subskrybcja: Posty | Komentarze

GARŚĆ – kwiecień/maj

9 komentarzy
GARŚĆ – kwiecień/maj

bo może KiK od niebawem będzie nadawał z Luksemburga, Londynu czy Emiratów…

Jakie zmęczenie taki lead… Wybaczcie. Prywatnie dzieje się u nas dużo. Być może na jakiś czas nasza ekipa przeniesie centrum dowodzenia gdzieś w świat, mimo, że ja bardzo, ale to bardzo świata mam dość i chciałabym pozostać w Wawie… Poza tym w niedzielę wyruszamy w 1500km podróż na wakacje na wyspę Hvar co przyprawia mnie, zmiennie, o histerię i euforię… Przygotowania do takiej wyprawy są tak niemożliwie wielkie, że jedynie mam nadzieję, że będą opłacalne w postaci pluskającego się, szczęśliwego Bąka i dużej ilości przeczytanych książek. Pytanie czy wyjedziemy w niedzielę bo Bolo już drugi dzień ma gwałtownie nawracającą wysoką gorączkę…

Także rozumiecie… mam zajob i szczerze mówiąc mam nadzieję, że te wakacje będą też ładującym baterie urlopem od bloga. Cały czas wierzę, że pozostawię Was z ambitniejszym postem, może czytaczkowym a może bilioteczkowym… Postaram się.

Ale do rzeczy. W kwietniu nie było 'Garści' bo… słowo daję, pod niczym szczególnym nie podpisałabym się, oprócz rzeczy pokazanych w pojedynczych postach. W maju też nie lepiej [chociaż mój pęd za fajnościami nie zmalał]. Nie lepiej ale coś jest. Właściwie tylko dwa polecenia ale takie, że głowę za nie daję. Lecimy…

Pierwsze to kosmetyki. Powiem Wam coś szczerze. Bronię się przed reklamą kosmetyków na KiKu [z wyjątkiem jednej marki, z którą być może wypali coś fajnego, ale to marka, która towarzyszy nam od pierwszej godziny Bola… ] Bo z kosmetykami jest tak, że przecież każda z nas ma inną skórę, inne potrzeby, inne możliwości finansowe. I co z tego, że ja napiszę, że moja cera promienieje i migoce niczym gwiazda na czerwonym dywanie, jak potem, któraś z Was to kupi i wylezą jej plamy… Ale. Ale kilka miesięcy temu trafiłam na markę, która rozkochała mnie tak bardzo, w tak wielu aspektach pielęgnacji, że zdecydowałam się, że ją pokażę.

IMG_0395_filtered_filtered

Phenome. Bardzo niszowa [wg mnie] i cudownie rozkochująca. Te kosmetyki to 99+% naturalne składniki. To czuć. Od pierwszego wymazania sobie twarzy czy brzucha. Rozkoszna konsystencja. Cudne zapachy. Przepiękne, dekadenckie opakowania. Ale co najważniejsze – niesamowicie skuteczna. Zaczęłam od kremu KLIK. Mam trzeci słoik. Żaden krem, czy to był Lancome, czy Ziaja czy Iwostin, nie zrobił mi nigdy tak dobrze. Nawilżenie 200%, natłuszczenie bez 'oleju' na twarzy. Zero plam, pryszczy, zapchań. Genialny pod makijaż. To miłość. No i ten biszkoptowy kolor… Czasami po treningu, gdy umyję twarz, po mocnym spoceniu, moja skóra aż spija ten krem a ja dosłownie w ciągu minuty mam takie uczucie jakie ma obolały żołądek gdy dostaje domowy rosół… cholera rosół… ale rozumiecie analogię?…

Dalej wypróbowałam: piankę do mycia buzi, krem do ciała dla mamy i dziecka [Bolo sam po niego sięga, te kosmetyki są przeprzyjemne w stosowaniu a jego AZS na łokciach i pod kolankami zniknęło], krem 30SPF na słońce dla dzieci oraz masło do ciała w ciężkim, szklanym słoiku [najlow!].

Polecam i polecam. Ciężko będzie mnie teraz przekonać do innej marki, nawet EsteeLauder się nie udało…

PHENOME TU –> KLIK

IMG_0396_filtered_filtered

IMG_0398_filtered_filtered

Druga rzecz to buty. Trampki, tenisówki… Nieważne. Potrzebowałam czegoś dla Bola 'na wszelkie okazje na lato' co będzie nadawało się na trening samodzielności [wrzesień – przedszkole]. A jednocześnie wiecie… ja mam problem z butami… uważam, że to jedna z najważniejszych części garderoby i po prostu muszą być fajne! Conversy… – sznurówki. Odpada. Native’y – tak, ale nie na cały dzień. Coś we mnie sprzeciwia się chodzeniu w gumie przez wiele godzin. I tak znalazłam Chipie. Cudne. Fason trampek. Sto kolorów do wyboru. Gumka [miękka, szeroka] sprawiająca, że niecały 3 latek sobie radzi z samodzielnym zakładaniem. Pasują do wszystkiego, może z wyjątkiem garnituru [chociaż ja mam słabość do panów w garnikach i glanach.. czy trampkach… eh] No i …. no i one pachną gumą balonową!!! To mnie na tyle ujęło, że… Tata Bola tarzał się ze śmiechu bo KLIK

Cudne są. Polecam z radością bo wiem, że trafienie fajnych butów dla chłopca nie jest łatwe, tym bardziej, że zaskoczyła mnie cena. W porównaniu z innymi markowymi 'trampkami' jest naprawdę ok. Aha… czy ja już wspominałam, że pachną balonówą!?

CHIPIE TU –> KLIK

IMG_0390_filtered_filtered

IMG_0391_filtered_filtered

IMG_0393_filtered_filtered

I pytacie o Elmo z FB… Elmo TU –> KLIK

IMG_0401_filtered_filtered

Nie żegnam się jeszcze bo nadal wierzę, że zostawię Was z czymś jeszcze :)


uwaga! shaaaark!

6 komentarzy
uwaga! shaaaark!

Jakiś czas temu pisałam, że przyszedł czas na GRY [klik]. Oj przyszedł! Chwile, których nie spędzamy na powietrzu są zapełnione graniem. Mój prawie 3 latek kompletnie wsiąkł w ten rodzaj zabawy a my, rodzice, naprawdę mamy razem z nim, wspólną radochę. Bo granie zawsze wywołuje przyjemny dreszczyk emocji.

Uczymy się zasad, uczymy się wygrywania i przegrywania i całej masy emocji z tym związanych. Jaka gra to dla mnie, dla nas, dobra, wartościowa gra? Przede wszystkim dająca radość. W dalszej kolejności moje wybory padają na gry mądre, niosące za sobą cały bagaż edukacyjny:

  • rozwija umiejętności percepcyjne
  • zachęca do kreatywnej zabawy
  • mobilizuje do poznawania świata przez zabawę
  • uczy rozpoznawania kolorów, liczenia
  • wspomaga rozwój myślenia przyczynowo-skutkowego
  • rozwija zdolności manualne, ćwiczy małą motorykę
  • rozwija umiejętność strategicznego myślenia
  • zachęca do wspólnego spędzania czasu wszystkich członków rodziny

A dalej? Dalej istotne są czynniki, które wpływają na fakt, że gra nie jest na chwilę, że nie drażni po kilku razach, że jest pięknie wykonana. Takie właśnie gry tworzy Wonderworld. Dodajmy do tego trochę ideologii, której nie jestem fanatyczką ale przyznaję, że coraz częściej taki rodzaj prowadzenia marki mi się podoba. Bo niesie za sobą wartości dodatkowe. Dobre wartości.

Gra_edukacyjna_Żabki_idą_do_domu_-_PlanetaZ_-_2014-05-26_13.28.06

Wszystkie gry są tworzone w Tajlandii z drewna kauczukowego z użyciem nietoksycznych farb, barwników i lakierów. Opakowania zawierają przynajmniej 70% papieru z recyklingu. Bardzo na tak. Dodam, że drewno kauczukowe w tym wypadku jest aksamitne w dotyku, powiedziałabym, że miękkie, to jedno z tych doświadczeń dotykowych, które sprawia przyjemność. Bolo często to 'drewno' przykłada do policzka…

Dziś pokażemy Wam nasze trzy ulubione gry od Wonderworld. Ale gier jest więcej, warto poszperać, dobrać do zainteresowań i wieku naszego Bąka. Jedno jest pewne, taka gra, będzie gościła w kręgu zainteresowań dziecka przez długi czas. Myślę, że przez lata.

Gra edukacyjna "Żabki idą do domu"

Nie będę tutaj opisywała zasad. Te możecie przeczytać na stronie klikając w guzik 'pobierz'. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na pomysł na te grę. Jest rewelacyjny! Kręcąc pokrętłami w odpowiednim kolorze przemieszczamy kulki do celu. O ludu! Bolo potrafi, sam, bez grania, ćwiczyć to kręcenie i jego efekty przez naprawdę długi czas. To niesamowite jak go to wciąga, jak uczy się na własnych wnioskach, jak metodą prób i błędów ćwiczy umiejętność przyczyna – skutek. Jest to taka gra, która jest nie tylko grą dla rodziny, czy dla grupki dzieci, ale jest też samodzielną, edukacyjną zabawką. Przefajna sprawa.

IMG_0275_filtered

IMG_0279_filtered

IMG_0280_filtered

IMG_0283_filtered

IMG_0314_filtered

IMG_0317_filtered

Gra edukacyjna "Przyjaciele"

Prześlicznie wykonana gra. Zasady prowokujące do liczenia do trzech, tworzenia zbiorów, szeregowania. To co tu jest największą frajdą dla Bola to zdobywanie punktów poprzez przesuwanie autobusu na kolejne przystanki. Frajda z tego jest tak duża, że aż marszczy brewki gdy próbuje ułożyć rząd trzech 'przyjaciół' w danym kolorze. Ale, że rząd może być w poziomie, w pionie i na skos to sprawa nie jest taka prosta. Bardzo wciągająca gra też dla nas, dorosłych. A Bolo oczywiście, często też bawiąc się samemu, wymyśla swoje zasady, które często są tak rewelacyjne, że tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że serwowanie dziecku przemyślanych 'fajności' mocno procentuje dla jego rozwoju i przede wszystkim dla jego wyobraźni, swobodnego fantazjowania, bawienia się 'myślą'. Uwielbiam.

IMG_0284_filtered

IMG_0285_filtered

IMG_0286_filtered

IMG_0290_filtered

IMG_0292_filtered

IMG_0326_filtered

IMG_0342_filtered

Gra przygodowa „Uratuj Pingwiny"

Na koniec gra przygodowa… Kurdelki, w sklepie jest już tylko kilka sztuk więc postaram się Was za mocno nie zachęcać… [tu powininna pojawić się buźka z puszczonym oczkiem ale jakoś nie lubię emotek w postach… o… i druga powinna się właśnie pojawić…]

Ale do rzeczy. Pingwiny! Rany Julek! Mamoooo! To całe stado pingwinów!!! I już tutaj, zatrzymując się na stadzie pingwinów – kupiłabym tę grę dla nich samych. Dla tych drewnianych, uroczych figurek, dla których Bolo buduje 'budy lodowe' z klocków żeby je ukryć przed 'sharkiem'… To taka gra [poczytajcie zasady, szczególnie jeśli ekologia nie jest dla Was pustym słowem a Wy chcecie dziecku przekazać przyjazne środowisku zachowania w sposób dla niego odpowiedni, poprzez zabawę…], która oprócz tego, że jest super emocjonującą grą [naprawdę! nawet Tata Bola krzyczy: uwaga! shaaaark!] daje dziecku garść 'zabawek' do wykorzystywania ile dusza zapragnie. Kochamy to stado pingwinów!

IMG_0294_filtered

IMG_0297_filtered

IMG_0298_filtered

IMG_0305_filtered

IMG_0356_filtered

IMG_0376_filtered

IMG_0378_filtered

Post powstał w wyniku współpracy z Planetaz. Wszystkie tytuły gier w poście to bezpośrednie linki. Więcej drewnianych gier Wonderworld obejrzycie TU–>KLIK. Jest w czym przebierać!


List do M.

44 komentarzy
List do M.

Czasami tak mocno przysłania nam oczy dorosłość, że lepiej 'słuchamy' gdy czytamy. Dziecko pisze list.

Kochana Mamo, muszę Ci kilka spraw wyjaśnić, wytłumaczyć i o kilka poprosić. Bo gdy próbuję Ci to wszystko powiedzieć to nie zawsze mnie słuchasz tak żeby usłyszeć. Więc posłuchaj:

Jak idziemy gdzieś a ja się tak długo grzebię przy krzakach to nie dlatego żeby Cię wkurzyć, po prostu to jest bardzo ważne aby w właśnie w tej chwili poszukać ślimaka wiesz? I jak nie jem zupy to też nie po to żebyś się denerwowała tylko dlatego, że ja często zapominam, że jestem głodny. Więc róbmy tak, że Ty mi przypomnisz, ja zjem trochę a Ty na to trochę się zgodzisz, dobrze? I jak nie chcę spać, nawet gdy oczy się kleją, to nie dlatego, żeby Ci zrobić na złość. Nie śpię bo bardzo przeżywam zabawy z nową z koleżanką i chciałbym Ci dokładnie opowiedzieć co czuję, tylko, że sam nie jestem pewien co to jest…

I Mamo, jak czasem mówię 'nie', a potem krzyczę 'NIE', to chciałbym bardzo żebyś się ze mną nie wykłócała, tylko, żebyś pomyślała przez chwilę, że Ty też czasem mówisz 'nie' i ja się na to zgadzam.

Wiesz co jest dla mnie najważniejsze? Nie te kolorowe skarpetki, które tak lubię, nie ukochana zupka white, którą mi robisz, nawet nie psikanie jajem dyngusowym w kąpieli! Najważniejsze dla mnie Mamo jest żebym czuł się bezpieczny, kochany cały taki jaki jestem, żebym czuł, że jesteś blisko i, że jak pogubię się w tym świecie to Ty mi wszystko wytłumaczysz. A jak nie będziesz potrafiła wytłumaczyć to ja to zrozumiem, bo najistotniejsze jest, że się starasz i, że rozumiesz moje pogubienie. Ważne jest dla mnie, że jak popełniam błędy to Ty miękko i ciepło mi mówisz, że to dobrze, bo żeby się czegoś nauczyć trzeba zacząć od prób.

I Mamusiu, Tobie też wolno te błędy popełniać. Ja Ci mówię – to dobrze, bo żeby się czegoś nauczyć trzeba zacząć od prób.

Mamo, nie lubię jak jesteś smutna. Nie czuję się wtedy szczęśliwy i bezpieczny, więc kiedy możesz, uśmiechaj się do mnie często. A jak już Ci jest tak bardzo smutno to przytul się do swoich chłopaków. Tata mówi, że to twoje lekarstwo, nie zapominaj go brać!

I jeszcze Mamooo… przecież ja doskonale wiem, że jak mi dajesz kostkę czeko to sama zjadasz resztę rządku! Ale to nic, ja też mam tajemnicę. Jak Ciocia chciała przytulić moje nóżki to jej powiedziałem, że nie może bo są twoje. Ale potem jej trochę dałem bo sama mówiłaś, że dzielić się nie trzeba ale jest to miłe i sprawia innym przyjemność, prawda? I nigdy się nie bój, ja Cię zawsze obronię przed dinozaurami i przed duchem-puchem, pamiętaj, pod sowowym kocykiem jesteśmy bezpieczni.

A pamiętasz jak ostatnio ciągle krzyczałem 'To nie tak!' jak tylko rozmawiałaś z Tatą? Mówiliście, że nie wiadomo o co mi chodzi. No to ja tak mówiłem bo raz się głośno kłóciliście i mi było tak straszno i groźnie. Ja chciałem Wam powiedzieć, że nie można tak rozmawiać z kimś kogo się mocno kocha. Ale nie umiałem inaczej! I teraz jak coś ustalacie to ja się boję, że znowu będziecie podnosić głosy i w domu będzie tak ciemno, więc Wam mówię: 'To nie tak! Słuchajcie, to nie tak!'

Mamuś, znamy się już trochę. Czemu Ty nie możesz się w końcu nauczyć, że ja nie zawsze chcę się przytulić bo czasem jestem bardzo zajęty. Ale przecież jak już się tulimy to długo i mocno. Musisz nauczyć się chyba robić zapasy!

I po co Ty się tak wzruszasz jak ja mówię: poproszę, dziękuję… Mamo! przecież sama mówisz, że tak się po prostu mówi i dzięki temu jesteśmy mili i inni nas szanują. Nie trzeba beczeć z tego powodu!

A jak Tata Cię całuje to ja nie wiem co robić, bo chciałbym tam być, w środku między wami. Tata mówi, że też jesteś jego a ja trochę mu chcę Ciebie dać bo kocham Tatę ale też jestem trochę zazdrosny. To dlatego Mamuś, wtedy tak świruję i udaję od razu, że mam do Ciebie bardzo ważną sprawę nie cierpiącą zwłoki.

Pamiętaj Mamo, że kocham Cię, nawet wtedy jak Ci się wydaje, ze zaraz oszalejesz przez moje zachowanie. Przecież ja wiem, że jak tak szalejesz to i ty mnie kochasz przez cały czas.

Chciałabym Ci jeszcze coś powiedzieć. Jak budzę się w nocy i płaczę to nie po to żebyśmy rozmawiali wiesz? Ja tylko muszę wypłakać swoje uczucia, niektóre takie trudne. Emocje z całego dnia. Wczoraj Julka krzyknęła na mnie żebym jej nie zabierał tego zająca a ja nie chciałem go zabrać tylko patrzyłem! Ale nie umiałem jej tego powiedzieć tak od razu… Więc nie pytaj co się stało, tam… w nocy nie pytaj, jak mocno płaczę. Najbardziej wtedy lubię jak mnie obejmujesz, trzymasz za rączkę i szepczesz do ucha cichutko, że już jest wszystko dobrze. Ja Ci wierzę.

I jak pytam sennie: 'Mamo? MAMO?'
A ty odpowiadasz:
'Jestem'. Wierzę Ci.

IMG_8414_filtered


Bolo’s Kitchen

15 komentarzy
Bolo’s Kitchen

Zabawka, przed którą broniłam się prawie 3 lata. Zabawka, pierwsza i chyba na razie jedyna, o której marzył Bolo świadomie i przez naprawdę długi czas. Kuchnia do pokoju dziecięcego.

Broniłam się bo to mebel. Bo to zabawka, która jak się znudzi, nie jest łatwa do schowania. Zabawka, która wymaga logistyki jeśli pokój dziecięcy jest niewielki. Poza tym kuchnie, które spotykałam u znajomych, w salach zabaw, w przedszkolu, w klubokawiarniach, w necie… nie zachwycały mnie. To droga rzecz i żadna nie przemawiała do mnie na tyle aby przekonała mnie, że wszystkie powyższe na 'nie' zniwelować.

Jednak to też była zabawka i zabawa, przy której zawsze spotkalibyście Bola. Uwielbiał. Gotował godzinami. Zmywał. Porządkował. Układał. I o nią jedyną prosił. No i bum! W końcu, nawet ja, wpadłam. Wpadłam po uszy, zakochałam się i poczułam, że tak, taki 'mebel', nawet jak nie będzie użytkowany non stop, będzie pięknie wyglądał a ja nie będę miała ochoty go schować, sprzedać, wymienić po paru dniach euforii z nowości.

IMG_9724_filtered

To jedyna taka kuchnia. TIDLO. Drewniana. Masywna. Minimalistyczna ale bez przesady. Nadal dziecięca. Nie pozbawiona koloru. A jednak delikatna. Do pokojów kolorowych, pastelowych, dziewczęcych i chłopięcych. Piękny, przepiękny mleczny błękit, w połączeniu z biszkoptowym drewnem… Oj tak. Wpadłam. Przepadłam. I pękłam. Bolo ma swoja kuchnię.

Kuchnię składałam sama! Samiuteńka! KLIK . A moje dziecko od tamtego czasu nie tylko spędza w swoim pokoju mnóstwo czasu, to jeszcze angażuje się w zabawę w gotowanie całym sobą. Zupy jabłkowo – jajkowe. Pizza [!!! o niej za chwilę]. Krojenie. Zmywanie. Pieczenie. Solenie i przyprawianie. Mieszanie. I ta radość… z karmienia nas wszystkich 'aż pękniemy'.

IMG_9811_filtered

Kuchnia jest tak 'spasowana', że mimo iż składałam ją ja… czyli siły i precyzji w pracy ze śrubokrętem niewiele… to jest stabilna. Wszystko działa na tiptop. Nic się nie kołysze, nie 'giba', nie lata. Jest idealna. Jest piękna i funkcjonalna. Uniwersalna. Ale co dla mnie najważniejsze – sprawia taką radość memu dziecku, że to jedna z tych rzeczy, którą kupujesz i masz radochę niemalże taką jak małe. [którą kupujesz i cieszycie się z zakupu wspólnie i długo].  A tam… masz dokładnie taką radochę, jakbyś Matulo znowu miała kilka lat… a wierzcie mi, ja nie jestem fanką wspólnych, tematycznych zabaw. Ale w 'kuchni' mogę przesiadywać godzinami, w odróżnieniu od własnej.

MLECZNO-BŁĘKITNA DREWNIANA KUCHNIA TIDLO TU –> KLIK śmiem twierdzić, że najpiękniejsza na rynku. Ok, wg mnie, najpiękniejsza na rynku.

IMG_9717_filtered

IMG_9720_filtered

IMG_9732_filtered

IMG_9736_filtered

IMG_9742_filtered

IMG_9759_filtered

IMG_9771_filtered

IMG_9772_filtered

TIDLO  po prostu postawiło tak wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o zabawki drewniane, że nawet nie brałam pod uwagę innych opcji w kwestii 'akcesoriów'. Mówiąc wprost – wygrywa z PlanToys, nawet.

Pizza TIDLO – to zabawka, niezależnie czy z kuchnią czy bez, na godziny. Jest genialna. Uwielbiam ją! Oczywiście Bolo wręcz wielbi. Drewniane kawałki pizzy, w które sam wkładasz dodatki, sam komponujesz pizzę. Kroisz … okrągłym nożem do pizzy [połączenia na rzepy, rewelacja!] a całość pieczona i podawana na pizzowym talerzu. Już prawie o absurd zakrawają pytania Bola o zamieszczone tam ułamki… ale… ale teraz pyta czy chcę pół pizzy, czy ćwiartkę… Polecam, polecam, polecam! To czad zabawka.

Pizza TIDLO TU –> KLIK

Druga rzecz, bardzo, bardzo godna polecenia, niezależnie od kuchni, podobnie jak pizza, to warzywa do krojenia. Na rynku jest trochę do wyboru. To jedyne tak 'duże', z deską i nożem, z 'wnętrzem' warzyw i owoców, jest bakłażan, jest brokuł.. Ale to co najważniejsze. Warzywa są masywne, rzepy są 'krótkie', precyzja i praca rączek przy krojeniu – nie do przecenienia. Przy każdym warzywie zresztą potrzebny jest inny układ obu rąk, palców. Świetne ćwiczenie manualne. I jeszcze jedno – ta czyność jest przyjemna! Naprawdę, bawię się sama na równi z Bolem, to krojenie ma w sobie coś kojącego, fajnego.

Warzywa do krojenia TIDLO TU –> KLIK

Na zdjęciach zobaczycie też skrzynki z nabiałem, z mięsem… to też TIDLO.

IMG_9779_filtered

IMG_9784_filtered

IMG_9785_filtered

IMG_9790_filtered

IMG_9832_filtered

IMG_9837_filtered

IMG_9843_filtered

IMG_9848_filtered

IMG_9856_filtered


Mąka.

42 komentarzy
Mąka.

Na placu zabaw Bolo siedzi z jakimś chłopczykiem, może 6 letnim, pod zjeżdżalnią i nad czymś mocno dywagują. Za chwilę mój syn przybiega do mnie i pyta przejęty: 'Mamo! Ile kosztuje monka?'. Yyy… yy… cholera, uświadamiam sobie, że nie mam pojęcia.

Ja pierdylam – myślę. Wymijająco odpowiadam, że pewnie parę złotych. Bolo odbiega, a na mnie spoczywa druzgoczący wzrok jednej z babć na ławce. Zaraz przybiega ten mały człowiek znowu i pyta: 'Mamo a mamy te parę pieniądzów na monkę?' Nie synku, nie brałam portfela, ale możecie się tak bawić, że piasek jest mąką. Bolek spojrzał na mnie zniesmaczony i wrócił do kolegi pod zjeżdżalnię.

Sytuacja się powtarza po paru minutach. Przybiega i pyta: 'Mamo, a mamy monkę w domu?'

Ja już lekko zaniepokojona sprawą mąki, analizuję szybko w głowie zawartość szafek w kuchni i struchlała dochodzę do wniosku, że nie mamy! Mówię to głośno, a babcia z ławki prawie z niej spada…

'Synku, ale o co chodzi z tą mąką?' – 'Mamo! Bo ten kolega jest głodny! A jego mama mu nie daje obiadu!'

Kurde… co robić. Idę zafrapowana do chłopca z pod zjeżdżalni, pytam czy jest głodny.

'Proszę Pani bardzo jestem głodny! A moja mama nie ma pieniędzy na mąkę!'

Dowiedziałam się, że na imię ma Maciek, że nie jadł obiadu od 4 dni i że boli go brzuch. Bardzo już zmartwiona wpadam w tryb – głodne dziecko – trzeba działać. Pytam gdzie jego mama. A on, że oooo tam! Na balkonie. Patrzę, z góry macha do nas miła, uśmiechnięta kobieta. Proszę Maćka, żeby zawołał swoją mamę, żeby przyszła, bo chciałabym z nią porozmawiać.

Po paru minutach schodzi babeczka. W radosnym nastroju. Zbieram się w sobie i mówię: Wie Pani, ja wiem, że to niezręczne, ale jeśli potrzebuje Pani pomocy to możemy raz dwa skoczyć razem na zakupy. Ciężko mi patrzeć jak mały jest głodny…

Kobieta zbladła. Znieruchomiała i nagle krzyczy:

'Maaaaaaciek! Chryste! Znowu sępisz mąkę od ludzi?!!!'

Maciek wlazł głębiej pod zjeżdżalnię z szelmowskim uśmiechem coś tłumaczy Bolowi. A ta biedna kobieta, plącząc się, zacinając, czerwieniąc i blednąc na zmianę mówi:

'Bo… bo widzi Pani… bo on nic innego nie chce jeść tylko racuchy. Już sił nie mam! Terroryzuje mnie tymi racuchami. Więc jedyne co działa… boże, co działało! to było jak mówiłam, że nie mam pieniędzy na mąkę…'

Ja gdzieś pomiędzy umarciem ze śmiechu, szokiem i współczuciem dla tej matuszki patrzę na babcię z ławki i dałabym słowo, że jej oczy, jak na kreskówce, wylazły z orbit na parę centymetrów.

————–

Maciek poszedł z mamą do domu na krupnik, mrucząc pod nosem, że on żadnego chrupnika jeść nie będzie.

My z Bolem do sklepu, bo moje dziecko uznało, że to niebezpiecznie nie mieć mąki w domu.

Babcia z ławki prawie z wylewem fuknęła na nas, że co to za matki teraz, co to mąki w domu nie mają i jeszcze nie wiedzą ile kosztuje.

Na co Bolo jej odpowiedział: 'Ale moja mama zawsze wie ile kosztuje szokobon!!!'

No wiem…