subskrybcja: Posty | Komentarze

Duchy dzieciństwa

17 komentarzy
Duchy dzieciństwa

Babcia Irenka. Póki żyła była spoiwem bliższych i dalszych ludzi z rodziny. Wigilia zawsze na starym Grochowie, w starym poniemieckim domu, na dwustuletnim stole, który mógł pomieścić dwadzieścia dorosłych i siedmioro dzieci…

Nie wiem jak i kiedy ktoś to policzył. Dziś myśląc o tym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że te siedmioro dzieci to po prostu była ilość jaką dorośli mogli zdzierżyć na raz. Pamiętam swój stres, gdy w jedne święta przyjechała 'dodatkowa rodzina' z 'dodatkowym, ósmym dzieckiem'. Nie mogłam spać martwiąc się, które z nas nie usiądzie przy stole wigilijnym. W tamte święta okazało się jednak, że te wyliczenia, prawie sto lat temu zrobił Dziadek Fijałkiewicz i zwyczajnie nie przewidział cudownego wynalazku PRLu. Taboretów.

Dziadek Fijałkiewcz. To najgroźniejszy i najbarwniejszy duch mojego dzieciństwa. Moich świąt. Nigdy go nie poznałam ale duch jego, jakże silny w domu na Grochowie, żyje, nawet tu, na Kabatach, do dziś. Przyblakł, czasem staje się przeźroczysty ale zawsze, w każdą Wigilię ja kurczę się do rozmiaru dziecka na babcinym taborecie i trochę z trwogą a trochę z rozbawieniem słucham historii o Dziadku Fijałkiewiczu. Tylko, że teraz słucham własnego głosu, a dorośli, którym to sporo brakuje aby dobić do dwudziestu, dzieci, które teraz już mają pełnoprawne krzesła, stół, który ma rok i może pomieścić garstkę – słuchają wraz ze mną.

Nie wiadomo skąd się wziął Dziadek Fijałkiewcz. Najczęstsza historia głosi, że zobaczył moja prababcię, wiosną, w oknie. Była prawie naga! Miała na sobie staniki, halki, majtki do kolan, tonę koronek i szlafrok. Sami rozumiecie. Naga! Stary Fijałkiewicz miał zawsze niezdrową chrapkę na dziewczyny, więc podkradł się do okna, wysokiego parteru, jak to w poniemieckim budownictwie i zaczął. ćwierkać. Historia w dalszej części głosi, że sąsiedzi posłali po Władzę, bo wariat jakiś siedział pod oknem Pani Anuszki i ćwierkał. No świr. Trzeba zamknąć.

Pani Anuszka, moja prababcia, matka nastoletniej już babci Irenki i wdowa po Dziadku Jerzym, usłyszała zamieszanie w ogrodzie. Pędem ubrała się, uczesała, wymalowała, pończochy wciągnęła, buty zasznurowała, walerianę powąchała i – pędem… po pół godzinie – wybiegła głodna sensacji do ogrodu, i na ulicę. Sąsiedzi łapali się za głowy. Boże boże, wariat i zboczeniec w dzielnicy, takiej porządnej, wie Pani Anuszka, ten mały taki, zasuszony, sto lat chyba ma, wie Anuszka który? Noo… to siedział pod oknem waszym i ćwierkał! Gwałcić chciał!

Anuszka, porządna wdowa, z nastoletnim dzieckiem zalała się rumieńcem – jak głosi historia – oburzenie swe wyraziła silne, oznajmiła, że teraz położyć się musi, waleriany więcej nawdychać, melisy napić i w ogóle to ona chyba teraz nie zaśnie pięć dni! Tak, tak, kiwali z przejęciem sąsiedzi. Niech Anuszka uważa bo Fijałkiewicz zbiegł Władzy, widziano jak umyka w stronę Wiatracznej… Anuszka nakazała córce swej, Irence, zapinać ostatnie całkiem maleńkie guziczki pod szyją, które ją gryzły i uwierały. Kazała zakładać dwie pary majtek, a na to jeszcze kalesony. Pod sukienki. Żeby przestępca miał utrudnioną drogę przestępstwa moralnego, a ona, żeby w razie czego miała więcej czasu na krzyki.

Historia głosi jednocześnie, że Anuszka sama podwójnych majtek nie zakładała. Powietrze prawie, że letnie przyduszało ją więc musiała wręcz odpinać te maleńkie guziczki przy szyi, czasem aż nieprzyzwoicie głęboko, odsłaniając obojczyk ale każdy rozumiał, że dla zdrowia mus taki. Kalesonów nie zakładała a nawet! Nawet zdarzyło jej się, przez nieuwagę oczywiście, zmęczenie, wiatry gorące, wybiec raz po pranie do ogrodu, całkiem boso…

Tymczasem nikt Fijałkiewicza nie widział, czasem tylko ćwierkanie słyszano, spod okna Pani Anuszki, ale ona, zarzekała się, że to wróble.

—————–

Nim lato minęło, jesień przeszła, zima i Święta nastały, Anuszka rumieńców nabrała. Tłuszczyku tu i ówdzie także. Jak dobrze, mówiono w okolicy, taka wdóweczka drobna była, smutna i szara a teraz patrzcie! Piękna, dorodna, całkiem jeszcze użyteczna dama! Nim lato minęło, jesień przeszła, zima i Święta nastały, Anuszka rumieńców nabrała a do stołu wigilijnego posadziła stuletniego chyba już, zasuszonego, maleńkiego Fijałkiewicza.

Zgłupiała całkiem, rodzina opowiada. Chichranie przy barszczu? Bo ten stary dureń co rusz szepty jej do uszka strzelał. Nogę na nogę zamieniała tak zamaszyście, że wiatr się robił i choinką bujał. Staruch puszczał jej całuski przy makowcu i podszczypywał na drugi dzień przy krojeniu gęsi. Wstyd na cały Grochów!

—————–

Tak w naszej rodzinie nastał Dziadek Fijałkiewicz. Żył chyba 200 lat. Tego nie wie nikt, ale nawet, gdy Anuszka już odeszła, jakże młodsza od niego – ten żył nadal i to pełnią życia. Ledwo chodził ale ćwierkać chciał nadal. Fascynację kobietami przeniósł na inne panny z rodziny. Z opowieści wiem, że dom na Grochowie pełen był niepokojącego wzroku Dziadka Fijałkiewicza, który ledwo ze schodów sam schodził, ale gdy która gorset sznurowała to migusiem jakoś pojawiał się w pobliżu. Stary piernik, gdy już na oczy całkiem nie widział, to specyficzne ruchy powietrza wyczuwał i gdy moja mama, młodziutka dzierlatka, zakładała pończochy ćwierkał, dureń jeden, aż uszy bolały. A raz nawet, gdy kąpała się w wannie, takiej co to jak wejdziesz to tylko czubek nosa wystaje, Dziadek Fijałkiewcz wpadł do łazienki na tym Grochowie , z lupą wielką do nosa przystawioną szukając dziewczęcego wstydu. Potknął się jednak, a że miał przecież już mocno ponad 200 lat, umarł. Od potknięcia.

————–

Duch Dziadka Fijałkiewicza jest nami często. W święta, daję słowo, przy ubieraniu się do kolacji, słyszę ciche ćwierkanie, jakby zza mgły, i obecność mocną i dziwną… Chcąc nie chcąc, 'duch' uderza mi do głowy i ubieram się tak, aby zasłonić wszystkie intymne części ciała. Ćwierkanie cichnie, a ja zasiadam do swego barszczu, znad którego i mi się zdarza chichrać. A tę nogę na nogę… zarzucam całkiem nieodpowiednio, za wysoko i jakoś tak zbyt w kierunku oczu męża mojego…

IMG_1792_filtered_filtered


peep!

35 komentarzy
peep!

Półtora roku temu, jednym z ważniejszych wpisów na KiKu, był post o nowym pokoiku Bola. Pokoju dla 2 latka. Od tamtej pory właściciel urósł, dojrzał, zmienił się. Jego pokój też. Kocham zmiany. Uwielbiam planować, wybierać, przebierać i gdy nadarza się ku temu okazja lub choćby cień sensu – wpadam jak śliwka w kompot. Dziś zapraszam Was na małe zerknięcie do jego pokoju. Zaraz wytłumaczę dlaczego małe…

Kto nas śledzi na FB wie, że niebawem [niebawem zmienia się w miesiące, oby nie lata… ale to chyba norma…] zamienimy 80 metrowe mieszkanie na 300 metrowy dom. Och, pisząc to, mam takie wypieki, że zapewne wyglądam jak Pyza na Warszawskich Dróżkach… Tak czy siak, do czasu tych wielkich zmian wcale nie odpuszczam sobie urządzania, kupowania, przestawiania w stanie obecnym.

Ale co z pokojem Bola. Bolo z niego wyrósł. Z szafki – domku, z łóżka [szczególnie chodzi o szerokość], zmieniły się zabawki, pokój atakowały z każdej strony nieprzyzwoite ilości książek i pudełek z puzzlami, grami, układankami. Zaczęliśmy potrzebować dużej szafy/regału, dużego łóżka [często jesteśmy w nim razem na czytanie, na przytulanie, na chorowanie..]. Meble chciałam już kupić pod kątem nowego domu, nowego, docelowego już pokoju Bola, wiadomo. Jednocześnie obecny pokój jest bardzo, bardzo mały.

'Stary' pokój możecie obejrzeć TU KLIK /nie zapomnijcie o dźwięku!/ i poczytać o nim TU KLIK.

Jak zaraz zobaczycie – dużo się nie zmieniło. Oczywście układ, pojedyńcze elementy. Ale kolorystyka i klimat – jesteśmy wierni. Biel, szarości, mięta – to kolory, które modne czy nie modne – są trafione idealnie, nie nudzą mi się, rozkochują coraz bardziej. Nadal pozostają świeże, nadają ład, spokój, błogość.

Czemu tylko 'zerkniemy'? Po pierwsze dlatego, że duże meble zajmują dużo miejsca, po drugie dlatego, że moja 50mm nie pozwala mi objąć całości a nie mam gdzie się cofnąć, a po trzecie … dlatego, że nie ma światła. A jak każdy wie – nie ma światła = nie ma zdjęcia.

Niemniej pokażę Wam parę fajności. I jedno CUDO. AFERĘ można powiedzieć… No to hop!

Ponad wszystko cenię sobie tkaniny i oświetlenie. To są dwa najważniejsze moim zdaniem elementy… Pamietajcie też proszę, że to pokój, mimo wszystko, tymczasowy. Oraz, że never ever nie włączamy kaloryferów w sypialniach 😉

IMG_1376_filtered IMG_1381_filtered IMG_1383_filtered

SZARA NARZUTA FUTRO – That Way KLIK

Miętowy koc – Maylily KLIK

Poduszka z ptaszyną – Makalulu KLIK

I AFERA!!! Prześcieradło z minky. Miętowe. Na gumce. Robione na mój wymysł przez Boginie przy Maszynie. Gdy pierwszy raz wymyśliłam prześcieradło z minky raczej pukano się w główki. Ale ja wiedziałam, że to pomysł genialny. Pomyślcie – zima, gołe ciało i ten dotyk minky, prawdziwego, dobrej jakości… Nie umiem chyba słowami opisać jakie to uczucie na nim spać [tak tak, bywa, że to ja tam śpię, mniam!]. Bolo ukochał, co raczej dziwne nie jest, często wskakuje do łóżka po kąpieli, golasina taka się az tarza… też mam na to chęć mówiąc szczerze. BPM na stówę zrobią i Wam takie prześcieradło, które w dodatku [ o mój geniusz! ] nie wygląda 'pościelowo' i nadaje taki klimat ładu, pościelonego łóżka, nawet gdy takie nie jest. Aha! i możecie sobie wybrać dowolny odcień, kolor, wzór minky! Moim zdaniem AFERA! Boginie Przy Maszynie, och piękne laski! urzędują TU KLIK.

IMG_1386_filtered IMG_1387_filtered IMG_1393_filtered IMG_1401_filtered

Meble PINIO seria Barcelona [białe, lite drewno, proste, masywne ] łóżko KLIK i szafa/ragał KLIK

Lampka Królik np tu KLIK

Lampki kule – bez zmian KLIK

Wielka sowa i poduszka miętowa oraz biała – Maylily KLIK

Sowa na plakacie – Makalulu KLIK

Domek/półka na figurki – Bloomingville [nie mogę znaleźć]

IMG_1397_filtered IMG_1424_filtered IMG_1434_filtered IMG_1440_filtered IMG_1442_filtered IMG_1448_filtered IMG_1452_filtered IMG_1456_filtered IMG_1457_filtered IMG_1466_filtered

Białe skrzynki Malandia KLIK

Ptaszynowe Walizki KLIK

Dziergana sówka i bałwanek Maylily KLIK

Litery – magnesy TIDLO – KLIK

Figurki Schleich KLIK i parowozy Take-n-Play KLIK

Naklejka na ścianę GROW STRONG WikiMaksimy KLIK

IMG_1381_filtered IMG_1473_filtered

W pokoju są jeszcze KUCHNIA KLIK i STRAGAN KLIK. Ale zupełnie nie mam jak Wam tego pokazać przy obecnym układzie. Oraz, oczywiście, wbudowana szafa na ubrania. Następne 'zerknięcia' będą już, mam nadzieję, z nowego domu 🙂

 


Świąteczne Inspiracje – Eeboo

21 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Eeboo

Nic bardziej banalnego chyba nie ma. Puzzle. Jest to jedna z takich rzeczy, które pojawiają się w twoim domu cyklicznie, nadmiernie i zupełnie nietrafione w gust… najczęściej. Bo cóż kupi daleka ciocia dla dziecięcia twego… no puzzle jakieś i czekoladę. W paczce dla dziecka z pracy czy przedszkola – zawsze puzzle jakieś takie. Gdy biegniesz do domu, zmęczona po setnym spotkaniu danego dnia i wpadasz do sklepu po 'mięso i chleb' to przy okazji zgarniasz… jakieś puzzle, zawsze miły upominek…

Puzzle nie są ekscytujące ani odkrywcze. Mogą być naprawdę piękne, jak malowane dzieła sztuki, mogą być edukacyjne [oj takie dorośli kochają kupować], mogą być z ulubionym bohaterem, mogą też być wspaniale wykonane, z drewna, z grubego, solidnego kartonu, który to wytrzyma więcej niż niejeden plastik.

Ale.

Puzzle mogą też być paskudne. Niestety tych na rynku najwięcej. Obrazki niczym z koszmarów ilustratorów czy ostrych stanów kacowych artystów. Księżniczki, roboty, jakieś inne pszczoły i koty z kłębkami wełny… Jakość tragiczna. Puzzle gną się i rozwarstwiają. Pudełka [ o ile są! ] nie wytrzymują 3 dób ze ‚sprzątającym do nich’ 3 latkiem. Najczęściej źle [nielogicznie] pocięte części, idiotycznie zaprojektowane części obrazka… Nie lubię. A, że puzzle, szczególnie te małe i brzydkie uwielbiają się gubić to z przyjemnością takie wybrakowane 'pudełka' wynoszę z domu, na sajonara na zawsze.

IMG_1233_filtered IMG_1236_filtered IMG_1238_filtered

Ale co poradzić, że dzieci po prostu, zwyczajnie ubóstwiają puzzle? Nawet jak długo nie mogą się przekonać to w końcu i tak stają się puzzlowymi ekspertami. Puzzle są chyba wpisane w dzieciństwo jak rower czy klocki.

Jak pisałam wyżej – puzzle mogą [i powinny!] być czymś pięknym, mądrym, wręcz zdobiącym dziecięce półki i podłogi. Są takie marki perełki. Zapewne kilka już znacie. I na KiKu były… A ja dziś chciałabym Wam przedstawić taką, której ja nie znałam, i trochę z zadartym nosem, założyłam, że w takim razie i Wy nie znacie…

Eeboo. Pierwsze co się rzuca w oczy to zupełnie wyjątkowe, wyróżniające się obrazki. Nie są 'piękne' po dorosłemu, nie są 'offowe' ani artystyczne… nie są oldschoolowe ani drewniane. Są 'śliczne, ładne, miłe, fajne' po dziecięcemu. Są bardzo bardzo estetyczne. Są kolorowe ale nie pstrokate. Są wesołe ale nie 'straszące optymizmem kaczki nad stawem'… Mają treść, do przegadania, do opowiadania. Wreszcie – są mądrze pocięte.

IMG_1252_filtered IMG_1265_filtered

To co nas ujęło szczególnie – teraz uwaga! Kredka przypomniała sobie, że jest dziewczyną i robiła 'ooo acchhh occhhh' na widok dużej ilości brokatu! – to 'wykolorowanie' ogromnej ilości powierzchni puzzli grubym brokatem [nie sypiącym się!]. Brokat jest wypukły [witajcie pracujące paluszki, zabawy sensoryczne i całe to dodatkowe zaplecze, które tak cenię, Bolo ‚jeździ’ po ułożonych puzzlach całą dłonią, palcami, a nawet łokciem!] Nie ma dziecka [yhm … i starszej dziewczyny….], które na widok brokatu nie szczęśliwiłoby buziaka. To bardzo zachęca do pracy. Bo trochę pracy te puzzle wymagają…

Pokazuję Wam dziś dwie wersje świąteczne [są cudne! układając zajadamy pierniczki i słuchamy świątecznej sieczki w radio, LOW!] Jedna to wersja dla 3 latków, druga dla 4 latków. I tu wielki pokłon dla projektantów i producenta. Zadaniowo są wpasowane idealnie w wiek.

IMG_1274_filtered IMG_1288_filtered

Puzzle – Święta Króliczków – to 20 elementów, duże części i porcja skomplikowania akurat dla Bola. Musi podumać, pogłowić się, nie robi tego zadania w 3 minuty. To już cała mocna koncentracja i przy pierwszym razie – moja pomoc. Idealne. I 'occhh…achhh… oooo!' ten brokat, te kolory… Całość zapakowana w bardzo ale bardzo grube pudełko. Na koniec dodam tylko, że puzzle te kosztują 35 zł. Szczerze mówiąc, jak popatrzymy na paskudztwa oferowane teraz przed Świętami w sklepach i ich 'metki' – to ta cena, za tę jakość jest naprawdę przyjemna.

IMG_1306_filtered IMG_1314_filtered IMG_1318_filtered

Puzzle – Świąteczna Parada – to 42 elementy. Od 4 lat. No słuchajcie. Dla nas wspólnie to co najmniej 20 minut ostrego główkowania. To z pewnościa też będzie główkowanie z Dziadkiem pod choinką. Bo to już jest główkowanie 'level up' dla mojego 3,5 latka. Całkiem sam rady nie da, ale z podpowiedziami układa je z wypiekami na buzi, bo to jest wyzwanie i on to wie. I chyba też o to właśnie chodzi, żeby zabawka, puzzle [!!!] były na więcej niż raz i na dłużej niż tydzień. Te będą! Nie zapominajmy, że 'I 'occhh…achhh… oooo!' ten brokat, te kolory… '..

Wybrałam zestawy świąteczne ale Eeboo to też inne klimaty i inne zadania. 9 elementowe dla maluchów i 100 elementowe dla … dla każdego kto lubi spędzać czas razem przy ładnych rzeczach. Bardzo polecamy.

IMG_1334_filtered IMG_1345_filtered IMG_1352_filtered


Księżyc raz odwiedził staw…

13 komentarzy
Księżyc raz odwiedził staw…

Sprzątamy z mężem, uwijamy się, bez słów rozumiemy. Ciach ciach. Zrobione. On mi całusa, ja mu buziaka. Niezła z nas para – mówi On. Patrzę na synka. Siedzi na skraju kanapy, zaraz tą chudą pupiną spadnie, głowa spuszczona. Widzę, że jeden słony groch już kapnął na spodnie. Ramionka opadłe, plecki zgarbione. Kupka nieszczęścia.

Podchodzę do tego Smuteczka i pytam: Syniu, co się stało? Nic Mamusiu. I grochy nowe poturlały się, i kolejne… Synku, widzę, że jesteś bardzo smutny, dlaczego? Tak Mamusiu, jestem. Tu wielki wdech i wiecie… ten wydech na sto razy, grochy kapią jak szalone: Boo… boo…booo ja jestem nie do pary!

———————

Mamo, kogo masz w sercu?

Was Kochanie, Ciebie i Tatę, całą naszą rodzinkę i przyjaciół, i Babcię Niebkową, i Deksika…

A ja Mamo też ich tam trzymam i Ciebie ale wiesz co… robi się ciasno.

Oł! Ciasno? Wiesz, serduszka są taaaak pojemne, tak ogromne, że są w stanie pomieścić nawet miłość mamy i taty do dziecka, a taka miłość jest taaak wielka jak kosmos albo nawet większa…

Mamo! Ja to wiem! Ale ja tam włożyłem jeszcze dinozaury!

Oh.. aha.. hmm… dinozaury mówisz…

Tak Mamo! Bo przecież one wyginęły, są tylko w bajkach, i w naszych historyjkach i na naszych rysunkach. A miały gloooźne zęby i nikt ich nie kochał! Więc nikt ich do serduszek swoich nie włożył! A one te zęby miały żeby mogły obiad Mamo zjeść! Więc ja je włożyłem do swojego serduszka… tylko teraz tam tak ciasno.

—————————-

Posłuchaj: Księżyc raz odwiedził staw, bo miał dużo ważnych spraw…

Oooo! Uwielbiam! Śpiewam z tobą! – zawołałam uradowana.

Mamo! Cisza! To jest utwór dla ciebie!

Oj, ok. – siadam zawstydzona, słucham…

Księżyc raz odwiedził staw, bo miał dużo ważnych spraw… zobaczyły go szczupaki, kto to taki, kto to taki?

Księżyc na to odparł szybko – jestem sobie Złotą Mamą! Słysząc taką pogawędkę, rybak złowił go na wędkę.

Dusił całą noc w śmietanie, nie zjadł wcale na śniadanie, bo uratowałem Mamę, moja złotą Mamę Agę!

————————–

Tato, ja już jestem duży i wszystko umiem, ty już jesteś duży i wszystko umiesz a Mama jest dziewczyną. Ehh.

————————-

Kupujemy kaszki, pieluchy, chusteczki dla bardzo chorego chłopczyka. Nie znamy go ale nasze przedszkole chce mu zrobić świąteczną paczkę. Bolo pakuje do wózka, z przejęciem, każdą rzecz z listy… proszek do prania, szampon, podkłady… i nagle pyta: Mamo – czy mogę sam coś wybrać dla tego Kubusia? Możesz… mówię ciut niepewnie, nie wiedząc czego się spodziewać.

Bolo przynosi: czekoladę, szokobony, kredki i książkę o literkach.

Patrzę, i choć wiem, że to moja /durna/ dorosłość /durnie/ wyrywa się mówię: Ojej, myślisz, że to jest potrzebne?

Moje dziecko spojrzało na mnie tak, że nigdy tego nie zapomnę.

Mamo, przecież ten Kuba jest dzieckiem, prawda?

———————-

I cytat z mojej /mądrej i dobrej/ koleżanki po rozmowie o listach do Mikołaja na różnych portalach: 'Serce pęka jak widzi się jak jedna dziesięciolatka prosi o Samsung Galaxy Ace 3 mini, furby boom, 2 bilety na koncert Violetty w Łodzi ze spotkaniem na żywo z aktorami, perfumy, zestaw kosmetyków a druga o opał. leki i jedzenie dla rodzeństwa. Wszystkie dzieci powinny marzyć o zabawkach i słodyczach, a nie o rzeczach, które powinny być zmartwieniem dorosłych'

IMG_9396_filtered


Świąteczne Inspiracje – Mood4Wood

21 komentarzy
Świąteczne Inspiracje – Mood4Wood

To taki post bez tysiąca słów, z setką obrazów i pragnieniem – ach, żeby udało mi się pokazać to tak, jak widzę te piękności. Wyjątkowości…

Na pewno, Matuszki, kojarzycie i macie dość popularne od 2-3 lat – stemple do ciastek. Czy to Duka czy Empik czy mega design'erskie marki w scandisklepach – jest dość monotematycznie. Home made, Serce, Merry Christmas czy With Love… Ja też je mam. I uwielbiam z nich korzystać. Wycinane ciastka czy pierniczki nabierają charakteru ale przede wszystkim – radość wielką ma to Małe…

Jednak odkryłam coś co deklasuje te stemple o lata świetlne. Wałki. Do malowania po cieście.

 

 

dobryIMG_1151_filtered dobryIMG_1153_filtered dobryIMG_1161_filtered dobryIMG_1164_filtered

Gdy pierwszy raz zobaczyłam ofertę Mood for Wood przyświecała mi tylko jedna myśl. Jakim, ja się pytam JAKIM!? sposobem mam wybrać tylko jeden? Oczyma wyobraźni już widziałam siebie wraz synkiem, odciskających przeróżne wzory na kruchych ciasteczkach czy [już zaraz!] na pierniczkach. A przecież, każdy to wie, każdy znaczek, wzór czy napis smakuje inaczej! Uśmiechy, podjadanie, nosy w mące, i ku uciesze Taty dwie dłonie, odbite na biało, na moich tyłach…

Oczywistością jest to, że patrzycie na wałków kilka. A kilka jeszcze nadal do mnie woła rzewnie [na przykład ty … tyyy folkowy]. Oczywistością jest też to, że patrzycie na wałek MÓJ, KiKowy! Myślę, że rozumiecie mój zawał i wylew gdy go zobaczyłam. Jest przepiękny. PRZE!

dobryIMG_1166_filtered dobryIMG_1174_filtered dobryIMG_1179_filtered dobryIMG_1180_filtered

I tu dochodzę do sedna. Możecie mieć jakikolwiek wałek chcecie! Z imieniem dziecka. Z datą. Z grafiką. Z dowolnym napisem. Dowolnym projektem. Coś wspaniałego. Wierzcie mi, że ta mieszanina masła, cukru, wanilii i jajka jeszcze nigdy nie smakowała tak pysznie.

'Mamo! Jeszcze tylko serduszkowe dobrze? Bo serduszkowego jeszcze nie jadłem!' – wiem, rozumiem. Też tak mam. I ostatnie, naprawdę ostatnie kotkowe. Bo chyba smaczniejsze niż gruszkowe… Nie muszę chyba opisywać ile magii jest w 'malowaniu wałkiem' wraz z dzieckiem. Chociaż przyznaję, że czasem chciałabym siama!

dobryIMG_1183_filtered dobryIMG_1186_filtered dobryIMG_1192_filtered

Polecam te ciężkie, przepiękne, perfekcyjne wałki jak dzieła sztuki kuchennej. Na prezent. Chociaż ostrzegam, że jak ta wspaniałość zawita w waszym domu będzie ją bardzo ale to bardzo ciężko oddać innym, nawet ukochanym…

[moja koleżanka zaplanowała wałek z ulubionym bohaterem bajki swojej córeczki, ciężki przypadek niejadka… teraz tym wałkiem odciskają nawet chleb … tak pisałam – każdy wzór smakuje inaczej 😀 ]

MOOD FOR WOOD TU KLIK albo TU KLIK /bożżż jak mnie kusi ten z reniferami jeszcze …. /

dobryIMG_1199_filtered dobryIMG_1203_filtered dobryIMG_1213_filtered