subskrybcja: Posty | Komentarze

Najstarszy obywatel

8 komentarzy
Najstarszy obywatel

Lubił samotność. Miał zwyczaj wieczornych spacerów. Lubił przechadzać się po zmroku, oglądał przechodniów, marzył… Nade wszystko szanował porządek, rytuały, powtarzalność. Dobry dzień to przewidywalny dzień. Kochał spokój. Spokój umysłu, spokój ducha, tylko czasami niepokój ciała dawał się we znaki. Gdy pierwszy raz zobaczył ją była prawie dzieckiem. Pięknością o burzy blond włosach, wesołą, skoczną, krzykliwą. Zobaczył ją na jednym ze swoich spacerów. On już bardzo dojrzały. Ona – dopiero co podlotek.

Od tego zerknięcia świat przewrócił mu się do góry nogami. Każdego wieczoru wychodząc na spacer wypatrywał tego jasnego, cudownego stworzenia. Z boku obserwował jej radość życia, dziwiąc się, że można czerpać tyle szczęścia ze skakania po trawie, z biegania od drzewa do drzewa. Ot dla samego, hucznego celebrowania życia. Ona, wydawało się, że całą sobą krzyczy: Patrzcie, podziwiajcie! Jestem piękna i mogę wszystko!

Prawie dziecko wyrastało na wysoką, smukłą blond boginię a on każdego dnia podglądał jej spacery. Mijały miesiące a on zbierał się na odwagę, żeby podejść, żeby zagaić. Serce waliło mu jak młot gdy już, już zbliżał się do niej na kilka metrów i… i łapał go cykor tak duży, że robił unik, schodził z parkowej ścieżki i nadal podziwiał ją tylko z bezpiecznej dla jego serca odległości.

Każdego wieczoru, po swoim rytualnym spacerze, po swoim stałym posiłku o stałej porze, po toalecie, siadywał późną nocą w oknie balkonowym i cichutko szeptał słowa tajemne. Słowa tak sekretne, że przeznaczone wyłącznie dla jej uszu. A potem długo w ciemną noc, wpatrywał się w księżyc i gwiazdy marząc o tej bombie żywotności, piękna i szaleństwa.

Czasami zawył.

Mijały lata. Ona dojrzała przemieniając się w rozkoszną, postawną i bujną pod każdym względem cudowność. On, nadal cichy, nadal samotny, niezbyt wysoki, czerpał przyjemność z obserwowania jej po zmroku. Ona z wiekiem przestała biegać, przestała skakać ale paradowała chodnikami dumna, z uniesioną głową. Godna i piękna. On mial wrażenie, że jej prze-zgrabne nogi sięgają nieba a oczy są niczym innym jak prototypem gwiazd…

Każdego wieczoru, po swoim rytualnym spacerze, po swoim stałym posiłku o stałej porze, po toalecie, siadywał późną nocą w oknie balkonowym i cichutko szeptał słowa tajemne. Słowa tak sekretne, że przeznaczone wyłącznie dla jej uszu. A potem długo w ciemną noc, wpatrywał się w księżyc i gwiazdy marząc o tej bombie żywotności, piękna i szaleństwa.

Czasami zawył.

Pewnego wieczoru, gdy wyszedł na spacer i jak zawsze czekał na nią pod starym dębem gdzie rozpoczynał swoją obserwację – ona nie przyszła. On czekał a ona nie przychodziła. Ze spuszczoną głową, sam nie wiedząc kiedy, wkroczył na chodnik i zaczął iść. I iść. Przed siebie. Bez celu. Serce miał roztrzaskane na tysiąc kawałków. Ze zmartwienia marszczył czoło tak mocno, że rozbolała go głowa. Nie poczuł, nie zauważył, że ktoś z nim zrównuje krok. Najpierw lekko, cicho, potem już całą pewnością. Tak, ktoś szedł tuż obok, ramię w ramię, bardzo blisko, celowo. Spojrzał w prawo i zobaczył… zobaczył ją.

Nogi zaczęły mu się plątać. Ledwo oddychał. Nie wiedział co powiedzieć. Nie wiedział nawet czy powinien się odezwać. Ale ona delikatnie przysunęła się do jego boku, poczuł jej ciepło, poczuł, że to raj. Tego wieczoru nie zamienili ze sobą ani słowa.

Każdego wieczoru, po swoim rytualnym spacerze, po swoim stałym posiłku o stałej porze, po toalecie, siadywał późną nocą w oknie balkonowym i cichutko szeptał słowa tajemne. Słowa tak sekretne, że przeznaczone wyłącznie dla jej uszu. A potem długo w ciemną noc, wpatrywał się w księżyc i gwiazdy marząc o tej bombie żywotności, piękna i szaleństwa.

Czasami zawył.

Przez kolejne tygodnie, miesiące wędrowali wieczorami razem. Bok w bok. Czasem przysuwając się bliżej, z czasem na dłużej. On wąchał jej włosy, ona opierała na nim swój ciężar. Zdarzało się, że siadali na trawie i patrzyli sobie w oczy długo, ale czy namiętnie? On nie wiedział. Bał się każdego ruchu. Bał się ją spłoszyć. A ona? Ona śmielsza, za każdym razem opierała się o niego silniej, mocniej, pewniej.

Świat się narodził pewnej majowej nocy. Gdy żadne z nich nie miało ochoty na powrót do domu. Ze ścieżek parkowych zboczyli w głąb krzaków, chaszczy, usiedli pod wierzbą. Zostali tam do rana. Nikt nie miał prawa ich podglądać.

On wrócił do domu i nie zjadł swojego stałego posiłku o stałej porze. Zapomniał o toalecie. Zapomniał usiąść w oknie balkonowym. Ale tuż przed zaśnięciem zawył. Inaczej zawył. Zawył szczęśliwie.

Następnego dnia nie mógł doczekać się wieczoru. Już późnym popołudniem czekał przy ławce niedaleko jej domu. Nadszedł zmrok. Jej nadal nie było. Wieczór zamienił się w noc. Ona nie nadeszła. Czekał do świtu. Czekał następnego dnia. Ta wysoka blond bogini o słodkim zapachu i czystym sercu już nigdy się nie pojawiła.

Każdego wieczoru, po swoim rytualnym spacerze, po swoim stałym posiłku o stałej porze, po toalecie, siadywał późną nocą w oknie balkonowym i cichutko szeptał słowa tajemne. Słowa tak sekretne, że przeznaczone wyłącznie dla jej uszu. A potem długo w ciemną noc, wpatrywał się w księżyc i gwiazdy marząc o tej bombie żywotności, piękna i szaleństwa.

Zawsze wył. Dowiedział się od sąsiadów, że tamtego ranka, tuż po nocy pod wierzbą jego sens życia wpadł pod samochód. Ciach i koniec. Bezpowrotnie. Na zawsze.

Zawsze już wył w nocy.

——————————————–

Obecnie jest najstarszym obywatelem warszawskiego Ursynowa. Ma ponad sto lat. Nadal chodzi wieczorami na spacery, je posiłki o stałych porach i mnóstwo czasu spędza pod balkonowym oknem. Ma siwą brodę, prawie nie widzi, jest głuchy na jego ucho. Bierze leki na serce i na nerki. Czasami dopada go niedowład a czasami śpi kilka dni pod rząd. Ale nadal wyje nocami pod balkonym oknem…

——————————————–

On – Spaniel Springer, zaraz skończy ludzkie 20 lat.

Ona – Chart Długowłosy, odeszła w wieku 6 lat.

  1. Cudowne.Brakowało mi już czegoś wzruszającego.

     

  2. Ej no!!! takie historie na piatkowy wieczor??? Ja tu od wtorku odchodze od zmyslow bo moj 11 letni Hugolek byl kastrowany a tu taka historia…. sie zalalam lzami:(((( ale piekna… zwierzeta kochaja tak jak my:) Nie wazne co mowia naukowcy…

  3. Piękne. 

    I tyle. O. 

  4. Pięne wzruszające jak tylko Ty potrafisz opisać 🙂

  5. Koniec zupełnie mnie zaskoczył!

    Kredko, zawsze piszesz pięknie. Zawsze piszesz w taki sposób, że nie mogę przerwać (by np. pobiec wyłączyć bulgoczące ziemniory). Zawsze piszesz tak, że chce się czytać jeszcze 🙂

  6. Piękne i wzruszające. Wspaniałe!!

  7. Jak zawsze…piękne:)

  8. Takie to… ludzkie.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *