subskrybcja: Posty | Komentarze

blogerka kulinarna

51 komentarzy
blogerka kulinarna

Po poście o Kukbuku, pewna sławna, mądra i piękna blogerka kulinarna napisała mi wiadomość, że jak parenting się skończy to mogę wejść na luzie w kulinarne blogowanie… nie napiszę która to mnie połechtała, bo to słabe tak lansować się na czyjeś sławie, prawda?

Za to pomyślałam o tym… jak ten parenting się faktycznie skończy… co wtedy… Poniżej poczytacie trochę moich luźnych myśli, dość chaotycznych, o tym dokąd zmierza mój blog, dokąd zmierzam ja, czego się boję i czym gardzę… Jeśli nie lubicie nas za bardzo a zaglądacie tu wyłącznie dla ciekawostek, poleceń lub aby poczytać moje opowiadania – wyjdźcie. Wpis ten powstał bardziej dla mnie niż dla was.

Jak ten parenting się skończy to… on się nie skończy, bo dzieci całkiem nowe rodzą się i całkiem nowe mamy, czasem całkiem zdolne, zakładają coraz to nowe blogaski. Dopóki rodzić będziemy dopóty parenting będzie miał się dobrze. Co innego pojedyncze blogi, a może nawet pokolenia blogów. Moim pokoleniem są blogi mam 3-4 latków… Parenting się nie skończy, skończy się pewnien wiek blogowego dziecka. W pewnym momencie przestaje być urocze, przestaje być rozkoszne. Czasem to 3 latek, czasem, 5 latek. Ale zawsze, w jakimś momencie, czy tego chcemy czy nie, czy się zgadzamy czy nie, nasze dziecko samo odsunie się od bloga, od inspirowania nas, od nas po prostu… I co wtedy?

No można porodzić nowe dzieciątko. I wtedy od nowa… smoczki, soczki, leżaczki i wózki. I jeszcze cały aresenał relacji rodzeństwa i słodyczy większej rodziny. I jest czad. Ale co jeśli porodzić drugiego nie chcesz? A feee pewnie, jak można nie chcieć. Hmm… biorę w ramiona te małe kruszynki, który przyszły na świat w moim otoczeniu i mózg zalewa mi hormon, zapach ogłupia, macica mi podskakuje.. przez jakieś 15 minut. Po tym czasie z ogromną przyjemnością i ulgą oddaję tę słodycz jego matce.

Co tam dalej. A! Trzepanie kasy na sponsorowanych. Wiecie, że nawet i pięć cyfr w dobrym miesiącu wyklepie popularny blog matuszkowy? Dla jednych cudnie, dla innych paskudnie. I tak trzepiemy tę kasę za sponsorowane, a co jakiś czas ogłosimy dumnie – sama kupiłam! Za darmo polecam! Ogłaszamy niczym amerykańska, serialowa kancelaria prawna, że pro bono to było aż 3 razy w zeszłym kwartale… tacy jesteśmy darczynni.

A z drugiej strony, czy za reklamę, po prostu, nie należy się wynagrodzenie? Bo wiecie, idealnie byłoby, że gdy robisz to pro bono, to polecona marka odzywa się do ciebie po – "wow! dzięki! to może nam pani wystawi fakturę, wszakże zarobiliśmy w cholerę kasy dzięki temu wpisowi, więc byłoby fair"… taaak. Tak właśnie jest.

Albo z wydawnictwami co to ślą za darmo. Prawie zawsze rozczarowanie, choćbym i całe jedno oko przymknęła to nie polecę. Z drugiej strony gdy kupię, pokocham, opiszę sercem i duszą to ani kuku, ani dzięki Kredka, kij, że od ciebie wlazło do nas parę tysięcy osób, kij, że jakiś tam procent kupił naszą książkę dzięki tobie… Nic, kuku nic. W końcu przecież nikt mnie o to nie prosił…

Czy ja chce hołdu, podziękowań i pięciocyfrowego wynagrodzenia? [no dobra, ostatniego trochę chcę…] a gdzie tam! To moja wizja bloga przecież, ja nią zarządzam. Czy za darmo, czy za kasę, czy za uśmiech czy za pocałuj mnie w dupę – zawsze polecę coś z przekonania, żeby się tego nigdy nie wstydzić… Zobaczycie, niedługo pokażę wam coś co na pierwszy rzut mego oka na żywo sprawiło, że szykowałam już przelew zwrotny i trudny mail z tych: proszę wybaczyć ALE. A potem bum, dziecko przeszczęśliwe i tata Bola mówiący – dla ciebie to ma być czy dla niego…

O co mi chodzi? Nie wiem sama… może o te kulinaria, o książki, o dobre teksty…

Dostałam propozycję wydania książki, podjara, wypieki, przecudne spotkania, wspaniałe kobiety,  już podpisywałam umowę, już już zgarniałam świetne warunki, soczystą zaliczkę i ciach – olśnienie – nie! Nie teraz, nie tak, nie czuję tego na 100%, wycofka… kapujecie, taki deal a ja wycofka… bo mnie ta cholerna uczciwość przed samą sobą dobija i zawsze sfrajerzy. Ja nie mogłam obiecać czegoś czego mogłabym nie spełnić… Kurde a taki status, piękny i mocny na FB by się utworzył… z tysiącem lajków…

I co dalej… to o czym pisać… cała blogosfera parentingowa tłucze to samo tylko [jak dobrze pójdzie] innym stylem i w innym czasie w zależności od wieku dziecka czy dzieci… no popatrzcie.. czy jeśli świetny blog napisze dzisiaj o kolkach, to czy ja to przeczytam – no nie, bo mnie to już całkiem nie dyga. Czy jeśli super popularny blog napisze o tym co sądzi o śmierci Ani Przybylskiej to to przeczytam? No nie, bo zupełnie pogląd tej osoby na tę sprawę mnie nie interesuje…

A gdy już przetłuczemy wszystkie tematy, od niemowlęcych, po przedszkolne, od misyjnych po społeczne, zostajemy sami. My dorośli. Na blogu z własnymi, dorosłymi życiami, które w większości wcale nie są takie rajcujące.

Czytamy to co nas dotyczy, naszych dzieci, albooo… czytamy z przyzwyczajenia, tak jak oglądamy ulubione seriale, mają lepsze, gorsze sezony. Czasem lecą w dół po równi pochylej a my nadal je oglądamy, kręcimy nosem, że to już nie to samo ale oglądamy… Jednak w natłoku informacji, blogów, felietonów, artykułów, ileż tych ulubionych mieć będziemy? Na dłużej niż parę tygodni? Ze dwa? Trzy? No właśnie. Ja mam jeden.

Można też komentować wydarzenia, oj tak, ten przejechał, ta pobiła, ten wyrzucił, a ta marka to nawet nie wie co Holocaust… można też poruszyć nieśmiertelne tematy śmierci: eutanazji, aborcji czy kary śmierci. Można też wymyślić niby-własne motywy, jak np – 'i co z tymi ścieżkami rowerowymi?!' albo 'moje dziecko nie dostanie Barbie..'…
Można, można.. Zawsze też można ruszyć tę nutę 'matka-dziecko-zagrożenie' jak śmierć czy choroba. Każdą z nas to ruszy, mięciutkie w tej kwestii jesteśmy.

I ja miałam plan podobny, bo sytuacja taka, że guz [przypadkowo odkryty, słyszysz na usg: to pani go nie czuła? jest taki duży!], że biopsja i zesrałam się ze strachu tak mocno, że w trakcie czekania na wyniki przewartościowałam kilka istotnych spraw. W tym czasie prosiłam boga, w którego wierzę dość słabo, żeby mi pozwolił jeszcze milion razy zrobić to cholerne pranie i jeszcze milion razy dał poczuć zapach spoconego karku mojego dziecka. Płakałam po nocach, że przecież jest tak mało zdjęć mnie samej, że mój syn nie będzie wiedział jak wyglądała jego mama…Tak. Się zesrałam, gdy zobaczyłam oczy mojego męża jak powiedziałam te paskudne słowa: mam guza. Słońce świeciło a ja szłam sztywno z tym małym człowiekiem za rękę i wpatrywałam się w męża mego z błaganiem: nie bój się bo jak ty się bać będziesz to ja nie dam rady… A on się bał. Mówił, że nie ale się bał.
Gdy odebrałam wyniki nie otworzyłam koperty, poszłam do lekarza z zamkniętą.  Świr jakiś… Usiadłam i zaczęłam płakać. Pani popatrzyła pytająco, podałam jej kopertę. Szlochałam niczym na scenie w Teatrze Wielkim. Tysiąc razy wyobrażałam sobie ten scenariusz, jej minę w zależności od tego co tam wyczyta, jej słowa.. jej gesty, czy mnie przytuli jak zacznę wyć? Ręce jej się trzęsły bo wprowadziłam nastrój histerii perfekcyjnie, wykrzyknęła jak z karabinu: wszystko jest dobrze, łagodny!

Siorbałam nosem i nazwałam ją swoim aniołem. Idiotycznie bo nim nie była, ale ten wrodzony dramatyzm musiał dać o sobie znać. Potem wyszłam i wskoczyłam na męża, jak nastolatka jakaś, w dodatku 50 kilowa…

No widzicie, chciałam taki post, jeden z tych siekających matczyne serca, ale potem Ania Przybylska i wstyd mi się zrobiło…

I tak leżę teraz, pod kocem w sowy, nie moim zresztą bo dziecięcym, i klepię se w kopiach roboczych, nie patrzę na razie na literówki, może jutro to wszystko wywalę albo zmienię w fajną historię jakimś cudem. Albo może dam wam zobaczyć część mych poszukiwań, część moich myśli, może chaotycznych ale takich bez zabarwień…

Nie jaram się dużymi statystykami – już – i nie zamartwiam małymi, nie sprawdzam jak radzi sobie konkurencja, nie czuję ciśnienia na post co 3 dni i nie nie śpię po nocach wymyślając temat na blog… Jedno tylko pozostaje – gdy publikuję i widzę na żywo setki was, wskakujących na KiKa bo jest nowe. Nadal mam wtedy wypieki, mam zawał gdy masowo klikacie 'lubiśki' [i niech mówią co chcą jacyś tam ludzie, dla mnie klikniecie w ten guzik to nie tylko statystyka, to nawet nie to, że lubicie dany post szczególnie bardzo, dla mnie to takie fajne machnięcie ręką – byłam tu, pozdrawiam!] Jeszcze komentarze, które odkąd prowadzę bloga, 3 rok już… wywołują we mnie niezmiennie poczucie winy, bo rzadko je komentuję sama, a powinnam…

Taki to KiK jest chyba, o fajnościach, o pięknych książkach, czasem o tym co w mej wyobraźni a czasem o tym co u nas w realu… lubię nas takimi właśnie, i chciałabym żeby wpadały tu osoby, które też w nas to właśnie lubią.

Ja jestem Agą, taką tam sobie jakąś… Mamą, żoną, kochanką, córką, siostrą i sąsiadką, konsumentką też jestem i miłośniczką pięknego i mądrego… ale moje życie nie jest bardziej fascynujące niż każdej innej Agi pełniącej te same funkcje. I nie będę udawać, że tak jest. Nie będę tworzyć na siłę. Potrafię ale nie lubię wtedy siebie a to jest paskudne uczucie. I mimo, że dom zaraz prawie, że budować będziemy, i mimo, że może zdecydujemy się jednak na drugie dziecko i mimo, że może i pokażę wam jaką podłogę wybrałam i jaką poduszkę do karmienia kupiłam, to nadal, w lustrze, co rano widzę te same podkrążone oczy, niechęć do kolejnego dnia i marudę na twarzy. Widzę tysiące takich samych Ag.

Ja chcę celebrować życie, ja chcę mieć wypieki każdego dnia, ja chcę dotykać, wąchać, doświadczać, słuchać i opowiadać ale choćbym stanęła na głowie to i tak wcześniej muszę odkurzyć i porobić bolesne przelewy, wytrzeć gile, też te swoje, i zmusić się do zjedzenia czegoś mądrzejszego na śniadanie niż baton musli… Chcę być wyjątkowa, i chcę mieć wyjątkowe życie, chcę je takie właśnie serwować mojej rodzinie a potem wam ale…

Jak tysiące takich samych Ag… siedzę pod tym sówkowym kocem, pokasłuję przez jakiś zakichany przedszkolny wirus i słyszę chrapanie z sypialni. Wcale mnie to nie rozczula, wkurza mnie i irytuje. Szukaj teraz człowieku zmęczony, po nocy, po ciemku, w zimnie, zatyczek do uszu… kurna.

IMG_9181_filtered

IMG_9194_filtered

IMG_9197_filtered

IMG_9207_filtered

IMG_9256_filtered

Mgliście, Mazury, nasza trojka, złote światło, słodki zapach słońca na pajęczynach, dziwna cisza w szumie i wspaniałe jedzenie. Obecnie tylko to mnie kręciło, wiec co tu opowiadać? O hotelu? Eee.. słaby był… Jakby coś to zawsze mogę zostać tą zdolną blogerką kulinarną przecież! Uff.

  1. Dobrze rozumiem o czym piszesz. 20 listopada minie równo dziesięć lat odkąd zdiagnozowano u mnie coś paskudnego i złosliwego. Brzmiało jak wyrok, a jednak jestem. I co więcej są moje dzieci, choć po chemii nie dawano mi szans na macierzyństwo. Jestem szczęściarą…

    Bardzo lubię twoje pisanie Kredko. Żałuję, że trafiłam do Ciebie tak późno. Rozjechałysmy sie rocznikowo, ale wciąż mam nadzieję, że doba się rozciągnie i znajdę czas na nadrobienie zaległości z archiwum. Pozdrawiam gorąco :*

     

     

  2. Rewelacyjny tekst ! 

  3.   Uwielbiam Twoje pisanie  😉

  4. Chyba Was lubię bo dotarłam do końca 😉 Byłam tu i pozdrawiam :)

     

  5. Brawo !!! Wielki szacun :)

  6. Dla mnie jestes boska Kredko :)

  7. Uwielbiam:)

  8. Jesteś najlepsza! Zdrówka dla Was!

  9. A ja się ostatnio zastanawiałam, czy bloga parentingowego da się prowadzić w nieskończoność "na jednym dziecku" właśnie i co na to dziecko za lat kilka, kiedy pójdzie do gimnazjum na ten przykład. Niektóre matki-blogerki są tak nastawione na współpracę i trzepanie kasiory, że sprzedają intymne historie swojego dziecka tak lekko, że przypomina mi się "Truman show". Dziękuję, że jesteś inna, masz klasę i zdrowy dystans.
    PS. Świetne to mazurskie zdjęcie, z wystającymi z wody słupami – wyglądają jak portki rozwieszone na sznurku :)

  10. czytalam sobie lajtowo w wannie… bardzo sie zamysliłam nad Tobą,woda wystygła,a ja tu ciągle jestem..przytulam Cię całym
    sercem.i życzę zdrowia!

  11. Bardzo Cię lubię:) chociaż w ogóle przecież nie znam:) i tez juz nieraz myśle ze niezle dajesz co poniektorym firmom zarobić.. Za free:) i nie wiem co tu jeszcze napisać ale wyobraź sobie ze słodzę Ci bardzo:))  

  12. :) aleś się napisała Kochana ! :) Lubimy 😉

  13. ach Ty kredka, normalność w naszym świecie pilnie poszukiwana, a tu po prostu jest. dlatego tu wracam.

  14. Hej, Kredko, Ago,

    Cieszę się, że jest KiK. Lubię Was. Lubię tę niezwyczajną zwyczajność. I wiem, że też musisz kiedyś zrobić pranie, że też masz gile, miewasz chandry, że Ci się nie chce, że wątpisz… 

    A wiesz co? Najbardziej podoba mi się to, jakim językiem piszesz. Że oczy nie bolą od błędów, że nie chrzęszczą w uszach połamańce stylistyczne, że piszesz lekko i ze swadą. Tak możesz pisać nawet o płytkach w łazience a ja będę czytać z wypiekami!

    Pa! 

  15. Zdrowiej no i za krótko bo bliska mi ta zbieranina myśli.. wiekowo mój starszy synek zbliżony do B. więc jak dla mnie pisz i okołoparentingowo do upadłego, w końcu każdy ich wiek ma swoje prawa,plusy i minusy, ja tam bym poczytała o tym jak Ty przeżywasz jego pierwszą miłość tym bardziej,że ewidentnie za późno wpadłam na Twojego bloga :) A no i na tą książkę czekam.. czekam na ten Twój czas, że poczujesz.. że już..

  16. Kredko, dziękuję Ci bardzo za wiesz który fragment. Przytulam, dobrze, że guz się okazał łagodny. I wiesz, że my czekamy… ale bez presji:)

  17. Matko Kredko, zdjęcia magiczne!
    Uwielbiam Was od samego początku. Wspaniali jesteście, uwielbiam Was i mam pewność, że nigdy się to nie zmieni…
    Mylisz się pisząc, że jesteś taka jak inne kobiety, jesteś wyjątkowa. Kocham Cię Aga! :

  18. Rzadko komentuję. Prawie wcale u Ciebie, ale skoro lubisz to macham łapką. Jestem. Czytam. Delektuje się i zachwycam.
     

  19. no i luz – nie wiem co napisać, natłok różnych myśli w głowie, może to od Twojego blogopisania, może od tego mocnego drina co pije, a może po prostu bo jest noc :) nie wiem. Po prostu chyba Cię pozdrowię cieplutko

  20. :) lubię was jak nic :)

  21. pamiętam jak do Ciebie trafiłam… już czas jakiś temu. po pierwszym wpisie jaki przeczytałam odkopywałam kolejne z archiwum i tak przez kilka dni nadrobiłam zaległości. co któryś wpis podtykałam mężowi do poczytania :) od tamtej pory śledzę namiętnie. tak, tak – jestem przykładem tej, która po Twoich recenzjach zakupy w księgarniach robi :) bo ja tak jak Ty chcę chłonąć życie i nie ronić ani minuty ale też tak jak Ty mam do ogarnięcia cały świat mój, moich dzieci, mojej rodziny. I dobrze mi z tym! Amen :) 

     

  22. Droga Kredko , masz prawdziwy dar pieknego i mądrego pisania , a ono , zapewniam Cię, będzie potrzebne również tym wszystkim Rodzicom, których Dzieci będą dorastały tak jak Bolo i myślę , że wtedy będziesz pisała o tym jak stawiać granice , żeby wspaniałe dzieciaki czuły się bezpiecznie, dopóki jeszcze są pod skrzydłami rodziców, jak mądrze słuchać i powstrzymac się od zbędnych komentarzy a potem jak budować dobre i zdrowe relacje z dorosłymi Dziećmi, bo to jest duże wyzwanie. Nawet nie zauważysz Ty i Twoje czytelniczki jak szybko dzieci dorosną, a ciągle będzie o czym pisać. Piękne jest to , że umiesz pokazać wielką wartość pozornie małych rzeczy oraz to, jak cenne jest " tu i teraz ", bo przecież nie warto martwić się ani tym co za nami , ani tym co przed nami bo dzisiaj nie mamy na to zbyt wielkiego wpływu .Bardzo lubię czytać Twoje opowiadania chociaż nie jestem już młodą mamą , prawdopodobnie jesteś w wieku moich najstarszych Dzieci , a nawet moje najmłodsze dziecko – siedmiolatek jest trochę starszy od Bola , ale za to urocza Wnuczka jest młodsza :) . Myślę , że równie pięknie będziesz pisała o wyjątkowej miłości jaką darzy się Wnuki , czego życzę Ci z całego serca. Szczerze mówiąc fajnie byłoby wziąć do ręki pięknie wydaną książkę z napisanymi przez Ciebie historiami.

  23. Jak zaczniesz prowadzić kulinarnego to zamiast dziur w portfelu będę miała nadmiar kilogramów… I nie wiem, cieszyć się, czy nie? 😛 

  24. piszesz, że masz jedno ulubione miejsce w necie które odwiedzasz, ja też…KIK

  25. Droga Kredko! Trafiłam na Twojego bloga jakiś czas temu, zupełnie przypadkowo i od tej pory czytam i chłonę każdy Twój wpis. Dla mnie w swej "zwykłości" jesteś wyjątkowa! Dziękuję… po prostu.

     

  26. Nigdy nie komentuję, ale Was/Cię lubię. Pisz dalej, bo świetnie się to czyta!

  27. Bardzo Was lubię, wyczytuję wszystko co nowe od początku do samego końca :-) Baaa wyczytuje nawet sukcesywnie całe archiwum, bo moje dziecię o 1,5 roku młodsze jest od Bola. Podziwiam też zdjęcia i nieraz są one dla mnie inspiracją do kadrowania życia mojej rodzinki – rzadko mi jednak wychodzi tak jak Tobie :-/

    Bardzo się cieszę, że diagnozy okazały sie pomyślne!

  28. W sumie to chciałabym napisać, że lubię Ciebie i te Twoje 50 kilo. :*

  29. Przez Ciebie wygotowałam rosół:) Można , można czytając Ciebie….i wiesz….dobrze, że jesteś…:****

  30. Natknelam sie na Was przypadkiem i zogoszcze na stale jesli pozwolisz;)

  31. Lubię Twój sposób widzenia. Lubię Twoją mądrość. Uwielbiam podejście do dziecka, żałuję, że sama mam mniej wiedzy i cierpliwości od Ciebie (żałuję,że nie prowadzisz warsztatów dla rodziców). Lubię Twoją szczerość i szacunek dla czytelników. Podziwiam warsztat i plastycznośc słowa. Lubię,że jesteś sobą. Nie przestawaj pisać, ewoluuj, wktórą chcesz stronę, ale nie zostawiaj nas.

  32. Droga Kredko, przyznam że zazdroszczę Ci umiejętności pisania w taki sposób, że nawet luźne i chaotyczne myśli o Twoich rozterkach, wątpliwościach czyta się wspaniale.

    A wątpliwości i rozterki są potrzebne, to dobrze, że nie przesz do przodu jak czołg, totalnie pewna siebie i swoich racji.

    Moja sugestia – więcej tesktów pedagogicznych. O tym, jak wychowywać, jak się bawić (a nie tylko czym) , jak rozmawiać…Ja wiem, że to duża odpowiedzialność i duża praca. Ale to potrzebne jest. Z Twoim wykształceniem i doświadczeniem, z Twoją mądrością życiową, rozsądnym poejściem, dobrym gustem i dystansem do siebie… i z Twoim piórem… Bardzo proszę, będę machać, lajkować, stuk-stuk-ać…

     

    bardzo pozdrawiam

  33. Czytam 3 blogi regularnie, czesto wracam i szperam w archiwalnych postach. To Szafa Tosi, Zezezulla i Ty 😉 nie ma lepszych 😉

  34. Patrycja M. mówi:

    nie wyobrażam sobie wieczornego czytania bez KiKa, ale blog kulinarny też chętnie poproszę 😉

  35. Uwielbiam Was !!! Cudnie sie czyta posty,tak lekko… kocham za to,ze nie traktujesz Bolcia jako maszynke do zarabiania jak to robia niektore blogerki… badz zawsze!!!

  36. Jedyny blog,który czytam,oglądam,podglądam,który mnie inspiruje,zachwyca,uspokaja(że nie mnie jedynej czasami się nie chce) zawsze czekam na nowe. Bardzo lubię,macham i ślę pozdrowienia.

  37. Takie jeden pan kiedyś napisał:
    „Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam,
    Życie to nie tylko kolorowa maskarada.
    Życie jest piękniejesze i straszniejsze jeszcze jest.
    Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!”
    Wiec żyj, Kredko! Z tego będzie blog.
    P.s. I komentuj komentarze :) człowiek nie ma wtedy wrażenia, że gada w pustkę :)

    • KlocekiKredka mówi:

      nigdy w pustkę, nawet jak siedzę cicho, potem już… ‚Wiec żyj, Kredko! Z tego będzie blog.” najlow!

      • Kredko, bardzo Ci polecam książkę „Księga życia kobiety” Joan Borysenko. Jest jak lustro. Ta książka pokazuje, jak nasze życie składa się z różnych etapów i jak na przełomie tych etapów pojawiają się takie pytania, jak Ty zadajesz. Mnie bardzo ta książka pomogła, szczególnie, jak skończył się we mnie „etap matki”.

  38. Budujesz dom?
    Sywórz blog o tym :) Masz doskonały gust, z pewnością by się go świetnie czytało i oglądało. Serio!

  39. Bo Twoje teksty na tym blogu płyną prosto z serca, brka w nim autopromocji i egzbicjonizmu. A z książki nie trzeba rezygnować. Pisz!

  40. jak zawsze … musze chusteczke wziać a tu ludzie się gapią , ze kapie mi cos do kawy w kawiarni na pradze w piekny słoneczny dzien… 

    eee …bez składu

  41. Cieszę się z łagodnej diagnozy Ago, kobieto, mamo Bola, żono swego męża… Pisałam to już kiedyś, a to pisałam, że  KiK jest o fajnościowych, fajnościach, o pięknych książkach (które łykamy), o tym co w Twej wyobraźni, o tym co u Was w realu… i lubię Was takimi właśnie! Kocham! Pozdrawiam i chcę Was tylko takimi – Aśka.

  42. Aga, wymazałam sobie z Twojego bloga Bola. Jego historie i zdjęcia. Wymazałam wszystko o dziecku. Wymazałam wszystko z czym on sam mógłby mieć problem jak dorośnie. I wiesz co? Nie było tego za wiele. Prawie nic. Wiesz co zostało? Ty. Twoje spojrzenie na świat. Na Niego. Twój talent malowania słowem. Twój blog (parentingowy) jest przykładem bloga wiecznego. Ty się nie skończysz, Twoje rodzicielstwo nie ucieknie. Twój talent będzie się rozwijał i rozwijał, a my dalej będziemy chcieli więcej. Sama jesteś definicją swojego bloga Kredko. Nie ważne ile Bolo będzie miał lat, nie ważne czy będzie dalej na blogu czy nie. On Cię niezmiennie inspiruje, a Ty bierzesz z tego garściami i wysypujesz te garście na blogu. Wiesz ilu ludzi inspirujesz sama? Do działania, do myślenia? Ja myślę że bardzo wielu. No mnie na pewno!

    A jak już dojrzejesz do napisania książki (a wierzę, że to przyjdzie we właściwym momencie), to wiedz że będę jedną z pierwszych, która tę książkę kupi! 

  43. Uwielbiam Cię!!! 

  44. Kredko nie ważne, że nie odpisujesz na komentarze. Ważne, że ciągle piszesz o Bolu, o książkach o zabawkach, dodatkach, gotowaniu i o tym wszystkim innym co każdej czytającej Cię osobie daje jakiegoś takiego powera, kopniaka, uśmiech, łzy, emocje. Odkryłam Cię przypadkowo rok temu i od tej pory czytam, wracam do ulubionych postów. I bez względu na to czy nadal będzie to paretingowy blog, czy kulinarny, czy literacki, czy filozoficzny, czy budowlany będę wracac bo dajesz mi energię. Dziękuję :)

  45. markdottir vel. argilae mówi:

    Nie mam FB, więc Ci tu napiszę: lubię to. Nawet jak nie zostawię słowa, to i tak czytam. Zawsze, a czasem nawet dwa razy. LOW!

  46. Bardzo na czasie. Podobne myśli ostatnio mam :)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *