subskrybcja: Posty | Komentarze

gapią się…

7 komentarzy
gapią się…

Jedna strona z książki dla dzieci najmądrzejszą rzeczą jaką ostatnio czytałam. I wyjątkowo pozostawiam bez własnego komentarza.

 

 

'Ależ Bolusiu!' – Wyd. Zakamarki KLIK

 

 

IMG_2516_filtered2

IMG_2517_filtered


Chatynka

44 komentarze
Chatynka

Pojechaliśmy nad to morze na urlop. Spotkałam tam znajomą ze studiów. 10 lat nie widziałyśmy się a ona napisała: Czytam twojego bloga, będziesz nad morzem, spotkajmy się. Pojechałam jednego wieczora jakąś taksówką typu Super Taxi Międzyzdroje, jechałam nią bez pasów bo ich nie miała. W las chyba wjechałam, prawie na plażę… Zobaczyłam rozpadającą się parterową chatynkę. Przed nią siedziała Julita. Stara kobieta.

Siedzę sobie na takiej obdrapanej ławeczce, z odzysku ta ławeczka, zielona kiedyś była, teraz farba obłazi i wbija się w moje paznokcie, cholera przestań! znowu się poranisz…myślę, zła na siebie … patrzę na starą jabłoń, zgięta jest jak ja, tylko, że ja mam dopiero 35 lat a ona pewnie z 200. Ma większe prawa do bycia zgiętą…. ale to nic, nic, ciii cichutko powtarzam sobie, patrz głupia – tam pod tą zmęczoną jabłonią rośnie nowa, malutka, soczysta, jasna taka, a z niej zrywa jabłko Alinka… moje dziecko, moja siła, Alinka, która uratowała mi życie…

ON był taki jak każdy. Młody, silny. Dość zwyczajny ale przecież tylko mój. Mówił, że kocha i że zabierze mnie do lepszego życia. Na wybrzeże, do małego miasteczka, uroczego… nasze dzieci będą zdrowe, pełne wigoru i zdrowego rumieńca. Chowane na plaży, niemalże. Pojechałam. Kochałam. Wierzyłam. A potem ON popchnął.

Popchnął mnie bo go zezłościłam. Miałam zły humor i nie posprzątałam tego dnia. Zupę jakąś cienką nagotowałam. Popchnął tak, że upadłam. A potem ON długo tulił i przysięgał, że to sam diabeł w niego wstąpił. Że wygnał go od razu jak tylko zobaczył moje łzy. Kochałam i wierzyłam. Ale ON kłamał. Od popchnięcia nie minęło dni wiele jak popchnął znowu a potem kopnął. Później kopnął i przywalił w brzuch z kolana. Jakiś czas mijał. Na kochaniu i biciu. A ja wierzyłam, że to ten diabeł … że ON go w końcu na dobre wyrzuci z siebie. Bo obiecywał. Bo przepraszał i kwiaty przynosił. Tulił i głaskał siniaki. Kochał namiętnie, najmocniej po biciu.

Ja. Magister pedagogiki. Wykształcona Warszawianka. Wierzyłam, że diabła wyrzuci. Wierzyłam bo wierzyć nie chciałam, że mogłam dokonać tak błędnego osądu. Że dokonuję go każdego dnia. Taka wykształcona…

Raz wstać nie mogłam. Zadzwoniłam do mamy. Mamo, proszę, pomóż mi. Leżę, krew mi cieknie z ucha. Nikogo tu nie znam. Mama kazała na pogotowie zadzwonić i na policję. Zadzwoniłam na pogotowie. Przyjechali i powiedzieli, że mogę jechać do szpitala, że krwawienie z ucha to poważna sprawa. Pojechałam. Tam zeznania u policjanta złożyłam. Szpital wezwał. Zeznałam, że to moja wina. Że sprowokowałam. Że on zmęczony po pracy, utrzymuje mnie przecież a ja głupia, niewdzięczna ględzę mu nad uchem. Może nawet zasłużyłam… Mówiłam to wszystko i nie mogłam przestać, jakbym to nie ja była a jakaś głupiutka dziołcha chowana w patologii… Dlaczego Aga ja to mówiłam? Nie wiem. Na tym etapie chyba w to wierzyłam a 'stara ja' zwyczajnie zaczęła się poddawać…

Gdy wróciłam do domu ON ze mną nie rozmawiał. Nawet na mnie nie patrzył. Moja mama zadzwoniła i kazała mi przestać histeryzować bo skoro wypuścili mnie na drugi dzień to nie mogło to być nic poważnego. Lepiej żebym się cieszyła, że mnie nie obciążyli kosztami karetki… teraz to takie czasy. Moja teściowa. Przyszła. Przyniosła zupę. Dla niego. Ale powiedziała, że mogę trochę zjeść. Wyszeptała mi do ucha… przez zęby, że nie jestem pierwsza, nie ostatnia. Nie prowokuj. On zmęczony. Stresy ma. Normalne, że musi odreagować. Dlaczego Aga ja tego słuchałam? Nie wiem!

W tamtym czasie działałam instynktem, tu się schowałam, tu milkłam, tam robiłam unik. Wiedziałam już, że jestem nic nie warta, że jestem ścierką, szmatą, bywam kurwą i suką. Jestem obleśna i wstrętna. Że nikt nigdy mnie nie zechce, że tylko ON… Siniaków już nie czułam, zadrapań nie widziałam. Płakałam ale tylko tak, żeby nikt nie widział. I starałam się te zupy lepsze robić, treściwe bardziej. Żeby się najadł po pracy…

5 lat.

Tego wieczora kopnął mnie tak, że poleciała ze mnie dołem krew. Wystraszył się. Złapał za twarz, ścisnął i kazał przysiąc, że powiem, że przewróciłam się na krzesło. Przysięgłam. Było mi wszystko jedno. Zawiózł mnie na izbę przyjęć. Wtedy zobaczyłam jaki ON jest silny, jak ludzie go słuchają. Ze łzami w oczach opowiedział w recepcji 'co się stało', pani za kontuarem nawet na mnie nie spojrzała. Za to była pełna współczucia, dla niego…

'Proszę Państwa, mieliście masę szczęścia! Pani jest w 10 tygodniu ciąży, z płodem wszystko dobrze, krwawienie ustało.' To był znak z nieba, że wszystko się zmieni. Że ON przestanie mi robić krzywdę bo noszę w sobie jego potomka. Że znowu pokocha i się uśmiechnie. Że zadba i brzuch będzie głaskał z czułością.

Wytrzymał 3 dni. Ciągle wymiotowałam. Jemu śmierdziało. Byłam obrzydliwa. Starał się nie uszkodzić brzucha. Szczypał mnie i syczał: ja ci nic złego nie robię, ja tylko wyznaczam karę, bo zasługujesz… Ciągnął za włosy. Wykręcał ręce. Ja połykałam łzy i wymioty. Byle brzucha nie uszkodził.

Końcówka ciąży była bardzo spokojna i szczęśliwa. Skróciła mi się szyjka prawie do zera i leżałam na patologii. Kilka tygodni. Boże jak ja odpoczęłam. ON przychodził. Z kwiatami. Z czekoladą. Z zupą od matki. Moja mama dzwoniła co parę dni opowiadając ileż to ja mam szczęścia bo mogłam urodzić gdzieś w sklepie… takie to teraz czasy.

Alinka. Ala. Alunia moja. Najsłodsze stworzenie. Pachnące wanilią i mlekiem. Cichutka, urocza, o wielkich oczach. Sam diabeł zakochałby się w tej istocie. I tak było. Wróciliśmy do domu i było jak w filmie. Nie bił. Czasem szturchnął, czasem od kurew wyzwał ale to nic. Nie było krwi i obijania o ściany. Do Alinki podchodził czasami i mówił, że ładna taka, że ma szczęście mieć taką rodzinę. Gdy płakała a ON chciał spać zamykałam się z nią w innym pokoju i na głowie stawałam, żeby była cichutko. Bo jak nie mógł spać to szczypał mnie, i bił kijem po piszczelach. Zawsze najpierw kazał odłożyć Małą. Dbał o nią.

Ala miała rota. Miała pięć miesięcy, straszną gorączkę, wymioty, biegunkę. Szpital. Gdy wróciłyśmy mała była wybita, zmęczona. Ja też. Bardzo. Dużo płakała a ja nie miałam siły jej ciągle bujać na rekach. Gdy nie podziałały groźby, przekleństwa, nawet szarpanie i i walenie po głowie – bo ja spałam… spałam i nie czułam nic… gdy nie podziałały uderzył córkę. Wiedziałam to od razu w swojej półjawie, jej krzyk, jej płacz i pisk byłby inne. Od razu wiedziałam. Od razu. Zwlokłam się jakąś nadprzyrodzoną siłą i próbowałam odepchnąć go od kołyski. Ale ON był taki silny Darł się, że ma się zamknąć, że sam jej zamknie tego ryja za chwilę na zawsze. Wtedy coś we mnie pękło.

Jakby ktoś, może stara ja?, głośno wrzasnął w mojej głowie – co Ty robisz? Jesteś matką? Boże święty – pedagogiem? Kim Ty jesteś? Może rzeczywiście jesteś ścierką, dnem totalnym. Niczym. Nikim! Nie. Czymkolwiek bym nie była, byłam matką. Odepchnęłam diabła wbijając mu paznokcie w twarz. Bardziej był zdziwiony i zaskoczony. Porwałam małą wraz kocykiem. I biegłam. Biegłam… Dokąd ja mogłam biec w tej mieścinie. Ja wiem, patrzysz tak mnie. Też bym tak patrzyła. Na policję, do sąsiadów, do szpitala… ale to tak nie działa. Mój mózg tak nie działał. Byłam zwierzęciem, suką z potomstwem. Uciekałam. Ratowałam. Chroniłam.

Dobiegłam na plażę. Był prawie ranek. Tuliłam to dziecko moje, wyjące ze strachu chyba, z głodu już pewnie, z chłodu. Siedziałam i tuliłam to uderzone dziecko, patrzyłam jak siniak na policzku jest coraz wyraźniejszy i płakałam, płakałam. Nastał dzień. Brzegiem szła starowinka taka zgięta, szła brzegiem, w chuście z kijem, szła w jedną, szła w drugą, znowu w jedną i w drugą… a ja tak mocno chciałam jej w oczy spojrzeć, i nie przestawałam płakać.

Podeszła w końcu do mnie – no i co tak płacze noc całą? – spytała…

—————–

Migawki.

Babinka, rozpadająca się chatynka, brak bieżącej wody a ogrzewanie z paleniska w kuchni. Dwie kury: Zocha i Tocha, co dzień dają jajka. Babinka zabija Tochę na rosół bo Alina bardzo chora. Rosół ją stawia na nogi. Żyjemy tam przez tygodnie, miesiące… Babinka głaszcze moje dziecko każdego wieczora, jednym trzęsącym się palcem, pomarszczonym, szarym. Głaszcze ją między oczkami aż mała uśnie. Nuci jakieś niezrozumiałe słowa. Mruczy. Pyta czasami: no i co tak płacze znowu noc całą?

Śmierdzące kurzem stare kołdry otulają nas nawet w upały. Jemy jajka i grzyby. Jagody. Chleb i jakieś mazidło z tłuszczu i soli. Dobrze, że Ala na piersi.

Wieczory są ciemne. Mruga jakaś lampka. Słychać szum morza. Ja znowu płaczę noc całą. A potem rano siadam na tej ławce zielonej, obdrapanej, aż palce krwawić zaczynają.

—————–

Tygodnie, miesiące i lata Aga. Jesteśmy tu. Będziemy. Mówiłam, że Alina mi życie uratowała. Ale to nieprawda. Dwie kobiety to życie ratowały. Maleńka i stareńka.

Siedzę co dzień na tej obdrapanej ławeczce, z odzysku ta ławeczka, zielona kiedyś była, teraz farba obłazi i wbija się w moje paznokcie, cholera przestań! znowu się poranisz…myślę, zła na siebie … patrzę na starą jabłoń, zgięta jest jak ja, tylko ze ja mam dopiero 35 lat a ona pewnie z 200. Ma większe prawa do bycia zgiętą…. ale to nic, nic, ciii cichutko powtarzam sobie, patrz głupia – tam pod tą zmęczoną jabłonią rośnie nowa, malutka, soczysta, jasna taka, a z niej zrywa jabłko dziewczynka.

IMG_1564_filtered


Dwa razy więcej – drukarka HP

36 komentarzy
Dwa razy więcej – drukarka HP

Jak obiecywałam w tym wpisie KLIK mam dla Was drukarkę HP, która rewelacyjnie może wspomóc nasze działania w zakresie zabaw aktywizujących. Które to z kolei pięknie wspierają rozwój talentu u naszego dziecka. Zapraszam!

Post ten podzielę na dwie części. Trochę informacji o urządzeniu i trochę o zabawach aktywizujących. Obie porcje wiedzy będą potrzebne do zagrania o drukarę. Za to konkurs nie będzie mocno angażujący aczkolwiek, jak zawsze u nas, powinien zainicjować fajną bazę kreatywnych pomysłów.

Firma HP wprowadziła na rynek system drukowania HP Ink Advantage z myślą o oszczędnym druku. Dzięki bardzo niskim cenom oryginalnych tuszy HP przeznaczonych do modeli HP Ink Advantage użytkownicy mogą drukować dwa razy więcej stron za taką samą cenę. Wkłady atramentowe HP Ink Advantage o dużej pojemności pozwalają uniknąć korzystania z zawodnych alternatywnych produktów oferowanych przez innych producentów. Umożliwiają wydrukowanie aż 600 stron, zapewniając jednocześnie wysoką jakość dokumentów i zdjęć.

Urządzenie wielofunkcyjne HP Deskjet Ink Advantage 2545 jest przeznaczone dla użytkowników domowych o ograniczonym budżecie, którzy poszukują rozwiązania do drukowania bezprzewodowego w przystępnej cenie oraz wygodnego, łatwego skanowania i kopiowania z szybką konfiguracją, łatwą obsługą i niedrogimi atramentami. Funkcje – drukarka współpracująca z komputerem, smartfonem i tabletem — druk bezprzewodowy z każdego pomieszczenia w domu. – szybkie, bezproblemowe podłączenie do sieci bezprzewodowej z HP Auto Wireless Connect. – skanowanie zdjęć, dokumentów i innych materiałów bezpośrednio do urządzenia mobilnego przy użyciu aplikacji HP Printer Control. – druk bezprzewodowy z urządzeń iPad®, iPhone® i iPod® touch® z technologią Apple® AirPrint. Dodatkowo wkłady atramentowe HP w przystępnej cenie zapewniają drukowanie i kopiowanie tekstu laserowej jakości oraz żywe kolory drukowanych obrazów. Oszczędność miejsca dzięki małym wymiarom. HP Deskjet Ink Advantage 2545 to kompaktowe urządzenie wielofunkcyjne, które zapewnia oszczędność miejsca do pracy. Dodatkowo natychmiast rozpoczyna pracę dzięki szybkiej, łatwej konfiguracji i prostej obsłudze. Drukarka z certyfikatem ENERGY STAR® zapewnia niższe koszty i niższe zużycie energii.

No dobrze, to już wiemy, że możemy wygodnie i dość tanio drukować, kopiować, skanować i przesyłać zdjęcia. Jak pisałam we wcześniejszym poście marka HP w ramach kampanii edukacyjnej HP Ink Advantage promuje wspólne zabawy z dziećmi wspierające ich talenty. I tak dochodzimy do zabaw aktywizujących z wykorzystaniem możliwości drukarki HP Deskjet Ink Advantage 2545, która to będzie do wygrania w dalszej części.

Przykłady zabaw aktywizujących zaproponowane przez panią psycholog na warsztatach dla rodziców:

·         wydrukowanie zdjęcia swojego dziecka i przyklejenie do słomki lub czegoś, co można trzymać w dłoni. Następnie przeprowadzenie dialogu pomiędzy tak wykonaną podobizną dziecka, a jego ulubioną maskotką. Podczas tak zaaranżowanej rozmowy maskotka opowiada dziecku o sobie, a dziecko, czyli w tym przypadku  – rodzic trzymający zdjęcie – opowiada maskotce o dziecku, mówiąc cały czas w pierwszej osobie. Według Pani Psycholog tak przekazane informacje dziecko przyjmuje z dwukrotną siłą i jest to rewelacyjny sposób na budowanie jego własnej samooceny;

·         drukowanie reprodukcji obrazów przed wyjściem do muzeum – wzbudzanie w dziecku zainteresowania, uatrakcyjnienie wizyty np. poprzez poszukiwanie obrazu na terenie obiektu;

·         wykorzystanie zdjęcia domowego przesłanego na drukarkę z telefonu jako ćwiczenie rozwijające abstrakcyjne myślenie na poziomie aktualnie dostępnym dziecku (przesyłanie i drukowanie zdjęć z zabaw z dziećmi w czasie rzeczywistym)

——————–

Tu chciałam Wam napisać jakie zabawy z wykorzystaniem drukary stosujemy my, razem z Bolem … ale … ale zabrałabym całą frajdę z konkursu bo mogłabym zbyt mocno zasugerować rozwiązania. Poza tym jestem niezwykle ciekawa Waszych pomysłów.

KONKURS:

1. W komentarzu poniżej opisz: Jaką zabawę /aktywizującą/ dla swojego Bąka [podaj wiek, pamiętaj o jego indywidualnych zainteresowaniach, o jego talentach, napisz nam o nich] zaproponowałabyś z użyciem którejś z funkcji dostępnych w urządzeniu HP Deskjet Ink Advantage 2545 [drukowanie, kopiowanie, skanowanie, przesyłanie zdjęć]. Opisz tę zabawę jak mama mamie 🙂

2. Proszę podpisz się!

3. Bawimy się 23-30.06.2014 do godz. 24.00

4. Pełen regulamin dostępny jest TU.

5. Wyniki ogłosimy w ciągu kilku dni od zakończenia konkursu.

6. Jedno zgłoszenie – jeden mail podany przy komentowaniu. Natomiast możecie wykorzystać rodzinę, sąsiadów i listonosza…

7. Nagrodą jest HP Deskjet Ink Advantage 2545 a sponsorem marka HP.

8. Oprócz fajnej nagrody i lekkiego przyduszenia Was do analizy co najmocniej bawi wasze Bąki, jak zawsze, mam nadzieję, że poniższe komentarze będą ciekawe dla każdego rodzica jaki tu zajrzy. Wiem, że powstanie mega baza zabaw aktywizujących. Za co z góry Wam dziękuję 🙂

hp deskjet 2545

Decyzją sponsora drukarkę wygrywa Pani Małgosia. Cyt: 'Nie mam własnego Bąka, ale mam 175 pomysłów na minutę dla moich prawie 50 przedszkolnych Bąków, z którymi dzielnie walczymy o piękną mowę, a czasami o mowę w ogóle….' + przepiękne pomysły. Niech służy tej cudnej walce o mowę 🙂 Panią Małgosię proszę o dane adresowe + telefon na klocek.kredka@gmail.com


bałtycko…

8 komentarzy
bałtycko…

Nasze wakacje rozpoczęły się zupełnie nie tak jak planowaliśmy. Choroba dzień przed planowanym wjazdem pokrzyżowała plany. Zamiast dalekiej wyspy, rodzime wybrzeże. Zamiast lazurowej wody, chłodny Bałtyk i spory wiatr. 1500 kilometrową podróż zamieniliśmy na kilometrów 600. Szczęśliwie dziecko ma w nosie gdzie. I generalnie ma też w nosie jak. Była obiecana woda i woda była. W morzu i na basenie. A mój sceptycyzm co do wakacji nad naszym morzem stopniał momentalnie. Było cudnie, było pięknie. A przede wszystkim było rodzinnie.

Był piach, fale, były lody na obiad i było tyle frajdy, że mam ochotę pakować się ponownie i ponownie nad to nasze cudne morze jechać. Bolo trzyma walizkę w pogotowiu.

IMG_0584_filtered

Dalszy post to taki mój mini, wewnętrzny bunt. Bo zdjęcia, które obejrzycie są robione dla nas. Nie na bloga. Nie pod produkt. Nie chciałam aby moje patrzenie w obiektyw było 'pracowe'. To w końcu też moje wakacje. Tak więc wszystkie rzeczy, które Wam za chwilę polecę zobaczycie takimi jakimi są w niestylizowanej codzienności. Opisy również zminimalizuję, nie chcę Wam wmawiać, że czegoś potrzebujecie i że bez tego wakacje się nie udadzą. Nie istotne jest dla malucha czy grzebie w piachu łopatą z bazaru czy design'erską zabawką. Nie istotne czy wytrzemy je starym ręcznikiem czy puchatym otulaczem. Niemniej, nie byłabym sobą, gdyby mnie te rzeczy nie cieszyły. Funkcjonalnością i pięknem. Lubię się takimi rzeczami otaczać i lubię nimi otaczać moją rodzinę. Jak mama – mamie – pokazuję co się bardzo sprawdziło i co zabierzemy na kolejne wyjazdy.

IMG_0630_filtered

Na początek 'kostiumy' kąpielowe z Next. Z ochroną UV i mega szybko schnące. Myślę, że każda Mama chłopca ucieszy się z takiego rozwiązania, nie trzeba całego dziecka smarować kremami, nie klei się, i jak pisałam – bardzo szybko schnie. Kupiłam dwa, jeden na plażę, jeden do basenu. Do tego na zmianę jedne kąpielówki. I styka. Nic więcej nie trzeba do wody.

IMG_0841_filtered

IMG_0873_filtered

IMG_0908_filtered

Dalej otulinki, ręczniki, szlafroki. Wiedziałam już, że jedziemy nad Bałtyk, gdzie temperatura powietrza prawdopodobnie nie przekroczy 30C. Wiedziałam, że po wyjściu z wody moje dziecko będzie nadal beztrosko fikać po plaży a za chwilę wejdzie do wody znowu. Jak to rozwiązać, żeby nie trzęsło się po 5 minutach albo żeby nie zakładać ponownie, mokrego nadal, kostiumu? Tu wielką, ale to naprawdę wielką pomocą okazało się to coś 😉 Gruuuuuuuube, mięsiste, wchłania wodę błyskawicznie, rewelacyjnie się wiąże, ociepla, plus ten cudowny kaptur. Bolo mówi na to 'chmurka'. Zakładaliśmy chmurkę 600 razy dziennie. Mówię Wam Matule, idealne rozwiązanie. Dzieciak ma swobodę, nadal hasa a jest mu ciepło i sucho. Ogromnie się cieszę, że chmurkę mamy. Bez chmurki mogłoby być słabo…

'Chmurka' TU –> KLIK [o! teraz widzę, że to się ponczo nazywa…]

IMG_0632_filtered

IMG_0683_filtered

IMG_0782_filtered

No i ręczniki. Mamy wyłącznie od Maylily. To trochę jak ze smakowaniem. Jak już posmakujesz czegoś wyjątkowego i obezwładniającego zmysły to wszystko inne wydaje się kiszką. Ręczniki z kapturem od Maylily są inne niż podobne tego typu. Większość takich ręczników to kwadraty z wszytym kapturem w jeden róg. W naszych ręcznikach jest inne rozwiązanie. To bardzo duży prostokąt z kapturem wszytym na środku. Dzięki temu otulamy dziecko całe i po równo. Materiał… no wiecie przecież. Toż to Maylily. I toż to bambus… Mieliśmy ze sobą kilka ręczników z kapturem i … ręczników plażowych. Jak pisałam, nie robiłam zdjęć produktowych więc nie mam jak tego pokazać ale ręczniki plażowe to duże prostokąty z …. wszytą kieszonką na drobiazgi. Mega! [nie ma w sklepie, pytajcie Kasię przez maila]. No i oczywiście te wzory bawełny, ptaszyny pastelowe i koty …

Ręczniki Maylily z kapturem TU –> KLIK

IMG_0800_filtered

IMG_1072_filtered

IMG_1087_filtered

IMG_1090_filtered

Zabawki… Miałam jedno założenie. Mamy się mieścić w jeden kosz na plażę. Oczywiście nie do końca się to nie udało ale postawiłam na minimum zabawek z max możliwościami. W imieniu mego dziecka i mego męża mogę śmiało napisać, że poniższe 3 rzeczy + łopata z bazaru to prawie 2 tygodnie nieprzerwanej frajdy i zabawy.

Łopatka z sitkiem – genialne!, zobaczycie ją na wielu jeszcze zdjęciach bo Bolo się z tym nie rozstawał… TU –> KLIK

IMG_0639_filtered

IMG_0737_filtered

IMG_1007_filtered

IMG_1360_filtered

IMG_1465_filtered

IMG_1606_filtered

Multilejek. No mega pomysł. Niesamowite wrażenia wizualne a do tego…. hmm… jak można bez niego zbudować naprawdę duży zamek? A mówiąc poważnie świetne rozwiązanie, bardzo pomysłowe i dające dziecku mnóstwo okazji do eksperymentowania.

Multilejek TU –> KLIK

IMG_0683_filtered IMG_0693_filtered

W końcu wodne auto. Nie ma dobrego zdjęcia ale można je przyuważyć na wielu innych TU –> KLIK

Polecam też piaskową cukierenkę, urocze, małe, zawsze z nami [my kawka w plażowej kawiarni a Małe szykuje piaskowe ciasteczka piętro niżej… ] Świetne też do torebki [w razie pojawienia się przypadkowej piaskownicy] TU –> KLIK

IMG_1030_filtered

IMG_1037_filtered

A teraz nasz stały ubiór. Wiecie, zapakowałam walizę ciuchów a te poniżej były właściwie jedynymi idealnymi, nawet jak już upaćkane lodami, Bolo sam je zakładał. Idealna wygoda. Idealne na wieczory, wietrzne, wodne… nad morzem.

IMG_1342_filtered

IMG_1457_filtered

IMG_1482_filtered

IMG_1580_filtered

IMG_1630_filtered

IMG_1684_filtered

Bluza z wiewiórą. O rany! Jest tak urocza, tak wyjątkowa, że nawet nie wiem co więcej pisać bo przecież widzicie. Sto mam pytało o nią. Polska marka z polską, cudną nazwą – Wata Cukrowa. Przepiękny, oryginalny pomysł na dziecięce ubrania. Bardzo wyróżnia się na tle 'prawie ciągle tego samego'… a do tego w 'normalnej' cenie. Kochamy ją! TU –> KLIK

Kaloszki – lubię je bardzo, też jako alternatywę dla wszędobylskich, bardzo drogich Hunterków. Dodatkowo występują w stu kolorach i z tyłu mają odblaskowy pasek. To było bardzo ważne, gdy wracaliśmy nocą po 'drogach' bez chodników… TU –> KLIK

Żółte spodnie 3/4. Nie skłamię jak Wam napiszę, że to jeden z lepszych zakupów. Bolo nosił je non stop. Idealna długość na wieczorną plażę, do tego bardzo mięsiste, grube rzekłabym jak na 'szorty'. Inaczej przeszyte w taki sposób, że szwy nie idą po środku. Niesamowicie wygodne. I cudne! TU –> KLIK

Na koniec – oczywiście kamizelka PanPantaloni. Jak słowo daję, nie wyobrażam sobie bez niej jesieni, wiosny a teraz lata nad morzem. Jak nie wiemy 'jak ubrać' Bąka to zawsze przyjdzie nam ten bezrękawnik z pomocą. To jeden z naszych podstawowych ciuchów i basta. TU –> KLIK

IMG_1842_filtered

IMG_1876_filtered

Mam jeszcze dużo zdjęć do przejrzenia. Myślę, że będzie post nr 2 ….  a tymczasem życzę Wam cudownych wakacji, nie ważne gdzie, nie ważne jak, nie ważne z czym i w czym, ważne, że razem i z uśmiechami umorusanymi lodami…


Dwa razy więcej…

15 komentarzy
Dwa razy więcej…

Jaś ładnie rysuje. Ola ślicznie śpiewa. Tymek rewelacyjnie jeździ na na rowerze a Nina recytuje. Każde dziecko ma talent. Każdy mały człowiek ma unikalne zdolności. Bez wyjątku. Talent jest czymś wrodzonym i dożywotnim. Nie można go zgubić w dosłownym znaczeniu ale można go pogrzebać albo w ogóle nie wskrzesić. Tu wielką rolę odegra postawa rodzica.

Talent jest predyspozycją, jest nacechowany łatwością zdobywania nowych umiejętności i wiedzy w danej dziedzinie. Talent jest w każdym dziecku, a psychologia twórczości mówi, że do 5 roku życia objawia się i rozpoczyna swoją wybuchową karierę. Lub nie. Bo środowisko i warunki w jakich rozwija się dziecko mają kluczowe znaczenie.

Co my, rodzice, możemy zrobić dobrego a co możemy popsuć? O tym opowiem z punktu widzenia pedagoga pracującego przez wiele lat z małymi dziećmi, z ich rodzicami, oraz z perspektywy zwykłej, kochającej mamy…

Na początek złe wieści. Najczęściej rodzice popełniają dwa błędy. Po rozpoznaniu, że dziecko w czymś jest wyjątkowo 'dobre' obierają postawę – trzeba TO rozwijać! Postawa ta, w założeniu dobra, niesie za sobą ogromny bagaż oczekiwań. Zaczynamy oczekiwać, że nasze dziecko nauczy się kolejnej piosenki, że pilnie uczyć się będzie gry na instrumencie, że będzie pół dnia ćwiczyło rysowanie. Często prowadzi to do zniechęcenia malucha, do poczucia, że 'jest na pokaz', do presji i ciągłej chęci aby rodzic był stale dumny. W końcu prowadzi też do zmęczenia i frustracji rodzica. Bo oczekiwania prawie zawsze niosą za sobą rozczarowanie. Zarówno u małego jak i u dużego.

Postawa powinna być zamieniona na – trzeba TO wspierać! Ta różnica w znaczeniu słów – rozwijać kontra wspierać, bardzo wiele zmienia. Wspierając dajemy możliwości. Wspierając podsuwamy narzędzia. Wspierając jesteśmy towarzyszami. Wspierając akceptujemy poszukiwania, błędy, eksperymentowanie naszego zdolniachy. Wspierając – nie oczekujemy, wspierając – wspólnie, radośnie, lekko [!] przeżywamy piękny rozkwit talentu.

Drugi najczęściej spotykany przeze mnie błąd to myślenie rodzica: przecież każde dziecko biega, rysuje, układa puzzle, wcześniej czy później zacznie czytać, jeździć na rowerze, czy ponuci jakąś piosenkę. Z czego tu robić aferę? Ważne aby wychować człowieka mocno stąpającego po ziemi bo życie to nie scena, jest ciężkie i na chleb trzeba zarobić. Śpiewem i malowaniem nie zapełnimy brzuchów…

Takim myśleniem grzebiemy talent, unikalność naszego dziecka. Często rodzice mówili mi – ale przecież i tak nie będzie wirtuozem! i tak nie stanie na podium olimpijskim! niech lepiej nauczy się dobrze liczyć. No tak…. szara, mocna rzeczywistość i nasze własne doświadczenia z dzieciństwa [przestań już tam bazgrać! trzeba wynieść śmieci! … ] sprawiają, że postrzegamy te wszystkie 'artystyczne' umiejętności jako przywilej, głupiutki przywilej dzieciństwa.

[ niech lepiej nauczy się liczyć… a czy wiecie, że ten sam obszar mózgu, który jest odpowiedzialny za odczuwanie muzyki odpowiada też za umiejętności matematyczne? Mocni myśliciele nauk ścisłych są równocześnie bardzo wrażliwi na muzykę, często utalentowani i w tym kierunku… ]

I oczywiście możemy wychować młodego człowieka twardo stąpającego po ziemi… możemy. To nasz wybór. Okraszony odpowiedzialnością za jego życie ale nasz. Ja wybieram drogę kreatywną. Ja wybieram drogę twórczą. Wybieram drogę taką aby krok w krok podążać z dzieckiem w jego zainteresowaniach i talencie. Krok przed – aby dostarczać mu nowych bodźców i narzędzi. I krok za – żeby wspierać, podtrzymać i w razie potrzeby złapać za rękę.

Nieistotne jest czy nasze dziecko odniesie światowy sukces. Pamiętajmy! Talent to nie geniusz! Jak mawiał Hans Christian Andersen: „talent nie znaczy to samo co geniusz i (…) nawet jeśli szczęśliwy los się od ciebie odwróci i wszystko runie, talent nie straci swej szlachetniejszej, lepszej natury”.

Jak zatem wspierać talent naszego dziecka? Co możemy konkretnie robić, my rodzice? Przede wszystkim, jak lekarz – nie szkodzić! Nie zabijać oryginalności. I choć bardzo bardzo ciśnie nam się na usta 'czy ty widziałeś kiedyś zieloną chmurę?', zamiast sięgać automatycznie po niebieską kredkę powiedzmy: 'niesamowita ta chmura!, ciekawe kto na niej mieszka?!' Planujmy zabawy aktywizujące, nieszablonowe, skłaniające do kreatywności i radosnej twórczości. [czerpmy z pedagogiki zabawy – jej korzenie sięgają psychologii humanistycznej, jej geneza sięga również pedagogiki postaci (Gestalt), która zakłada, że "wiara w człowieka i jego potencjalne możliwości jest podstawą w procesie wychowawczo – dydaktycznym"]

Znacie KiKa. Wiecie, że najmocniej cenię, wspieram i radośnie tarzam się w talencie mojego dziecka jakim jest… wyobraźnia. Ja nie wiem jeszcze czy przełoży się on na malowanie, na pisanie, czy na liczenie [abstrakcyjne myślenie]. A może na twórcze rozwiązywanie problemów lub inną umiejętność społeczną lub emocjonalną. Nie wiem i zupełnie mnie to obecnie nie obchodzi. Pilnie obserwujemy z mężem co sprawia Bolowi najwięcej radości. Z czego czerpie, co spontanicznie rozwija. Czytanie, opowiadanie i zabawy inscenizowane. Zabawy słowem i fantazja językowa. I brniemy z nim, po pachy, po uszy topimy się. Bez oczekiwań.

Nieprzeciętność. Oryginalność. Magia codzienności. Niebywała wrażliwość. Takie dziecko możemy wychować pielęgnując jego talent. Takie dziecko możemy wychować szanując [!] jego drogę i jego wybory. Takie dziecko możemy wychować wspierając je i bacznie obserwując. I proszę, nie wpadnijcie w pułapkę wychowywania 'dziecka sukcesu'. Jeśli mądrze, świadomie, z miłością poprowadzimy naszego bąka przez sukcesy, porażki, trudności i wzloty to dziecko sukcesu będzie jednie pustą frazą a my będziemy patrzeć na szczęśliwego człowieka, który radzi sobie z codziennością. Niezwykle. Prawdopodobnie w piękny, kreatywny, nietuzinkowy i nieszablonowy sposób.

IMG_0919_filtered_filtered

Tekst ten powstał w ramach projektu kampanii HP Ink Advantage. Z przyjemnością biorę w niej udział i życzę innym markom takiego podejścia do marketingu kierowanego do rodziców. To zachęta do mądrych rozważań, do lepszych relacji, do radosnego 'bycia' z dzieckiem. Zamiast promocji produktu mamy promocję idei. Bardzo to lubię. To kampania edukacyjna. A skoro akcję prowadzi HP to za niedługo będzie można na KiKu wygrać fajną drukarę, z założenia wspierającą ideę 'Dwa razy więcej' …druku … można powiedzieć. A ja mówię 'Dwa razy więcej aktywizującego czasu z dzieckiem'. W następnym poście przedstawię Wam moje propozycje zabaw i aktywności wspierających talenty. I pamiętajcie proszę, talent to nieprzeciętny dar, który dostajemy na całe życie i od nas zależy, czy nim dobrze rozdysponujemy. Talent to „wrodzona umiejętność łatwego przyswajania wiadomości oraz ich łatwego stosowania w praktyce; słowem tym określamy predyspozycje człowieka w określonym kierunku”.

Każdy ma talent. Każde z waszych dzieci ma talent. Wiesz już, Matuszko, jaki talent ma Twoje? Wspierajmy.