subskrybcja: Posty | Komentarze

jestem w ciągu!

32 komentarzy
jestem w ciągu!

Siedzę sobie tak oto, około północy i zerkam wokół. W korytarzu kolejne rozerwane kartony. Wszędzie coś, tu łyżeczka a tam but. Jestem w ciągu. Nadchodzi nowa pora roku, nowy sezon, nowe kolekcje, nowe piękności. Kupuję, dostaję, oglądam. Krytycyzm w wyborach naciągnęłam aż pęka. Bo inaczej puściłabym z dymem cały ten dom, tak pełny wybranych, wyselekcjonowanych popierdółek, które sprawiają, że jest mi błogo. Obecnie – jestem w ciągu.

Obiecałam sobie i Wam, że KiK trochę zwolni. Że jak coś tu się pojawi to dlatego, że mam to uczucie z początku bloga – tak, tak! Chcę to pokazać, wykrzyczeć, zaczepić inne mamy i potrząsnąć – patrz, patrzy Kobieto jakie to piękne! Przecież to był powód dla którego założyłam tego bloga – na boga. [ 😀 ]

I dziś właśnie, spontanicznie, przed północą złapałam aparat, wojowałam ze światłem i nic nie przestawiałam, nie układałam. To i to i to – patrzcie Kobiety! Jakie to piękne! I mimo, że zdjęcia robione na niepoważnym iso, mimo, że nie miałam chęci niczego ruszyć ani o milimetr, to myślę, że poniższe fotografie są miłe dla oka. I zadziałają tak, że wyobrazicie sobie, że kłuje was palcem pod łopatką i szepczę do ucha [bo noc jest!]: patrz, patrz Kobieto…

Na początek poruszę sprawę, które pewnie walnie we mnie rykoszetem bo trochę tu nabrużdżę polskim 'scandi' sklepom. Ale tylko 'kuchennie'. Jestem pewna, że 80% moich czytelniczek lubuje się w melaminie, ceramice minimalistycznej, pograniczu dziecinności i dorosłości w markach takich jak Rice czy Bloomingville… W naszych netowych, rodzimych sklepach można wynaleźć cudne cudności z tejże półki. I tak żem i ja robiła. Denerwowało mnie jedynie, że oglądając katalog Bloomingville na przykład, pragnęłam stu rzeczy, których akurat dany sklep nie sprowadził, nie zamówił. Albo jeśli już to sztuk jeden czy dwa… Specjalnie nad tym się nie zastanawiałam dopóki nie zaczęłam poszukiwać gara. Gara z kamionki. Jednego mam i odkąd go mam to innych [oprócz blaszaków, to też moja nowa miłość i mimo, że parzą ucha to nic tak szybko nie zagotowuje wody czy nie podgrzewa porcji zupy…] nie używam. Jeden do piekarnika i na gaz. Jeden do mięsa i na rosół. Jeden ale wielki. Ciężki tak, że nie mam mowy żeby coś kipiało bo po prostu pokrywa jest tak ciężka, że para nie daje rady jej podnieść. LOW!

Jeden. Wielki. Potrzebowałam drugi, mniejszy, płytszy, coby posłużył też za patelnię. W PL sklepach nikuku. Nikuku bo kolory nie takie… ok, tu nie chcę wchodzić w szczegóły ważności koloru gara dla mnie. Chociaż czuję, że wiele z was mnie rozumie… Tak czy siak – w PL czerwienie i brązy. E tam. I tak odkryłam sklep niemiecki, wysyłający do Polski za parę euro DHLem, w ciągu 2 dni paczka była u mnie.

No i ten sklep… to jest raj dla fanów marek Rice, Bloomingville, Ferm Living, Handed By, IB Laursen, Nicolas Vahe… itd itd..

EMIL&PAULA – odlatuję tam, od razu uprzedzam, odpalcie sobie lampkę wina zamin wejdziecie, bo to silna i długotrwała przyjemność…

Kurde…oni nawet te dzyngielki styropianowe serwują pod kolor!

Wszystko co zobaczycie na zdjęciach kuchennego – jest od Emila i Pauli :)

IMG_5206_filtered IMG_5210_filtered IMG_5213_filtered IMG_5215_filtered

Ale też – kosze. Holenderskie. Handed By. Jestem nimi oczarowana odkąd u jednej z moich bliskich mam zobaczyłam taki biały. Na wyjazd zabrała w nim pieluchy. Zawsze mnie rozwala i rozczula i zaskakuje jak mała rzecz, jakiś detal, coś niepozornego ale pięknego zmienia wnętrze. Albo chociaż jego kawałek. Ten kosz obok maty i kilkumiesięcznej dziewuszki wyglądał przeuroczo. Zapragnęłam tych koszy silnie. Oczywiście jak popatrzycie na PL oferty to smutek. U Emila jest full wybór, a kosz na zakupy już całkiem mnie podbił.

IMG_5218_filtered IMG_5219_filtered IMG_5224_filtered

Co tam jeszcze widać… tak patrzę co nacykałam :) Ciuchy. Tak. W ciągu jestem. Czekam na kolejne kolekcje. Nosweet, jak co sezon, wysysa ze mnie i naszego konta ostatnie soki. Ubóstwiam ich za jakość, printy [tym razem nie podeszły mi arbuzy ale ukochałam ich za robaczkowe, drobne printy…], które noszę sama i przede wszystkim za to, że oprócz sukienek wszystko jest I DLA CHŁOPCA.

I buty. Te buty…. co zrobili dla Mrugały. Szlag jakie piękne. Tak sobie je oglądam i macam. Mięta i szarości, zamsz, leciutkie. Ten oldschoolowy klimacik… Zupełnie mam w nosie, że na sznurówkę! Aha … aha… ej hej! A dla dużych to nie łaska?! Nosiłabym…

Patrzę, patrzę.. plasterki. U was też to ważny towar? No Rice u Emila takie rozdaje…

IMG_5227_filtered IMG_5236_filtered IMG_5238_filtered IMG_5243_filtered

I jeszcze wracając do ciuchów muszę – bo się uduszę. Zapewne znacie Kaszkę. Zaglądam na jej blog zupełnie bez sensu, bo u niej te 3 dziewczyny, piękne, dziewuszkowe, tylko mi zawsze smutno, że te brudne róże i zgaszone fiolety to na sukienkach są… Ale, ponownie ta mama od kosza na pieluchy, pokazała mi coś fantastycznego. Legginsy. Niemożliwe w dotyku. Bawełna tak gładka, tak miękka, tak… no jak zamsz trochę. Te legginsy, w tym pięknym zgaszonym różu. Ja smuteczek a ona – czekaj czekaj ale chyba mają niebieski z bordo!

I tak poznałam Girls on Tiptoes. Dzieło Kaszki. Nic tam dla mojego Bola nie ma oprócz tych niebieskich legginsów, niestety. To sklep tak dziewczęcy, że aż pachnie wanilią i stokrotkami. Ale jestem nim tak zachwycona, pomysłem, kolorystyką, materiałem… że polecam każdej mamie dziewczynki, a każdej mamie chłopca – prawie, że wrzeszczę o tych niebieskich legginsach.

Jestem w ciągu.

IMG_5253_filtered IMG_5259_filtered


pod rozwagę…

13 komentarzy
pod rozwagę…

Zielona szkoła. Ja, nauczycielka z niewielkim stażem, wielką wiarą w ludzi i idee. Pod moją opieką grupa dzieci. Szkoła prywatna. Z kilkunastu uczniów dwoje ma wypadek. Jeden spada z konia i mimo ochrony boli go głowa. Drugi spada ze schodów. Boli go głowa.

Pierwszy, oprócz ubezpieczania podstawowego i NNW ma jeszcze 'jakieś'. Drugi ma tylko 'bazę'. Z jednym i drugim spędzam czas na SORze. Z pierwszym jednak to czas krótki i konkretny. Krew. Omacanie przez chirurga. Badanie neurologiczne. Tomografia głowy. Do domu. Drugi – spędziłby w szpitalu 2 dni 'na obserwacji' z zaleceniem wykonania tomografii w 'domu' oraz wizyty u neurologa 'w rejonie'. [spędziłby, bo oczywiście rodzice go odebrali asap…]

To był pierwszy raz, kiedy pomyślałam, że te 'dodatkowe ubezpieczenia' może i mają sens. Jako typowy, szczególnie młody Polak myślałam – raz: mnie to nie dotyczy, jakie są szanse, że coś mi się stanie… a dwa: płacę do cholery wielkie składki na ZUS, czemu mam jeszcze coś dopłacać….

Potem przyszedł czas podróżowania po EU. O boże. Komplikacji tysiąc. W kwestii ubezpieczeń zdrowotnych oczywiście. Generalnie jeśli nie umierasz to możesz sobie pójść do lekarza w Polsce, za miesiąc, czy dwa… To był kolejny raz kiedy pomyślałam o dodatkowym ubezpieczeniu, takim, który pozwoli mi z bólem brzucha pójść po prostu do lekarza, który w razie czego wykona np usg…

Powoli stawałam się 'fanką' ubezpieczeń bo mimo, że czasami formalności albo 'zwroty' spędzały sen z powiek to suma summarum koszta się zwracały a ja nie miałam poczucia, że być może kipnę w jakimś hotelu na rozlany wyrostek.

Potem przyszedł czas 'rodziny'. Gdy pojawia się dziecko nasze mózgi zaczynają pracę na full obrotach pt.: 'co będzie jeśli…'… do tego dochodzą wszędobylskie tragedie, a te dotyczące dzieci najmocniej zapadają nam w pamięć. Zaczynamy myśleć – boże, nie daj boże!, ale przecież to może spotkać i nas! I to małe toto co właśnie zjeżdża na jabłuszku… Dalszy ciąg każdy zna. Był wypadek. Nie ma pieniędzy. Nie ma miejsc, poza tymi na II kwartał 2016 roku. Nie ma naturalnego dostępu do badań obrazowych, które jako nie ingerujące powinny być podstawowe [usg, rtg, tomo, RM…] A nie. Przepraszam. Dostęp jest. Za 400 zł to na jutro termin jest. A RM prywatnie w Wawie to i 1000 zł kosztuje…

Zawsze. Wszędzie. Kurna. Ale rozchodzi się o kasę. A gdy chodzi o zdrowie dziecka i 'rozchodzenie się o kasę' to moja psychika siada albo wrzeszczy. Nie ma we mnie zgody na to, żeby dziecko nie miało 100% dostępu do badań i leczenia bo… pieniądze. Jakiekolwiek dziecko. Niestety Polska nasza o to nie zadba. Ja o to nie zadbam. Ani Bóg Święty.

Tylko my. Wy. Rodzice. Możemy postarać się o bezpieczeństwo finansowe i względy spokój w obliczu wypadku. Żeby móc głaskać obolały łokieć i czytać bajki dla ukojenia obitej główki. A nie biegać po rodzinie z prośbą o parę stówek, nie żeby biegać po placówkach z prośbą o wciśnięcie w grafik. Żeby nie biegać wcale. Żeby być obok, we wględnym spokoju ducha, z siłą na uśmiech i pocieszenie. Z siłą na opowieść, na grę, na kołysankę. A nie bez sił, które zostały zmarnowane na formalności, walki, kłótnie i przyziemności czy na koncie coś jeszcze zostało…

Kiedyś Wam opiszę wszystkie ubezpieczenia jakie mamy. Może to i dużo. Ale wierzcie mi, że te parę setek miesięcznie [w sumie] daje mi spokojny sen a w poniższym wypadku – absolutnie rozkoszne wakacje. Chcę zwrócić waszą uwagę na jedno z ubezpieczeń, które do mnie bardzo przemawia. Jest to tekst sponsorowany. Jak wszędzie przecież – rozchodzi się o kasę… ale możecie być pewni, że piszę ten tekst z najgłębszego przekonania o jego słuszności.

IMG_2927_filtered

Ubezpieczenie to, przede wszystkim, obejmuje opiekę podczas amatorskiego uprawiania sportów – narty [!!!], sanki, ale i rower czy jogging [!!!]. Po drugie obejmuje całą rodzinę. Ale wiadomo, przede wszystkim dzieci. Opiewa na rok. Trwają ferie. To ubezpieczenie idealne. Nie ma doskonalszego momentu na podjęcie takiej decyzji.

Trochę konkretów, które mnie silnie przekonują do pakietu MediPlan od AXA Assistance:

– cena ubezpieczenia rodzinnego jest stała niezależnie od liczby jej członków

– formularz jest banalny i w opcji rodzinnej podajemy dane tylko jednej osoby

– płatności można dokonać elektronicznie, a dokumenty potwierdzające zawarcie umowy otrzymujemy na wskazanego maila

– nie musicie być małżeństwem aby wybrać opcję rodzinną

– wreszcie, pakiety startują od śmiesznej ceny rocznej 51 zł do równie radosnej kwoty [max] 258 zł/rok/cała rodzina

OPCJE I PAKIETY TU KLIK

[ubezpieczenie obejmuje wypadki na terenie Polski]

I coś bardzo bardzo ważnego – nie ponosisz kosztów umówionych wizyt lekarskich oraz niezbędnych badań specjalistycznych w przeciwieństwie do ubezpieczeń NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków) oferowanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe. W przypadku standardowego ubezpieczenia NNW samodzielnie organizujesz leczenie i pokrywasz jego koszty, a następnie domagasz się odszkodowania od ubezpieczyciela. Tutaj nic 'nie wykładasz' i nie czekasz na zwroty.

 

Wszystkie szczegóły przeczytacie TU KLIK [mają sens i nie czyta się ich jak przez ‚szklankę’].

Szczerze życzę sobie i wam abyśmy nigdy nie musieli 'ściągać' ze stoku połamańca. Abyśmy nigdy nie musieli mieć pękniętych serc bo nasze małe cierpi. Ale jeśli już wypadek, który chodzi po ludziach, dotrze i do nas, to chociaż miejmy tę błogość finansową. Miejmy 'gdzie' zadzwonić i 'na kogo' się zdać.

Daję pod rozwagę…

AXA-Assistance-Polska-Logo-Mini