subskrybcja: Posty | Komentarze

Pani Domu

91 komentarzy
Pani Domu

No co. Ani ze mnie ta Perfekcyjna ani jakaś nadto Chu*owa Pani Domu. Generalnie żadna ze mnie Pani Domu, raczej Królowa Życia czy Szef Szefów… rozumiecie? Uwielbiam zarządzać i uwielbiam dyrygować. Przedwojenna Warszawa byłaby dla mnie rajem. Wstaję bo służka odsunęła ciężkie zasłony dokładnie o 9.15. Piję uszykowaną kawę jeszcze w peniuarze, dokucza mi lekki ból głowy, bo oto dylematy Królowej Życia w Domu Swym Królestwie – dziś zaordynować mycie okien Henrykowi czy może przypilnować Halinkę przy zmianie pościeli, oh ostatnio te rogi 'się jej wygły' nieładnie a ona nie poprawiła!. Mój boże, i jeszcze listę dla Bożeny z kuchni uszykować, bo w czwartek Doktorowie przyjdą na partyjkę brydża…

Wstaję bo drze się coś. Jeszcze nie wiem co, bo ciemno jak w dupie po prostu, noc cholerna, zima. A! Drze się to samo, od 3 lat to samo. Jezu, czy nie może choć raz, tak łagodnie… mamuuusiu, cichutko, delikatnie. Nie może? Musi drzeć się MAMO! Jakby go żywym ogniem przypalano? jak mój mózg właśnie. Albo lepiej – czy nie mógłby po prostu, jak człowiek, zwyczajny taki tam człowiek umordowany, spać? Czy ja o tak wiele proszę? Spać! SPAĆ!

Człapię. W jednej skarpecie bo usilnie trzymam się idei bez-kapciowej kobiety. Ale w jednej bo kupiłam sobie puchate. Sobie! I kurna są z pingwinami na bokach. Więc ryczał wieczorem, że też chce i zaiwanił mi jedną. Że kompromis… Kurna. Nic już swojego nie mam, nic, nawet cholernej skarpety do pary.

Głowa mnie boli. Jeszcze dobrze nie obudziłam się a nawala jak młotkiem. Bo on musi od razu pięć tysięcy historii opowiedzieć, po nocy, po ciemku, gdy caaaały świat śpi i tylko ja jedna nie, biedna. Czy on nie mógłby ciszej? Spokojniej? Albo wcale? Cicho!

Potem sieczka. On gada, skacze, całuje, fika, już zbudował szpital dla owoców a dopiero się przejaśnia. Kaszka, kawa. Zęby. Sieczka, co dzień ta sama.

W końcu siadam. Tak ok 2 h po wstaniu siadam na chwilę i warczę: synu, przez 10 minut jestem niewidzialna ok? Ryczy, nie załapał przenośni. Przytulam, przepraszam. To żart. Ale błagam. Nic nie mów, chwilkę chociaż. Siedzi. patrzy się. Od urodzenia tak się patrzy ciągle. Ja opieram wreszcie plecy o tył kanapy, rozglądam się… kulwa! Czy ja śniłam jak wczoraj sprzątałam? Dlaczego tu jest wieczny burdel? Zbiorę chrupki a za 4 minuty widzę chrupki choć nikt ich nie jadł przez te 4 minuty! Zmyję naczynia i obiadu nawet nie zrobię, minie godzina a zlew pełny. Słomki, kubeczki, miseczki, dzbanuszki… WTF! przecież to moje dziecko nic nie je. ja w jednym kubku kawę, czwartą żłopię. Więc skąd? I pranie… o jezuuu pranie. 3 osoby. 2 prania dziennie. No jak to. 3 pary majtek, 3 pary skarpet i 3 pary t-shirtów nie dają 2 pełnych pralek po te ileś kilo. A jednak, w mym magicznym, rodzicielskim, nie przedwojennym świecie – dają.

I gdzież ta moja Bożena do kuchni, Halina do pokoi, Henryk od prac cięższych? Gdzież ten mój trochę niesubordynowany Janek od podawania, co tak śliczny jest, ze mu się wybacza błędy? A taka byłabym perfekcyjna wtedy. Miałabym taki kajet. Gruby, w twardej skórzanej oprawie. Pod tytułem DOM POD LASEM. Mój w sensie. I ten kajet by wzbudzał szacunek i popłoch wśród domowników. O! Pani [LOW!] znów coś tam notuje. Planuje. A ja bym kolację noworoczną planowała od listopada. Flaki i kołduny. galaretka z agrestu. Gęś z żurawiną. Ocierałabym czoło… czy ta gęś to wybór dobry?

Jakaż ja bym była zafrasowana, umęczona tym planowaniem. Każdemu zadania rozpisać. Logistycznie poukładać czynności. Zakupy rozdzielić. A jeszcze przypilnować każdego!

Patrzę, jabłko rozciapane. Podnoszę. Wycieram, na mokro, żeby się nie kleiło. Piasek kinetyczny. Kurna w piekarniku?! Czyszczę. Łazienka. Jakaś szarawa. Cholera. Mydłem wymazane wszystko. Bożeno od kuchni?! Halino od pokoi?! Henryku od prac cięższych? Gdzie jesteście?!

I tak. Proza życia. Na blogu widzicie biały dywan. Znajomi pytają jak często go pierzemy. Prawidłowe pytanie brzmi: jak często kupujemy nowy. Nie umiem zrezygnować z przyjemności, estetyczno-dotykowych doznań, nawet na rzecz, teoretycznie, mniejszego sprzątania. Bo biały dywan to odkurzanie nawet 2 razy dziennie. Robię to już odruchowo, jak mycie zębów. Luz. A drugi aspekt tego wszystkiego jest taki, że mimo, że narzekam, ze dramatyzuję, że teatr odstawiam, że Bożen nie mam [chlip!], że czasem twierdzę, że wyjdę i nie wrócę, to ja w bałaganie nie funkcjonuję. Nie umiem odpocząć. I choć przy dziecku to praca syzyfowa, oczywiście, to uważam, że dobre sprzęty sprzęty to podstawa. Jak mop parowy. Jak mini odkurzacz ręczny na okruszki – weź dziecko, nakarm odkurzaczyk tymi paprochami! I jak odkurzacz. Oczywiście.

Do rzeczy. Ten post sponsoruje Bosch. Dał mi też nowy odkurzacz i powiedział: testuj i pisz prawdę. Zatem piszę całą prawdę. Bo tak mam w umowie… Stary oddałam, po pierwszej jeździe. Po pierwsze dlatego, że skończyły mu się worki a ja nie pamiętałam jakie do niego pasują. Po drugie dlatego, że ten nowy Bosch jest lepszy. A jak się domyślacie, mój stary, też był niczego sobie…

Bosch ProPower – jest czerwony.

Ale nie tylko. Ma też czerwony kabel! [serio, mnie cieszą takie rzeczy]

Jest baaaardzo silny. Lekki.

I skończyłaby się moja recenzja bom kobieta i abesy i zawieszenia mnie średnio rajcują. Ale on ma coś jeszcze ważnego. U mojego synka, kilka miesięcy temu,  zdiagnozowano astmę. Szczęśliwie nie wysiłkową. Niestety reagującą na ciała obce jak kurz czy roztocza. To też jest powód dla którego, już całkiem serio, odkurzam bardzo dużo i mamy tylko jeden dywan. Nie mamy zasłon, firan, narzut i innych kurzołapnych płacht. Co mi, zresztą, estetycznie bardzo pasuje. Od zasłony do makatki niedaleka droga..

Nowy Bosch ProPower ma filtr. Ale nie byle jaki. Zaawansowany technologicznie filtr, pozwalający na eliminację bakterii i wychwytywanie nawet 99.5% zanieczyszczeń. Zapewnia wyjątkową czystość powietrza, dzięki czemu polecany jest alergikom bądź rodzinom z małymi dziećmi.

Poza tym jest dość cichy. Łatwy w parkowaniu. Ma grubą rurę! 😀 aha… czy wspominałam, że ma cudny czerwony kabel? [dlaczego więcej firm AGD nie zawraca uwagi na takie szczegóły?] Ma też specjalną szczotę na sierść zwierzaków. Gdy jeszcze mieszkałam w domu z psem kłaki były koszmarem, który zatykał odkurzacz. Temu to nie grozi. Fajny jest i go lubię.

Na koniec. Bosch ProPower z czerwonym kablem dla Was. Tzn dla każdej Królowej Życia, co to jest Szefem Szefów. Bo jak jesteście PPD to nie grajcie. Przegracie.

KONKURS

1. w komentarzu opisz w paru zdaniach [paru! ja wiem, że kusi żeby od razu napisać nowelę, zadzwonić do Dwóch Sióstr i ją wydać, wizja z zadania konkursowego jest zbyt kusząca, ja wiem!] ale w paru zdaniach – jakby to było gdybyś, umordowana Matuszko, miała służbę. 😀 😀 😀

2. na komentarze czekamy do wtorku 2 grudnia 2014 roku do godz. 23.59

3. wyniki pod tym postem dzień później

4. do wygrania jest odkurzacz Bosch ProPower 2.0 wart parę tłustych stówek.

5. powodzenia!

ten

WYGRYWA:

Pani_Domu_Klocek_i_Kredka_-_2014-12-03_18.53.14

Proszę o dane teleadresowe na klocek.kredka@gmail.com – czekam do piątku 5.12.2014 do godz. 23.59 🙂

Dziękuję Wam na cudne komenatarze/historie/punkty widzenia… nic tylko pisać z nich babskie nowele! <3


Świąteczne Inspiracje – Hocko

15 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Hocko

Dziś tylko zdjęcia i linki. Komentarz do tych wspaniałości dodam jutro – bo słowo daję, że padnę na ten… no na twarz zaraz. Ale jest to inspiracja – uniwersalna, piękna, niezwykle mądra oraz rozwojowa i co równie ważne – dość budżetowa.

 

 

 

 

 

IMG_0529_filtered IMG_0536_filtered IMG_0561_filtered IMG_0569_filtered IMG_0573_filtered IMG_0585_filtered IMG_0602_filtered IMG_0608_filtered IMG_0614_filtered

FARBY W SZTYFCIE – złota & srebrna KLIK 12 zł

FARBY W SZTYFCE – metaliczne KLIK 39 zł

GWIAZDY – KLIK 7 zł

IMG_0618_filtered IMG_0663_filtered IMG_0744_filtered IMG_0755_filtered IMG_0780_filtered IMG_0790_filtered IMG_0814_filtered

FARBY W SZTYFCE – klasyczne kolory [grube!] 20 i 35 zł

ŁAZIK – mobil – 36 zł

czy to nie fajniejsze pomysły niż puzzle? 🙂

—————————————————————————

Obiecałam komentarz 'jutro' a jest już prawie 'pojutrze'…

Kochani, farby w sztyfcie znamy od bardzo dawna. Zobaczcie nasz wpis [i Bola i też przyuważcie mądre kredki KLIK] sprzed 2 lat! KLIK. Wierzcie mi, że jeśli macie roczniaka to już coś dla niego. Dla dwulatka – idealna grubość, nasycenie kolorów. Dla starszaków [ 3 latków czy dorosłych] to ogromna frajda. Ja sama uwielbiam nimi ‚smarować’. Kolory są bardzo mocne, a farby silnie kryjące. Powstają cudne, intensywne dzieła. Dodatkowo są niezastąpione dla dzieci, które są dość niechętne do prac manulano-plastycznych, które często, w swoim mniemaniu, ponoszą porażki [bo np żeby kredką cos pokolorować trzeba mocno docinąć, kolor nadal jest blady, pozostają puste przestrzenie, to samo dotyczy nawet grubych flamastrów.] Farby w sztyfcie niesamowicie pobudzają do działania, do tworzenia. I cóż Matuszki – nie wymagają pędzelków, fartuszków, kubeczków, wody, cerat [schodzą mokra chusteczką, nawet z mojego bieluchnego stołu 😀 ] – a w dodatku – migiem wysychają. Moim zdaniem to ekonomiczny superprezent.

Na druga rzecz jaką chciałam zwrócić waszą uwagę to mobile. Samoloty pokazywaliśmy TU KLIK, teraz chłopaki robili łazika [wiecie, że on ma ruchome zawieszenie, które pokonuje przeszkody? pokażcie mi tatkę, który by takiego nie chciał 😉 ] Natomiast mamy coś jeszcze, czego nie możemy pokazać bo pójdzie wprost pod choinkę. Klocki KLIK – tekturowe elementy, z których zbudujecie rakietę, dom czy wieżę. Czekałam na 3 latka Bola, żeby je mieć, bo widziałam ile frajdy sprawiały dzieciom naszych znajomych. Bo to prawie pewniak, że 3 latek plus dostanie od nas na urodziny tekturowe klocki i książki. Bardzo polecamy.

A cały sklepik. Widzicie? To pasja rodzinna. Łeb na karku. I wspaniały design doceniany na całym świecie. Piękne i polskie.


Świąteczne Inspiracje – Trix Track

169 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Trix Track

Dziś bardzo konkretnie i bardzo pewnie pokazuję Wam pomysł na prezent – mądry, ładny, na godzin wiele, dla 3, 33 i 103 latka, dla chłopaka i dziewczyny. Uniwersalny, rozwojowy. I jak zawsze – sprawiający masę frajdy.

Kulodromy. Znacie nas już… wiele miesięcy temu pisałam o zaletach kulodromów – też od strony pedagoga KLIK. Poczytajcie a ja nie będę ponownie mędrkować, choć pod wszystkim nadal się z przyjemnością podpisuję. Nie będę też porównywała obu propozycji, z prostego powodu – bardzo się od siebie różnią i żadne nie jest lepsze czy gorsze.

Bo kulodromy to CZAD.

 

 

dobryIMG_0189_filtered dobryIMG_0192_filtered dobryIMG_0203_filtered

Są takie zabawki, które są w użyciu miesiącami, latami. Dziecko rozwijając się stale poszerza i komplikuje te zabawy. Rozbudowuje, jest coraz bardziej samodzielne. To klasyki, od pokoleń i nie ma co tu za dużo dumać. To klocki [Lego oraz zwykłe drewniaki], to kolejki [my kochamy Brio ale niezależnie do marki – kolejka to klasyk na pewno], i trzecie to kulodromy [pamiętam jak miałam parę lat i oczywiście takich cudów u nas w PLce nikuku, mój brat cioteczny, starszy, zaradny i mądry budował ze mną z różnych patyków, deseczek, misek i słomek – trasy, które były niczym innym jak właśnie kulodromem, bo założenie było takie, że piłeczka pingpongowa miała odbyć konkretną drogę].

I nawet jeśli kulodromy w tej trójce klasyków nie jest, to będzie. Moim zdaniem.

Przypomnę co potrafią kulodromy: Angażuje rączki, paluszki, nadgarstki – ćwiczy precyzję, dokładność. Diabelnie mocno rozbudza wyobraźnię przestrzenną, ćwiczy planowanie, jest 'mistrzem' w pokazywaniu zależności przyczyna-skutek. Rozwija percepcję wzrokową, jej analizę i syntezę. Poniekąd uczy praw fizyki [Dziadzia potwierdza!], prowokuje do eksperymentowania. A nade wszystko wywołuje emocje. Bo głowa mała i duża, parująca od myślenia w końcu decyduje, że można już tę kulkę puścić. I co będzie? Uda się?

dobryIMG_0209_filtered dobryIMG_0227_filtered dobryIMG_0228_filtered

Tym razem proponuję Wam kulodromy połączone z klockami. Drewno, piękne, kolorowe i eko – kauczukowe w połączeniu z plastikiem spożywczym. Dużo dobrych idei jest w tej produkcji. Trick Track – kulodromy Wonderworld [pamiętacie nasze zakochanie w klockach sensorycznych tej marki? KLIK – do kupienia tu KLIK albo gry planszowe/drewniane? KLIK oj widzę, że wykupione – ale widzicie, my lubimy sprawdzone marki, i do nich wracamy]

Trick Track – są duże. Mają masywne, spore kule [wiem, że mamy często martwią się o połknięcie kulki, te są naprawdę spore] Same elementy są albo drewniane [rynienki, myki, przekładnie, młoty, zapadnie..] albo plastikowe [klocki, z których budujemy wieże jako podstawy pod całe konstrukcje]. Dzięki temu całość jest stabilna i trzyma się nawet przy wielokrotnym [np po tysięcznym…] puszczeniu kulki… to ważne. Bo często dziecko napracuje się [albo tata i dziecko..] nad ułożeniem budowli a ona rozpada się na sto kawałków po najmniejszym puknięciu ramieniem czy zagubioną stópką…

Są kolorowe. Zestawy można ze sobą dowolnie łączyć i wcale nie działać według 'ęstrukcji'.

Wreszcie są …. niesamowicie sprytne! Jak przyjrzycie się zestawom to zobaczycie, że pomysłów na 'omg! tak kulka leci do góry!' i 'mamooo! wpadła, wypadła i znowu leci!' jest ogrom. Zasad fizyki tu tyle, że moja humanistyczna główka paruje. Przyczyna – skutek w tym wydaniu to zainteresowanie i kombinatorstwo na wiele, wiele godzin.

TRICK TRACK kulodromy TU KLIK

Na koniec jeszcze jedna rekomendacja [pff, jakby KiKowa to było za mało 😉 ] – Trick Tracki otrzymały wyróżnienie w konkursie na Zabawkę Roku KLIK – a ww klocki sensoryczne otrzymały nawet nagrodę główną… no cóż. Mogli od razu mnie zapytać…

zestaw-trix-track-safari-track

Kochani, mam dla Was zabawę. Do wygrania jest zestaw Trick Track Safari Track [cena 189 zł] KLIK.

1. wejdźcie do TrickTrackowego sklepu i wybierzcie zestaw kulodromów marzeń dla swojego Bąka [albo męża, albo dziadka… nie żartuję!]

2. w komentarzu napisz co wybrałaś i dwa słowa – dlaczego ten?

nasz ulubiony jest ten:

        

3. podpisz się proszę i oczekuj wyników pod tym postem w niedzielę 23.11.2014 – komentarze można dodawać do końca soboty 22.11.2014.

4. powodzenia! 🙂

dobryIMG_0231_filtered dobryIMG_0253_filtered dobryIMG_0271_filtered

Skomplikowaną drogą matematyczno-emocjonalną Komisja Planetaz 😀 wybrała poniższy komentarz jako wygrany. A całej ukochanej mej reszcie, ślę buziaki, podzięki [ubóstwiam czytać wasze komentarze] i info – przed Świętami jeszcze będzie sporo fajności do zgarnięcia na KiKu 🙂 Wygraną osobę proszę o dane teleadresowe na klocek.kredka@gmail.com – czekamy do środy!

Świąteczne_Inspiracje_–_Trix_Track_Klocek_i_Kredka_-_2014-11-23_19.19.32


Świąteczne Inspiracje – Maileg & garść

36 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Maileg & garść

Tak. Jestem z 'tych' co to nie mają nic przeciwko, że w sklepach od listopada dmuchają mi piernikowym zapachem u drzwi, co to cieszą się jak dziecko, niezmiennie rok w rok, na planowanie, kupowanie, wymyślanie prezentów, co to od listopada pisze listy co zrobić, jak zrobić, kiedy zrobić. I choć nigdy nie wyjdzie 100% tego co zaplanowałam – ubóstwiam same przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia.

Dziś w Inspiracjach pokażę Wam trochę cudności, które wyszperałam. Jednak w roli głównej – Maileg. Matuszki, które blogi parentingowe mają obcykane, znają tę markę doskonale. Ja pisałam o niej TU KLIK, w wersji tyci. Dziś wersja gigant. Niezależnie do wersji to marka tak urocza, tak czarowna i tak niepowtarzalna, że chyba zawsze i na każdym robi wrażenie. Jednak w okresie przedświątecznym wpisuje się w klimat bardzo plastycznie i bardzo klimatycznie.

dobryIMG_0282_filtered

Przedstawiamy Wam Krasnalówkę. Jest wyższa od Bola o prawie pół metra. W każdym dziecku wywołuje efekt wielkich oczu i wielkiego uśmiechu. A ponad to… jest kalendarzem adwentowym! O rany, rany… cała Krasnalówka jest w kieszonkach, haczykach, zapinkach aby pochować w niej cuda, słodycze i zadania.

 dobryIMG_0280_filtered dobryIMG_0325_filtered

Ja wiem, że są mamy, które kalendarze robią same. Są i takie, które po prosrtu kupują czekoladowe okienka. I są takie jak ja, które szukają czegoś jeszcze. Nieważne jaki kalendarz zaserwujesz dziecku – ono będzie szczęśliwe. Taka jest prawda i to jest najważniejsze. Ale. Ale ten 'kalendarz' to 'tyle więcej. Bo to dekoracja dla mych oczu przepiękna. Niestety nie mogę moją 50mm zrobić zdjęcia jak wisi u nas, na drzwiach wejściowych. Ale wierzcie mi. Wygląda przecudnie. Dekoracja konkretna i bardzo wyjątkowa. Urok i czar szytej lali. Pięknych tkanin. Kolorów… Trochę retro, trochę babciowo… A jeszcze ponad wszystko – to rewelacyjna lalka! [tak, tak, też dla chłopaka] – i oczywiście – to też wspaniały prezent. 

dobryIMG_0374_filtered dobryIMG_0368_filtered dobryIMG_0343_filtered

Powiecie, że drogie. No drogie. Maileg się ceni. Nie ma z czym tu dyskutować. Ale teraz nasza Krasnalówka aż o 100 zł taniej, i to z darmową wysyłką. Warte rozważenia moim zdaniem 🙂

MAILEG – kalendarz adwentowy – Krasnale oraz inne świąteczne cuda – TU KLIK NA HASŁO: KiK – darmowa wysyłka [na wszystko od 70 zł]

 dobryIMG_0379_filtered dobryIMG_0463_filtered

I jeszcze garść inspiracji:

WESTWING – kto zna ten wie, kto nie zna – Matuszki, to 'klub zakupowy', który wyróżnia się jakością na tle innych, wyborem asortymentu, przygotowaniem kampanii. Ja jestem uzależniona. Większość pięknych rzeczy 'do domu' mam z Westwing. Teraz, przed świętami, można w dobrych cenach kupić naprawdę cudne cudności. Na zdjęciach widzicie: lampki, pufę, dywan… to wszystko Westwing. Polecam ogromnie.

Ubrania – na tych zdjęciach chciałam Wam pokazać mój pomysł na świąteczne ubranie dla dziecka. Alternatywa dla garniaczków, kamizelek, koszul, tiuli, sukien, koronek… spodnie z Nexta a bluza z GAPa /dział dziewczyn… oczywiście/. TU KLIK i TU KLIK. Ciuchy rozkosznie puchate, mięciutkie, uwielbiane przez Baka, i jakże inne.

Na koniec krztyna 'Biblioteczki'. Tekst ksiąg – długi, jaki znamy. Prawdziwy , oryginalny, bez 'złagodzeń'. Ale format i wydanie [szok, że to Olesiejuk!] – albumowe! Książki są ogromne! Obrazy w środku to OBRAZY. Malarstwo. Jest pięknie, magicznie i świątecznie. I za 20 zł… bardzo polecamy Pinokio i Alicja w Krainie Czarów.

dobryIMG_0464_filtered dobryIMG_0467_filtered dobryIMG_0480_filtered

To wszystko, kolory, faktury, zapachy, dekoracje, smaki i słowa … przygotowania. Jest złociście i srebrzyście, bordowo i biało, puchato, ciepło, miękko…  Kocham to. Kocham jak jest magicznie. Zaraz śmigam nastawiać ciasto na piernik [polecam ten kalendarz pierniczenia!] a potem pójdę zgasić lampki – gwiazdki nad moim śpiącym synem, który dziś pachnie cynamonem…/zakosił, skubaniutki, cynamon w całości i powtykał go kaloryfer, jak dla mnie – cudny pomysł i nieziemsko pachnący…/

dobryIMG_0452_filtered


Sześć Zakochań

33 komentarze
Sześć Zakochań

Starowinka 'nasza' [znacie ją z KiKa… co to zawsze ze szczypiorkiem, koperkiem czy konwaliami przy chodniku siedzi…] woła:
"Bolesławku mój piękny! Opowiedz mi o świecie."
– a on mędrkuje z przejęciem –
'Pani Babuleńko, chmury to taka puchatość niebna jest…'

I Babuleńka potem mówi: widziałam was we trójkę, ileż to zakochania na raz! Policzyłam, że sześć zakochań. Stoję, liczę, no sześć jak nic wychodzi…

Czy zakochani? Na pewno kochani. I to kochanie liczę, i liczę, wychodzi dziewięć. Bo samych siebie też uczymy się kochać. I dziecko nasze. Szanuj, kochaj, wierz w siebie Kruszku, wypracuj to jako normę bo świat i tak w dupę daje. A tym niekochanym najmocniej.

Warszawski Barbakan, tlenione me włosy, cytryną… do dziś nie wiem czy to działało naprawdę. On mówiący o moich rzęsach, ja zarumieniona bo wstyd taki, on myśli, że prawdziwe… gdy pierwszy raz spojrzał – zawładnął, potem mówił, że wtedy już wiedział, że będę jego. E tam chłopaku przepiękny… co ty możesz wiedzieć na życie całe, jak siedemnaście lat masz… wiedział… wyskoczył i zniknął na chwilę, zaraz wrócił z gitarą, taki cały jak …. jak mój od razu. Zagrał i zaśpiewał. Pocałował. Czy mając szesnaście lat nie uwierzysz? Uwierzyłam, na życie. Miał rację. Do dziś intymnie słuchamy Morrisona razem, do dziś to jedyny mężczyzna wielbiony przeze mnie jawnie, u Niego bez zazdrości, bo będąc hetero do szpiku tę fascynację podziela, i jego dotyk nigdy nie smakuje tak dobrze jak wespół z Jimem…

Cała w koralikach byłam. Od mamy dostawałam, mojej mamy najukochańszej, takiej co z każdej delegacji przywoziła kolorowe pierdołki nastoletniej wariatce. A ja tańczyłam wtedy wokół niej taka szczęśliwa. Ona mówiła z uśmiechem i smutkiem czającym się gdzieś za plecami: pamiętaj Aduchna, proste radości to magia na co dzień, tańcz dla mnie kochanie, szybciej, wyżej, skacz dziecko, a potem tańcz dla swoich miłości, i patrz jak tańczą dla ciebie…

Czy płaczę jak mój syn woła: Mamooo potańczę dla ciebie ok? Ok, mówię, głos mi się łamie, na wpół ze wzruszenia i tęsknoty za mamą, na wpół ze śmiechu, bo łamańce są dramatyczne, poczucie rytmu gdzieś w pokoju obok, a mina jakby w balecie rosyjskim staż dostał… Tańcz Syniu dla mnie, to prosta radość, magia taka zwykła, jak pyszna pralinka włożona do ust po wypowiedzeniu: zamknij oczy otwórz buzię! Babcia niebkowa tak mówiła mamuś?… tak maluchu, nasz aniołek waleczny…

To wtedy, naście lat, taka fiku miku, fiu bździu w głowie a ja wiedziałam jaka będę. Zawsze wiedziałam, że będę wiecznie szukać. Doznań, ekscytacji, rumieńców. Zawsze też wiedziałam, że w domu, jasnym i ciepłym całować tupoczące stópki będę i wtulać się w ramiona szerokie i akceptujące. Wtedy, naście lat mieliśmy i uchwaliliśmy, że dom, że dzieci, że rodzina… Taka miałam być. Szczęśliwa, dobra i mądra.
 
Na pewno nie miałam przykupywać Kinderkiem, włączać bajek na godzinę, mówić ciągle, że za chwilę i, że później, irytować się z samego faktu niemożności pobycia samej. Miałam nie spać razem z dzieckiem, jeść pizzy na obiad nie miałam, przytyć nie miałam i odrostów też nie miałam mieć…
 
Taka miałam być jasna i cudna i pewna jak wtedy, na Barbakanie siedząc. Podeszła do nas kobieta. Przepraszam, zagaiła, jestem fotografką. Pokazała na zawieszony sprzęt na szyi, cała była zagraniczna i artystyczna, w sukni w róże i na turkusowych koturnach. Przepraszam, czy mogę was obfotografować? Jesteście tacy piękni, tacy idealni, zakochani… Popiłam jego kefir, on dojadł moją bułkę. Tyle szczęścia. Ze zwykłego faktu, że się jest.

Pamiętam jak lulałam – a miałam nie lulać – małego, 60 centymetrowego człowieczka i myślałam, że to ciepło, słodycz, spełnienia, to uczucie, że tak, to o to chodzi w tym całym pędzie, w marzeniach, w życiu… a potem on wydzierał twarz i bańka pękała wraz moją głową. A ja szeptałam 'ja pierdolę, znowu? serio mały człowieku?'… Miałam nigdy tak nie pomyśleć, nigdy tak nie szeptać.

Miałam nie robić ciast z proszku, miałam myć piekarnik częściej niż raz na rok… miałam stać na straży zaklętym słowom złego świata: 'nie lubię cię, nie chcę się z tobą bawić, odejdź, ciebie tu nie chcemy..' poległam niedawno, a te wielkie oczy pytają dlaczego nie lubi, dlaczego nie chce, dlaczego ma odejść.

Miałam być gotowa na te pytania, i na te jeszcze trudniejsze – mamusiu czy ja też pójdę do nieba? A ty mamo? Ty nie idź dobrze? – prosi łamanym głosem… Cholera. Do czterech dych prosty zjazd a ja mam ochotę wykrzyczeć: ciebie to nie dotyczy, nas to nie dotyczy! I beczę potem, bo bezradnie wiem, że dotyczy, nic w nas wyjątkowego, nieskończonego… sama myśl, kłuje, niewygodnie w duszy robi, do okna dziecinnie szepcę – mamo, chroń nas, moją rodzinę chroń, niech nas to nie dotyczy…

Miałam nie dawać lizaka na powitanie, miałam nie ulegać próżnym prośbom, miałam nie widzieć w swym dziecku cudu.

Ale widzę. W naszych dziewięciu kochaniach widzę.