podwyższeniem dla dzieci. Mama dała mu całusa, fryzjerka włączyła bajkę, zaczęła ciąć….

Siedzieli tuż obok mnie, ja żałowałam, że nie wzięłam ipoda… Jak to u fryzjera, gadka – szmatka. Najpierw w stylu 'co robimy', potem o włosach mamy. Mały ogląda bajkę. Nagle fryzjerka wykrzykuje: 'A co Ty tu masz na nosie?!' i dotyka go palcem w zaczerwienione miejsce. Mama gwałtownie podniosła się, wyciągnęła rękę… ale za chwilę usiadła i przepraszającym tonem zaczęła mówić, że ON ma taką alergię, że coś tam… Fryzjerka komentowała, że brzydkie to i nieładnie wygląda. Mama przytakiwała… Zerknęłam na chłopca, zrobił się cały czerwony, milczał, lekko spuścił głowę.

Fryzjerka nadal cięła ale cała uwaga skupiała się już tylko na chłopcu. Jak masz na imię? Tymek. A ile masz lat? Sześć ale prawie siedem! Ooo jesteś bardzo dzielny Tymku, taki klient to przyjemność. Na pewno dostaniesz w nagrodę lizaka… Jakiego lizaka? pyta podekscytowany Tymek. No wybierzesz sobie!

Fryzjerka nadal cięła, Tymek oglądał bajkę a mama zachwycała się powoli wyłaniającą się nową fryzurą. 'Mój słodki synek! Jesteś śliczny! I jaki dzielny!' – Tymek nie mówił nic, czasami tylko rumieniły mu się policzki.

Fryzjerka przestała ciąć. Wyjęła maszynkę. 'Na wykończenie' – powiedziała. Dotknęła włączoną maszynkę szyi Tymka, on zaczął się śmiać i odwracać głowę… Łaskocze Mamo! Fryzjerka spróbowała jeszcze raz… to samo, śmiech i ucieczka. Mama mówi: 'Synu, daj spokój! Siedź prosto!'. Fryzjerka znowu próbuje, nic z tego. Małego łaskocze. 'Przestań!' mówi ostrzej fryzjerka. 'Przestań!!!' podnosi głos mama… Mamo ale to łaskocze!!!

Sytuacja trwa i trwa. Fryzjerka już mocno zirytowana mówi:

'Bądź mężczyzną!'

'Wstydź się!' mówi mama…

'Nie dostaniesz chyba tego lizaka!' mówi fryzjerka…

'No oczywiście, że nie dostanie za takie zachowanie!' mówi mama…

'Chciałbym dostać lizaka' mówi cicho Tymek.

Próbują jeszcze raz. Chłopiec wytrzymuje może pół minuty, znowu wierci się. Łaskocze!

Mama traci cierpliwość. 'Dobrze, muszę cię przytrzymać i zapomnij o tym lizaku!!!'

Próbują jeszcze raz. Na siłę. Tymek już się nie śmieje. Ucieka głową ale tym razem płacze.

'No na litość boską! Co za beksa! mówi fryzjerka.

'Tymon! W tej chwili przestań! Bądź mężczyzną a nie dzidziusiem!!!' mówi mama.

Tymon płacze. Nie szarpie się, siedzi i nic nie mówi. Tylko płacze.

Nagle przychodzi trzecia kobieta. Okazuje się, że Ciocia. Siostra mamy.

'No jak Tymuś? Będziesz zaraz przystojniakiem? pyta Ciocia.

'Nie Ciociu, nie chcę być przystojniakiem! Chciałbym tylko dostać lizaka…' mówi chłopczyk przez łzy.

Mama relacjonuje wydarzenia w trzeciej osobie: 'no i on, bo on, i wiesz, cyrki, on, on…'

Miałam wrażenie, że Tymek zmalał o kilkanaście centymetrów.

Ciocia załapuje pole bitwy. Dołącza ochoczo.

'Ale wstyd! Przecież to tylko maszynka! Badź dorosły i wytrzymaj!'

Próbują znowu.

Tymek krzyczy z płaczem: 'To łaskocze! Mamo!'

Fryzjerka mówi, że się poddaje. Mama komentuje, że będzie teraz wyglądał jak pierdoła… Ciocia mówi, że się zawiodła…

'Czy mogę dostać lizaka?' pyta cichutko Tymek.

W kobiety jakby piorun strzelił! Lizak?! Oszalałeś?! Za takie zachowanie?! Tak się nie zachowują mężczyźni! Nie płaczą z byle powodu! Nie przynoszą wstydu swojej mamie!

 

Mama płaci. Wychodzą.

Po jakiś 40 minutach i ja płacę, wychodzę. Widzę Tymka, jego mamę i ciocię siedzących na ławce. Kobiety o czymś dyskutują a tyłem do nich siedzi chłopiec uderzający się dłonią w czoło…

Stado kobiet osaczyło, oceniło i skazało małego chłopca. Dziecko. Jakim on będzie mężczyzną, za 15 lat?

——————————–

Nigdy nie oceniam innych rodziców, szczególnie nie znając kontekstu … nigdy nie mów nigdy…

——————————–

Tata Bola wrócił z delegacji. Wieczorem opowiadamy sobie dni przeżyte osobno. Opowiadam o wyjściu do fryzjera. Mąż milczy długo i mówi: 'Wiesz… jak Bolo jadł kolację, i tak się grzebał strasznie, to ja powiedziałem mu, żeby był facetem, że ja już wszystko zjadłem a on nie…' – 'I co na to Bols?' – 'Najpierw zachciało mu się płakać, ale nagle zdecydował, że on już nic nie zje…'…

Rozmawialiśmy prawie do rana. Na drugi dzień chłopaki poszli na hulajnogę. Pogadać…

Bo ani 2 latek, ani 6 latek nie są mężczyznami. Są dziećmi. Tylko i aż. A na bycie mężczyzną przyjdzie pora.

A jakim?

W dużej mierze takim, na jaki zapracuje bagaż, który damy mu my, dorośli. Teraz.


pyszne frajdy

16 komentarzy
pyszne frajdy

Słaba sytuacja. Ospy, grypy, mąż w delegacji. Długiej. Gości prawie nikuku bo albo koledzy sami chorzy albo boją się zarazić. Nuda. Nuuuda Panie! Są chwile kiedy czuję, że jeszcze raz usiądę bo puzzli, klocków albo kolejki to zacznę wyć. Są chwile, częste, kiedy każde domowe zajęcie wyprowadza mnie z równowagi albo doprowadza do łez. I tak, z potrzeby frajdy, wymyślamy z Bolem fajności w kuchni. Zajmuje to czas, przyjemnie, cieszy oczy, cieszy nos, cieszy smak… Oto kilka naszych sposobów.

IMG_5287_filtered

Na początek banał. Ot, kanapka z konfiturą. Ale zamieniona w malowane kolorem truskawkowym serce zamienia się w pyszność. A Małe smaruje, smaruje, maluje, zachwyca się truskawkowym dziełem. A potem je. Minimum godzina z głowy. O tym, że kształty i kolory smakują inaczej pisałam TU –> KLIK. Polecamy też dyniowe gwiazdy [konfitura pomarańczowa] i fiołkowe romby [konfitura jagodowa] – kanapki wg dziecka…

IMG_5294_filtered

Kolejny pomysł pokazywałam już na FB. Więcej pomysłów na 'parówki' zobaczycie TU –> KLIK – a powiem szczerze, że te parówkowo – jajeczne serca są naprawdę pyszne a ja mam prawdziwą radochę robiąc je.

IMG_5263_filtered

IMG_5265_filtered

IMG_5266_filtered

Na koniec DOMOWA CZEKOLADA. Nazywana przez Bolsa – czekofiko.. Taka moc frajdy z przygotowania i jedzenia, że aż piski są. I jest pyszna! W dodatku zawiera naprawdę dobre składniki. U nas w formie kulek lepionych przez Bola. Dalsza faza dekoracji… Dziś prawie dwie godziny frajdy, zajęcia i wcinania. Bardzo polecamy. Masa jest na tyle plastyczna, że możecie z niej wycinać kształty, upychać w foremki lub robić z nich lizaki nadziewając na patyk/słomkę… można też zrobić 'tabliczkę czekolady' i pokroić w kostki.

Przepis pochodzi z tego bloga KLIK – którego szczerze lubię. Jest młody, wiele pracy jeszcze przed autorką ale w natłoku 'ładnych blogów bez treści' ten się zdecydowanie wyróżnia. Zwyczajnie z praktycznego powodu. Przepisy są mądre – sensowne a zdrowe. Zdrowe a smaczne. Smaczne a wykonalne przez zagonioną matkę. Nieczęsta to sprawa… a blog jest właśnie pełen treści

Czekofiko {KLIK} – my robiliśmy z połowy składników – BŁAD! bo jutro szykuje się powtórka.

kostka masła [najpyszniejszy Lurpak]
niepełna szklanka cukru trzcinowego [dałabym demerarę, uwielbiam melasowy posmak ale akurat nie miałam..]
3 kopiaste łyżki kakao najlepiej tego o dużej zawartości powyżej 60% [dałam takie 100% ekofikobio…]
5 łyżek wody
2,5 szklanki mleka w proszku najlepiej 'łaciate'
orzechy lub płatki (co chcesz)

Wszystko oprócz mleka rozpuścić na ogniu. Potem dodawać stopniowo mleko. Masa jest bardzo gęsta. Przed pałaszowaniem koniecznie schłodzić [taaa…]

IMG_5272_filtered

IMG_5282_filtered

Na koniec zapraszamy Was do śledzenia nas na Instagram TU –> KLIK. Dopiero się tam ogarniamy ale podobno to frajda. A frajdy lubimy!

A jeśli Matuszki macie swoje fikopomysły na czas w kuchni z Kurduplem u boku – dzielcie się! Przed nami jeszcze kilka dni nuuudy

zdjęcie