subskrybcja: Posty | Komentarze

Ptasie radio

34 komentarze
Ptasie radio

– Niedługo zaczniesz odczuwać przemijanie Aga…

– Już Tato odczuwam. I jest to niesamowite doświadczenie. Na równi zachwyca i boli.

Kupuje człowiek nowe łóżko. Nie jakieś byle jakie. Takie lepsze, większe, z litego drewna kupuje. Na lata. Na życie. Do tego materac. Najlepszy z najlepszych. Jest wygodnie, jest cudownie, jest idealnie. Tak miało być. Ale to łóżko zaczyna skrzypieć. Wścieka się człowiek. Cholera, skrzypi. To skrzypienie wnerwia przy każdym wstaniu, każdym ruchu wnerwia. Człowiek zmienia strony, coś tam dokręca. Nic. Skrzypi. Prosi drugiego człowieka: no weź cos z tym zrób bo zaraz oszaleje! Nie po to czekałam, pracowałam na to łóżko latami żeby mi teraz skrzypiało ciągle. Drugi człowiek rozkręca, nakręca, smaruje, poprawia. A łóżko skrzypi nadal. Skrzypi i skrzypi dniami, miesiącami i latami. I nagle przestaje. Samo z siebie skrzypieć przestaje. Cicho jest. Spokojnie. Nic nie rozprasza, nic nie wkurza. A człowiek zdumiony myśli: i gdzie to skrzypienie się podziało? Człowiek tęskni. Mogłoby jeszcze poskrzypieć trochę. Nieswojo i obco tak bez skrzypienia rano i wieczorem. Ale przecież nic nie jest na zawsze. Nic. Nawet skrzypienie.

Dziecko skrzypieć przestaje.

Jezu, jeszcze jedna potyczka o ubranie się a zwariuję, myślałam sześć razy dziennie. Jeszcze raz tę pieluchę zmieniać będę to się popłaczę, ciagle, ciągle to samo! Kaszkę wymieszam milionowy raz! Zupę zmiksuję. A on powie, że zielone widzi i nie zje ani łyżki. Kanapki wytnę. Złe wytnę bo trójkąty są w niełasce. Znowu obudzi się i powie, że spać nie chce. A ja mam ochotę krzyczeć: co mnie to obchodzi! jest noc! JA! JA chcę spać! I czasem krzyknę. I znowu tulę, usypiam, opowiadam nieskładnie tysięczną bajkę o jakimś durnym kwiatku. I dość mam, i marzę sobie, że to się skończy, te potyczki, te walki, te wieczne trudności, to wieczne pod górkę.

I nagle jakiś klik, myk, buch i bam! Skończyło się! Oczy przecierasz, barki napinasz… I nagle przestaje. Samo z siebie skrzypieć przestaje. Cicho jest. Spokojnie. Nic nie rozprasza, nic nie wkurza. A człowiek zdumiony myśli: i gdzie to skrzypienie się podziało? Człowiek tęskni. Mogłoby jeszcze poskrzypieć trochę. Nieswojo i obco bez skrzypienia rano i wieczorem. Ale przecież nic nie jest na zawsze. Nic. Nawet skrzypienie.

I tak czeka człowiek aż on sam stanie, sam pójdzie, sam zje, sam buty założy, sam obsłuży się toalecie i sam brzuszek umyje. Czeka i się doczeka. A potem tęskni. Czeka ten człowiek zmęczony, umordowany niewyspaniem, znużony rutyną, sfrustrowany codziennością, tymi samymi czynnościami, o tych samych porach, nudą podirytowany, czeka na zmiany. I one nadchodzą. Bo nic nie jest na zawsze.

A potem tęskni. Tęskni i chciałby nadal ten brzuszek myć…

Tymczasem debatujemy. Jak karmić, czym karmić, kiedy karmić, po co karmić. Jakim widelcem karmić a może ręką karmić. Albo wcale nie karmić. Tylko zdrowym karmić. Bo jak karmić? Jak usypiać, w czym usypiać, może nie usypiać. W takiej kołderce usypiać albo bez. W ciszy usypiać. Uczyć samodzielnie usypiać. Albo usypiać dyndając na rękach. A może usypiać przy muzyce. Debatujemy. Jak się bawić, czym się bawić, ile się bawić. Nie bawić się wcale albo bawić się non stop. Jak traktować. Jak partnera traktować, jak równego. Ale granice stawiać trzeba. Autorytetów dziś nie ma. Więc jak wychowywać. W miłości bym powiedziała. W zaufaniu do własnych wartości bym powiedziała. Ale nie. Debatujemy. trzeba mówić tak i tak, nie wolno karać, nie wolno nagradzać. Albo trzeba nagradzać bo to pozytywne wzmocnienia. I karać może trzeba bo w końcu trzeba uczyć konsekwencji. Debatujemy.

W co ubrać. Jak ubrać. Kiedy ubrać a kiedy rozebrać. To załóż, tego nie zakładaj. Ale w takim przypadku to jednak załóż. Na placu zabaw baw się z dzieckiem. Albo nie, nie baw się bo się nie nauczy. Bo musi się uspołeczniać. Nie siedź na ławce. Nie bądź matką leniuchem. Albo siedź na ławce. Myśl o sobie, przecież to chwila wytchnienia. Myśl o sobie matko, przecież masz swoje pasje, swoją pracę, swoją urodę. Nie nie, jednak masz dziecko. Świadomie zdecydowałaś się to teraz robol. Tyraj, uśmiechaj się i nigdy przenigdy nie mów, że masz dość. Ale chwileczkę! Przecież nie zgadzamy się na rolę umęczonej matki polki. Jesteśmy wyedukowane. To siedzieć na tej ławce czy nie? Debatujemy…

Jak uczyć? Czy uczyć? Czego uczyć? Czym uczyć? Może nie uczyć? Kupuj zabawki, nie kupuj zabawek, daj kamień i patyk, daj kreatywne narzędzia. Ciśnij na rozwój, nie zwracaj uwagi na rozwój. Dwulatek powinien umieć to i to. Czterolatek powinien opanować takie i takie umiejętności. Albo nie. Przecież każde dziecko jest inne. Każde żyje w innych warunkach, innym domu, co innego go pobudza. Ten tak ładnie śpiewa ale nie jeździ na rowerze. A ten jeździ na rowerze ale nie stanie gołą stopą na piachu. Ćwicz, przełamuj, motywuj. Albo nie. Zostaw w spokoju, samo przyjdzie… Debatujemy cholera.

Buty sztywne, bose stopy. Wygoda, moda. Jaglanka i kinderbatonik. Surowe warzywa i zupa krem z mrożonki, biegówka – trójkołówka… Weekend u dziadków i weekend w domu. Park kontra sala zabaw. Kontra, kontra… cholera.

Debatujemy. Zlatują się jak sroczki, wrony, gołębice, bocianice i sikorki. I zaczyna się: będą ćwierkać, świstać, kwilić,
pitpilitać i pimpilić
. A każda najmądrzejsza. Każda jedyna słuszna. Każda na wojnę pójdzie za swoją jaglankę…

Zapominają, że jedna to gołębica a druga to sikorka. I, że jakaś jemiołuszka i zięba też istnieje. I zapominają, że każda ma prawo do swojego. Zdania. Wychowania. Karmienia. Ubierania. Bawienia. Usypiania. Każda jedna. I nikt do nie-swojego gniazda ich nie zaprasza na wizytację, i nikt nie oczekuje od nich, że przedstawią podsumowanie i plan naprawy…

Karmię bez diety.

Kocham bez pomocy.

Wychowuję bez metod za to jak potrafię najlepiej.

Ubieram – jak uważam.

Uczę. Dobroci, empatii, bliskości, zaufania. Uczę świata. Odpowiadam na ciekawość.

Bawię się dużo, mało, wcale – bo on chce, bo ja nie chcę, bo nie chcemy, bo chcemy oboje…

Siedzę na ławce. Albo nie siedzę. Raz posiedzę, raz nie posiedzę.

Jestem – w zgodzie ze sobą.

Nie muszę być w zgodzie z każdym, z większością, z modą, z owczym pędem.

Ale i inni nie muszą być w zgodzie z moimi wartościami. Moim stylem życiem. Naszą formą rodzicielstwa.

I zanim zaczniemy znowu ćwierkać, świstać, kwilić, pitpilitać i pimpilić pomyślmy co z tego o czym tak debatujemy ma naprawdę znaczenie. Nie widelec taki, nie spodnie takie, nie puzzle takie i nie taka metoda, forma, moda. Bo znaczenie będzie miało to, że nagle przestaje. Samo z siebie skrzypieć przestaje. Cicho jest. Spokojnie. Nic nie rozprasza, nic nie wkurza. A człowiek zdumiony myśli: i gdzie to skrzypienie się podziało? Człowiek tęskni. Mogłoby jeszcze poskrzypieć trochę. Nieswojo i obco bez skrzypienia rano i wieczorem. Ale przecież nic nie jest na zawsze. Nic. Nawet skrzypienie.

Chcę zapamiętać, ukochać w pamięci te zgrzyty, te rysy, to skrzypienie. Bo potem się tęskni. Tęskni i chciałoby się nadal ten brzuszek myć… nieważne czy najedzony jaglanką czy lodami.


Kobieco.

134 komentarze
Kobieco.

Jak wygląda torebka kobiety? Każdy wie, że to istna Narnia. Od potrzebnych portfeli po jeszcze bardziej potrzebne lizaki i obcęgi… Dodaj do tego dziecięce popierdołki i nasza Narnia nie tylko waży osiemset kilo ale jeszcze jest jednym wielkim zagrożeniem dla… dla naszego aparatu. O ile go w tym naszym kobiecym trudzie w ogóle weźmiemy…

Gdybym napisała jeszcze miesiąc temu, że nigdzie 'nie ruszam się' bez swojego lustra, skłamałabym w żywe oczy. Ciężkie to, nieporęczne, no i swoją wartość ma. Często rezygnowałam z 'wyjścia' z aparatem z wygody. I z bezpieczeństwa owego. Wiadomo, do wyboru ma się trzymanie ustrojstwa w ręku lub wrzucenie go do… Narnii.. a w Narnii ZAWSZE odpadała mi zaślepka od obiektywu. Zawsze słyszałam jak klucze rysują wyświetlacz, czułam jak picie z bidonu zalewa matrycę. A same rozumiecie, ja kocham fotografię, ja chętnie zbierałabym kadry zawsze i wszędzie… no ale nie za cenę zbitego obiektywu [aparat w ręku i pomagasz dziecku wejść na huśtawkę, jasneee, aparat w torbie i paczka paluszków, jasneee… ]

b9c0edd892e1d42a312e12d229f10c51

Tak, mąż radził nie raz. Kup plecak, torbę na aparat. No i rację miał z jednym wyjątkiem. Na rynku do wyboru nie za ładne, dosyć 'męskie' wzory. Jasne, praktyczne bardzo. Dla fotografa, który jedyne co ma 'na głowie' to szał fotografowania. Ale już niekoniecznie dla fotografa – kobiety co na głowie ma tonę spraw dodatowych a już na pewno słabe dla fotografa – kobiety – matki. Ta na głowie ma jeszcze istotę, chcącą pić, jeść, skakać, biegać, tarzać się błocie i zasmarkać się.

 bd5b6299db1d839f408a13b4ae2f050c

Stalebox to zmienił. Wprowadził na nasz rodzimy rynek torby na aparaty [wszelakie! od cyfrówek po duże lustra] dedykowane kobietom. Piękne, zgrabne. Trzymające nasze cenne narzędzie w ryzach, przy okazji trzymając w tak samo mocnych ryzach bidony, paluszki i klucze…

IMG_8646_filtered

Teraz naprawdę [prawie] nigdzie się nie ruszam bez swojego lustra. Poza tym powiem Wam coś na ucho. Te torebki są tak cudne, że noszę swoją nawet bez głównego załadunku. One po prostu utrzymują porządek. Wszystko jest poukładane, nie lata, nie brzęczy. Znajduje potrzebne mi rzeczy raz dwa [bez szukania ławki, na którą muszę ‚wyrzucić’ zawartość bo akurat teraz TERAZ! potrzebuję plasterka w koty…]

IMG_8731_filtered

Najmocniej ujęła mnie linia CIESTA – kolory, kratki, koronki, połączenie barw! Do tego są niewielkie [a wielkie w pojemności!], mają kształt ukochanych listonoszek. Popatrzcie co MOŻE moja…

IMG_8708_filtered

I zaznaczam, że na zdjęciach to nie mój aparat [mój robił te zdjęcia…] Ja mam Canona, używam głównie stałki 50mm. Na zdjęciach większy Nikon z obiektywem większym [dłuższym] bo zmiennoogniskowym.

Torba ma w środku jakby rant z rzepa i odpinaną przegródkę. Dzięki temu idealnie 'dopinasz' aparat, jest nieruchomy. Z każdej strony chroniony i co najważniejsze, całkowicie odseparowany od niebezpieczeństw kluczowo-piciowo-chrupkowych.

Moją Ciestę ubóstwiam. I polecam Wam Matuszki bardzo. Jestem pewna, że każda z nas znajdzie taką, która 'powie' weź mnie! MNIE! A jedną mam dla Was w prezencie.

 

IMG_8596_filtered

IMG_8598_filtered

IMG_8608_filtered

Zagraj o swoją Ciestę:

1. W komentarzu napisz, która Ciesta z dostępnych w sklepie do Ciebie woła: 'To mnie! To mnie przygarnij!'…

2. Podaj link do swojego ukochanego, ulubionego bądź najważniejszego zdjęcia ever. Zdjęcie może być umieszczone na twoim blogu, Facebooku, Instagramie, Picassie, Flickr'erze – gdziekolwiek – tylko sprawdź ustawienia prywatności danego zdjęcia. Tak żebym mogła go zobaczyć, to znaczy otworzyć link.

3. Jest kilka warunków co do owego zdjęcia:

– musi być TWOJE, tzn musisz mieć do niego prawa

– nie musi być artystyczne.. nie martw się o umiejętności, ważna jest 'treść' obrazu…

– nie może to być zdjęcie osoby [dziecka, wasze ślubne itd] – dlaczego? dlatego, że takie zdjęcia są bardzo emocjonalne dla autora, dla bliskich ale wcale niekoniecznie dla obcego odbiorcy. Dlatego pokaż nam ważne dla Ciebie zdjęcie bez ładunku pt. 'kocham tę osobę, te osoby' –  oczywiście stópki dziecka czy tył głowy pałaszującej ciacha jest ok! Widok z góry na kuchenny stół przy, którym siedzi rodzina też jest ok! Rozumiecie prawda? 🙂 Mogą to być miejsca, chwile, sytuacje, rzeczy, fragmenty…

– prosimy bez kolaży

4. Podpisz się proszę.

5. Sponsorem postu i nagrody jest Stylebox – polub go proszę TU –> KLIK Nagrodą jest dowolna torba fotograficzna CIESTA o wartości 269 zł

6. Bawimy się do niedzieli 4 maja 2014 do godziny 24.00. Wyniki ogłosimy w ciągu kolejnych kilku dni.

A wszystkie Ciesty obejrzysz klikając w poniższą grafikę. Wybierz swoją i poczuj się jak w sklepie z cukierkami 🙂 Powodzenia!

stylebox


Jak nie czeko to co?

12 komentarzy
Jak nie czeko to co?

"Na swoją zgubę przeczytałam wczoraj post o czeko-haju, którego postanowiłam wcześniej nie czytać bo aktualnie jestem na odwyku. Dziś rano miałam jechać z Misiem robić zdjęcia do Borówki ale już w tramwaju czułam… po drodze mam Wedla, który przyciąga mnie jakąś magnetyczną siłą. Oczywiście wysiedliśmy żeby tylko popatrzeć na krem czekoladowy… no i kupiliśmy pełno kremów czekoladowych… żeby dojechać do domu poprosiłam o czekoladę w tubce.. która skończyła się szybciej niż myślałam więc zaczęły się nerwowe poszukiwania czegoś czym można by liznąć krem ale nie było łyżki! Całe szczęście, że po drodze minęliśmy Starbucks i tam rzuciłam krótkie: 'Czy mogę szpatułkę' dostałam, wybiegłam z galerii, usiadłam na ławce pod magnolią otworzyłam i…..

jem aż mi się uszy trzęsą tą drewnianą szpatułką… Michał z wózka patrzy na Matkę jak na wariata a pewien przystojny młodzieniec podchodzi do mnie i mówi: 'Przepraszam ale nie mogłem się powstrzymać, muszę zapytać co Pani tak smakowicie je?' A ja już cała czerwona jak dziecko nakryte na gorącym uczynku mówię mu, że pewnie nie uwierzy ale prawda jest taka, że wyjadam drewnianą szpatułką krem czekoladowy bo ahhh szkoda gadać długa historia a on powiedział tylko 'Więc idę do Wedla. Pięknie Pani wygląda' Na zdjęcia nie dotarłam bo już zabrakło czasu. Dzięki Klocek i Kredka…"

Tak pisała Mama Michała po tym poście KLIK

Dziś "Jak nie czeko to co?!" – tymczasem ślę szczególnego całusa Mamie Michała, która tak pięknie wyglądała pod magnolią i mam nadzieję, że każda z nas wygląda zachwycająco, gdy je coś pysznego…

W poście, wbrew pozorom – wyłącznie KREMY [żadnych dżemów itp…]

IMG_8908_filtered

Wszystkie poniższe kremy są przez nas sprawdzone i kupione 'nie raz'. To nasz subiektywny wybór, który z czystym sumieniem polecam. Również dla dzieciaków. A może 'przede wszystkim'… Uwielbiam słoiki, słoiczki, różnorodność smaków. Gdy robimy placki, racuchy, naleśniki, desery czy choćby zwykłe kanapki – stają się one niezwykłe. I obiektywnie – zdrowe. Ponownie też stawiamy na maksimum smaku i minimum składników. Wiele propozycji to kremy BIO. Ze składnikami z ekologicznych upraw. Kolorowe. Pachnące. Esencjonalne. Gładkie i aksamitne. A prawda jest taka, że każdy z nich jest najpyszniejszy jedzony łyżką, albo palcem… palcem najlepiej!

IMG_8947_filtered

IMG_8896_filtered

IMG_8904_filtered

IMG_8907_filtered

Zaczniemy od KREMU MIGDAŁOWEGO. Gdy pierwszy raz go kupowałam bałam się, że będzie miał ten gorzki posmak jaki często mają wyroby z migdałów. Albo, że będzie mdły jak marcepan [fuj, nie lubię]. Nic bardziej błędnego. Migdały są prażone, lekko słodzone, jednak krem nie jest słodki. Krem smakuje bosko! Jest cudowną alternatywą dla tłustych i często słonych maseł z orzechów ziemnych. Jest czymś pomiędzy. Jeśli lubisz migdały w czekoladzie – zakochasz się, dzięki dodaniu masła kakaowego uzyskujemy ten smak. Rewelacyjny na 'słodkim' pieczywie typu chałka. Ja też uwielbiam na czaaarnym miodowym razowcu. A Bolo… Bolo je go łyżką i twierdzi z całą stanowczością, że to czeko. Nie dyskutuję a do jego brzuchola trafia masa dobroczynności migdałowych.

KREM MIGDAŁOWY [bio] Rapunzel: migdały 67%, cukier trzcinowy, tłuszcz kokosowy, masło kakaowe.

Dalej mamy KREM [masło] SEZAMOWE słodzone syropem z agawy. Kto lubi tahinę ten już wszystko wie. Kto lubi sezamki też. Samo zdrowie i bomba minerałów i witamin. Krem jest lekko słony, lekko słodki, lekko kwaśny. Mocno sezamowy. Doskonały. Wyważony. Uzależniający, do maczania krakersów, do grzanek, przepyszny z surowymi warzywami pocietymi w słupki. A przez to, że jest lekko dosłodzony … Bolo wciąga go łyżką lub z bułką pełnoziarnistą. I oczywiście twierdzi, że to czeko…

KREM SEZAMOWY [bio] Primavika: pasta sezamowa 68%, syrop z agawy, lecytyna.

Kolejny to KREM OWOCOWY – śliwka, jabłko i cynamon. Nie można mylić z dżemami, konfiturami, musami czy powidłami. To krem. Gładki, gęsty. Bardzo mocno owocowy, przyprawiony. I co najważniejsze – ledwo ledwo słodki. Perfekcyjny do placków [szybkie placki idealne pachnące miodem i wanilią: 100g mąki, 100 ml mleka, jajko, 2 łyżki miodu, szczypta soli, pół łyżeczki sody, łyżeczka pasty waniliowej, mieszamy raz dwa i byle jak, powstaje bardzo gęste ciasto, nakładamy łyżką, smażymy na złoto na maśle+oleju, odsączamy na ręczniku papierowym, pyszne, puchate, pachnące i do zrobienia w 7 minut, to mój nr 1 przepis, powstaje ok 10 placuszków]. Idealny jako alternatywna dla słodkich, często ulepkowych produktów z owoców tego typu. A dodatkowo – rewelacyjne do przekładania ciast. Bardzo polecam. Odkryłam przypadkiem, teraz jest na stałe w naszej kuchni.

KREM OWOCOWY Stovit: przecier śliwkowy 55%, przecier jabłkowy 45%, cukier, skrobia ryżowa, cynamon.

IMG_8938_filtered

No dobrze… miało być bez czeko. A ten krem zawiera odrobinę kakao. Ale odrobinę bo to KREM NUGATOWO-ORZECHOWY i od razu uprzedzam, że to piekielnie pyszna sprawa i można się zagubić, zatracić i odlecieć… Nugat, ten prawdziwy, kocham przemocno. Najlepszy jadłam w małym drezdeńskim sklepiku. To smak, który pamiętają kubki smakowe na zawsze. Ten krem to ten smak. Gęsty, mocno orzechowy, aksamitny, nugatowy do utraty zmysłów. Nietłusty. Produkowany jest w Niemczech przez markę Vivani, specjalizującą się w wyrobie bio czekolad. Najczystyszych znanych mi czekolad. Krem oczywiście kusi non stop a jest tak wyjątkowy, że po nim nie tkniesz Nutelli, naprawdę…

KREM NUGATOWY [bio] Vivani: cukier trzcinowy, nieutwardzony tłuszcz roślinny, orzechy laskowe 34%, kakao, olej słonecznikowy.

Dalej mamy KREM JEŻYNOWY. To odkrycie Taty Bola. Krem jeżynowy bez pestek. Eksplozja owocowa. Intensywna, gładka. Nie przesłodzona. Gorące pieczywo z masłem i tym kremem… sami rozumiecie. Dżemy mogą się zawstydzić…

KREM Z JEŻYN bez pestek [bio] Lucien Georgelin : jeżyny 75%, sok winogronowy, sok z cytryny, pektyna.

Na koniec inna wersja KREMU OWOCOWEGO opisanego powyżej. Tym razem to truskawka z bananem. Mój syn jest słaby w jedzeniu owoców ale naleśniki przełożone tym kremem wciąga aż mu się uszy trzęsą. Jak powyżej – prawie, że niesłodki. Idealny. Smakuje też pysznie w koktajlach albo w połączeniu z twarożkiem. Zdrowe mniam!

KREM OWOCOWY Stovit: przecier truskawkowy, przecier bananowy, przecier jabłkowy, cukier, skrobia ryżowa, wit C.

IMG_8935_filtered

Wszystkie kremy oznaczone BIO [czyli migdałowy, sezamowy, nugatowy i jeżynowy] kupuję TU –> KLIK

Kremy owocowe Stovit kupuje w Almie24

IMG_8924_filtered

IMG_8946_filtered

z napisami


POWINNI!

68 komentarzy
POWINNI!

Dwie sytuacje. Jedna prawdziwa. Jedna 'poskładana' z mediów. Ale co z tego jak reakcja powinna być identyczna.

Noc. Typowe osiedle w większym mieście. Bloki budowane za Gierka, słychać upuszczony widelec u sąsiada. Noc. W jednym z mieszkań krzyczy dziecko. Mamo! Nie! Proszę Cię! To mnie boli! Mamusiu! Krzyczy, płacze, wyje. Błaga Matkę żeby przestała. Matka nie przestaje. Dziecko, może 3 letnie, drze się wniebogłosy: To boli Mamo! Nie rób mi tego! Nie rób tak, proszę Mamo!!! Matka nie przestaje. Przypala go papierosem. Kopie go w brzuch. Wk*rwia ją bo gnój nie chce spać, zawraca jej ciągle dupę, cholera jedna. Wk*rwia ją, że drze tę japę, niech już się zamknie wreszcie! I wali go po głowie pilotem od telewizora. Dziecko krzyczy jeszcze bardziej, płacze, błaga. Zamknij mordę – syczy matka przez zęby i buch go z kolana brodę. Dziecko traci przytomność. A może ze strachu już nic nie mówi. Może leży nieprzytomne w kącie podczas gdy matka wreszcie w spokoju zapala sobie faja… A może siedzi skulone za drzwiami, bojąc się oddychać bo za hałas jest kara. Może… Nastaje cisza. W całym bloku cisza.

Noc. Typowe osiedle w większym mieście. Bloki budowane za Gierka, słychać upuszczony widelec u sąsiada. Noc. W jednym z mieszkań krzyczy dziecko. Mamo! Nie! Proszę Cię! To mnie boli! Mamusiu! Krzyczy, płacze, wyje. Błaga Matkę żeby przestała. Matka nie przestaje. Dziecko, może 3 letnie, drze się wniebogłosy: To boli Mamo! Nie rób mi tego! Nie rób tak!!! Matka nie przestaje. Złapała go za rączki, które trzyma mocno w garści. Położyła syna na kanapie i usiadła na nim. Kolanem przytrzymuje ramiona. Jedną ręką mocno trzyma za brodę a drugą wkrapla mu lek do oczek. Mały ma silne i groźne zapalenie spojówek połączone z zapaleniem zatok. Matka wychowuje go sama. Nie ma nikogo do pomocy. Musi, po prostu musi mu podać leki. Lekarz wyraźnie ostrzegł: skończy się szpitalem albo i gorzej… Musi mu zakroplić te oczy żeby nie wiem co, choćby siłą. I robi to co 4 godziny. Potem tuli Stacha długo i mocno, przepraszając i tłumacząc. Nastaje cisza. W całym bloku cisza.

Druga sytuacja jest prawdziwa w tym sensie, że przytrafiła się mojej znajomej. Pierwsza jest prawdziwsza, bo dzieje się wszędzie i ciągle.

Kasia, tak na imię mojej znajomej, opowiadała mi o tych wrzaskach, które odbywały się u niej w domu przez kilka dni co parę godzin. Moja pierwsza reakcja była: 'I co? Pewnie musiałaś co noc tłumaczyć się policji?'

– 'Coś Ty! Ja byłam pewna! Za każdym razem pewna, ze ktoś zapuka do mych drzwi. Byłam gotowa na wyjaśnienia. Czekałam. Nic. Nikt. Ani sąsiedzi. Ani policja. Nikt nigdzie nie zadzwonił, nie zawiadomił. A powinni Aga! Do cholery! Powinni!'

Tak bardzo mocno mną to wzburzyło, że namówiłam Kasię na wizyty u sąsiadów. Poszedł z nami Stasiek, jeszcze widoczne miał ślady przebytej choroby. Przekrwione oczy, blady, łzawiący.

Zapukałyśmy do 8 mieszkań. 2 na piętrze Kasi. 3 nad nią. 3 pod nią. Otworzyło nam 7 sąsiadów/sąsiadek.

– 'Dzień Dobry. Chciałam Panią/Pana zapytać czy nie słyszała Pani ostatnio krzyków i płaczów dziecka, szczególnie po nocach?'

– 'Ależ oczywiście! Słyszałam/słyszałem! Trudno w tym bloku nie słyszeć!'

– 'To dlaczego Pani/Pan nie zareagowaliście? Dlaczego nie poszliście do tego mieszkania sprawdzić co się dzieje z tym dzieckiem? Dlaczego nie zadzwoniliście na policję?'

Otrzymałyśmy takie odpowiedzi:

– a co mnie to obchodzi?

– to nie moja sprawa

– żeby mnie potem po sądach ciągali?

– a co ja się będę wtrącał?

– a co to? moje dziecko?

– byłam pewna, że już ktoś zadzwonił

– jak dziecko wrzeszczy to to problem rodzica ale jeszcze raz się powtórzy to zgłoszę do spółdzielni bo cholera spać się nie da!

———————-

Jest mi smutno. Jest mi przykro. Jestem wściekła. Jestem przerażona. POWINNI!

———————-

Słyszysz? Widzisz? – Jesteś odpowiedzialny! Jesteś współwinny jeśli nic nie robisz – Dorosły Człowieku!

Jeśli reagujesz – możesz mieć dużo szczęścia, bo może, być może… okaże się, że to Mama zakrapla synkowi oczy….

Jeśli reagujesz – to dziecko może mieć dużo szczęścia, bo może, być może ratujesz mu życie.


teoria ‚weevolution’…

195 komentarzy
teoria ‚weevolution’…

To był koniec 2011 roku, Bolo miał kilka miesięcy, a my jeszcze mieszkaliśmy w Pradze. Szperałam po necie w poszukiwaniu czegoś wyjątkowego dla mojego jakże świeżutkiego syna i po nitce, jakimś zrządzeniem losu trafiłam na stronę Weefab. Mały garaż w Santa Cruz i rzecz, która całkowicie rozdarła mi serce. Powiedziałam Tacie Bola: TO! Żeby nie wiem co! To chcemy! I Tata Bola nawet rozmawiał z Twórcą zza oceanu… Niestety pojawiły się komplikacje z cłem. Pomysł upadł. Pragnienie nie.

To co poczułam gdy zobaczyłam, że Weefab jest dostępny w Polsce można porównać do euforii. Dwa lata później i jest! Możemy TO mieć. Ich produkt Weerol jest tak absolutnie zachwycający, że gdy doszła do nas paczka łapki latały mi na równi z Bolowymi. Na dniach pokażemy Wam naszego Weerola, jak się sprawdza, jak wygląda 'w domu'. Tymczasem zapraszam Was serdecznie po odbiór Waszego.

Weerol wersja 'Summer' czeka już na Was w naszym salonie. Poniżej znajdziecie info co trzeba zrobić aby zagrać. A póki co popatrzcie!

 

Weerol to nawet 7 zabawek w jednym. Dla Maluchów od 18 miesiąca aż po 6 letnie Szkraby. Montaż – banalny. Całość. No piękna!

Czy to aby nie jest zabawka idealna? KLIK.

weerol-3w1-drewniany-wozek-jezdzik-i-taczka-summer weerol-drewniany-wozek-jezdzik-i-taczka-3w1-animals

weerol-7w1-zestaw-2szt-rok-nrol weerol-drewniany-wozek-jezdzik-i-taczka-3w1-animals4 weerol-drewniany-wozek-jezdzik-i-taczka-3w1-animals5

KONKURS – WYGRAJ WEEROL'a dla swojego Bąka

weeroll2eeee

1. Do wygrania jest Weerol o wartości 349,90 zł. Dokładnie ta wersja KLIK. Sponsorem nagrody jest PICCOLAND.PL

2. Kliknij w powyższą grafikę. Przeniesie Cię na nasz fanpage – udostępnij ją proszę.

3. Nie będziemy tego sprawdzać 🙂 ale będzie nam miło jak polubisz nas KLIK i sponsora KLIK

4. W komentarzu odpowiedz na poniższe pytania:

a. Jak często kupujesz swemu dziecku/swoim dzieciom zabawki o wartości powyżej 200 zł?

b. Czego spodziewasz się po zabawce droższej niż 200 zł?

c. wejdź na stronę piccoland.pl KLIK i wybierz jedną zabawkę > 200 zł, która w teorii spełniłaby Twoje wymagania, podaj w komentarzu link do swego wyboru.

d. podpisz się 🙂

5. Możecie do zabawy zachęcić rodzinę i znajomych aby zwiększyć szansę, ale proszę piszcie jeden komentarz z jednego maila. To ważne aby mail był prawdziwy bo w razie wygranej to z niego poprosimy Cię o wysłanie danych w celu odebrania nagrody.

6. Konkurs trwa do środy 23.04.2014 roku, do godziny 24.00. Wyniki ogłosimy w ciągu max 3 kolejnych dni.

7. Powodzenia!

EDIT:

Coż mogę dodać… jesteśmy INLOW totalnie. Hitem obecnie jest wersja 'taczka'. Ogumione koła. Piękne wykonanie. Nieduże gabaryty. No i słuchajcie – zmiana funkcji jest tak banalna, tak intuicyjna, że Bols prawie, że robi to sam. Śruby zakończone pomarańczowymi gałkami… sami rozumiecie – Pan Mechanik w akcji… Póki co mamy kwiecień ale na 'teraz' ogłaszam Weerola zabawką roku, ciężko będzie ją zdetronizować…

IMG_8795_filtered

IMG_8804_filtered

IMG_8840_filtered

IMG_8849_filtered

IMG_8865_filtered

IMG_8887_filtered

IMG_8888_filtered

WYNIKI TU –> KLIK

WYNIKI NR 2 TU –> KLIK