subskrybcja: Posty | Komentarze

zebromarchewka, kurze jajo, kurze jajo…

18 komentarzy
zebromarchewka, kurze jajo, kurze jajo…

motylopapuga… kurze jajo, kurze jajo… czyli dziś nasza opinia o niesamowitym projekcie. Muzyczno, edukacyjno, animacyjnym. Dla dzieci przedszkolnych.

Wyobraźcie sobie jakiegoś 'Pana', który ma wizję. Tak. To dość częste. Często też owe wizje owych panów materializują się. Znajdują się sponsorzy, tłumy łykają reklamę. Jest kolorowo, bardzo głośno, jest ogrom dramatyzmu, krzyku, jaskrawości. Sprawa się sprzedaje, dzieci noszą ubranka z owymi wizjami, a w łapkach trzymają tandetne plastikowe 'zabawki z bajki'. Podśpiewują nic nie znaczące słowa, grane na dwa akordy piosenki. Aż do następnej 'wizji', następnego krzyczącego do nas z ekranu kina, telewizora czy pada bohatera, aż do następnego zalewu sieciówek pidżamkami, skarpetami i koszulkami z owymi paskudztwami, aż do następnego pana z wizją i bardzo głęboką kieszenią.

Ale czy to wszystko to takie złe jest? Czy zarabianie na nas i naszych dzieciach to takie zło wielkie? Pewnie, że nie, muszę to tu dobitnie stwierdzić. Wszyscy mamy wolną wolę. Wszyscy mamy wolny wybór w doborze rozrywek i tego co serwujemy naszym dzieciom. Ponad to pociechy nasze żyją w grupach społecznych, z których też czerpią szeroko rozumiane inspiracje  Ciężko, a raczej nie ma takiej możliwości, abyśmy nie stykali się z masówką, żebyśmy chociaż nie liznęli mainstreamu… Ale.

A jakby tak inaczej? Ciszej? Skromniej? Mądrzej?

Co? Nie sprzeda się? Nikt nie zauważy? Bo trzeba wywrzeszczeć?

Ostatni piękny i mądry film, taki kultowy, taki 'na zawsze' jaki powstał i oglądamy go w kółko – ja i mąż, i moi rodzice, i moje dziecko i moja siostra [cztery pokolenia!] z tym samym drganiem w sercu, z tym samym radosnym śpiewaniem rewelacyjnych muzycznie piosenek, z tym samym uczuciem na koniec nieokreślonego spokoju i dobroci. Król Lew.

A teraz? W odstępie 20 lat. Teraz być może [być może!] dorówna mu czarem, magią, tysiącem analogii, uczty dla uszu, raju dla oczu, emocji dla duszy – całkiem być może – dorówna mu film "Sekrety morza"….

Ale dziś nie o kinie. To dygresja, która mam nadzieję, natchnie Was do analizy. Tak więc wracając – A jakby tak inaczej? Ciszej? Skromniej? Mądrzej?

I dochodzimy znowu do 'pana z wizją', z tym, że wizją cichszą, mądrą, skromną. Ów Pan z Wizją aż 10 lat hmm… szukał, walczył, tworzył, mówił innym 'warto!', gdy ci kręcili nosem, że za mało spektakularne… pewnie się nie sprzeda.

Projekt Agi Bagi.

IMG_5431

Agi Bagi. Mała planetka. Śmieszna bo płaska. Z jednej strony mieszkają zielone Agingi a z drugiej różowo-fioletowe Bagingi. Stworki żyją sobie spokojnie, wesoło dbając o swoją planetę. To główny przekaz bajki. Przepięknie i delikatnie, bez dramatyzmu i grozy przekazane są wartości ekologiczne. Sporo wiedzy, idealnie dopasowanej do kilkulatków z zakresu natury, przyrody.

Mamy tu kilku głównych bohaterów. Bodzia, Zibiego, uroczego w swym francuskim fochu – Księżyca czy ukochaną przez Bola, głupiutką i dobrą Gadzinę. Przygody jakie mają są wyjątkowe. Wyjątkowe na tle tego co oferuje nam obecnie rynek animacyjny dla dzieci. Nikt nie krzyczy, nikt nie wrzeszczy, nie ma sytuacji podbramkowych. A jednak genialne utrzymują zainteresowanie dziecka i prowokują [co lubię najmocniej] do dalszych rozmów. Promują czyste, dobre i mądre postawy w sposób bardzo lekki, bez pompy i zapowietrzenia.

Grafika. Dobrze wiecie, co kocham najbardziej. Minimalizm. Senny trochę klimat. A tutaj tego nie ma. Niektóre postaci są 'dziwne' i moje całkiem pierwsze wrażenie było średnie. ALE. Ale obserwując swoje dziecko, które od pierwszych sekund pokochało Agi Bagi uświadomiłam sobie coś ważnego. Wreszcie jest projekt kierowany do dzieci w 100%. Tak, właśnie tego, dokładnie tego oczekuje kilkuletnie dziecko. Ten środek. Jest kolorowo. Nawet bardzo. Ale nie pstrokato. Dużo fioletu, zieleni i żółci. Ze smakiem, mocne kolory a jednak uładzone, delikatne… Wielkie, wielkie brawa.

Dalej to muzyka. Dalej ale dla mnie czy Taty Bola na pierwszym miejscu. REWELACYJNA. Doskonała instrumentalnie. Piosenka poniżej rozbrzmiewa w naszym domu na ciągłe życzenie synka ale wierzcie mi, nie przejada się nam dorosłym. Wręcz przeciwnie, tańczymy, śpiewamy, nucimy w drodze do pracy. I te smaczki. Pojedyncze partie, przeciągnięte nuty… Wspaniałe. I jakże radosne w lekki nieinfantylny zarazem sposób. A słowa – dowcipne a mądre. Z sensem! Warto było 10 lat projekt tworzyć. Taki projekt to perełka.

Projekt. Bo oprócz bajki/serialu w odcinkach, oprócz samodzielnych piosenek mamy tu współpracę z Nosweet. Kolekcja Nosweet dla Agi Bagi. No Moi Drodzy. Ja już jestem chybapsychofanką nołsłitów [noszę się nawet z zamiarem napisania postu, w którym Wam udowodnię dlaczego należy kupować leginsy za 100 zł… ] więc połączenie tych dwóch marek mnie absolutnie zaintrygowało.

IMG_7647_filtered

IMG_7670_filtered

I tak oto mamy kolekcję ciuszków, w niższych cenach, z printem agibaginowym i zachowanym stylem i klimatem Nosweet'a. Domyślacie się, że moje dziecko jest w niebie a ja naprawdę nie mam problemu estetyczno-ideowego żeby mu kupować ubrania z bohaterami bajek.

Projekt idzie jeszcze dalej. Oprócz wydanego dvd [20 zł] możemy mieć przytulaka Bodzia czy Zibiego [ponownie w sensownych cenach] a od dziś przez parę dni możecie ściągnąć za darmo aplikację Agi Bagi z filmami [też po angielsku, doskonałym angielsku!] oraz grami. Bardzo prostymi. Myślałam, że zbyt prostymi bo przecież nasze dzieci to teraz liczą, piszą, czytają…. na padach… No i ponownie. To apka dla dziecka! W 100%. Bolo ubóstwia. A ja widzę dziecko w dziecięcym ciepłym, mądrym i delikatnym świecie. Czyli tak JAK BYĆ POWINNO.

IMG_7685_filtered

IMG_7724_filtered

Polecamy bardzo mocno. Zboczcie z głównego mainstreamu na małą chwilkę. Zapewniam, że spodoba Wam się bardzo na tych bocznych ścieżynach rynku dla dzieci…

strona Agi Bagi KLIK

sklep Agi Bagi KLIK [dvd, maskotki i ciuszki Nosweet dla AgiBagi]

aplikacja [od 8.06 za darmo przez kilka dni] KLIK

IMG_7761_filtered

Hej Człowieki! Tu Bolo! Słuchajcie! Ja normalnie tak nie siadywam! To tylko świrówki były z mamą moją jak robiła zdjęcia!

No. Nie świrujcie! ….


po prostu pidżama

11 komentarzy
po prostu pidżama

Najprościej na świecie. Po prostu chcę Wam pokazać mega uroczą, totalnie wygodną i perfekcyjnie uszytą pidżamkę letnią. Duet PanPantaloni i KuraD – perfecto! Kultowe pantalonki w wersji łóżkowej i surowe cięcie góry z doskonałej bałewny. Takie dwie na lato i jest idealnie.

[cicho, deliaktnie i trochę ‚na paluszkach’ wracamy, niebawem pokażemy kolejne fajności, no bo…. no bo w końcu jest co!]

 

 

 

IMG_7490_filtered

IMG_7520_filtered

IMG_7546_filtered

IMG_7562_filtered

IMG_7563_filtered

IMG_7567_filtered

IMG_7591_filtered

IMG_7630_filtered

LIMONKOWA pidżamka TU KLIK

BŁĘKITNA pidżamka TU KLIK

IMG_7564_filtered


tona KiKa w KiKu…

22 komentarze
tona KiKa w KiKu…

Butki – Nosweet dla Mrugała

Szorty – Nosweet

Kamizelka – Booso

Skarpety – GreenberryKids

 

 

 

poprawki_filtered

IMG_5387_filtered

IMG_5274_filtered

IMG_5435_filtered

IMG_5287_filtered

IMG_5440_filtered

IMG_5311_filtered

IMG_5498_filtered

IMG_5289_filtered

IMG_5459_filtered


jestem w ciągu!

32 komentarze
jestem w ciągu!

Siedzę sobie tak oto, około północy i zerkam wokół. W korytarzu kolejne rozerwane kartony. Wszędzie coś, tu łyżeczka a tam but. Jestem w ciągu. Nadchodzi nowa pora roku, nowy sezon, nowe kolekcje, nowe piękności. Kupuję, dostaję, oglądam. Krytycyzm w wyborach naciągnęłam aż pęka. Bo inaczej puściłabym z dymem cały ten dom, tak pełny wybranych, wyselekcjonowanych popierdółek, które sprawiają, że jest mi błogo. Obecnie – jestem w ciągu.

Obiecałam sobie i Wam, że KiK trochę zwolni. Że jak coś tu się pojawi to dlatego, że mam to uczucie z początku bloga – tak, tak! Chcę to pokazać, wykrzyczeć, zaczepić inne mamy i potrząsnąć – patrz, patrzy Kobieto jakie to piękne! Przecież to był powód dla którego założyłam tego bloga – na boga. [ 😀 ]

I dziś właśnie, spontanicznie, przed północą złapałam aparat, wojowałam ze światłem i nic nie przestawiałam, nie układałam. To i to i to – patrzcie Kobiety! Jakie to piękne! I mimo, że zdjęcia robione na niepoważnym iso, mimo, że nie miałam chęci niczego ruszyć ani o milimetr, to myślę, że poniższe fotografie są miłe dla oka. I zadziałają tak, że wyobrazicie sobie, że kłuje was palcem pod łopatką i szepczę do ucha [bo noc jest!]: patrz, patrz Kobieto…

Na początek poruszę sprawę, które pewnie walnie we mnie rykoszetem bo trochę tu nabrużdżę polskim 'scandi' sklepom. Ale tylko 'kuchennie'. Jestem pewna, że 80% moich czytelniczek lubuje się w melaminie, ceramice minimalistycznej, pograniczu dziecinności i dorosłości w markach takich jak Rice czy Bloomingville… W naszych netowych, rodzimych sklepach można wynaleźć cudne cudności z tejże półki. I tak żem i ja robiła. Denerwowało mnie jedynie, że oglądając katalog Bloomingville na przykład, pragnęłam stu rzeczy, których akurat dany sklep nie sprowadził, nie zamówił. Albo jeśli już to sztuk jeden czy dwa… Specjalnie nad tym się nie zastanawiałam dopóki nie zaczęłam poszukiwać gara. Gara z kamionki. Jednego mam i odkąd go mam to innych [oprócz blaszaków, to też moja nowa miłość i mimo, że parzą ucha to nic tak szybko nie zagotowuje wody czy nie podgrzewa porcji zupy…] nie używam. Jeden do piekarnika i na gaz. Jeden do mięsa i na rosół. Jeden ale wielki. Ciężki tak, że nie mam mowy żeby coś kipiało bo po prostu pokrywa jest tak ciężka, że para nie daje rady jej podnieść. LOW!

Jeden. Wielki. Potrzebowałam drugi, mniejszy, płytszy, coby posłużył też za patelnię. W PL sklepach nikuku. Nikuku bo kolory nie takie… ok, tu nie chcę wchodzić w szczegóły ważności koloru gara dla mnie. Chociaż czuję, że wiele z was mnie rozumie… Tak czy siak – w PL czerwienie i brązy. E tam. I tak odkryłam sklep niemiecki, wysyłający do Polski za parę euro DHLem, w ciągu 2 dni paczka była u mnie.

No i ten sklep… to jest raj dla fanów marek Rice, Bloomingville, Ferm Living, Handed By, IB Laursen, Nicolas Vahe… itd itd..

EMIL&PAULA – odlatuję tam, od razu uprzedzam, odpalcie sobie lampkę wina zamin wejdziecie, bo to silna i długotrwała przyjemność…

Kurde…oni nawet te dzyngielki styropianowe serwują pod kolor!

Wszystko co zobaczycie na zdjęciach kuchennego – jest od Emila i Pauli 🙂

IMG_5206_filtered IMG_5210_filtered IMG_5213_filtered IMG_5215_filtered

Ale też – kosze. Holenderskie. Handed By. Jestem nimi oczarowana odkąd u jednej z moich bliskich mam zobaczyłam taki biały. Na wyjazd zabrała w nim pieluchy. Zawsze mnie rozwala i rozczula i zaskakuje jak mała rzecz, jakiś detal, coś niepozornego ale pięknego zmienia wnętrze. Albo chociaż jego kawałek. Ten kosz obok maty i kilkumiesięcznej dziewuszki wyglądał przeuroczo. Zapragnęłam tych koszy silnie. Oczywiście jak popatrzycie na PL oferty to smutek. U Emila jest full wybór, a kosz na zakupy już całkiem mnie podbił.

IMG_5218_filtered IMG_5219_filtered IMG_5224_filtered

Co tam jeszcze widać… tak patrzę co nacykałam 🙂 Ciuchy. Tak. W ciągu jestem. Czekam na kolejne kolekcje. Nosweet, jak co sezon, wysysa ze mnie i naszego konta ostatnie soki. Ubóstwiam ich za jakość, printy [tym razem nie podeszły mi arbuzy ale ukochałam ich za robaczkowe, drobne printy…], które noszę sama i przede wszystkim za to, że oprócz sukienek wszystko jest I DLA CHŁOPCA.

I buty. Te buty…. co zrobili dla Mrugały. Szlag jakie piękne. Tak sobie je oglądam i macam. Mięta i szarości, zamsz, leciutkie. Ten oldschoolowy klimacik… Zupełnie mam w nosie, że na sznurówkę! Aha … aha… ej hej! A dla dużych to nie łaska?! Nosiłabym…

Patrzę, patrzę.. plasterki. U was też to ważny towar? No Rice u Emila takie rozdaje…

IMG_5227_filtered IMG_5236_filtered IMG_5238_filtered IMG_5243_filtered

I jeszcze wracając do ciuchów muszę – bo się uduszę. Zapewne znacie Kaszkę. Zaglądam na jej blog zupełnie bez sensu, bo u niej te 3 dziewczyny, piękne, dziewuszkowe, tylko mi zawsze smutno, że te brudne róże i zgaszone fiolety to na sukienkach są… Ale, ponownie ta mama od kosza na pieluchy, pokazała mi coś fantastycznego. Legginsy. Niemożliwe w dotyku. Bawełna tak gładka, tak miękka, tak… no jak zamsz trochę. Te legginsy, w tym pięknym zgaszonym różu. Ja smuteczek a ona – czekaj czekaj ale chyba mają niebieski z bordo!

I tak poznałam Girls on Tiptoes. Dzieło Kaszki. Nic tam dla mojego Bola nie ma oprócz tych niebieskich legginsów, niestety. To sklep tak dziewczęcy, że aż pachnie wanilią i stokrotkami. Ale jestem nim tak zachwycona, pomysłem, kolorystyką, materiałem… że polecam każdej mamie dziewczynki, a każdej mamie chłopca – prawie, że wrzeszczę o tych niebieskich legginsach.

Jestem w ciągu.

IMG_5253_filtered IMG_5259_filtered


Ferie – Szczawnica Jaworki

6 komentarzy
Ferie – Szczawnica Jaworki

Kto nas śledzi TU lub TU wie, że ostatnie 1,5 tygodnia nartowaliśmy. Tym razem wybraliśmy koniec świata – Jaworki. O tym czy to była dobra decyzja, czy 3,5 latek jeździł na nartach, w co warto inwestować, jak wspomóc rozwój ruchowy i sto tysięcy innych wątków. Zapraszam.

Przede wszystkim aby 'być w temacie' należy zapoznać się z postem z przed roku. KLIK. Z niego dowiecie się, że odkąd dzieciaki skończyły 2 lata, śmigamy z nimi na wyprawy co najmniej kilka razy w roku, w tym dwa razy zimą. Zresztą… jestem zdecydowanie fanką wakacji zimowych. Zdecydowanie bliżej mi do tarzania się w śniegu na stoku niż do leżenia plackiem na plaży.

 

 

IMG_2927_filtered IMG_3081_filtered IMG_3106_filtered

To co jest absolutnie kluczowe to, wg mnie, nie lokalizacja, a wybór rodzaju kwaterunku. Niezmiennie twierdzę, że najlepsze są samodzielne domy. Duże. Piętrowe. Gdzie dzieci mają przestrzeń a dorośli oddech. W tym roku mogę bardzo silnie polecić domki w Jaworkach. Są dwa. Oba piękne. Nowe. Duże. Z bali. Wszystko w nich jest świeże i nowe, zrobione ze smakiem. Na piętrze są dwie naprawdę duże sypialnie i wielka łazienka z wanną. Na parterze jeszcze jedna sypialnia, łazienka z prysznicem oraz kuchnia, jadalnie i salon z kominkiem. Cały dół ma podgrzewaną podłogę. Niby pierdoła a kluczowa sprawa przy dwóch 3 latkach i jednej niemowlaczce. Drewno nie trzeszczy [zmora innych domów jakie wynajmowaliśmy], wszystko jest przemyślane [np pochowane przewody i kable], i co najważniejsze – 'nie niesie się'. Bo rozumiecie, gdy już dwójka przedszkolaków śpi a niemowlaczek zaczyna ryczeć… albo małe właśnie zaśnie a jedno z dużych postanawia zrobić dramat stulecia o chrupka?… no. Wyciszenie pomieszczeń jest ważne. I to co wokół. Plac zabaw. Górka. Huśtawka. Parking. Polecamy i na pewno będziemy wracać LUX DOMKI SZCZAWNICA JAWORKI. Aha. Gdy wpadasz po 6 h jazdy z Wawy na stole czeka i pachnie domowe ciasto….

IMG_3146_filtered IMG_3195_filtered IMG_3214_filtered

Niezmiennie jeździmy naszą genialną ekipą. Dwie mamy, dwóch tatków, dwóch przedszkolaków, a od tego roku + jedna Helenka.

Narty. Pytacie niezmordowanie czy 2 czy 3 latek to pojeździ. Czy kupować buty i narty, czy może tylko te rzepkowe nartki. Czy uczyć, czy planować, czy warto…

Przede wszystkim WARTO. Niezależnie czy nasze dziecko będzie wersją Mili czy wersją Bola czy jeszcze inną wersją, np dziecięcia siedzącego na poduszce na stoku, pijącego herbatę. Przez 2h… LOW! to ważne jest aby się 'obyło'. Załapało o co chodzi w stoku, w wyciągu, żeby poczuło klimat. Pooddychało innym powietrzem przez wiele godzin, nabrało rumieńców, trochę zmarzło aby się ogrzać w drewnianej chacie w dole góry, zajadając siekane z ziemniaka frytki, takim mini widelczykiem, żółtym na przykład…

IMG_3311_filtered IMG_3397_filtered IMG_3493_filtered

Mila. Mila już w zeszłym roku była zdecydowanie zainteresowana nartami. Miała niecałe 3 lata. Słuchała swego taty. Uczyła się pozycji i … no wszystko jest w poście z zeszłego roku. W tym roku tendencja się utrzymała. Mistrzyni 'skorzystała' z instruktora, sama wjeżdżała wyciągiem, nauczyła się jechać i hamować pługiem. Zaczęły się początki skręcania. Dziewczyna jest zadaniowa, ambitna i dąży do celu.

Bolo. Mila zadaniowa a Bolo to dusza artysty z elementem szalonego naukowca. Zjazdy byle jak byle zjechać. Byle ucieszyć twarz. Śnieg to fascynujący 'materiał' do dzióbania, lepienia bałwanów, rzucania śnieżkami, tarzania się, dupoślizgania, budowania igloo dla pingwinów… Narty? Jak w zeszłym roku. Fajnie, fajnie… wejdzie, zjedzie za ręce taty. To co? Mogę już budować igloo?… Dlatego też on w tym roku miał nartki – pierdołki na rzepy.

IMG_3795_filtered IMG_3827_filtered IMG_3898_filtered IMG_3960_filtered

Oczywiście takie narty nie nadają się do nauki. Mogą też mieć zgubny wpływ na bioderka i kostki. Ale, oczywiście, nie przez 15 minut parę razy dziennie. Takie nartki są do zabawy. Jeśli dziecko spędza na stoku 2 h jeżdżąc naprawdę musi mieć buty narciarskie i odpowiedni rodzaj nart, które nie tylko wymuszają prawidłową postawę ale i umożliwiają nabywanie prawidłowych nawyków.

Pamiętajmy też, że dzieci się różnią. I mają do prawo. A my mamy obowiązek to szanować. Mogłabym rozwinąć tę myśl ale jestem pewna, że wymaga ona jedynie przypomnienia. Po prostu i 3 latek na prawo czegoś nie lubić, nie chcieć spróbować. Ja kocham biegać. Ale wujek Q nie znosi. Za to kocha pływać. A ja nie… My jesteśmy różni. Dzieci są różne. Pozwólmy im. Zauważyłam pewną tendencję rodziców do dążenia aby 'dziecko spróbowało wszystkiego i że 3 latek nie wie co lubi a czego nie…'. Nie. Zachęcajmy. Pokazujmy. Zarażajmy. Ale bez ciśnienia.

Jako, że Was znam i zaraz zaczniecie pytać co to za kask albo czemu taka kurtka – na dole postu kilka linków nt ciuchów. Jednak chciałam dziś zwrócić waszą uwagę na bardzo, bardzo mądre hmm.. zabawki? Pomoce? Nie wiem jak je nazwać. Erzi, znane z drewnianych cudeniek do dziecięcych kuchni wprowadziło na rynek doskonałe 'przedmioty' ćwiczące:

– koordynację wzrokowo-ruchową jak i koordynację poszczególnych części ciała

– koncentrację, skupienie: ćwiczenie tych umiejętności w ruchu jest najskuteczniejsze

– współpracę obu półkul mózgowych [do tej pory takie cuda widzieliśmy w gabinetach SI i PPP, czas najwyższy aby trafiły do naszych domów, jako baza ruchowa]

IMG_3581_filtered IMG_3584_filtered IMG_3591_filtered IMG_3596_filtered

Nie bez powodu piszę o tych pomocach w poście o nartach i zabawach śniegowych. Mój syn jest dzieckiem asekuracyjnym. Bardzo często nie ufa swojemu ciałku. Bardzo często zajmuje mu dużo czasu przekonanie się do wyzwań ruchowych. Jak zobaczycie na zdjęciach, po pewnym czasie praca nóg, paluszków jest nieziemska. Dodajcie do tego balansowanie ciałem, kupę pisków, śmiechów, dumy i sukcesów – i mamy zajęte dziesiątki minut. Ruchowo. A w pomieszczeniu. Ćwiczenia na tych podestach bardzo pomogły, pomagają! Bolowi w zdobywaniu pewności siebie w zakresie ruchu. I skutecznie ćwiczą równowagę. Która jest bardzo ważna… na co dzień. I na stoku .. 🙂

Poniżej zobaczycie też deski do ćwiczenia koordynacji rączek i wzroku. Coś takiego powinno być w każdym przedszkolu jako przygotowanie dłoni, nadgarstków – do pisania. Polecam bardzo mocno. Wszystko to drewno brzozowe. Masywne, piękne. I co ważne, nie tylko jest wydatkiem z serii: dla rozwoju. Jest jeszcze wydatkiem na lata. Bo obciążenie podestów sięga 100 kg. Jak myślicie, ile było kłótni, że 'aleee tato! to moje!'.. No.

Podest Labirynt KLIK

Huśtawka KLIK

Deska Motyl KLIK

Deska SOWA KLIK

IMG_3605_filtered IMG_3614_filtered IMG_3642_filtered IMG_3663_filtered IMG_3666_filtered


Na koniec obiecane ciuchy:

Kask POC KLIK – Poc'a wybrałam bo a. bardzo mi się podobają b. wygrywają we wszelakich testach urazowych. Pamiętajcie, że na stoku nie tylko nasze dziecko może wyrżnąć na lód ale i ktoś, duży i szybki, może wyrżnąć w nasze dziecko. Kask to jak fotelik samochodowy. Bez dyskusji.

Kurtka Hyra – nie linkuję ale szukajcie w Limango [Hyry mamy wszyscy, we troje. Uważam, że nie ma lepszych śnieżnych kurtek, mają też specjalne zapinki pod spodem chroniące przed podwiewaniem, ale i przed wpadaniem śniegu pod kurtkę, np przy dupoślizganiu…]

Spodnie KAMIK – do -30C, nieprzemakalne, na szelkach, ocieplane nery i płucka, zamiast ortalionu materiał jakby 'płótno', genialne do czyszczenia. Idealnie przylegają. Kamik to kanadyjska profeska. Drogie ale można upolować w Limango.

Buty – Crocsy. Drugi sezon wygrywają z innymi śniegowcami. Leciutkie. Ciepłe. Super w czyszczeniu a przede wszystkim bardzo łatwe do zakładania i zdejmowania, w razie czego wchodzi gruba skarpeta.

IMG_4130_filtered IMG_4150_filtered

A za parę tygodni będziemy nadawać z Krynicy!


wsiowo…

19 komentarzy
wsiowo…

Za sprawą dziecka mego doceniać zaczynam uroki wsi. To dziwne. Bo wieś znam dobrze i przez lat wiele spędzałam na niej minimum dwa miesiące w roku. Ale żeby tak jarać się od razu pisklakiem, czy sadem z jabłkami… Nie. Ja Wawkowa do bólu… Aż do teraz. Aż do momentu gdy mój 3 latek uczyć mnie zaczął co jest prawdziwie piękne. Prawdziwie urocze. I prawdziwie wzruszające. Pachnące. O specyficznym kolorze…

Kolejny raz przekonuję się jak silnie 'to małe' potrafi zmienić perspektywę.

Mamy znajomych, bliskich. Na wsi. Chwila w aucie i zmieniamy masze cudnie czyste, poukładane Kabaty w wieś wsiową, zakurzoną, pachnącą ziemią i kurami. Uśmiech na twarzy dziecka tak wielki i tak nie schodzący przez godziny, że zmusił mnie do weryfikacji mojego 'oooo fuj! pełno kup kaczych!'. Bo on pisklaczki na ręce bierze i ze łzami w oczach, ze wzruszenia, które kocham u niego do omdlenia, mówi: Maluszku! Nie martw się, zaraz wrócisz do mamy, pod jej skrzydełko, ona cię ukocha do spania a potem da kolację wiesz? Takie maleńkie ziarenka ci da piipii… i tuli, i głaszcze i jest tak delikatny, że mam ochotę go tam, wśród tych kur wycałować na amen.

Bo on torbę swoją bierze i marchewki wyrywa. Odrywa 'zielone', dla królików. Pachnie wtedy tak mocno, zielenią, ziemią, wilgocią. Mamo! Marchewki pachną na zielono! I w tę torbę zbiera, wyrywa, zachwyca się. I idzie dalej. W sad z jabłkami. Przebiera, wybiera, segreguje. Smuci się i zamartwia nad tymi zepsutymi, rozciapanymi… Potem idzie po jajka prosto z spod kur wybierać, delikatnie, z namaszczeniem. Tato! Uważaj! One mogą się rozbić Tato!

IMG_6227_filtered

Wracamy do domu a on do Cioci Od Wyklutych dzwoni. Zaniepokojony. Czy zasnęły? Czy zjadły? Potem wtula się we mnie i sam sobie na głos tłumaczy dlaczego maleństwa muszą być z mamą. Bo mama pod to skrzydełko chowa. Przytula i grzeje. Mamuś, ukochasz mnie do spania skrzydełkiem piiiipiii, bo jesteś moją mamą kurką wiesz?

Fajnie być mieszczuchem i nadal, nie na wakacje, zaglądać na wieś. Nikt nie wierzy. Kredka na starość wsiowa się robi. Jeszcze trochę a na te wyprawy wcale a wcale nie założę koturnów! 😀

————

Za piękne chwile, po raz kolejny, dziękujemy Cioci od Wyklutych i Wujkowi od Traktora. Mam nadzieję, że kiedyś podlinkuję ich jako cudne Gospodarstwo Agroturystyczne tuż, tuż pod Wawą, niekoniecznie, od razu, na wakacje i niekoniecznie mające w "ofercie" … strusie…..

IMG_6204_filtered

Na koniec – bluzka/bluza, którą widzicie na zdjęciach. OMG! Co ja ostatnio marudziłam?! Że chłopcy i rozmiar 104 to trójkąt bermudzki? Poznajcie meeega chłopaczurską markę Lion of Leisure [piszę chłopaczurską ale mam ciarki na myśl o dziewczynach w tym ‚pazurze’, wiecie myk taki, tutu+Lion of Leisure+trampki/glany… mmm…] Belgijska, niszowa marka bez przesadnego poczucia misji, podchodząca z humorem do spraw ważnych. Tworząca absolutnie przepiękne grafiki. My INLOW.

IMG_6180_filtered

IMG_6234_filtered

IMG_6268_filtered

IMG_6363_filtered

IMG_6476_filtered

IMG_6518_filtered

IMG_6528_filtered