subskrybcja: Posty | Komentarze

Czytajki…

9 komentarzy
Czytajki…

To, że czytamy z miłością i to, że książki to część naszego życia, jak powietrze czy jedzenie – to wiecie. Na KiKu znajdziecie dużo pozycji, które szczególnie ukochaliśmy. Nie sposób pokazać wszystkiego co czytamy, tym bardziej, że ilość książek w naszym domu przekracza granice zdrowego rozsądku. Jednak bywa tak, jak dziś. Nagle wiem, że to i to pokazać Wam muszę. Że właśnie to i to jest idealne dla lekko ponad 3 latka i plus. Że to i to polubi też każdy rodzic. Każdy, który szuka czegoś więcej, czegoś z mykiem, czegoś ponad…

Dziś to i to. Czyli dwie książki. Żadne nowości wydawnicze. Za to pozycje, które uwielbiamy [na tyle, że moje dziecko zna całe fragmenty na pamięć..]. Żeby była jasność. Uwielbiamy wszyscy, i ci trzyletni i ci trzydziesto [paro yhmm.] letni po równo. Za dryg, za humor, za nietypowość, wreszcie za oderwanie się od rzeczywistości. Za śmiech do rozpuku i za ścisk w gardle.

Obie książki są książkami na dłuższe czytanie. Jakieś 30 stron, wiele zarysowanych tekstem. Ale wierzcie mi – czyta się gładko, miękko, i nawet nie wiesz kiedy mija minut 20, 30 czasem… a dziecko słucha, i prosi o jeszcze. A ty nawet nie masz szczególnie nic przeciwko temu 'jeszcze' bo sama lubisz czytać świetne książki… a te takie są.

Obie książki są cudnie wydane. Obie w twardych oprawach z pięknym grubym papierem wewnątrz. Obie mają wygodny format, do czytania w tym systemie: leżysz, dziecko na tobie, z główką w tym zgięciu na twoim ramieniu, nożyny na brzuchu twym, kochane, gołe, już w pidżamie. A ty masz obie ręce w górze, książkę trzymasz w powietrzu tak abyś sama widziała litery i tak, aby toto wciskające się w twoją wątrobę, widziało obrazki… Obie książki są idealne właśnie w tym ułożeniu ciał.

Obie książki mają bardzo wyjątkowe ilustracje. Być może takie, które nie od pierwszej chwili powalą na kolana. Ale od drugiej już tak. A od trzeciej będziesz dumała czy taki plakat nie byłby cudny w pokoju Człowieka Niewielkiego Twego…

Poza tym, książek tych, nie łączy już nic. Ani wydawnictwo. Ani autorzy. Ani tematy.

A nie… łączy coś jeszcze. Co dziś czytamy Synku? Mamo! Ja cię błagam na świat cały, i Warzywa i Pufki, no błagam na ten świat!

Marchewka z groszkiem – Wydawnictwo Czerwony Konik

Kto nas śledzi od dawna, a może i od początku wie, że mojego dziecko pała szczególną miłością do warzyw i owoców. Nie wnikajmy… niech ta informacja wystarczy jedynie za powód, dlaczego bez zastanowienia kupiłam tę książkę. To co odnaleźliśmy w środku powaliło nas na kolana. Najpierw nas, dorosłych. Po prostu jak zaczniesz to doczytać, sama, musisz…

Bo oto noc, na drodze leży przewrócona ciężarówka. Może to potwór? Może TO właśnie jest wegetarianin?! – myślą warzywa z pola. Nagle słyszą tupot nóżek i widzą przed sobą gości. Egzotyczni są jakoś z wyglądu… Los Burakos wygląda ciut inaczej niż burak z pola… Kala de Fior i Kim Czos Neck też… myślą Kalafior i Czosnek. Skąd przybywają? Może z kosmosu bo one… one świecą w ciemnościach! Nie… przybysze mówią, że przybywają z daleka a większość życia spędzili w podróży. Aha, czyli są zagraniczni!

Wszystkie warzywa przeprawiają się przez wodę a przybysze nie toną! Unoszą się na wodzie, w odróżnieniu od biednego Groszku, Kopru czy Brukselki, które walczą o życie. Che Bula i Mr Chevka oraz Ogórras, o dziwo, nie są zjedzeni przez królika. Powąchał je tylko i odszedł! Jakże to możliwe, myśli Marchewka, która aż mdleje na myśl o spotkaniu korzonkiem w pyszczek z tym gryzoniem… Po drodze Kala de Fior znajduje porzuconą butelkę po pestycydach, przytula się do niej i woła: O mamo! Pachnie jak w domu! Warzywna z pola ponownie zadziwieni mówią, że u nich w domu to pachnie tylko kompostem.

W dalszej części warzywa mają jeszcze różne przygody i trudności, przybysze źle znoszą poranny chłód i rosę, nie chcą spać w ziemi, pod gołym niebem, bo zawsze spały w szklanych domkach…

Wniosek na koniec wygłasza Ogórek: Jak sami widzieliście, warzywom nie służą dalekie podróże i dobrze czują się tylko tam, skąd pochodzą…

Mądra, bardzo dowcipna [Kim Czos Nack bawi mnie do łez..] i dostarczająca [przy okazji] ważnej wiedzy. Skłania też do wielu rozmów, do tysiąca pytań i miliona odpowiedzi. Polecamy z całego naszego czytelniczego serca.

IMG_8426_filtered

IMG_8429_filtered

IMG_8431_filtered

IMG_8433_filtered

IMG_8438_filtered

IMG_8440_filtered

IMG_8441_filtered

IMG_8442_filtered

Pisałam, że będzie o dwóch książkach. Będzie – jutro druga. Po prostu każda z osobna zasługuje na Waszą uwagę 🙂

———-

Jest jutro.

Druga książka to Piecyk, czapeczka i budyń Wydawnictwa EZOP.

Mogłabym na końcu napisać, że to wyjątkowa książka o tolerancji, o inności, o tym, jak ważne jest nieocenianie kogoś po pozorach… ale zamiast tego opowiem Wam o Trollu i Pufkach.

Magiczny świat, baśniowy z elementami bardzo realistycznymi [jak laptop czy nauczyciel języków obcych] Zimowa kraina. Sąsiedzi. Na dole, a małym domku mieszkają Pufki [Pufki, swym brzmieniem, wywołują absolutną miłość i czułość mojego dziecka] a bardzo wysoko, w zamku, do którego prowadzą setki schodów, mieszka ogromny Troll.

Czarowność czasu polega na tym, że mały Pufek [synek mamy Pufkowej] ma chęć napisać bajkę. O Trollu. O złym i groźnym Trollu, który żywi się ptakami, a na koniec zabiera im jedno piórko… Taką ma kolekcję.

W tym samym czasie, Troll, ich sąsiad, żywiący się głównie budyniem czekoladowym, zaprosił do swego zamku nauczyciela języków obcych. Bardzo chce nauczyć się języka sąsiadów, języka pufkowskiego bo pragnie zaprosić ich do siebie, na herbatkę. Pragnie mieć przyjaciół.

Troll uczył się pilnie słówek i zdań: 'Chciałbym kupić dla żony rajstopy w prążki', 'Ile kosztuje bilet do Honolulu?', 'Zwrotów niezamówionych towarów się nie przyjmuje!'… W komputerze chciał sprawdzić jaka zupę Pufki lubią najbardziej, i jakie ciasteczka. Komputer jednak odpowiedział mu stanowczo: Aby poznać zwyczaje i upodobania sąsiadów, także kulinarne, najlepiej zawrzeć z nimi osobistą znajomość'. Troll na wszelki wypadek zapełnił jednak spiżarnię. Budyniem i ciasteczkami w czekoladzie, sokiem z porzeczek i marchewek, makaronem w kształcie gwiazdek, kokardek, i rurek oraz ketchupem, kiełbaskami i szprotkami w puszce. Zamówił też herbatkę czarną, zieloną, czerwoną i białą i na [drugi] wszelki wypadek kupił też kawę i kilo pomidorów. [to ukochany fragment Bola, możemy czytać tysiąc razy o tym, co miał Troll w spiżarni]

W końcu wyruszył w dół, po 654 stopniach swych schodów aby zaprosić Pufki na poczęstunek. W tym czasie mama Pufkowa nakarmiła Pufka zupą grzybową i poszli spać. Gdy Troll dotarł do tyci domku zobaczył jak z komina ich chałupki wylatuje sen pufkowy. A w nim zobaczył… jakjakiś  zły Troll łapie siatką ptaki i wyrywa im piórko..

Troll, który przecież najchętniej jadał ciepły budyń czekoladowy aż zapłakał. 'Ptaki nie do jedzenia! Ptaki do latania!, Nie nie! Muszę to natychmiast wyjaśnić!' i zerwał dach Pufków. 'Ja nie jadać ptaków! I bardzo prosić, żeby ty nie śnić o mnie żaden bzdur!' – powiedział w łamanym pufkowskim do zaspanych i wystraszonych Pufków…

Co było dalej? Czy wszystko się wyjaśniło? Czy Troll zdołał zaprzyjaźnić się z Pufkami? Czy odbyła się herbatka? A może coś więcej wydarzyło się w następstwie nieporozumień? Poczytajcie, poczarujcie, zaśnijcie wtuleni, bo to jedna z najcieplejszych książek jakie znam.

————————-

Piecyk, czapeczka i budyń! – rzucił Troll na pożegnanie, nie wiedział jak jest 'do widzenia' w pufkowskim a to były najcieplejsze słowa jakie przyszły mu do głowy.

Piecyk, czapeczka i budyń! – odpowiedziała uprzejmie Mama Pufka.

To mój ukochany fragment.

IMG_8443_filtered

IMG_8444_filtered

IMG_8446_filtered

IMG_8447_filtered

IMG_8448_filtered

IMG_8450_filtered


‚Pobawmy się’ – kampania edukacyjna

0 komentarzy
‚Pobawmy się’ – kampania edukacyjna

W ramach kampanii edukacyjnej „Pobawmy się”, ekspert Fisher-Price® dr Justyna Korzeniewska, zwraca uwagę na kontakt wzrokowy. Niby nic nadzwyczajnego, ale… patrzenie rodzica w oczy dziecka, to dla malucha również zabawa!

W tekście przygotowanym specjalnie na potrzeby akcji Fisher-Price® psycholog podkreśla, że dla dziecka ważnym elementem zabawy z rodzicem jest kontakt wzrokowy.  Patrzenie w oczy rodzica i śledzenie wzrokiem jego twarzy to ćwiczenie podstawowej umiejętności wzrokowej, jaką jest fiksowanie wzroku.

Akcję „Pobawmy się!” wspomogła polska top modelka Kamila Szczawińska. Do grona przyjaciół kampanii dołączyła także dziennikarka Beata Sadowska, mama rocznego Tytusa.

                       W CZTERY OCZY!  Tekst: dr n. hum. Justyna Korzeniewska – psycholog
W cztery oczy to określenie sugerujące szczerą i intymną rozmowę, czyli właśnie to, czym powinna być wspólna zabawa rodzica z dzieckiem. W tym kontekście oznacza też, że pewne zabawy i kontakt z rodzicem mogą stymulować rozwój wzroku dziecka. Pierwsze spojrzenie rodzica w oczy swojego dziecka nie jest zazwyczaj kojarzone z zabawą, ale nią jest. Łączy w sobie bowiem dwa najważniejsze elementy dobrej zabawy: interakcję i stymulację. Patrzenie w oczy rodzica i śledzenie wzrokiem jego twarzy to ćwiczenie podstawowej umiejętności wzrokowej jaką jest fiksowanie wzroku. Jest to duży wysiłek dla niemowlaka, ale też ważne doświadczenie emocjonalne, ponieważ rodzic wchodzi z nim w interakcję. Dlatego dziecko chętnie do tego wraca, ponawia próbę, domaga się takiej aktywności, czyli … świetnie się bawi. 

Chcąc stymulować rozwój wzroku maluszka, jak najczęściej korzystaj z pozycji „twarzą w twarz”. Kontakt wzrokowy wzmacniaj poprzez mówienie do niego, uśmiech i dotyk. Zachęca to dziecko do interakcji z osobą, co jest podstawą rozwoju bliskich więzi społecznych w przyszłości. Stwarzaj dziecku możliwości i zachęcaj je do obracania głowy w różne strony i patrzenia z odmiennych perspektyw. Zapewnij kolorowe, ciekawe zabawki, najlepiej kontrastowe, o ciekawym wzorze, np. kratki, umieszczone w odpowiedniej odległości i pod właściwym kątem, skupiające jego uwagę wzrokową. Zmieniaj pozycję dziecka, np. układaj go w różne strony w łóżeczku tak, aby mógł widzieć ludzi, zabawki, kolorowe obiekty, obrazki i wydarzenia w otoczeniu pod różnym kątem. Pozwala to dziecku na skupianie uwagi wzrokowej, zainteresowanie otoczeniem, które w przyszłości będzie motywować go do sięgania po ciekawe przedmioty znajdujące się w jego otoczeniu. Przesuwanie zabawką przed oczami dziecka poziomo lub pionowo uczy wodzenia wzrokiem, czyli umiejętności, która w przyszłości będzie podstawą czytania. Najpierw ustaw zabawkę centralnie na wysokości noska maluszka i daj mu chwilę by znalazł ją wzrokiem i zatrzymał na niej spojrzenie. Potem przesuń ten obiekt powoli w prawo lub w lewo. Dopiero po wielu takich ćwiczeniach możesz jednorazowo wykonać ruch po całym łuku od prawej do lewej lub odwrotnie albo z dołu do góry. Stwarzaj również dziecku okazje do patrzenia na obiekty w ruchu, poprzez np. umieszczenie karuzelki łóżeczkowej. Powyżej 8 m.ż. bardzo ważna i atrakcyjna staje się możliwość śledzenia zabawki przesuwanej na granicy jakiegoś pola i nagle znikającej, a po chwili ukazującej się ponownie. Wystarczy jednolity karton, ponad którym będziesz przed oczami dziecka przesuwać ulubioną zabawką, laleczką, pacynką imitując ruchy i gesty, robiąc mini-teatrzyk. Nagle schowaj ją za ten karton a mimiką i słowem okaż zdziwienie. Po chwili ukaż ją ponownie z okrzykiem „a-ku-ku”, „o jest”, „tu jestem”. Wariantem tej zabawy jest zasłanianie pieluszką zabawki, którą interesuje się maluszek i odsłanianie jej po chwili z okrzykiem „nie ma, nie ma – jest!”. Roziskrzone spojrzenie i wykrzykniki dziecka to cudowna nagroda za te wysiłki. Po kilku tygodniach takich pokazów i teatrzyków zauważysz, że twój maluszek spróbuje sforsować przesłonę, za którą chowasz zabawkę i odnaleźć, zanim zdążysz ukazać ją ponownie. To duży przełom w myśleniu malucha, bo oznacza, że nauczył się, iż przedmiot istnieje, nawet gdy on go nie
widzi. Podnosząc stopień trudności zadania możesz po ukryciu zabawki za przesłoną, zmienić jej miejsce np. zamykając ją w dłoni lub chowając za siebie. Obserwuj, jak twój skarb okaże najpierw zadziwienie, gdy nie znajdzie przedmiotu w miejscu, w którym się go spodziewał, a potem zacznie poszukiwać go w innych miejscach. Najprzyjemniejszy moment to widok zadowolenia malucha, gdy odnajdzie ten pożądany obiekt. Kiedy już opanuje tę umiejętność i zainteresuje się samodzielnym wprawianiem zabawek w ruch, np. samochodzików, wyznacz paskiem lub wstążką drogę i zachęcaj go do „jechania” dokładnie po wyznaczonej trasie. Określ też różne inne cele do postrzegania wzrokowego np. zachęcaj do wrzucania piłeczek lub krążków piramidki do niskiego koszyka lub płaskiego pudełka.   

Obrazki w zabawkach i ilustracje książeczek służą rozwojowi analizy wzrokowej, czyli zdolności wyróżniania elementów z większej całości. Jednak bierne przyglądanie się nawet najbardziej ciekawym obrazom to tylko częściowe wykorzystanie potencjału zawartego w tym materiale. Kiedy wskazujesz i nazywasz poszczególne elementy obrazka, próbując skupić na nich spojrzenie maluszka, stymulujesz jego bystrość postrzegania. Dobrej jakości zabawki same w sobie są atrakcyjne wzrokowo. Kolory, kontrasty, refleksy, odblaski, różnokształtne pola, paski i szachownice, figury i fantazyjne postaci przyciągają spojrzenia maluszków. Zdecydowanie bardziej jednak dziecko z nich skorzysta jeśli rodzic wykorzysta je jako narzędzie atrakcyjnej zabawy, a sam będzie interaktywnym partnerem. Czy zauważyłeś, że wiele zabawek ma podkreślone oczy np. szczeniaczek ma łatkę w okolicy oka, a inne mają wysoko uniesione brwi. Zaspokaja to ogromną potrzebę dziecka patrzenia w oczy innej istoty. Najlepiej gdy w zabawie może śledzić atrakcyjne zabawki, przyglądać się ich oczkom, a jednocześnie często i głęboko spoglądać w oczy rodzica.  

/O ekspercie: Dr n.hum. JUSTYNA KORZENIEWSKA, psycholog. Swoje doświadczenia zawodowe zdobywa i wykorzystuje w pracy w Instytucie Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Kwalifikacje profesjonalne podnosiła również na rocznym stażu w Bostonie, w Stanach Zjednoczonych. Szczególnie interesuje się psychologią zdrowia, funkcjonowaniem mózgu i możliwościami stymulowania rozwoju dzieci zdrowych, a także chorych i niepełnosprawnych. Zainteresowania te znajdują odzwierciedlenie w prowadzonych badaniach naukowych i profesjonalnych publikacjach. Jest autorką książki „Rozmowy z dzieckiem. Proste odpowiedzi na trudne pytania”, która jest efektem wielu spotkań z dziećmi i zmagań z ich ciekawymi pytaniami. Współautorka książki i płyty „Mamo tato co ty na to? O opiece, pielęgnacji i rozwoju Waszego maleństwa. Dzieciom zawdzięcza stałą ciekawość świata, pragnienie poznawania ludzi i odkrywania nowych form aktywności. Kolekcjonuje nietypowe zabawki, kołysanki i bajki./

*Post opublikowany na zlecenie marki Fisher-Price®, w ramach kampanii edukacyjnej 'Pobawmy się'.


Ptaszyny

26 komentarzy
Ptaszyny

Ptaszyny – to słowo zasłyszane gdzieś i ukochane przez moje dziecko. Ja nigdy szczególnie nie pałałam miłością do skrzydlatych, raczej byłam fanką osobników z futerkiem i słodkim noskiem. Dla mnie ptaszyny to bardziej ptaszydła, nie ufam im i ich nie rozumiem. Zupełnie odwrotnie niż nasz syn.

Moje dziecko widzi w ptakach jakąś magię. Wolność może? Najwięcej swych dziecięcych analogii buduje na podstawie ptaków. Jak na przykład tu KLIK. Jakiś czas temu odszedł od nas Dexter. Nie kłamaliśmy. Nazwaliśmy śmierć. I gdzie on jest w tej śmierci mamo? – Nie mam pewności Kochanie, ale lubię myśleć, że jest w niebie, na chmurce, bawi się z pieskowymi kolegami i już nic go nie boli…

Pewnego dnia wracaliśmy z przedszkola. Wczesna jesień, chłodno i złociście. Idziemy wolno, tu krzaczek, tam robaczek, po co się spieszyć. Najpiękniejsze rozmowy wtedy przeprowadzamy. Nagle Bolo zatrzymał się, odchylił łepek i patrzy w niebo. Patrzy. Widzę jak z kącików oczu spływają łzy. Na wdechu szepce: Mamuś, ale ja go nie widzę!

Kogo?

O rany, zanim skojarzyłam moje dziecko siedziało już na chodniku zalane łzami. Tymi cichymi, co bolą mnie najmocniej. Kucnęłam i przytuliłam ten kłębek smutku bardzo mocno. Wtedy usłyszłam: Już wiem! Jak zasnę to wyrosną mi skrzydełka, dzióbek i ogonek. Będę machał piórkami mocno i silnie aż dolecę do deksikowej chmurki. Wtedy go spotkam. W moim śnie, dobrze?

IMG_8148_filtered

Ptaki wywołują czułość, troskę, gdzieś, przy okazji, uczą empatii. Myślałam, że tylko w naszym domu ale przekonałam się, że nie. Że cała masa dzieci uwielbia słuchanie o ptaszynowych przygodach. Kocha kolorowanie właśnie ptaków. Że bawią się w gniazdka, składanie jajek, pisklaczki… Że przedszkolaki odróżniają sikorkę [bogatkę Mamo!], kosa, drozda, rudzika, kukułkę… Że ćwierkają i pimpilą. A gdy zabieramy na spacer nasze ptaszyny, to w parę minut, wokół nas jest spore grono małych miłośników skrzydlatych.

Z wielką przyjemnością chcę wam pokazać nasze odkrycie. Ptaki pluszaki. Idealne do rączki, kuleczki takie. Z realistycznie oddanym wyglądem. I co najważniejsze – śpiewające prawdziwym swym głosem. Nie ma dziecka, ba! nie ma dorosłego, nie ma osoby… która nie rozczuliłaby się w momencie tych treli. U dzieci obserwuję niesamowitą, nagłą łagodność, zmiękczenie. Czasem dziecięce wzruszenie do łez. To takie naturalne. Tak bliskie naturze. Piękne doświadczenie.

Ptaszyny są certyfikowane przez Towarzystwa Ornitologiczne tj Cornell Lab of Ornithology (USA) czy CEntre Bioacoustique.

Ptasia kolekcja Wild Republic i angielskiego towarzystwa ochrony ptaków RSPB TU KLIK

IMG_8095_filtered

A my? My czytamy książki o tym, że zimą sikorki [bogatki Mamo!] lubią jeść słoninkę. Oglądamy filmy przyrodnicze pokazujące wykluwanie się młodych. Oglądamy albumy, na których to stronicach rodzice ptaki karmią maluchy z dzióbka do dzióbka… A ja potem patrzę na tego 3 latka, jak delikatnie układa swoje ptaszki w gniazdku z koca, jak znosi im ziarenka, jak szepcze im do uszka: kocham cię rudziku, i ciebie też wróbelku…nie martwcie się, gdy nadejdzie zima zaopiekuję się wami, jestem przecież waszym przyjacielem….

Ptaszyny polecam z całego serca tylko błagam, nie wykupcie wszystkich bo Bolo na liście do Mikołaja już zaznaczył ziębę, drozda i słowika. Wiem, że musi poczekać te kilka miesięcy ale wiem też, że warto podsycać takie marzenia i takie wartości. Bo ja uwielbiam to, że nie marzy o zdalnie sterowanej koparce tylko o … ptaszynach.

/żeby nie było – nie ma nic złego w zdalnie sterowanej koparce!/

*wpis powstał dzięki współpracy ze sklepem Pikinini, sklepem, który jest z KiKiem trzeci rok, który pozostaje wierny swoim ideom, kurcze… sklepie, który w ogóle ma ideę i pięknie promuje bliskość natury.

IMG_8118_filtered
Mamo…. przeczytaj mi o rudziku: 'Nawołuje metalicznym, ostrym wabiącym "tik", często powtarzanym w krótkich seriach, oraz cienkim, przeciągłym, cichym "siii…". Śpiew to długi melancholijny, zróżnicowany świergot o zmiennym tempie, z opadającymi frazami, perlistymi trelami i gwizdami. Występują w nim improwizacje i zapożyczenia od kosa, piecuszka i drozda śpiewaka. Charakterystyczne jest to, że nigdy nie śpiewa w ten sam sposób żadnej zwrotki, zawsze powtarzając ją lekko ją modyfikuje. Śpiewa z ukrycia albo siedząc na eksponowanym stanowisku. Jest wykonywany od rana aż prawie do zmroku, co w leśnej awifaunie rzadko spotykane. Posiada jeden z lepszych głosów wśród polskich ptaków, który najgłośniejszy i najładniejszy jest wiosną, zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy samcowi chodzi o zwrócenie na siebie uwagi partnerki. O tej porze roku melodia roznosi się w pobliżu gniazda. Usłyszeć je można jednak cały rok, choć znacznie ciszej wykonują melodię późnym latem w trakcie pierzenia i jesienią.'…. a teraz o droździku Mamo! … i tak w kółko…

IMG_7934_filtered

IMG_7949_filtered

IMG_7960_filtered

IMG_8163_filtered

IMG_8233_filtered

IMG_8251_filtered

IMG_7808_filtered


a ty nie?

34 komentarze
a ty nie?

A mi się nie chce…

Wiek matki podlega dyskusji, na boga, ilość dzieci, i kolor ich kupy.

Pytacie czemu mało czytaczkowych ostatnio… co mam wam napisać? Że zamiast inspiracji widzę dno?

Że gdy: moje daje mi tak w gaźnik, że ryczę w poduszkę – a moje nie – a no to czad – no czad, ale za to jak je to mam ochotę wystrzelić się w kosmos i nie wrócić, zobaczysz, będzie lepiej… i stuk-stuk lampka wina i kupa śmiechu… jest kupa,

bo jest tak: moje daje mi tak w gaźnik, że ryczę w poduszkę – aaaa..  bo jesteś za młoda/ za głupia/ za gruba/bez ambicji/ nieszczęśliwą w związku/ bo nie jesteś w związku/ bo karmisz butelką/ bo nie dajesz tranu/ bo szczepisz/ bo jesz czekoladę/ bo nie jesz jarmużu/ bo pozwalasz/ bo nie lulasz/ bo lulasz/ bo jest jedynakiem/ bo dajesz smoczek/ bo kąpiesz o złej porze/… bo bo bo bo…. kupa.

I co mnie obchodzi, że ktoś nie chce mieć dzieci, a ktoś nie chce ich więcej, a ktoś nie lubi dzieci w ogóle? Czy jakkolwiek mnie to dotyka? Mojej rodziny?
Żadna profesja, śmiem twierdzić, że nawet ta premierska,  nie jest tak oceniania, gnębiona, międlona do wyrzygu… jak macierzyństwo.

I serio, nie chce mi się.

Tak, tak. Jestem matką i uważam, że to stan duszy, serca i rozumu. A ty nie? No i luz.

Jestem też kobietą /w końcu bycie matką niejako udowadnia tę tezę, mam macicę = kobita/ ale nie muszę swej kobiecości manifestować nigdzie, wystarcza mi, że mężczyzna u mego manifestuje ją za mnie. Więc czemu te matki tak krzyczą, że są TEŻ kobietami? Bo ja jestem jeszcze siostrą, córką, synową, ciocią, koleżanką, przyjaciółką, znajomą, sąsiadką.  Jestem Agą po prostu, a w Adze i mama się zawiera. A u ciebie nie?

No i luz.

/jezu, żoną! żoną jeszcze jestem…/

Każda z wyżej wymienionych ról wpływa na to jaką matką jestem, a bycie matką wpływa na to jaką jestem w rolach innych. Jakże to rozerwać można? Według mnie nie można a dążenie to tego unieszczęśliwia nas wiele. Zbyt wiele. Bycie matką jest jednak najtrudniejsze i najpiękniejsze a w kryzysowej, podbramkowej sytuacji życiowej – nadrzędne. Nadrzędne i najważniejsze. To biologia albo miłość może?

A u ciebie tak nie jest? No i luz.

Nie oznacza to piedestału, nie oznacza to hymnów i klękania przede mną, bom matką jest. Nie oznacza to, że moje dziecko jest królem życia mogącym łazić bezkarnie po ścieżce rowerowej, i nie oznacza to, że moje dziecko ma zbierać aplauz za kichnięcie. Nie oznacza to także tego, że moje wydanie na świat danego osobnika dokonało przewrotu intelektualnego dla ludzkości.

Przez niego bywam szczęśliwa i bywam nieszczęśliwa. Bywa, że krzyczę na niego i bywa, że płaczę przez niego. Umiem przeprosić swoje dziecko i uczyć je dlaczego to ważne. Umiem powiedzieć, że nie wiem i że nie mam siły, że już nie chcę i, że jeszcze chwila a rzucę wszystko w cholerę. Bywa, że ryczę w poduszkę i nie obchodzi mnie twoje zdanie dlaczego tak jest. Chcę tylko usłyszeć, że to minie, i że też tak miałaś i chcę stuknąć się kieliszkiem wina. Chcę miękkiego ramienia i błogiego uśmiechu, które mówią, że wszystkie przecież tak mamy. Ale nie chcę wiedzieć dlaczego.
Moje dziecko bywa nadzwyczajne i bywa, że reprezentuje nadzwyczajnie głupie zachowanie. Durne czasem tak bardzo, z pomysłami tak mocno wytracającymi mnie z równowagi, że muszę się zamknąć na chwilę sama w łazience i porzucać kulwą razy parę. A ty nie? No i luz.

Blogowanie, ubieranie, kupowanie, rozmawianie, dyskutowanie a nawet bycie mamą – to wszystko jest jak jedzenie. Ma smakować, nam smakować. Być w zgodzie z nami. Niekoniecznie z Żanetą z Puław… Kucharz ma być zadowolony ze swojego dania a poczęstowany ma być zaspokojony i najedzony. Kucharz może spartaczyć a poczęstowany może być wyjątkowo marudny. Ale jesli ci nie smakuje, jeśli chcesz wejść do kuchni i zastąpić kucharza, jeśli chcesz pozamieniać mu przyprawy i kolejność dorzucania do gara, jeśli ci niedobrze od tego, co dają w danej restauracji, to nie wracaj! Nie wracaj tam z mordą, że mielonego spartolili, nie żądaj innego. Swojego.

A ty kucharzu, jeśli oprócz chęci gotowania smacznego jedzenia dla innych, masz jeszcze poczucie nadwornej misji to porzuć ją natychmiast na rzecz fundacji, stowarzyszeń czy choćby TVNu. Bo wiesz co.. każda matka ma misję. Nawet jeśli nie chce to i tak zmuszą ją do tego hormony. A tam gdzie jest milion osób z teoretycznie tą samą ideą a praktycznie z wizją własnej sekty, robi się wstrętnie.

——–

To co? Stuk stuk… ja też tak miałam…. to minie….


bo my kochamy jeść!

11 komentarzy
bo my kochamy jeść!

Kwaśne jabłka. Masło. Cukier trzcinowy. Maślanka. I rewelacyjny magazyn kulinarny. Dodatek 'Rodzina', nie traktujący nas, matek, jak zdesperowanych kucht: a może to zje, a może to…i to może..  co tam, że ręce mam umordowane od tego tarcia, co tam, że sprzątać potem trzeba pół dnia, co tam, że zjadł tylko dwie łyżki… urobię się, zarobię, dla dziecka swego nagotuję… Nie znajdziecie tu przepisów na hiper zdrowe kaszki z aronią czy trzykrotnie przemielone zupy z karczocha. Znajdziecie coś dużo lepszego, piękniejszego i łatwiejszego.

KukbuK. Rodzina. To niemalże 150 stron absolutnie przepięknych zdjęć. Takich w jakie lubię wpatrywać się przez czas długi, i wracać do nich. Bo w swej aranżacji są naturalne. To nie jest typowa fotografia kulinarna. To fotografia rodzinna, kulinariów. To reportaże, opowieści rodzinne, okraszone przepisami wprost z kuchni Ewki czy Zośki czy Agi… Wprost do brzuchów małych i dużych. To takie uczucie zaglądania do czyiś domów, kuchni, spiżarni, podglądanie innego stylu życia, słuchanie o innych smakach, innych lub często bardzo podobnych pomysłach na jedzenie. To ogrom inspiracji czerpany od niezwykłych w swej zwykłości rodzin. Nie znajdziecie tu przepisu Steczkowskiej na mielonego i Hani Lis na 'mermeladę babci'…

filtrIMG_7993_filtered

Są dwa reportaże, które szczególnie ujęły me kulinarno-fotograficzno-literackie serce. Na tyle, że mój KukbuK Rodzina leży przy mnie wieczorami a ja od czasu do czasu wracam, zerkam, oglądam. Planuję smakołyki na dzień kolejny. Pierwszy za zdjęcia – Mali Odkrywcy. Fotografie… każda opowiada, każda potrzebna, łączą się wszystkie w całość. A pomiędzy ślinka cieknie. Szybkie, proste przepisy. Na krem z marchwi i frytki z batatów, na 'Kociołek Odkrywcy' i na podpłomyki gryczane. A każdy przepis to mocne, krótkie składy. Dwa zdania o przygotowaniu.

filtrIMG_8015_filtered

filtrIMG_8019_filtered

Drugi reportaż to oczywiście….'Nasz świat na Kabatach'. Sto tysięcy razy pisałam, że mam za sobą życie w wielu, pięknych zresztą, miejscach na świecie. Ale mój dom to Kabaty. Wygrywają z Barceloną i Paryżem. Z Toronto i Bostonem. Ten reportaż jest prawie o nas, z wyjątkiem takim, że nie posiadamy dorastającej córki i nie mamy restauracji w centrum. Ale jemy to samo. Mieszkamy i myślimy podobnie. Tu przepisy na trzy słowa i cztery składniki: Kogel-mogel zapiekany z truskawkami czy stek na rukoli…

filtrIMG_8000_filtered

W innych reportażach znajdziemy wege burgery na które serio, jako mięsożerca, mam ochotę, ryżowe chrupki, ciepłe lody, lizaki biszkoptowe… bajka. Wszystkie przepisy są 'pod dzieciaki' ale nie są idiotycznie infantylne, nie są też przesadnie ekofiko a jednak ukierunkowują na zdrowe, świeże, mało przetworzone jedzenie… nade wszystko ma być smacznie i pięknie. Nastrajają na gotowanie razem z dzieciakiem, bo każdy z tych przepisów nadaje się do tego aby przygotować go wspólnie, choćby z 3 latkiem.

Chcemy jeść. Pierożki z porem, serem i miodem, paluchy rybne, placki z kaszki kukurydzianej z nadzieniem z ziemniaków. Chcemy jeść. Pieczone warzywa z kaszą jaglaną, bezę cytrynową, trufle z masłem orzechowym i domowe galaretki… Chcemy jeść!

KukbuK Rodzina. Możecie kupić online. 28 zł. To prawie książka kucharska, prawie bo to znacznie więcej. To wielkoformatowe doznania, które uwielbiam. Łączy piękne obrazy, ciekawe słowa, masę inspiracji sprawiającej 'że nagle mi się chce!', i tonę przepisów z głową. Z sensem. Do zrobienia. Do jedzenia.  My dziś robiliśmy Cobbler z jabłkami i owsianką. OMG! Tyle powiem… i zjem kolejną porcję.

filtrIMG_7990_filtered

filtrIMG_7994_filtered

filtrIMG_7997_filtered

filtrIMG_8001_filtered

filtrIMG_8002_filtered

filtrIMG_8023_filtered