subskrybcja: Posty | Komentarze

Lego Duplo

151 komentarzy
Lego Duplo

Lego Duplo… Gdy Bolo miał 10 tygodni brzuchowych, kilka dni po usg serduszkowym, mój mąż wrócił szczęśliwy do domu i oznajmił: Kupiłem zabawkę! To, oczywiście, było Lego Duplo 1,5+, które w zamknięciu nie doczekało nawet dwóch miesięcy urodzeniowych Bola. Nasz niemowlak, zamiast gryzaków, ciamkał klocki Duplo…

IMG_3085_filtered

Tak, mam w domu Legoświra, a obecnie dwóch. Tata Bola od około roku jest w siódmym niebie. Syn zaczął konstruktywnie budować [chociaż klocki łączy od min 1,5 rż]. Budować naprawdę skomplikowane twory. Zaczął bawić się długimi godzinami, na dywanie, najlepiej z Tatą oczywiście, który jest niekwestionowanym Mistrzem Lego.

Mistrz Lego [30+aalot ykhm…] potrafi całe przedpołudnie a potem popołudnie [z przerwą na obiad, podczas, której głowy chłopaków zaprzątnięte są kolejnymi pomysłami] spędzić na podłodze, budując, budując, bawiąc się… na takim luzie, w tak szczerej swej radości, że często obserwując te tatowo-synowe godziny rozpływam się nie tylko w niesamowitym cieple męskiej więzi ale i podziwie. Ja tak nie potrafię.

Bo ja, z kolei, jestem strasznie dyrektywna. Ja lubię zarządzać, lead'ować, prowadzić… a mój mąż… mój mąż, a raczej Mistrz Lego, który nigdy nie brał udziału w żadnych warsztatach psychologicznych, który nie studiował dziecięcych klimatów, który nie słyszał o żadnych zasadach, potrafi bawić się z naszym synem w 100% wg Dekalogu Kreatywnej Zabawy wg Małgosi Ohme [dla ścisłości dekalogu też nie zna…]

a mianowicie:

1. Nie każda zabawa musi być edukacyjna. [dla mnie to trudność, bardzo często łapię się na tym, że każdą aktywność chcę sprowadzić na tory edukacyjne, Tata Bola: no przecież jest edukacyjna! właśnie zbudowaliśmy amfibię, mówi, pokazując na kilka klocków połączonych kołami…]

2. Zabawa ma być przyjemna (!) dla Ciebie i Twojego dziecka. [tu znowu ja mam problem, często zabawa, prawdopodobnie przez pkt 1, jest dla mnie słabo przyjemna, odczuwam przymus, czekam na koniec…, Tata Bola: bawimy się?! ok! i się bawią. Po prostu.]

3. Masz prawo nie mieć ochoty się bawić. [wracamy do pkt 2 – mam prawo i wiem o tym a mimo wszystko uczę sie odmawiać bez tłumaczenia się przy okazji, Tata Bola: teraz nie. Kropka.]

4. Nie zawsze musisz być w zabawie przewodnikiem. [jak pisałam wyżej – jestem bardzo dyrektywna, mam milion pomysłów na minutę i często forsuję je nie specjalnie słuchając potrzeb innych, Tata Bola: i co teraz? I słucha, choćby totalnego absurdu, słucha i daje się poprowadzić…]

5. Podążaj za swoim dzieckiem, a zaprowadzi Cię w świat, którego nie znasz. [ to robimy oboje, ubóstwiam wędrować w świat syna, czasem się nawet w nim zatracić, natomiast nie zawsze potrafię to zrobić ‚w zabawie’]

6. Nie wartościuj zabawy, ciesz się nią. [wartościowanie… to moje przekleństwo, zawsze zastanawiam się czy dobrze, czy można lepiej, inaczej, a może by tak to wtedy spowoduje, że… Tata Bola – Lego to Lego. Budujemy?]

7. Nie porównuj z innymi, Twoja zabawa wypływa z Ciebie i dziecka. [nie lubimy jak ktoś nas porównuje do siebie więc z zasady nie robimy tego i w drugą stronę]

8. Odkryj w zabawie marzenia i potrzeby swojego dziecka. [tak, ja odkrywam potrzeby, marzenia, strachy swojego dziecka… w przytulaniu, w czytaniu, w rozmowach, Tata Bola – właśnie w zabawie. I teraz ten złodziej pójdzie do więzienia! Bolo płacze. Okazuje się, że była sytuacja w przedszkolu… Bolo opowiada Tatcie, coś zaradzą, coś ustalą, wysłuchają się i przytulą. Oby pozostało to na zawsze…  nawet gdy już w wieku, gdy nasz syn nie będzie układał Lego… ok, chwileczkę… Tata Bola mówi, że to jedynie przerwa bo potem masz swoje dziecko i … i budujesz z Lego…]

9. Pozwól dziecku na nudę! [ok!]

10. I nie zapominaj, że „w każdym człowieku jest ukryte dziecko, które chce się bawić” (F. Nietzsche). W Tobie też. [no to prawda, tylko ja niekoniecznie klockami… Tata Bola: to co? Budujemy?!'

Świr Lego.

Potrafią budować ogromne konstrukcje, które później zagracają mi salon, a oni każdego dnia modyfikują, dobudowują… Gdy Lego Świr Starszy jest w delegacji, Lego Świr Młodszy snuje się przygaszony wokół budowli, dzwoni do Starszego: Tato! Wracaj bo opadł dach niebezpiecznie!…

Legoświry dodatkowo twierdzą, że ja, kobieta, kompletnie nie kumam bazy. A to nieprawda! A kto inny, jak nie ja właśnie, budowałam piękne wille, z basenami, ogrodami pełnymi kwiatów i kierownicami samochodów udającymi telefony w domu! [dziecko Komuny..] Nikt inny jak ja właśnie, za dolary od cioci na święta w Pewexie kupowałam Lego zamiast Barbie… Nikt inny, tylko ja właśnie, mam asa w rękawie, czyli torbę, wielką ogromną torbę, moich klocków Lego, czekającą w szafie u Dziadka. Więc bazę kumam! Tyle, że chwilowo to wolę jednak kawę wypić w ciszy i książkę poczytać… w końcu mam w domu Legoświry, to co ja im się będę pakować w ten wir szaleństwa, dość, że czasem naleśniki doniosę…

20080128-lego-plane 20080128-lego-ship

To kampania Lego Duplo. Odczuwam pewien dyskomfort zachwycając się tą marką, bo to jakby pisać, że marka od samochodów na M[es] i od elektroniki na A[le] są najlepsze. Lego i Lego Duplo to klasyka. To niezniszczalność. To geniusz. To łącznie pokoleń nie tylko ideowo ale i fizycznie, bo klocki przetrwają stulecie. To genialna historia. W końcu to taka dawka kreatywności, pobudzenia wyobraźni bez granic, że nic dziwnego, że na całym świecie chodzi teraz 5 miliardów [!] ludzików Lego…

I nic dziwnego, że zestaw Lego Duplo, choćby powtórzony jest prezentem zawsze trafionym i pożądanym.

Od Lego Duplo, który sponsoruje nam ten wpis, otrzymaliśmy nowy zestaw: zamek rycerski. OMG! Trochę zobaczycie na zdjęciach ale armata… armata w tym zestawie jest genialna. Powinna być sprzedawana osobno, dla ludzi zestresowanych, korporacyjnych pracowników, umordowanych matek, sfrustrowanych nauczycieli… Pyk, strzelasz, pyk strzelasz… bez końca, tyle, że dziecko w końcu przychodzi i stęka: oddaj już mamooo! Choćby dla tej armaty przyjrzyjcie się tej nowości.

[niebawem będzie można u nas wygrać zestawy Lego Duplo, w sam raz pod Choinkę!]

IMG_9420_filtered IMG_9440_filtered IMG_9479_filtered IMG_9483_filtered IMG_9491_filtered IMG_9495_filtered IMG_9501_filtered IMG_9521_filtered IMG_9530_filtered IMG_9593_filtered IMG_9601_filtered

KONKURS

Jako, że konkurs na opis jak boli gdy stanie się na klocku Lego/Duplo już był KLIK to teraz będzie prościej.
Napisz w komentarzu, w 2-3 zdaniach co możesz robić TY, Matka, w czasie gdy twoje dziecko czy dzieci, mąż czy mężowie, z wysuniętymi na brodę językami budują zapamiętale Duplo cuda. Zakładamy, że masz do dyspozycji 2 godziny, kawę wypitą i brzuchy wyżej wymienionych nakarmione…
czyli:
Matuszko, co Duplo umożliwi Tobie?

gramy do 10.11.2014 do godz. 24.00

do wygrania 2 x kolejka Duplo, taka oto…. do dzieła! :)

[regulamin dostępny tu KLIK]

10558_box1_v110 Created by MDKGraphicsEngine - Licensed to LEGO System A/S

KOMISJA LEGO wybrała dwa poniższe komentarze jako wygrane [a ja wam dziękuję, jesteście niemożliwie niesamowite! co się pośmiałam to moje 😀 i postaram się o więcej Lego na KiKu i dla was, tak bardzo blisko nam do tej marki … tak bardzo chcę by była bliżej moich Czytelników]

Wygrane osoby proszę o dane teleadresowe na klocek.kredka@gmail.com – czekamy do końca niedzieli 16.11.2014 – po tym czasie podamy nwych wygranych/wygraną :)

Lego_Duplo_Klocek_i_Kredka_-_2014-11-14_19.24.15 Lego_Duplo_Klocek_i_Kredka_-_2014-11-14_19.25.25


Gen strachu

28 komentarzy
Gen strachu

Cholera, myślałam, że to ja. Że ze mną coś się stało. Że 'coś' odpaliło potworny atak strachu, lęku, zagubienia. Cholera. Myślałam, że tylko ja straciłam siłę by powstać i moc, by odpędzić cienie. Może po prostu, gdzieś w codziennej drodze, zawieruszył się spokój. Ale to nie ja. Nie tylko. Matki. Matki zaczęły poddawać się strachowi. Irracjonalnemu lękowi. Nakarmiłyśmy go niczym innym, jak nieposegregowaną wiedzą.

Wiedza. Od kilku dni mam nieodparte wrażenie, że szlag ją winien trafić. Że matki nasze i babki spały spokojniej. A jak nie spały to miały ku temu sensowny powód. Ich zmartwienia miały podłoże bytowe. Skąd na mąkę. Czym za gaz. Jak do lekarza. Gdzie. Czy dostanę numerek… Jednak gdy tę mąkę miały, i gaz opłacony był i numerek do lekarza zdobyty, to nie zamartwiały się czy ta mąka to aby zdrowa, czy aby ten gaz to nie szkodzi na płuca a ten lekarz… może opłacony przez koncern farmaceutyczny, i ten syrop dał dlatego… Nie szukały godzinami w necie 'opinii' o tym i o tamtym. Nie czytały potwornych 'historii prawdziwych', nie konsultowały się z setką innych matek na temat psikacza do gardła, nie kwestionowały, nie doszukiwały się drugiego i trzeciego dna. W końcu – nie edukowały się choćby ze składu szczepionek…

Powiecie – ALEŻ! Ileż 'wtedy' szkód wyrządzono, ileż szkodliwości matki nieświadomie [!] dzieciom podawały. I rację mieć będziecie. Ale wiecie co… zazdroszczę im tego spokoju. Tego odczucia – wszystko jest w porządku. Gdy każdy jeden dzieciak na gardło dostawał ‚chlorochinaldin’ a na grypę pyralginę. I zawsze obowiązkowo witaminę C i rutinoscorbin… Gdy mąka była jedna i po prostu ‚piekło’ się z… mąki poznańskiej. Kropka. Ważne aby w ogóle była. Gdy ulga w domu, bo lekarz zbadał i przepisał leki, zwolnienie dał. I powiedział, że za 5 dni będzie lepiej. I było. ALEŻ! powiecie… teraz tyle nowego dobra [?], teraz mamy wybór, teraz możemy decydować, teraz wiemy co jemy, jak jemy, co wdychamy, co wąchamy, czym psikamy i co ssiemy.. No wiemy i co? I dno.

Każda z nas [napisałam każda relatywnie, bo większość matek w moim otoczeniu…] jest jednym wielkim zmartwieniem. Jedną wielką wątpliwością. Czy postępuje dobrze. Czy słusznie. Czy najlepiej jak może. Czy ten Neosine to podać? Czy ten Pulmeo to podać? Czy to już czas na wziewne sterydy czy nie? Czy ten katar to bakteryjny i na antybiotyk czy nie? Dali antybiotyk ale teraz to dają na wszystko, więc czy podać czy nie? Czy pójść na wymaz czy nie? I dalej… czy ta żywność, czy to powietrze, czy ten sposób ogrzewania, ubierania, szczepienia… czy .. czy … CZY!

Zwariować można. Bo ostatecznie decyzja jest MOJA. Matki. Jeśli po szczepionce odpali się gen padaczki to kto, at the end, zdecydował ją podać? No matka! Jeśli po Pulneo [hit! zawiera syf nie dla dzieci, donoszą media amatorskie, robią śledztwa, a dwa dni później widzę reklamę w TV, że taki i taki nowy [!!] i inny syrop tego właśnie syfu nie zawiera… wspaniale zgrane w czasie] dziecko dostanie wstrząsu anafilaktycznego to czyja to będzie wina, tak nie na chwilę a na życie… no matki! To ona, ostatecznie i fizycznie go podała. Czy jeśli karmić dziecko będziemy białą mąką i białym cukrem i białą solą, całą tą białą śmiercią a ono w wieku lat nastu zachoruje na cukrzycę to czyja to wina będzie? A jeśli czasem nakarmimy mąką orkiszową? Albo w ogóle mąkę wyeliminujemy? To co z tego! W przedszkolu i tak zje białe buły i biały makaron. Zapije kolorowym sokiem [tfu] owocowym. No ale kto do tego przedszkola je posłał… i tak w kółko, to się nie kończy.

Kilka spraw nałożyło się w moim życiu, że odpalił się mój gen. Tyle, że strachu. Im więcej wiem, im więcej czytam, im więcej słucham – tym robię się mniejsza. Bliskie mi kobiety, matki lękają się żywności, leków, lekarzy, szczepień, własnych decyzji i nie ufają już własnym osądom. Bo ich nie mają. Nie mamy na czym ich budować. Co się stało. Za dużo wiemy. Za mocno dyskutujemy, drążymy może? Mamy dostęp do zbyt wielu informacji i szczegółów? Chciałabym móc napisać, że to jest wina wiedzy. Ale wiedza z założenia jest dobra.

To nie wiedza jest winna.

Myślę, że winny jest brak autorytetów. Bo te nasze matki i babcie wierzyły, że skoro ktoś o takiej i takiej pozycji, choćby lekarza, mówi tak – to tak właśnie jest. Jeśli urząd taki i komisja taka ustaliła tak, to tak widocznie jest [lub musi być]. I choć byście argumentowały teraz, że wiele z tego było złe, krzywdzące czy niezdrowe to na dziś – im zazdroszczę. Moje autorytety poumierały w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Nowych nie ma wcale. Nie ma kogo słuchać. Nie ma komu [czasem nawet ślepo, gdy tego potrzebujemy] wierzyć. Nie ma komu zaufać w tej najważniejszej dla nas przecież kwestii. Zdrowie i szczęście naszych dzieci. Więc szalejemy. I oszalejemy.


efekt wow

17 komentarzy
efekt wow

Czy jest coś piękniejszego niż wyciszone, zasypiające dziecko? Odpowiadam, że pewnie tak ale dla umordowanej całym dniem matki – nie. I wszystko, każdy gadżet, który może dopomóc w tym procesie odpływu, jest nie tylko mile widziany w naszym domu ale i bardzo pożądany.

Dziś konkretnie. Chcę Wam przedstawić produkt, który bardzo polecam. Ale nie od początku było tak różowo… Gdy Dream Lite – Pillow Pet dotarł do nas, a ja w konspiracji [często to robię…] otworzyłam paczkę, poczułam ukłucie rozczarowania. Bo oto przede mną był nie najpiękniejszy pingwin [oczywiście, że pingwin!] z plastikowymi plecami. Nie najpiękniejszy – to względne oczywiście, ale na moje oko, przyzwyczajone do wyjątkowości, nie porażał geniuszem design'u.

 

Ale się myliłam.

Na pierwszy ogień poszedł Tata Bola. Patrz – mówię – nie mam pewności czy to coś dla nas, patrz… Tata Bola, jako praktyczny facet oznajmił, że należy udać się do toalety [nadal w konspiracji przed dzieckiem, czasem tak robimy…] i odpalić ten gadżet w warunkach mu sprzyjających. I to był pierwszy i jakże dosadny efekt ‚wow’. Serio. Ja, on, ludzie po [mocno] 30tce, efekt wow!

Gwiazdy rozkładają się po całym pomieszczeniu. W ciszy, w miękkim świetle.

No dobra. Ale słuchaj, mówię dalej, na KiKu… Aga, odrzekł ten praktyczny, pokaż albo nie, ale daj Bolowi szansę. To ma być dla ciebie czy dla niego?

No fakt. Niech sprawdzi sprawę główny zainteresowany. I oczywiście, że! – że pingwin najlow wywołał, że jest kochany, miluszkowy, do ukochania, do przytulania, do bawienia się, do łóżka koleżka najdroższy. A potem… a potem efekt WOW! Przyznaję się, że odczułam organiczną przyjemność widząc jakie wrażenie to robi na moim dziecku. I na mnie też, nadal robi…

Ten efekt wow to wstrzymanie oddechu, to ciepły uśmiech, to wejście w świat magii, ciszy, tajemnicy. Działa za każdym razem. Od ponad miesiąca.

————-

Jak jest teraz? Pingwin lampka to stały punkt wieczoru. Kończymy czytać, gasimy lampkę nocną i włączamy gwiazdy. 20 minut. Lampka jest bezgłośna i co dla mnie najważniejsze – nic nie wiruje. Nic nie powoduje, że dzieciak fiksuje wzrokiem i coś śledzi. Po prostu cały pokój rozświetlają gwiazdy i księżyc. Ale światłem tak miękkim, tak ciepłym, tak nie zaburzającym 'ciemności', że moje dziecię nigdy tych 20 minut nie wytrzymuje i odlatuje w połowie… a ja leżę często jeszcze obok niego, aż gwiazdy wyłączą się same i obserwuję ten spokojny ruch klatki piersiowej, zamknięte oczka z długimi rzęsami, przytulam ciepłe łapki i całuję chłodny policzek.

IMG_8876_filteredIMG_8884_filteredIMG_8889_filteredIMG_8908_filtered

Czy Dream Lite pomaga w zasypianiu – zdecydowanie tak. Działa kojąco i wyciszająco. Daje minimum światła z maksimum efektu. I co ważne – daje duże poczucie bezpieczeństwa. Weszliśmy w fazę koszmarów. A to, że w wannie sa wilki a na balkonie niedźwiedź… Bolo budzi się z krzykiem i strachem. Wierzcie mi, że bywało strasznie i dla mnie [bo gdy dziecko wpatruje się w okno bez ruchu gałek ocznych i wypowiada jak mantrę: nie chcę żeby się na mnie patrzyli.. nie chcę… to ja szczerze mocno muszę przywoływać całą swoją dorosłość aby samej nie zacząć krzyczeć]. Bywało tak, że nie mogłam go wybudzić z takiego snu i dopiero drastyczne zapalenie światła przerywało koszmar. Ta lampka, niepozorna dość, gadżetowa, ten pingwin jest na wagę złota w takich sytuacjach. Włączamy ją w nocy, przytulamy mocno i oddech uspakaja się, oczy wpatrują w znane, łagodne kształty, światło delikatnie rozświetla groźny mrok. I znowu, nie mija 20 minut a Bąk pochrapuje, wyciszony, spokojny.

I jeszcze coś z dni niedawnych. Przy chorobie. Leki w nocy, mierzenie temperatury, sprawdzanie, picie… Mamy ciężkie żaluzje, najlepiej śpimy w naprawdę mocnym mroku ale gdy w nocy muszę coś zrobić koło dziecka powstaje problem. Nic nie widzę. Światło górne – wiadomo, odpada. A nawet dość delikatna [ taka aby można było czytać ] lampka nocna wybudza mi Bola, który płacze, że go oczy bolą, szczególnie przy gorączce. Dream Lite i po kłopocie. Zapalam gwiazdy, bardzo delikatne, rozproszone światło, widzę tyle ile muszę a Bolo, nawet jeśli się przebudzi to dosłownie na sekundę. Bo popatrzy w to niebo na suficie i odlatuje dalej.

IMG_8915_filtered IMG_8941_filtered IMG_8953_filtered

Reasumując – za relatywnie w porządku kaskę jest i przyjemność i praktyczność. Szczerze polecamy, nie ma dziecka, w którym nie wywołamy efektu wow, oj i nie ma dorosłego… [ pamiętajcie, że czas już dumać nad prezentami! :) ]

[Kilka spraw techniczno porządkowych. Po pierwsze Dream Lite są sprowadzone przez Twoja Przygoda, ten sam sklep, który wprowadził na nasz rynek Żółtciaki POST i FILM. Po drugie pamiętajcie proszę, oglądając filmiki produktowe na ich stronie, że są one zrobione komputerowo, i ok, rozumiem, że chodzi o dokładne pokazanie produktu. Jednak lampki tak nie świecą, jak pisałam światło jest miękkie, senne, czarodziejskie. A nie agresywne i mocne. Po trzecie – lampki działają na baterie i na adapter. Po czwarte macie do wyboru pingwina, unicorna i psiaka. Po piąte mają 4 tryby świecenia – zmienne kolory [nic nie skacze, nie kręci się, nie wiruje, po prostu jeden kolor zmienia się w drugi na tyle powoli, że nie powoduje fiksacji] oraz jeden z trzech kolorów jako stały. Wszystko kontrolujesz jednym przyciskiem.]

Dream Lites, Pillow Pet – lampka, przytulanka, przyjaciel TU –> KLIK

IMG_9051_filtered_filtered IMG_9054_filtered_filtered IMG_9063_filtered_filtered


chrupki je!

22 komentarzy
chrupki je!

Co ja wiem o glutenie? Niewiele. Wiem, że to białko roślinne, że wprowadza się je dziecku po 4 mż i że to jest [taak…] wielka sprawa. Aha… i jeszcze wiem, że można być na nie poważnie uczulonym. Tak jak troje dzieci naszych znajomych.

Ale od początku. Nestlé zaprosiło nas do kampanii promującej płatki kukurydziane, wiecie, te kultowe Corn Flakes. Serio, pomyślałam? Trzeba je promować? Toż to kupowane płatki na tony w prawie każdym znanym mi domu. Jedzą je na sucho, jedzą je mlekiem, z jogurtem, dodają do granoli, do deserów, panierują w nich mięso, ba… karmią nimi jakąś dziwną rasę nibypsów nawet, a to poważne zaufanie do marki jest… No cornflejki są wszędzie!

Poznałam je jeszcze w latach 80tych, gdy na 4 lata zamieszkaliśmy w Toronto. Mój tata, według prawie-proamerykańskiej modły zdrowotnej, zmienił całkowicie swoje nawyki żywieniowe. Gdy dołączyłyśmy do niego po kilku miesiącach rozłąki [moja mama musiała urodzić siostrę, nie mogła lecieć w 7 miesiącu ciąży, bo nie daj boże, urodziłaby w samolocie i ciocia Asia miałaby podwójne obywatelstwo…nołłej – powiedziała Kanada] byłyśmy zszokowane. Wiecie, my z szarej [ale i tak kochanej] Peelki, nauczone, że śniadanie to kajzerka z serem i jajko na miękko, patrzyłyśmy na tego dojrzałego faceta jakby całkiem ogłupiał od tej Zagranicy. Siadał do śniadania z sokiem pomarańczowym [!!! a gdzie herbata?! kawa?!] i płatkami kukurydzianymi, z ciepłym mlekiem i miodem. Popitoliło kolesia, myślałyśmy. Stary facet chrupki je…

Po kilku miesiącach [przypominam, że to była końcówka lat 80tych] cała nasza rodzina pałaszowała cornflejki, każdego dnia, tata na ciepło, ja na zimno, a mama z jogurtem. Kurduplowata ma siostra z przyjemnością chrupała je tak, jak dziś nasze dzieci chrupią biszkopty, paluszki czy inne 'niemowlęce' smakołyki.

Dziadek Bola, a mój Tata, nadal, po ponad 20 latach je identyczne śniadania. Płatki kukurydziane Nestlé. I co mu zrobisz? Nie do ruszenia.

U nas w domu też są obecne, z reguły. Często robimy z nich przekąski [np pyszne kąski kurczaka, pieczone w chrupiącej panierce] i domowe słodycze.

Domowe słodycze. Tu dochodzę do meritum wpisu. Pamiętacie? Pisałam, że w naszym gronie jest kilkoro dzieciaków – bezglutenowców. Jest to ogromny problem, gdy zapraszamy te maluchy do nas, na imprezy i spotkania. Smakowe me serce krwawi. Zamiast naszych super ciastek z mąki orkiszowej muszę serwować im nijakie [wg mnie] i niesmaczne ciastka bezglutenowe, które kupuję specjalnie na tę okazję w jakiś ekosklepach, żeby chociaż mieć poczucie jakości. Czasem coś dla nich piekę. Bez glutenu. I nie wiem czy ja nie mam do tego serca i dlatego wychodzi to słabe czy po prostu gluten, który nadaje sprężystości i chrupkości jest mi potrzebny do szczęścia – ale te bezglutenowe słodycze są niedobre.

A tu Nestle pisze do nas – zrobiliśmy bezglutenowe cornflejki! i smakują tak samo! Aha, aha… pomyślałam, że wiele mam ucieszy się z tego faktu, że wiele dzieci z nietolerancją glutenu, z przyjemnością pochrupie sobie te kultowe 'chrupki'. A potem ciach, radość! Oho! Już wiem, co przygotuję dla Zośki, Stasia czy Werki, ludzi niewielkich, acz wspaniałych, których gościć mamy zaszczyt dość często. Orzechowe kulki! Nasz przepis od 'imprez' wielu, pychotki, które wciągają duzi i mali. Co lepsze – można je robić z Kurduplem. Takie przepisy uwielbiamy. Polecamy a instrukcja poniżej. [przepis jest autorstwa mojewypieki.com]

I jeszcze słówko od Nestlé, w końcu to oni sponsorują to nasze bezglutenowe gotowanie :)

'Ta wiadomość z pewnością ucieszy osoby cierpiące na nietolerancję glutenu oraz tych, którzy stosują dietę bezglutenową z konieczności lub z wyboru. Bezglutenowe Nestle Corn Flakes to ten sam tradycyjny smak płatków kukurydzianych i ta sama cena. Bezglutenowe Nestlé Corn Flakes dostępne będą zarówno w lokalnych sklepach spożywczych, jak i hipermarketach, na tych samych półkach, co ich klasyczny poprzednik. Nowa wersja znanych płatków kukurydzianych Nestlé CORN FLAKES teraz bez glutenu.'

Składniki na około 20 sztuk ORZECHOWYCH KULEK:

  • pół szklanki zmielonych (na pył) orzechów włoskich lub laskowych (około 60 g)
  • 5 czubatych łyżek masła + 1 łyżeczka dodatkowo
  • pół szklanki śniadaniowych płatków kukurydzianych [Nestle bezglutenowych!]
  • 1 szklanka pełnego mleka w proszku
  • 1/3 szklanki cukru pudru

Orzechy zmielić lub kupić już zmielone. Na patelni rozgrzać 1 łyżeczkę masła, wsypać zmielone orzechy i smażyć, cały czas mieszając, około 3 minut, do przyrumienienia (uwaga: szybko się przypalają!). Odstawić do ostygnięcia.

Płatki kukurydziane zmielić lub pokruszyć na proszek.

Zmiksować masło, ostudzone orzechy i cukier puder. Dodać płatki śniadaniowe i mleko w proszku, zagnieść. Otrzymana masa powinna być zwarta. Ulepić kuleczki, schłodzić.

Przed podaniem można otoczyć je w cukrze pudrze, w kakao, w zmielonych orzechach. Przechowywać w lodówce.

Smacznego :)

IMG_9300_filtered

IMG_9311_filtered

IMG_9321_filtered

IMG_9335_filtered

IMG_9336_filtered

IMG_9345_filtered


bury brzydalek

7 komentarzy
bury brzydalek

Dziś, biorąc najmocniej pod uwagę własnych Czytelników i ich zmysł dobra, piękna i mądrości, opowiem o starym, dobrym, brzydkim kaczątku. Ale [być może] sto razy lepiej…

Polana. Na niej cudo. Złote jajo. Ach! Nie tylko złote, ono jest całe w srebrzyste kwiatuszki. Coś tak pięknego, że każde żywe stworzenie zamiera w zachwycie. I chce je dla siebie. To jajo. Chce je wychowywać. Chce być mu rodzicem.

Sroka – moje ty sroczątko, mamusi pisklątko…jest moje.

Paw – ojciec musiał być piękny, jak ja!… jest moje.

Bocian – musi mieć gniazdo na wysokości, królewski tron!… jest moje.

Boa – mój ty pytoneczki, śliczny mój ssssyneczku…jest moje.

Hola hola Panie Boa! – kłapnął szczęką zębaty krokodyl. Nadleciał pszczeli rój – toż to jajo dla królowej!

Jest moje! MOJE! Żaba, mrówki, kogut, pająk, mysz… mojemojemoje! Piękne takie, złote w srebrzyste kwiatuszki…ACH!

Nastała straszliwa awantura, zwierzęta mówiły nie swoimi głosami aż nagle ktoś mocno tupnał nogą. I raz drugi. Aż polana się zatrzęsła…

– Po co ta cała kłótnia! Wychowajmy je razem! – rzekł spokojnie kangur…

Hurrra! – zakrzyknęła zawstydzona polana i od tej pory, każdego dnia, prześlicznym jajem opiekowało się inne zwierze. Z miłością, troskliwością i największą uwagą.

Naturalnie, pewnego dnia, złocista skorupka w srebrzyste kwiatuszki nagle zarysowała się, a ze środka dało się słyszeć leciutkie postukiwanie… Moje! Moje! Zaczęły od nowa zwierzęta, pragnąc tego piękna dla siebie. Ach jakże chciały być mamami, tatkami, rodzicami dla tego cudnego stworzenia, które musiało zamieszkiwać tak piękne jajo, jakiego świat nie widział.

Spośród srebrzystych kwiatuszków wyłoniła się najpierw jedna krzywa noga, potem druga krzywa noga, a na koniec – krzywy grzbiet z jajowatą główką zakończoną krzywym dziobem… Wreszcie, ze środka wygramolił się buty brzydalek.

To nie moje! – zakukała kukułka i tyle ją widzieli.

Moje też nie! – mruknął struś, w potem paw.

To nie nasze, nie moje, to pomyłka, to na pewno nie moje, nie moje, nie moje… i polana opustoszała. NIE MOJE!

– No cóż, wygląda na to, że jesteś mój. Wskakuj do środka! – powiedział z uśmiechem kangur.

………śpij śliczny brzydalku… śnij sen prześliczny, śnij, niech ci się przyśni puchata podusia, a przy łóżeczku prześliczna mamusia, tatuś prześliczny będzie cię kołysał, a prześliczny dziadzio bajki do snu czytał…. będziesz ślicznym wnusiem….mój synku, śliczny brzydalku….

Rano z kieszeni kangura wyłoniły się trochę mniej krzywe nogi, trochę mniej krzywy dziobek.  Wyłupiaste oczka poweselały, a krzywy dziobek coś pisnął na dzień dobry, a potem śmielej, i głośniej…

Świergolenie, trelowanie, i kląskanie. Nutka za nutką, krzywy dziób nie zamykał się od rana do nocy. Arie, Duety i sekstety. Nutki skakały po trawie i gałązkach a szczęśliwy kangur czasem zawtórował:

……kocham to maleństwo śliczne…. za co? za co? właśnie za to, że jest inne, bo nieważna jest uroda i nieważna długość dzioba… najważniejsze – wielkie serce – czegóż chcieć od dziecka?!……

…… a pomyśleć, że on mógł być nasz… smętnie mruczeli mieszkańcy polany, którzy co dzień o wschodzie słońca, znajdowali się w pobliżu, zupełnie przypadkiem.

czegóż chcieć od dziecka?!……

MOJE – NIE MOJE – wyd. Ezop KLIK

[ i żadne od 4 lat, żadne od 6… już, 20 minut pięknego czytania i turlających się łez wzruszenia, i dużo, dużo KOCHAM CIĘ do snu… ]

IMG_9263_filtered IMG_9264_filtered IMG_9265_filtered IMG_9266_filtered IMG_9267_filtered IMG_9268_filtered IMG_9269_filtered IMG_9273_filtered IMG_9274_filtered